Powrót

Ataki na Moskwę osłabią Putina? Rosjanin tłumaczy, co dzieje się w społeczeństwie - fragment live

Rosjanin tłumaczy, dlaczego ataki dronów nie obalą Putina

Mimo spektakularnych nalotów dronów na Moskwę i Petersburg, większość Rosjan nie przekłada niezadowolenia na opór wobec władzy - twierdzi rosyjski opozycjonista Denis, który od ponad trzech lat mieszka w Polsce. W rozmowie w kanale otwartym opisał stan rosyjskiego społeczeństwa, falę emigracji do Białorusi i Serbii, kurczenie się klasy średniej oraz mechanizmy represji, które uniemożliwiają realną zmianę polityczną.

Naloty nie mobilizują społeczeństwa wokół Kremla

Według rozmówcy spektakularne ataki dronów na rosyjskie miasta nie wywołują efektu konsolidacji wokół Putina, jakiego można by się spodziewać. Większość Rosjan, jak zauważa, traktuje takie zdarzenia jako "błąd władzy" - konkretnie władzy rosyjskiej, która nie zapewniła wystarczającej obrony przeciwlotniczej.

Denis odwołuje się do teorii dwóch strategii społecznych wobec odpowiedzialności rządzących. Pierwsza opiera się na proteście ulicznym i wymuszaniu rozliczeń, druga - typowa dla Rosjan - na biernym narzekaniu. "Mogą narzekać, ale to nie przetwarza się na mobilizacji przeciwko władzy" - wyjaśnia. Rosjanie nagrywają apele do Putina, ale nie podejmują aktywnych działań.

Drugi mechanizm dotyczy reakcji odwrotnej - części społeczeństwa naloty utwierdzają w przekonaniu, że Rosja prowadzi wojnę nie z Ukrainą, lecz z całym Zachodem. To narracja Kremla o "ataku prewencyjnym", którą wzmacniają rosnące możliwości ukraińskich sił zbrojnych. Jak zauważa rozmówca, postsowiecki system edukacji nie kształtuje krytycznego myślenia, co ułatwia przyswajanie takich tez.

Druga mobilizacja zbyt ryzykowna dla Kremla

Rozmówca nie wierzy, by Putin zdecydował się na drugą falę mobilizacji w dużych miastach. Pierwsza, z 2022 roku, naruszyła "pakt społeczny" i wywołała masową ucieczkę mężczyzn przez granice z Kazachstanem, Gruzją i innymi państwami. Powodem nie był sprzeciw wobec wojny jako takiej, ale strach przed poborem.

Kreml stawia więc na ochotników - według różnych źródeł Rosja jest w stanie pozyskiwać około 35 tysięcy ludzi miesięcznie. To właśnie tę liczbę chce przebić strona ukraińska. Nowy minister obrony Ukrainy, były minister cyfryzacji, ogłosił cel zadawania Rosji strat rzędu 50 tysięcy żołnierzy miesięcznie. "Jeżeli Ukraińcy dojdą do tego poziomu, kiedy zniszczą wojska rosyjskie szybciej, niż Rosja ich uzupełnia, to wtedy władze rosyjskie nie będą miały innego wyjścia. Albo pójść na mobilizację, albo pójść na zawieszenie broni" - mówi Denis. Próg ten nie został jeszcze osiągnięty, ale Ukraina systematycznie się do niego zbliża.

Białoruś jako "wyspa wolności" dla Rosjan

Jednym z bardziej zaskakujących zjawisk ostatnich miesięcy jest masowy wyjazd Rosjan do Białorusi. Według rozmówcy nawet 10 procent mieszkań sprzedawanych w Mińsku trafia obecnie w ręce obywateli Rosji. Powód? Mniej restrykcji niż w Rosji - działają zachodnie sieci społecznościowe, dostępne są marki, które wycofały się z rynku rosyjskiego po inwazji.

"To brzmi śmiesznie i jeżeli by ktoś powiedział to w roku 2020, po stłumieniu protestów w Białorusi, nikt by w to nie uwierzył, ale dziś Białoruś w porównaniu z Rosją wygląda jako taka wyspa wyspa swobody" - ocenia Denis. Popularnymi kierunkami pozostają też Armenia, Kazachstan, Turcja i Serbia, choć ta ostatnia jest pod presją Unii Europejskiej, by wprowadzić wizy dla Rosjan. Czarnogóra stopniowo ogranicza dostęp.

Bezpieczeństwo emigrantów bywa pozorne. W Erywaniu zatrzymano niedawno znanego matematyka-opozycjonistę; po trzech dniach został wypuszczony i wyjechał do Tel Awiwu. Z Kazachstanu wydalono do Rosji programistę pracującego dla OpenAI, twórcy ChatGPT - w kraju grozi mu do 12 lat więzienia za wpłaty na zrzutki pomocowe dla Ukrainy. Rosja korzysta z otwartych baz danych kryminalnych z państwami WNP.

Wewnątrz kraju: ograniczenia internetu i represje

W samej Rosji wprowadzane są coraz dalej idące ograniczenia. Na początku maja, przed Dniem Zwycięstwa, w centrum Moskwy na trzy tygodnie wyłączono internet - według doniesień prasowych Putin obawiał się ataku na siebie, wzorując się na sytuacjach w Wenezueli i Iranie. W dużych miastach źle działa sygnał GPS; mieszkańcy wracają do papierowych map, bo Google Maps i Yandex Maps nie lokalizują użytkowników.

Rozszerza się też lista podstaw do uznania za "agenta zagranicznego". Początkowo kryterium było otrzymywanie pieniędzy z Zachodu. Jak przyznał jeden z wiceministrów, w 2025 roku Duma Państwowa rozszerzyła katalog powodów - w przeciwnym razie status zachowałyby zaledwie 4 procent osób wpisanych na listę w ubiegłym roku. Mechanizm stał się narzędziem masowej represji.

Denis opisuje też niekonsekwencję władz w zarządzaniu bezpieczeństwem cywilnym. Lotnisko w jego rodzinnym mieście - liczącym około półtora do dwóch milionów mieszkańców - było zamknięte przez trzy i pół roku od początku inwazji, gdy Ukraina nie miała jeszcze możliwości głębokich uderzeń. Otwarto je dopiero teraz, gdy ataki dronów są codziennością. "Prawie wszystkie loty wieczorem oraz rano są albo opóźnione, albo odwoływane, ale wciąż się odbywają" - relacjonuje.

Klasa średnia się skurczyła, opozycja wyjechała

Moskwa i Petersburg zawsze miały niższe poparcie dla Putina niż prowincja. Rozmówca przypomina protesty z lat 2011–2012 po powrocie Putina do Kremla oraz manifestacje z 2018 roku, gdy Aleksiejowi Nawalnemu odmówiono udziału w wyborach. Po inwazji w 2022 roku tysiące ludzi wychodziły na ulice Petersburga i Moskwy, a w 2024 roku ponad 50 tysięcy uczestniczyło w pogrzebie Nawalnego.

Mimo to nadzieje na powtórzenie tych protestów są nikłe. Klasa średnia, której odsetek przed aneksją Krymu sięgał około 30 procent społeczeństwa (dla porównania w Polsce - ponad 60 procent), skurczyła się do 15–20 procent. Jej skład też się zmienił: dzięki wojennym wynagrodzeniom zasilili ją żołnierze, ochotnicy i ich rodziny, popierający wojnę.

Według danych, do których odwołuje się Denis, aktywnie wspiera wojnę 20–25 procent Rosjan, około 13 procent ma stosunek zdecydowanie negatywny, a około dwóch trzecich pozostaje neutralnych. Wielu z tej ostatniej grupy wybrało strategię "emigracji wewnętrznej" - zamknięcia się w pracy, rodzinie i turystyce krajowej, która znacząco wzrosła po 2022 roku.

Elity bez podmiotowości, zamach mało prawdopodobny

Pytany o szansę zamachu na Putina ze strony oligarchów, rozmówca jest sceptyczny. Zarówno oligarchowie, jak i kadry administracji państwowej oraz Ministerstwa Obrony zostały - jak ujmuje - "przyzwyczajone do tego, że nie mają żadnej podmiotowości". Nie mają wizji państwa bez Putina i nie traktują działań politycznych jako opcji.

FSB, z którego wywodzi się Putin, kontroluje większość dużych spółek, także prywatnych. Nawet gdyby Putin nagle zniknął, władzę najprawdopodobniej przejęłaby ta sama struktura siłowa. Denis przytacza powiedzenie, które zapamiętał z początków swojej drogi opozycyjnej: "Czekista na czele państwa może zrobić z tego państwa tylko jeden wielki gułag". Po 25 latach rządów Putina ocenia, że tak właśnie się stało.

Zabójstwo w Polsce: ślad czeczeński?

Rozmówca odniósł się też do zabójstwa rosyjskiego artysty w Białej Podlaskiej, znanego z prac obrażających władze rosyjskie, w tym Ramzana Kadyrowa. Skłania się ku hipotezie, że zlecenie miało charakter osobisty - kadyrowski - a nie strategiczny ze strony GRU lub FSB.

Wskazuje na precedens zabójstwa Borysa Niemcowa w 2015 roku kilkaset metrów od Kremla, za którym według dziennikarzy śledczych stali Czeczeni działający bez bezpośredniego zlecenia Putina, ale chcący "zrobić mu prezent". Według informacji premiera Donalda Tuska zatrzymany w sprawie polskiej zabójstwa pochodzi z Czeczenii i posiadał gruziński paszport.

Sam fakt operacji rosyjskich służb lub powiązanych grup na terytorium Polski rozmówca uznaje za bardzo niepokojący. Przypomina otrucie Aleksandra Litwinienki w Londynie i zabójstwo czeczeńskiego opozycjonisty w Berlinie w 2019 roku. "Społeczeństwo polskie, amerykańskie, europejskie muszą zrozumieć po raz kolejny, z kim mają do czynienia" - apeluje. Przyznaje, że po informacji o zabójstwie rozważał wycofanie zgody na publikację wywiadu, ale uznał, że milczenie byłoby spełnieniem oczekiwań Kremla.

Wojna jako pętla, nie epizod

Pytany o perspektywę zakończenia wojny, Denis ostrzega, że bez głębokiej zmiany władzy - nie tylko samego Putina, ale całej warstwy rządzącej - ewentualne zawieszenie broni będzie jedynie "pauzą na kilka lat". Cele Rosji w tej wojnie pozostają niejasne nawet dla obserwatorów: czy chodzi o terytoria, o sprowadzenie Ukrainy z powrotem na orbitę wpływów, czy o coś jeszcze innego - nie wiadomo.

Paradoksalnie, jak zauważa, Putin sam zrobił najwięcej, by oddzielić Ukraińców od Rosjan. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której po latach Ukraina otworzy się na "deale" z Moskwą. Wśród rosyjskich znajomych rozmówcy narasta rozczarowanie władzą, która nawet widząc skutki wojny dla zwykłych obywateli, nie wykazuje gotowości do jej zamrożenia. Ci, którzy mogą wyjechać, coraz częściej poważnie to rozważają - pozostali uczą się czytać między wierszami i posługiwać "językiem ezopowym", w którym "wybuch" zastępuje urzędowy "huk", a ten po ukraińsku brzmi jak "bawełna" i stał się memem opisującym ukraińskie uderzenia w głąb Rosji.