Powrót

10 lat Brexitu. Wielka Brytania. Kryzys. Imigranci. Radykalizacja polityczna - Przemysław Biskup

Dekada po Brexicie: Wielka Brytania w głębokim kryzysie, Polska goni pod względem zamożności

Dziesięć lat po referendum, w którym Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu z Unii Europejskiej, Wielka Brytania mierzy się z kryzysem społecznym, gospodarczym, politycznym i obronnym. Jak ocenia dr Przemysław Biskup z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, w sferze polityki Brexit okazał się rewolucją, która przemieliła trzy pokolenia polityków, ale w sferze konkretnych rozwiązań sektorowych można go podsumować shakespeare'owskim "wiele hałasu o nic". Tymczasem Polska, która w 2016 roku miała PKB per capita na poziomie 65-70 proc. brytyjskiego, dziś osiąga 87 proc. - a według prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego za pięć lat może przeskoczyć Wielką Brytanię.

Stagnacja płac i kryzys kosztów życia

Brytyjska gospodarka od czasu wielkiego kryzysu finansowego znajduje się w stanie stagnacji realnych dochodów, zwłaszcza na poziomie mediany. "One rosły tylko mniej więcej w związku z inflacją" - wyjaśnia Biskup, podkreślając, że jednocześnie odbywało się odczuwalne kurczenie tzw. disposable income, czyli części dochodów pozostającej po opłaceniu podstawowych kosztów życia.

Od końca pandemii Wielka Brytania zmaga się z kryzysem kosztów życia, który najmocniej uderza w przeciętne gospodarstwa domowe. Jednocześnie kraj pozostaje niezwykle zróżnicowany regionalnie - spośród dziesięciu najdroższych hrabstw aż osiem lub dziewięć leży na terenie Wielkiego Londynu lub jego bezpośredniego zaplecza. W wielu częściach kraju poziom płac jest dziś zbliżony do polskiego, a mediana wynagrodzeń obu krajów - z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej - pozostaje porównywalna.

Statystyki brytyjskie windują wprawdzie liczne grono milionerów i miliarderów, jednak z punktu widzenia większości obywateli sytuacja finansowa staje się coraz trudniejsza. Wielka Brytania ma jedne z najmniejszych mieszkań w przeliczeniu na gospodarstwo domowe w Europie, a pandemia obnażyła problem tzw. mikromieszkań w Londynie - lokali tak małych, że ich mieszkańcy nie byli w stanie samodzielnie gotować podczas obowiązkowych kwarantann.

Mieszkania poza zasięgiem młodych

Najpoważniejszym problemem ekonomicznym, obok kosztów energii, jest dostęp do mieszkań. Większość miejsc pracy koncentruje się w Anglii południowo-wschodniej, ale to właśnie tam podaż mieszkań jest najbardziej ograniczona. "Ludzie potrafią kupować mieszkania o trzy, cztery nawet godziny drogi od Londynu i dojeżdżać" - relacjonuje Biskup.

Dla młodego pokolenia kolejne etapy klasycznej brytyjskiej "drabiny mieszkaniowej" (housing ladder) - wynajem, pierwsza inwestycja w nieruchomość, własny dom - stają się nieosiągalne. To jeden z głównych powodów, dla których najmłodsi wyborcy masowo głosują na ruchy antyestablishmentowe: Zielonych po lewej i Partię Reform Nigela Farage'a po prawej. Partie establishmentu - konserwatyści i obecnie rządząca Partia Pracy - wśród najmłodszych "szorują po dnie".

Sytuację pogłębiają ograniczenia strukturalne. Wielka Brytania z Irlandią Północną jest o około 20 proc. mniejsza powierzchniowo od Polski, a po odliczeniu praktycznie pustych obszarów Szkocji i Ulsteru pozostaje kraj wielkości Holandii z niemal dwukrotnie większą ludnością. Przepisy środowiskowe dotyczące stref ochronnych wokół miast dodatkowo ograniczają możliwości nowej zabudowy.

Brexit przyniósł więcej imigracji, nie mniej

Paradoksem dekady jest to, że hasło kampanii Brexitowej - "take back control" - spełniło się formalnie, ale rezultat jest przeciwny do oczekiwań wyborców. Wielka Brytania uzyskała pełną kontrolę nad polityką imigracyjną od 2021 roku, jednak skala napływu ludności okazała się bezprecedensowa.

"De facto w ciągu trzech, czterech lat, między 2021 a 2024 rokiem, przyjechało do Wielkiej Brytanii około 4 milionów ludzi" - podaje Biskup. To odpowiednik miasta większego od Warszawy. Rząd Borisa Johnsona, dążąc do przyspieszenia odbudowy popandemicznej, ustawił próg dochodowy dla imigrantów ekonomicznych w nowym systemie punktowym - wzorowanym na australijskim, kanadyjskim i nowozelandzkim - bardzo nisko, co otworzyło drzwi dla masowego napływu pracowników do najtańszych miejsc pracy.

Źródłem problemu jest specyficzny brytyjski model społeczno-gospodarczy, ukształtowany od czasów Margaret Thatcher i konsekwentnie rozwijany za rządów Tony'ego Blaira, oparty na imporcie taniej siły roboczej. "W ramach społeczeństwa brytyjskiego jako całości nie ma gotowości do pełnej renegocjacji tego modelu. Zwłaszcza tutaj biznes brytyjski bardzo ostro stawia się, że to jest niemożliwe" - wskazuje analityk PISM.

Polska społeczność: milion zarejestrowanych, 750 tysięcy mieszkających

W systemie EU Settlement Scheme, wprowadzonym po Brexicie, zarejestrowało się około 1,125 mln Polaków, którzy uzyskali lub weszli na ścieżkę uzyskania prawa stałego pobytu. Według danych brytyjskich stale w kraju mieszka jednak 730–750 tysięcy Polaków. Różnica - około 400 tysięcy osób - to migranci wahadłowi, krążący między oboma krajami.

Twardy rdzeń tej migracji stanowiło pokolenie czterdziestolatków, którzy wyjeżdżali w pierwszej dekadzie XXI wieku jako studenci lub młodzi pracownicy. Dziś mają rodziny, dzieci w wieku szkolnym i starzejących się rodziców w Polsce. To wymusza dzielenie życia między dwa kraje, a coraz częściej - powrót.

Realny wzrost zamożności Polski w ciągu ostatniej dekady, mierzony parytetem siły nabywczej, sprawia, że decyzja o powrocie staje się ekonomicznie racjonalna nawet dla osób pracujących w Wielkiej Brytanii na wyższych stanowiskach. "To chyba akurat w tym przypadku bardziej świadczy o Polsce niż o Wielkiej Brytanii" - ocenia Biskup.

Społeczeństwa równoległe i erozja autorytetu państwa

Masowy napływ imigrantów spoza Europy doprowadził do narastania zjawiska autoizolacji niektórych grup etnicznych i powstawania społeczeństw równoległych. W części społeczności pochodzenia pakistańskiego upowszechniają się małżeństwa kuzynowskie, sprowadzanie żon z kraju pochodzenia, uniemożliwianie kobietom nauki angielskiego oraz wychowywanie kolejnych pokoleń w odmiennym kodzie kulturowym.

Powstają równoległe systemy regulacyjne oparte na prawie szariatu, co - jak wskazuje Biskup - oznacza "poważną erozję mocy regulacyjnej, autorytetu regulacyjnego państwa brytyjskiego na własnym terytorium". W ostatnich dwóch kampaniach wyborczych do Izby Gmin sześciu lub siedmiu posłów zostało wybranych w oparciu o postulaty związane z wojną w Gazie. Potencjał dla tego typu ruchów może obejmować już około 100 okręgów wyborczych.

Pojawiło się także zjawisko tzw. patroli muzułmańskich, które w niektórych dzielnicach nawołują przechodniów do stosowania islamskich norm obyczajowych - białe Brytyjki bywają opluwane lub napastowane. Wzrosła przestępczość pospolita, w tym wyrywanie torebek i telefonów oraz ataki nożowe (knife crime), choć - jak zastrzega Biskup — noszenie noży nigdy nie było częścią tradycyjnej kultury brytyjskiej, a przepisy w tej sprawie pozostają surowe.

Gangi gwałcicieli i wyciszanie przez establishment

Najpoważniejszą plamą na brytyjskim modelu integracji pozostaje sprawa działających od lat 80. w północnej i środkowej Anglii gangów gwałcicieli, zdominowanych przez ludność pochodzenia pakistańskiego. "Mieliśmy do czynienia z połączeniem czystych grup przestępczych z silną infiltracją lokalnych struktur władzy, struktur policyjnych" - opisuje Biskup. Ofiarami padały głównie białe dziewczynki pochodzenia robotniczego oraz dziewczynki z innych mniejszości niemuzułmańskich.

Zjawisko było systematycznie wyciszane przez dziesięciolecia. "Jeden z większych skandali rządu Keira Starmera, obecnego rządu, polegał na tym, że on usiłował właśnie nie dopuścić do oficjalnego, pełnego państwowego dochodzenia w tej sprawie" - relacjonuje analityk PISM.

Reakcją państwa na publiczne dyskusje o tych problemach stają się coraz częściej postępowania karne za treści zamieszczane w internecie - w Wielkiej Brytanii prowadzonych jest ich kilkanaście tysięcy. "Stawia Wielką Brytanię pod względem wolności słowa w pozycji lidera, takiego smutnego lidera" - komentuje Biskup. Establishment, jego zdaniem, "zamiata pewne tematy w bardzo systematyczny sposób pod dywan", co prowadzi do nieuniknionej radykalizacji debaty publicznej, gdy podejmują je osoby spoza głównego nurtu.

Armia najmniejsza od czasów napoleońskich

Równolegle z kryzysem społecznym pogłębia się kryzys obronny. Brytyjskie siły zbrojne są dziś najmniejsze od epoki napoleońskiej. W odróżnieniu od państw Europy Środkowej, które po wybuchu wojny na Ukrainie radykalnie zwiększyły wydatki obronne - Polska około 2,5-krotnie - Wielka Brytania podniosła budżet jedynie o około pół procent PKB, a większość tej kwoty miała pokryć realne braki istniejące już wcześniej tylko na papierze.

W pierwszych dwóch latach wojny Brytyjczycy przekazali Ukrainie znaczną część zapasów, ale nie podjęli decyzji o ich odtworzeniu. Negocjacje w trójkącie premier-minister finansów–minister obrony nad planem inwestycji obronnych zakończyły się propozycją podwyżki nakładów o zaledwie 0,08 proc. PKB. W reakcji minister obrony podał się do dymisji, stwierdzając, że nie jest w stanie zrealizować celów obronności przy takim budżecie. Następnego dnia ustąpił także jego zastępca ds. sił zbrojnych, były pułkownik sił specjalnych Al Carns.

Skala braków sprzętowych pokazała się boleśnie podczas ataku irańskiego na brytyjskie bazy na Cyprze - wysłanie tam niszczyciela Dragon w celu wzmocnienia obrony przeciwlotniczej trwało dwa tygodnie, bo okręt trzeba było dopiero skompletować. Niedawno rosyjska fregata eskortująca tankowce floty cieni oddała strzały ostrzegawcze na kanale La Manche, blisko głównej bazy marynarki wojennej w Portsmouth. "Wszystko, co Brytyjczycy byli w stanie wysłać w ten rejon, to były okręty patrolowe. To jest tak jakby na spotkanie jednostki czołgów pojechał radiowóz policyjny" - opisuje Biskup.

Czy powrót do Unii jest możliwy?

Choć nastroje antybrexitowe narastają, a Brexit jest powszechnie postrzegany jako błąd, droga powrotu do Unii Europejskiej pozostaje wąska. Część rozczarowanych uważa, że "było za mało Brexitu w Brexicie" - w sferze polityk sektorowych Wielka Brytania nadal w znacznej mierze funkcjonuje jak państwo członkowskie UE. Polaryzacja pozostaje wysoka, a osób, które fundamentalnie zmieniły zdanie, jest jedynie kilkanaście procent.

Sondaż YouGov przeprowadzony w kilku państwach UE pokazał, że choć ogólne poparcie dla ewentualnego powrotu Wielkiej Brytanii jest większościowe, to gdy pytanie dotyczy konkretnych warunków - członkostwa w strefie euro, swobody przepływu osób, rezygnacji ze specjalnych klauzul - poparcie spada do około 30 proc. po obu stronach.

Pozytywne dane dla Polski nie powinny przesłaniać szerszego obrazu - Brexit nie jest głównym powodem brytyjskich problemów, a gospodarka brytyjska wykazuje lepszą dynamikę niż niemiecka i porównywalną z francuską. Wielka Brytania pozostaje globalnym centrum spektaklu - od Premier League, której odbiorcą jest dziś świat, a nie tylko Wyspy, po seriale o brytyjskiej arystokracji produkowane dla amerykańskich platform. Pod tą fasadą kryje się jednak państwo w głębokim kryzysie strukturalnym, w którym establishment polityczny - zarówno konserwatyści, jak i Partia Pracy - nie ma jak dotąd woli ani zdolności do przeprowadzenia bolesnych reform modelu społeczno-gospodarczego.