Powrót

AfD wygrywa w Saksonii-Anhalt. Nowe Niemcy niepokoją Warszawę

Alternatywa dla Niemiec (AfD) zdobyła niemal 45 procent głosów w wyborach w Saksonii-Anhalt - wynika z relacji dziennikarza Igora Janke, który obserwował głosowanie na miejscu. W rozmowie z Grzegorzem Ślubowskim w Kanale Otwartym analizował, co zwycięstwo skrajnie prawicowej partii oznacza dla Polski, a przede wszystkim dla polityki wobec Rosji i wojny na Ukrainie.

Kraj głębokiego podziału

Janke wrócił z Niemiec z przekonaniem, że to inne państwo niż to, które znał sprzed dekady. „To są zupełnie inne Niemcy niż te, o których myśleliśmy” - mówił. Zamiast stabilnej polityki, myślenia strategicznego i konsensualnego stylu rządzenia zastał kraj sfrustrowany i spolaryzowany.

Frustrację dostrzegł po obu stronach sporu. Wyborcy AfD są rozgoryczeni sytuacją w Niemczech; establishment i przeciwnicy partii - jej rosnącym poparciem. „Wydawało się, że to my jesteśmy mistrzami świata w polaryzacji, a tam zobaczyłem, jak polaryzacja może wyglądać jeszcze mocniej” - ocenił.

Podział sięga życia codziennego. „Jak ty jesteś z AfD, a ja jestem przeciw AfD, to raczej razem nie siadamy” - relacjonował Janke atmosferę przy rodzinnych stołach. Przed wiecem partii zauważył autokar, z którego młodzi ludzie puszczali wulgarne przyśpiewki wymierzone w AfD, śpiewane na melodie pieśni kościelnych.

Saksonia-Anhalt, dawna NRD, nie należy do najzamożniejszych landów. Dziennikarz opisywał zaniedbane ulice i graffiti, choć zastrzegał, że nie wszystko wygląda źle. Ludzie skarżą się na wysokie ceny i trudne warunki życia. „Wracam do kraju lepiej funkcjonującego, gdzie ludzie są bardziej zadowoleni” - mówił o powrocie do Polski.

Spór o granice demokracji

Rozmówcy zwrócili uwagę na sposób, w jaki przeciwnicy AfD opisują sytuację. Janke był na wydarzeniu nazwanym „Festiwalem Demokracji”, na które przyszło kilka tysięcy osób. Organizatorzy sugerowali, że zwycięstwo AfD oznaczałoby koniec demokracji.

Dziennikarz, który zastrzegał, że nie sympatyzuje z partią, uznał taki przekaz za nietrafiony. „To jest prawdziwy proces demokratyczny. Ludzie wybierają partię, która mówi o ich problemach” - podkreślał. Za sprzeczne z zasadami demokracji uznał wykluczanie ugrupowania cieszącego się tak dużym poparciem.

Ślubowski przywołał kontekst historyczny - dojście nazistów do władzy w drodze wyborów w 1933 roku. Janke odpowiedział, że byłby ostrożny z takimi porównaniami: „Nie czułem tam atmosfery nazizmu”. Zastrzegł jednak, że nie może zagwarantować, jak partia będzie rządzić.

Obaj rozmówcy zwrócili uwagę na słabość rządu federalnego. Gabinet kanclerza Friedricha Merza cieszy się poparciem na poziomie 12-13 procent. „Nie przypominam sobie polskiego rządu, który miałby tak niskie poparcie” - zauważył Janke. CDU, rządząca w landzie przez 26 lat, uzyskała w tych wyborach 17 procent.

Program: migracja, energia i Rosja

Janke rozmawiał z działaczami i politykami AfD, zastrzegając, że nie bierze odpowiedzialności za ich przyszłe działania. Partia zapowiada zmianę polityki migracyjnej - chce odsyłać osoby, które pobierają wysokie zasiłki, nie pracują i nie integrują się. „Nie mamy nic przeciwko migrantom, którzy pracują i którzy się integrują” - takie zdanie słyszał wielokrotnie od zwolenników.

Dziennikarz zaznaczył, że polski kontekst jest odmienny. „W Polsce nie mamy takiego problemu, bo zdecydowana większość migrantów pracuje” - mówił, dodając, że niemieckie zasiłki są wysokie.

Najwięcej niepokoju budzi stosunek AfD do Rosji i wojny na Ukrainie. „Nie jesteśmy prorosyjscy, my jesteśmy proniemieccy, a w interesie niemieckim jest tania energia z Rosji” - tak Janke streścił argumentację działaczy. Wielu z nich, jego zdaniem, ma niewielką wiedzę o Rosji i nie rozumie tego, co dzieje się na Ukrainie.

Partia chce powrotu do energetyki jądrowej i sprowadzania taniego rosyjskiego gazu. Sprzeciwia się dalszemu wspieraniu Ukrainy. „Te pieniądze, które wysłaliśmy na Ukrainę, powinniśmy przeznaczać na posiłki dla dzieci w szkołach” - cytował Janke hasło, które, jak ocenił, dobrze się sprzedaje wśród zmęczonych wojną wyborców.

„Powinniśmy rozmawiać, nie odpychać”

Dziennikarz argumentował, że polska polityka powinna być realistyczna i pozbawiona emocji. Za błędne uznał publiczne stanowisko premiera Donalda Tuska, który nazwał zdrajcami tych, którzy współpracują z AfD lub cieszą się z jej zwycięstwa.

„Jeżeli jakieś ugrupowanie w sąsiednim, partnerskim kraju wygrywa wybory, to obowiązkiem polskich polityków jest nawiązać z nimi współpracę” - przekonywał Janke. Porównał to do konieczności współpracy z administracją Donalda Trumpa mimo braku sympatii.

Zdaniem dziennikarza AfD niemal na pewno będzie wpływać na niemiecką politykę, nawet jeśli nie obejmie władzy - bezpośrednio lub przez przejmowanie haseł przez rządzących. Dlatego opowiedział się za twardą, kalkulacyjną grą: „Mogą sobie zatkać nos na ten czas, ale powinni to robić na zimno”.

Kluczowym argumentem w rozmowach z AfD ma być bilans handlowy. Wymiana z Polską jest, według Janke, „ultraimponująca” w obie strony, podczas gdy handel z Rosją nawet przed wojną był wielokrotnie mniejszy. Jedynym państwem, z którym Polska nie ma dziś o czym rozmawiać, pozostaje Rosja: „Możemy rozmawiać, tylko jak jest o czym. Nie mamy żadnej płaszczyzny”.

Bez rewizjonizmu, z sentymentem do Rosji

Zapytany o wątki rewizjonistyczne, Janke odpowiedział, że ich nie usłyszał. „Nie słyszałem głosów, że powinniśmy przywrócić parę miast, przesunąć granice” - mówił, zaznaczając, że mogą to być pojedyncze przypadki na marginesie.

Dostrzegł natomiast wyraźne dążenie do przywrócenia dumy narodowej. „Oni przestają się wstydzić tego, że są Niemcami” - relacjonował. Działacze, z którymi rozmawiał, wyrażali podziw dla rozwoju Polski i nie mówili o niej niczego złego. O reparacjach mówili, że należy zapomnieć historię i współpracować; jeden z polityków, dopuścił rozmowę o zwrocie dzieł sztuki.

Realnym zagrożeniem dla Polski pozostaje, w ocenie dziennikarza, możliwe zbliżenie niemiecko-rosyjskie. „Najgorsze, co może być dla polskiej racji stanu, to sojusze niemiecko-rosyjskie” - mówił. Odpychanie AfD miałoby ten scenariusz jedynie przybliżyć.

Kontekst i perspektywa

Rozmówcy przypomnieli, że niechętna Ukrainie postawa nie jest w Europie odosobniona. Wskazali na politykę Stanów Zjednoczonych wobec Rosji oraz na powściągliwość samych Niemiec na początku wojny, gdy Berlin wysłał Kijowowi 5 tysięcy hełmów. Kanclerz Merz, zdaniem Janke, zmienił kierunek - także pod presją rosyjskich działań i postawy Waszyngtonu - i prowadzi bardziej stanowczą politykę niż Angela Merkel czy Olaf Scholz.

Wynik w Saksonii-Anhalt padł przy frekwencji przekraczającej 80 procent, znacznie wyższej niż w poprzednich wyborach. Mimo mobilizacji przeciwników AfD partia zwyciężyła spektakularnie. Obaj dziennikarze uznali to za początek większych zmian w Niemczech - i wezwali do trzeźwej analizy, bez histerii o „faszyzmie” i bez bezkrytycznego entuzjazmu. „Powinniśmy być na to przygotowani” - podsumował Ślubowski.