Powrót

Pokolenie Z zmienia rynek pracy, który dopiero się przeobraża

Profesor Jacek Męcina z Uniwersytetu Warszawskiego i Konfederacji Lewiatan w programie „Biznes otwarty" Pawła Blajera wskazał, że najmłodsze pokolenie pracowników - określane jako generacja Z - wnosi na polski rynek pracy odmienne oczekiwania i kompetencje, wchodząc na niego w momencie głębokiej transformacji technologicznej i demograficznej. Rozmowa dotyczyła cech tej grupy, jej znaczenia dla gospodarki oraz wyzwań związanych z automatyzacją i przekwalifikowaniem.

Zdaniem Męciny generacja Z nie jest wyłącznie etykietą marketingową. Naukowa próba zdefiniowania poszczególnych pokoleń - X, Y oraz Z - pozwala wyróżnić specyficzne cechy najmłodszych pracowników, dziś w wieku około dwudziestu kilku lat. To osoby, które „dorastały ze smartfonem w dłoni", a więc najbardziej zaawansowane w obsłudze rozwiązań cyfrowych, ale też - jak zauważył profesor - w pewnym sensie od nich uzależnione.

Ta cyfrowa biegłość ma dwa oblicza. Z jednej strony oznacza otwartość na kompetencje niezbędne na rynku pracy, w którym coraz więcej zawodów wymaga łączenia umiejętności cyfrowych nawet przy prostych czynnościach. Z drugiej - obniża uważność, na co skarżą się pracodawcy. Męcina przytoczył przykład zakładów produkcyjnych, w których pracownik obsługujący maszynę musiał mieć telefon przy sobie, co bezpośrednio dotyka bezpieczeństwa i higieny pracy.

Równowaga, dobrostan i wyższe wymagania

Kolejną cechą jest łatwość wchodzenia na rynek pracy w warunkach „rynku pracownika", co pozwala młodym stawiać wyższe wymagania. Zetki - jak wskazywały badania profesora prowadzone na próbie reprezentatywnej - kładą duży nacisk na równowagę między pracą a życiem prywatnym. „Obserwując swoich rodziców, którzy byli zapracowani i bardzo często nie mieli dla nich czasu, wyciągają z tego wnioski. Już nie chcą tak żyć jak ich rodzice" - mówił Męcina.

Wyraźna jest też potrzeba dbałości o dobrostan psychiczny. Profesor wiązał ją częściowo z doświadczeniem pandemii, którą wiele osób z tego pokolenia spędziło na edukacji domowej. Wsparcie psychologiczne w miejscu pracy - możliwość porady specjalisty - pojawia się w badaniach na jednym z pierwszych miejsc wśród oczekiwanych benefitów.

Prowadzący zwrócił uwagę, że stawianie granicy między pracą a odpoczynkiem oraz oczekiwanie jasno określonych zadań nie jest niczym nadzwyczajnym - to raczej nazwanie po imieniu potrzeb, których starsze pokolenia nie potrafiły wyartykułować. Męcina zgodził się, że przejrzystość zarządzania jest dla młodych szczególnie istotna i że ich wymagania mogą poprawić jakość pracy dla wszystkich zatrudnionych.

Od bezrobocia do rynku pracownika

Profesor przypomniał, jak zmienił się polski rynek pracy od wysokiego bezrobocia początku lat dwutysięcznych. „Cieszyliśmy się jako decydenci, ja wtedy byłem wiceministrem gospodarki i pracy, z każdej umowy zlecenie, która wpadała na rynek pracy, bo ona dawała zatrudnienie bezrobotnym milionom pracowników" - wspominał. Dziś preferowana jest umowa o pracę, obowiązują wyższe standardy ochrony wynagrodzenia, a płaca minimalna jest wysoka nawet na tle europejskim.

Męcina podkreślił jednocześnie, że generacja Z nie jest liczna - z powodu zapaści demograficznej na rynek pracy wchodzi jej coraz mniej. Poza migrantami stanowi jednak jedyny stały dopływ nowych pracowników, co czyni ją kluczową dla gospodarki i planowanych inwestycji, którym „brakuje rąk do pracy".

Profesor wyraził żal, że przedsiębiorczość młodych jest dziś niższa niż w latach 90. czy na początku XXI wieku. Zaznaczył jednak, że dawniej ludzie chwytali się działalności gospodarczej nie tylko z potrzeby, lecz także z konieczności, nie mogąc znaleźć etatu.

Automatyzacja uderza w młodych najpierw

Męcina ostrzegł, że rynek pracy musi nadążyć za cyfryzacją, robotyzacją i automatyzacją. Procesy te oznaczają redukcję zatrudnienia tam, gdzie da się je zautomatyzować, i wzrost zapotrzebowania w innych obszarach - usługach, opiece, doradztwie - w których brakuje pracowników wymagających przekwalifikowania.

Postęp technologiczny uderza najpierw w najmłodszych. Profesor zauważył, że stanowiska tradycyjnie dedykowane młodym stażystom i asystentom - odpowiedzialnym za research, prezentacje czy notatki ze spotkań - zostały w dużej mierze przejęte przez sztuczną inteligencję. Wyciągnął z tego jednak wniosek dotyczący kompetencji.

„Nie musimy się bać AI, tylko musimy się bać tych ludzi, którzy opanują te narzędzia na tyle świetnie, że będą konkurować ze swoimi koleżankami czy kolegami" - stwierdził Męcina. Podał własny przykład: po napisaniu książki o robotyzacji polecił programowi przekształcić ją w cykle wykładów i prezentacje, co zajęło dwie godziny zamiast dwóch miesięcy - z zastrzeżeniem, że efekt trzeba rzetelnie sprawdzić.

Profesor przyznał, że w Polsce transformacja technologiczna będzie rozłożona w czasie. „My jesteśmy bardzo zapóźnieni. Tutaj i Azja, i Stany Zjednoczone biją nas na głowę, a niestety w Europie też jesteśmy w ogonie" - ocenił. Kryzys europejskiej motoryzacji, dotąd koła zamachowego postępu, dodatkowo spowalnia te procesy.

Elastyczność zatrudnienia zamiast segmentacji

W kwestii form zatrudnienia Męcina ocenił, że problem tzw. śmieciówek ma coraz mniejsze znaczenie. Rynek nadużywania umów cywilnoprawnych i samozatrudnienia „w dużym stopniu się ucywilizował", choć sytuacje patologiczne wciąż się zdarzają. Ustawa o rekwalifikacji umów daje pracownikowi możliwość wystąpienia o przekształcenie umowy, a w razie odmowy - interwencji w inspekcji pracy.

Profesor odróżnił te przypadki od świadomego wyboru umów projektowych. System opodatkowania osób do 26. roku życia sprzyja takim formom - jak zauważył, część jego studentów odkłada obrony prac magisterskich na wrzesień, by jak najdłużej korzystać z ulgi. Coraz więcej osób pracuje też w kilku miejscach, ceniąc elastyczność.

Męcina opowiedział się za „elastycznością cywilizowaną" zamiast segmentacyjnej, w której słabszy pracownik pozostaje na umowie cywilnoprawnej, dopóki nie zyska kwalifikacji pozwalających konkurować na rynku. Wskazał modele europejskie, w których umowy cywilnoprawne zbliżają się do umów o pracę - po roku współpracy dają prawo do urlopu czy okresu wypowiedzenia. Za problem uznał też nieumiejętność polskich pracodawców w zarządzaniu pracą w niepełnym wymiarze.

Czy studia wciąż się opłacają

Zapytany o sens studiów, profesor odpowiedział, że coraz bardziej liczy się także wiedza fachowa. Przywołał rozmowę z prezesem firmy budowlanej, według którego 80 procent jego pracowników to osoby po studiach, które zmieniły zawód. Zarządzaniem, rozliczaniem wskaźników czy analizą danych sztuczna inteligencja radzi sobie lepiej niż menedżer, a presja może dotknąć również zawodów prawniczych.

Męcina zastrzegł jednak, że wysoko kwalifikowane kadry pozostają potrzebne - zwłaszcza w medycynie, pielęgniarstwie i usługach opiekuńczych - podobnie jak studia podyplomowe podnoszące kwalifikacje. Bezpieczeństwo na rynku pracy może budować też konkretny fach: „Póki co żaden robot nie zastąpi hydraulika, elektryka, spawacza" - powiedział, wskazując na renesans tych zawodów.

Profesor wielokrotnie odwoływał się do okresu transformacji i działań Jacka Kuronia, który tłumaczył społeczeństwu procesy przekwalifikowania. Jego zdaniem dziś, wobec automatyzacji i nowych ryzyk socjalnych, państwo powinno wspierać osoby uczące się nowego zawodu - na przykład poprzez stypendia zapewniające funkcjonowanie w okresie przekwalifikowania. „Musimy mocniej iść w kierunku tego, co robił Jacek Kuroń - edukować także społecznie i tłumaczyć pewne procesy" - podsumował.