Powrót

Chwedoruk: koniec wojny na Ukrainie osłabi Brauna

Zakończenie wojny na Ukrainie odbierze Grzegorzowi Braunowi jedno z głównych paliw politycznych i osłabi jego notowania przed wyborami parlamentarnymi 2027 - ocenił profesor Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie w Kanale Otwartym prowadzonej przez Kamilę Baranowską. Analiza objęła rozłam na prawicy, aferę szpitalną i powodziową, odejście z rządu Macieja Berka oraz sprawę ukrywającego się Marcina Romanowskiego.

Chwedoruk stwierdził, że w wymiarze symbolicznym oś polskiego sporu politycznego coraz częściej przebiega między Donaldem Tuskiem a prezydentem Karolem Nawrockim, choć realna władza na prawicy pozostaje w rękach Jarosława Kaczyńskiego. Politolog przypomniał, że premier w kontekście sporu o unijny instrument SAFE mówił o „zdradzie i głupocie”, a prezydent odpowiadał, że „klucze do polskiego bezpieczeństwa muszą być w polskim, a nie europejskim sejfie”.

Spór o SAFE i rozejście się Europy ze Stanami

Zdaniem Chwedoruka polemika wokół SAFE odzwierciedla głębszy proces - rozchodzenie się dróg Europy i Stanów Zjednoczonych. „Stany Zjednoczone prowadzą faktyczną wojnę ekonomiczną przeciwko Unii Europejskiej” - powiedział, wskazując, że Unia próbuje z kolei tworzyć autonomiczne formy obronne, zarezerwowane dotąd w NATO dla Waszyngtonu.

Politolog zaznaczył, że instrument SAFE jest nie tylko kwestią militarną, ale i formą pogłębienia integracji europejskiej. Ten wymiar, jak ocenił, stanie się jedną z głównych osi napędzających polską politykę, dzieląc oba obozy wewnętrznie.

Chwedoruk zwrócił uwagę na asymetrię postaw. Prawica jest w większości eurorealistyczna - samo PiS woli to pojęcie od eurosceptycyzmu - natomiast po stronie rządzącej „uczucia wobec Stanów Zjednoczonych są mniej krytyczne niż uczucia prawicy wobec Unii Europejskiej”. Według politologa Tusk oddelegował odcinek amerykański do PSL, wysyłając na ten kierunek Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz wiceminister obrony Magdalenę Sobkowiak, gdyż uznał, że ani on, ani Radosław Sikorski niewiele zdziałają przy obecnej administracji USA.

Zmiana nastrojów wobec Ukrainy i błąd polityków

Politolog ocenił, że świat polityki z dużym opóźnieniem dostrzegł zmianę nastrojów społecznych wobec Ukrainy. Wiąże to z „deficytem strategicznego myślenia o polityce” oraz niechęcią do planowania, utożsamianego z gospodarką centralnie sterowaną.

Chwedoruk wskazał na obiektywną sprzeczność interesów obu państw w rolnictwie, przemyśle stalowym i transporcie. „Polityka Kijowa zawsze, bez względu na to, kto rządził, była wobec Polski bardzo asertywna” - powiedział, dodając, że kolejne ekipy w Warszawie patrzyły na Kijów przez „różowe okulary”.

Według politologa problemem nie są ekscesy garstki ekstremistów, lecz polityka historyczna na poziomie państwa ukraińskiego. Za jej niedostrzeganie „płacimy rachunki my, ale także bogu ducha winni migranci z Ukrainy”, których większość - jak zaznaczył - nie ma nic wspólnego z polityką własnego państwa.

Chwedoruk podał, że elektorat Koalicji Obywatelskiej jest w tej kwestii podzielony: od 20 do 35 procent oczekuje większej asertywności wobec Kijowa, a około 50 procent akceptuje dotychczasową politykę Warszawy. Na prawicy proporcje są odwrotne, co - jak ocenił - pokazuje, „na jak ruchomych piaskach oparta była polityka Prawa i Sprawiedliwości” wobec Ukrainy.

Deportacja poborowych jako karta przetargowa

Zapowiedziany przez PiS postulat deportacji Ukraińców w wieku poborowym Chwedoruk uznał za praktycznie niewykonalny. „Kilka obrazków łapanek przypominających to, co terytorialne centra poboru robią na Ukrainie, w Polsce byłoby prawdopodobnie najskuteczniejszą propagandą przyjaźni polsko-ukraińskiej” - powiedział.

Mimo to politolog stwierdził, że PiS „w jakimś sensie nie ma wyjścia”, bo traci wyborców głównie na rzecz Grzegorza Brauna i Konfederacji, a podejście do Kijowa jest jednym z głównych tematów tej rywalizacji. Temat, jak przewiduje, nie zniknie i stanie się przedmiotem licytacji między ugrupowaniami prawicowymi.

Rozłam po prawej i sytuacja Morawieckiego

Chwedoruk opisał odejście Mateusza Morawieckiego z PiS jako powtórzenie strategii partii z lat po 2011 roku - radykalizacji i hermetyzacji, by w odpowiednim momencie otworzyć się na nowe grupy. Tym razem jednak konkurencja jest poważniejsza: Konfederacja, Korona i formacja Morawieckiego.

Politolog ocenił, że czas gra na niekorzyść byłego premiera. Jego głównym atutem jest rozpoznawalność, ale „nic w polityce nie jest wieczne”. Przy średniej sondażowej około sześciu procent selekcja u wrót świątyni będzie „wyjątkowo skrupulatna”. „Mateusz Morawiecki może się politycznie uratować tylko kosztem strukturalnego kryzysu PiS” - stwierdził, bo nie ma skąd czerpać wyborców poza tą partią.

Chwedoruk wskazał na dwa czynniki spajające środowisko Morawieckiego. Pierwszy to generacyjny „bunt czterdziestolatków”, socjalizowanych w kulturze krótkoterminowej - „od eventu do eventu, od projektu do projektu”. Drugi to fakt, że poza wąskim gronem żaden z jego współpracowników nie mógł być pewny miejsca w kolejnym Sejmie z listy PiS. Politolog ostrzegł jednak, że te pragmatyczne motywacje mogą osłabnąć przy słabych sondażach.

Pytany o trwałość PiS, Chwedoruk przypomniał, że koniec tej partii zapowiadano wielokrotnie. Formacja wciąż dysponuje potężnymi zasobami organizacyjnymi, finansowymi i najlojalniejszym elektoratem, choć jego liczebność - poniżej 20 procent - nazwał „bardzo alarmującą” i jednym z największych kryzysów w dziejach ugrupowania. Zastrzegł jednak, że rozłam nastąpił zbyt blisko wyborów, by mówić o makiawelicznym planie konkurencji.

Braun zależny od przebiegu wojny

Odnosząc się do stabilizacji sondaży Grzegorza Brauna na poziomie około 10 procent, Chwedoruk uznał jego ugrupowanie za partię protestu, której głównym paliwem jest kontekst ukraiński. „Wojna się zakończy, to jedno z głównych paliw Brauna przestanie działać” - powiedział.

Zdaniem politologa uspokojenie sytuacji i nowy model dyskusji o Ukrainie - nawet bardziej krytyczny - mogą osłabić lidera Korony. Braun nie jest zakorzeniony w samorządach, nie ma struktur terenowych, a jego zaplecze tworzą „egzotyczne postacie”. Chwedoruk przypomniał, że jeszcze kilkanaście lat temu Braun był bliski „ortodoksji pisowskiej”, także w polityce wschodniej - co przeciwnicy mogą wykorzystać.

Politolog przywołał opinię jednego z ekonomistów, że akcesja Ukrainy do Unii Europejskiej mogłaby stać się początkiem polexitu ze względu na konkurencję ekonomiczną. Erupcja tego problemu, jak zaznaczył, nastąpi jednak dopiero po pewnym czasie.

Paradoks Tuska i słabe oceny rządu

Chwedoruk wyjaśnił rozbieżność między złymi ocenami rządu - krytycznie ocenia go 58 procent badanych, pozytywnie 35-36 procent - a wysokimi notowaniami partyjnymi Koalicji Obywatelskiej, utrzymującymi się w okolicach 30 procent. Platforma była konstruowana jako pragmatyczna partia władzy, zdolna przyciągać zróżnicowane grupy i oferująca wyborcom „ciepłą wodę w kranie” zamiast rewolucji.

Politolog zaznaczył, że koalicja rządząca cieszy się poparciem grup, których obecność przy urnach jest pewniejsza, co przy wyrównanym starciu daje przewagę. Wspólnym mianownikiem tego elektoratu pozostaje strach przed PiS. Paradoksalnie przegrane wybory prezydenckie „uratowały przywództwo Donalda Tuska”, dostarczając argumentu za jednością.

Afera szpitalna - dotycząca placówki na południu Warszawy, w bastionie Platformy - była, według Chwedoruka, najpoważniejszą sprawą, z jaką koalicja mierzyła się po wyborach, także dlatego że dotyczyła ochrony zdrowia i najstarszych wyborców, wśród których KO jest silna. Reakcja rządu była „opóźniona, chaotyczna i niespójna”, w przeciwieństwie do afery powodziowej, gdzie zadziałano szybciej.

Berek, rekonstrukcja i sprawa Romanowskiego

Odejście Macieja Berka i jego kandydaturę do Trybunału Konstytucyjnego politolog uznał za praktykę powszechną w demokracjach zachodnich, przywołując przykłady z USA, Francji i Niemiec. „W nominacji pana Berka nie ma absolutnie niczego zaskakującego” - powiedział, zaznaczając, że kwestią otwartą pozostaje spełnienie kryteriów formalnoprawnych. Ocenił, że sprawy trybunału mało kogo z wyborców obchodzą.

Chwedoruk zasugerował, że decyzja mogła być „żółtą kartką” dla ministra Adama Bodnara - pardon, dla środowiska mającego uporządkować sytuację, oraz zapowiedzią zmian personalnych przed nieuchronną rekonstrukcją rządu. Wskazał, że promowanie wiceminister Sobkowiak wpisuje się w Tuskowe testowanie opinii publicznej - jako polityk z pogranicza KO i PSL, kobieta i przedstawicielka młodszego pokolenia, mogłaby odpowiadać na feminizację i demograficzne oczekiwania elektoratu.

Sprawę ukrywającego się w Naddniestrzu Marcina Romanowskiego politolog uznał za szkodliwą dla PiS, bo uderza w podstawy tożsamości prawicy: surowe podejście do polityki karnej, suwerenizm, kontekst rosyjski i antykomunizm. „To jest najgorsze miejsce chyba, tylko Korea Północna mogłaby być gorsza” - powiedział, przypominając silny sentyment postradziecki w Naddniestrzu. Zauważył jednak, że wzajemne oskarżenia o sprzyjanie Rosji uległy w polskiej polityce „kompletnej inflacji”.

Pytany o możliwą koalicję z Braunem, Chwedoruk wykluczył jego formalny udział w rządzie, wskazując na presję międzynarodową i ograniczoną pozycję Polski. Za realny uznał natomiast scenariusz izolacji Brauna przy faktycznym korzystaniu z jego głosów w gabinecie mniejszościowym - co, jak zastrzegł, czyniłoby taką radę ministrów „bardzo, bardzo chybotliwą”.