Premier Tusk uważa, że Zełenski odpowiada za kryzys, Bułgaria nie wyśle broni Ukrainie
Tusk: to Zełenski odpowiada za kryzys w relacjach z Polską
Premier Donald Tusk wskazał prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego jako odpowiedzialnego za obecny kryzys w stosunkach polsko-ukraińskich i oczekuje, że to Kijów znajdzie sposób na jego zażegnanie. Stanowisko szefa rządu padło we wtorek na konferencji z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, dzień po wizycie szefa Biura Prezydenta Ukrainy w Warszawie.
Tusk kilkukrotnie powtórzył, że w sprawie nadania ukraińskiej jednostce wojskowej imienia bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii „piłka jest po stronie Ukrainy”. Według premiera to działania Kijowa wywołały kryzys, a strona ukraińska wciąż wykazuje brak politycznej empatii i racjonalnego podejścia do kwestii historycznych. Szef rządu miał wielokrotnie zwracać uwagę Zełenskiemu na wrażliwość Polaków.
W ubiegły piątek i sobotę z wizytą w Warszawie przebywał szef Biura Prezydenta Ukrainy Andrij Jermak. Według portalu Interia rozmowy przebiegały „w przeraźliwie zimnej atmosferze”, a rangę spotkań obniżono: ukraiński polityk nie został przyjęty przez ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Anonimowi dyplomaci relacjonowali, że gość usłyszał wiele gorzkich słów, lecz nie przedstawił argumentów na rzecz działań strony ukraińskiej.
Bułgaria wycofuje się ze wsparcia wojskowego dla Kijowa
Równolegle z napięciem na linii Warszawa-Kijów Bułgaria ogłosiła zakończenie dostaw sprzętu wojskowego dla Ukrainy. Minister obrony Dimitar Stojanow ocenił, że wojny nie da się rozstrzygnąć na polu bitwy, bo przekształciła się ona w konflikt na wyniszczenie, a kolejne transze uzbrojenia oznaczają jedynie więcej ofiar.
Stojanow apeluje o rozstrzygnięcie konfliktu przy stole negocjacyjnym, a kluczową rolę miałaby odegrać Unia Europejska. Nowy premier Rumen Radew, jeszcze jako prezydent, sprzeciwiał się trzynastu pakietom pomocy wojskowej dla Kijowa i uważa sprawę ukraińską za skazaną na porażkę - przypomina portal Politico.
Jednocześnie Sofia zapowiada zwiększenie wydatków obronnych do docelowego poziomu 5 procent PKB, spełniając tym samym oczekiwania NATO wobec państw członkowskich.
Szerszy kontekst
Oba sygnały - z Warszawy i Sofii - wpisują się w narastające w Europie zmęczenie kryzysami wokół Ukrainy, choć z odmiennych powodów. Polska, jeden z najważniejszych dotąd sojuszników Kijowa, podnosi koszt politycznych zaniechań w sprawach historycznych. Bułgaria, pod nowym kierownictwem, otwarcie kwestionuje sens kontynuowania militarnego wsparcia. Dla ukraińskich władz oznacza to konieczność równoległego prowadzenia trudnych rozmów dyplomatycznych na kilku frontach - w momencie, gdy Waszyngton sygnalizuje gotowość do zawierania nowych porozumień na Bliskim Wschodzie, a uwaga światowych przywódców zaczyna przesuwać się poza Europę Wschodnią.