Rewolucja 1917 roku jako lustro dla dzisiejszej Rosji
Dr Michał Patryk Sadłowski z Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską przekonuje, że rosyjskie elity, opozycja i sam Kreml sięgają dziś po historię rewolucji lutowej 1917 roku, by zrozumieć - i przewidzieć - możliwy scenariusz upadku Władimira Putina. Punktem wyjścia do tej analizy, przedstawionej w nowym cyklu „Rosja: przyszłość i przeszłość” na Kanale Otwartym, stała się wydana w tym roku w Rosji książka amerykańsko-japońskiego badacza Tsuyoshiego Hasegawy „Ostatni car”.
Praca Hasegawy, oryginalnie opublikowana po angielsku dwa lata temu, została błyskawicznie przetłumaczona na rosyjski i - jak zauważa Sadłowski - cieszy się w Rosji dobrą sprzedażą. Jej pełny tytuł brzmi: „Ostatni car. Jak Mikołaj II chciał zachować samodzierżawie i utracił władzę”. Zdaniem gościa programu popularność książki nie jest przypadkowa, lecz wynika ze zjawiska, które można opisać jako intelektualną mimikrę.
Historia jako język zakazanej debaty
W warunkach cenzury i zakazu publicznej dyskusji o wielu tematach rosyjscy intelektualiści wykorzystują przeszłość jako bezpieczny kod. „O pewnych rzeczach publicznie nie można dyskutować” - mówi Sadłowski, przypominając wprowadzone w Rosji ograniczenia w sprzedaży książek. Na kanwie historii toczy się więc debata o teraźniejszości.
Badacz przytacza własne obserwacje z czasów, gdy mieszkał w Petersburgu. W jednym z tamtejszych teatrów wystawiano spektakl o carze Pawle I, który zginął w zamachu. „To też wywoływało takie podniecenie na widowni tym, że jest scena zamachu na cara” - relacjonuje. Część publiczności odczytywała przedstawienie nie tylko w kontekście historycznym.
Podobny mechanizm dotyczy samego tytułu książki Hasegawy. W rosyjskim internecie krążyły memy zestawiające noworoczne orędzia Putina z portretem Mikołaja II. Przeciwnicy prezydenta sugerują w ten sposób, że i on utraci władzę - a w skrajniejszych wersjach, że podzieli los rozstrzelanego cara. Słowo „ostatni” w tytule nabiera więc podwójnego znaczenia.
Teza Hasegawy: przegapiony moment reform
Jedna z głównych tez książki głosi, że silna, samodzierżawna władza była Rosji potrzebna z powodów historycznych i geograficznych - do budowy imperium. Na pewnym etapie należało ją jednak zliberalizować i zdemokratyzować, by zreformować państwo. Mikołaj II tego nie uczynił.
Analogia z Putinem jest, według Sadłowskiego, czytelna. „Putin być może nawet do pewnego momentu był dobry, żeby zapewnić stabilność, ale przegapił ten moment i zachowuje się teraz jak tyran” - streszcza wymowę książki. Skutkiem ma być nie tylko utrata władzy, ale ryzyko doprowadzenia Rosji do upadku.
Badacz zwraca uwagę, że wątek 1917 roku wraca także w bieżącej polityce rosyjskiej. Podczas ostatnich wyborów partię Jabłoko oskarżano o dążenie do „drugiego pokoju brzeskiego” - czyli do oddania wielkich połaci Rosji w zamian za zakończenie wojny. To bezpośrednie odwołanie do traumy z czasów pierwszej wojny światowej.
Lekcje Kremla z rewolucji lutowej
Sadłowski wskazuje, że przyczyną upadku caratu było wejście Rosji w pierwszą wojnę światową - nowoczesny, totalny konflikt - z niezakończonym konfliktem wewnętrznym. Car chciał zachować pełnię władzy, podczas gdy wzmacniające się wraz z rozwojem kapitalizmu grupy społeczne domagały się rządów opartych na konsensusie i realnym parlamencie.
Chwilowy konsensus z początku wojny załamał się pod ciężarem klęsk i problemów zaopatrzenia. Doszło do buntu wojskowego - zbuntował się garnizon piotrogrodzki, gdy car przebywał poza stolicą, a łączność była utrudniona. To, zdaniem badacza, kluczowa lekcja dla obecnych władz.
Kreml, jak twierdzi Sadłowski, analizuje te wydarzenia bardzo wnikliwie. „Starają się unikać komasacji armii w takich kluczowych ośrodkach” - wskazuje. Druga lekcja to ścisła kontrola propagandy wśród żołnierzy. Próby rosyjskiej opozycji, by przez Telegram i YouTube dotrzeć do wojska z antyputinowskim przekazem, nie powiodły się.
Trzecią lekcją jest bezwzględne zdecydowanie władzy. Gdy tylko pojawia się potencjał rewolucyjny, jest on - jak w przypadku partii Jabłoko - natychmiast likwidowany. Sadłowski podkreśla przy tym różnicę charakterologiczną między obydwoma przywódcami. Mikołaj II uchodzi za cara słabego i chwiejnego, Putin zaś od początku manifestuje siłę i zdecydowanie, dystansując się od jakichkolwiek porównań z ostatnim carem.
Kontrola metropolii i przekupiony spokój
Rewolucja lutowa rozegrała się w Piotrogrodzie - w kolejkach po żywność, wśród problemów z aprowizacją. Dziś, zdaniem badacza, Kreml wyciągnął z tego wniosek o konieczności pełnej kontroli największych ośrodków miejskich, których w Rosji jest kilkanaście.
Kontrola opiera się na dwóch filarach. Pierwszym jest rozbudowany aparat represji. „W przypadku jakichkolwiek nawet zalążków manifestacji automatycznie to jest zlikwidowane” - mówi Sadłowski, opisując widoczną obecność sił porządkowych w Moskwie i Petersburgu, wspieraną przez systemy kamer i inwigilacji.
Drugim filarem jest dobrobyt. Moskwa była w ostatnich latach silnie dofinansowana. Sadłowski przytacza rozmowę z rosyjską polityk, według której jesienią 2021 roku jednym z głównych sporów w stolicy było to, czy zbierać liście z trawników. „Musimy przekupić ludność, musimy zapewnić jej spokój, dobrobyt, żeby poczuła, że ma coś realnego, szkoda tego stracić” - tak opisuje logikę Kremla.
Ukraińskie ataki i test lojalności
Ten model, oparty na oddaleniu frontu i spokoju metropolii, zaczął pękać wraz z ukraińskimi atakami. Sadłowski interpretuje je jako próbę wyprowadzenia mieszkańców z „letargu” oraz osłabienia obrony południowych regionów Rosji.
Kluczowe pytanie brzmi, czy skuteczność tych ataków zostanie odebrana jako nieudolność władz, czy jako wrogi akt mobilizujący społeczeństwo. „Na razie jednak władzom udaje się przechylać tę szalę na stronę tego, że traktujemy te ataki jako akt wrogi wobec nas” - ocenia badacz.
W 1917 roku mobilizacja patriotyczna zawiodła, bo chłop wysłany do okopów nie czuł się obywatelem państwa - nie otrzymał ziemi, a reformy okazały się nieefektywne. Dziś, zdaniem Sadłowskiego, władze obawiają się ogłosić mobilizację właśnie z lęku, że obróci się ona przeciwko nim.
Elity, nowy Lenin i technologie
Sadłowski dostrzega analogię także w postawie elit. Rodzina Romanowów była wrogo nastawiona do Mikołaja II - dobitnym symbolem stało się zabójstwo Rasputina z udziałem księcia Jusupowa. Współcześnie Ukraina i część Zachodu dążą do odwrócenia rosyjskich elit od Putina, między innymi - jak sugeruje badacz - przez politykę Donalda Trumpa, będącą częściowo próbą ich przekupienia.
Putin ma jednak przewagę nad ostatnim carem. Mikołaj II wchodził w wojnę z legalną opozycją, działającą Dumą Państwową i wolną prasą. Putin przystąpił do wojny z „wyczyszczonym polem”, a w pierwszych miesiącach inwazji dodatkowo je oczyścił, gdy wiele osób opuściło kraj.
Badacz ostrzega przed pojawieniem się „nowego Lenina” - outsidera, który w czasie chaosu przejmie władzę. Przypomina, że Lenin jako jedyny nazywał pierwszą wojnę imperialistyczną, a po kilku latach wrócił do Rosji i sięgnął po władzę. Nowym czynnikiem jest internet, który pozwala oddziaływać na nastroje patriotyczne i szowinistyczne również na prowincji.
Popularność „Ostatniego cara” Hasegawy jest więc symptomem szerszego zjawiska. W kraju, gdzie o teraźniejszości nie wolno mówić wprost, historia rewolucji lutowej stała się językiem, którym Rosjanie - od opozycji po elity Kremla - próbują odczytać własną przyszłość. Sadłowski żałuje przy tym, że takie książki nie są tłumaczone ani recenzowane w Polsce, mimo że opisują podglebie wydarzeń rozgrywających się za wschodnią granicą.