Powrót

Kijów heroizuje twórcę OUN. Analityk OSW ostrzega przed skutkami dla Polski

Państwowy pochówek Jewhena Konowalca, założyciela Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, z udziałem prezydenta, premiera i szefa parlamentu, potwierdza przeniesienie ukraińskiej polityki historycznej na najwyższy poziom władzy - ocenił Wojciech Konończuk, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, w rozmowie w Kanale Otwartym. Zdaniem eksperta to jednowymiarowe upamiętnienie formacji odpowiedzialnej za zbrodnie na cywilach jest jedną z głównych przyczyn napięć polsko-ukraińskich, a jego konsekwencje wykroczą poza czas trwającej wojny.

Wojna bez perspektywy zakończenia

Konończuk nie widzi warunków do zakończenia konfliktu - nawet czasowego. „To jest zupełnie nierealne. W dającej się przewidzieć przyszłości to jest nieprawdopodobne” - stwierdził, tłumacząc, że Kreml wierzy w możliwość rozstrzygnięcia wojny na swoją korzyść niezależnie od kosztów.

Dla Putina - zdaniem analityka - kwestie finansowe czy straty żołnierzy są sprawą „trzecio-, piętnastorzędną”. Kluczowe pozostaje zwycięstwo, od którego zależy jego przyszłość polityczna i miejsce w historii. Rozmowy amerykańsko-rosyjskie utknęły w martwym punkcie, a bezpośrednich negocjacji ukraińsko-rosyjskich nie ma od 2022 roku - poza pojedynczym spotkaniem sprzed kilku miesięcy, do którego doszło dzięki stronie amerykańskiej.

Ekspert prognozuje, że Rosja zamierza połączyć dwa czynniki: rzucenie na front nowych rekrutów oraz zintensyfikowane ataki na ukraińską infrastrukturę krytyczną w okresie zimowym. Celem jest złamanie woli obrony społeczeństwa ukraińskiego. „Rosja się znowu pomyli” - ocenił Konończuk, wskazując, że po Buczy, Mariupolu i innych miejscach zbrodni Ukraińcy „wiedzą, że nie mają wyjścia i muszą się bronić”.

Groźba mobilizacji i głosowanie nogami

Zdaniem dyrektora OSW Kreml prawdopodobnie zdecyduje się na kolejną mobilizację, mimo znaczących kosztów społecznych. Datą graniczną są zbliżające się wybory do Dumy Państwowej, które ekspert określił jako „pseudowybory”.

Sygnałem napięcia są zdjęcia z granicy rosyjsko-gruzińskiej, gdzie zgromadziło się - według Konończuka - od kilku do kilkunastu tysięcy młodych Rosjan próbujących opuścić kraj. To pokazuje, że temat mobilizacji staje się coraz bardziej nośny, mimo cenzury internetu.

Analityk zwrócił uwagę, że ukraińskie ataki na duże rosyjskie miasta oraz problemy gospodarcze - deficyt paliwa, zniszczenie części mocy magazynowych sieci handlowej Wildberries - sprawiają, że wojna przestaje być dla Rosjan czymś odległym. Jednocześnie Kreml skutecznie przekonuje znaczną część społeczeństwa, że prowadzi wojnę obronną, „niemal właściwie nową wojnę ojczyźnianą” - narrację Konończuk nazwał „kłamliwą” i „pokrętną”.

Korupcja jako „zbrodnia” w warunkach wojny

Rozmowa dotknęła również sytuacji wewnętrznej Ukrainy. Konończuk odniósł się do zarzutów byłego ministra Mychajły Fedorowa wobec prezydenta Wołodymyra Zełenskiego - dotyczących nadmiernej koncentracji władzy i korupcji.

„Te zarzuty, które on podniósł - czyli kwestia korupcji, kwestia skupienia władzy - to nie jest nic nowego” - ocenił ekspert, podkreślając jednak siłę autorytetu Fedorowa jako wieloletniego insidera i jednej z najpopularniejszych postaci ewentualnego wyścigu prezydenckiego. Jego zdaniem trwające protesty nie doprowadzą jednak do nowego Majdanu - „one wygasają”.

Analityk jednoznacznie potępił korupcję w warunkach wojny. „Korupcja w warunkach egzystencjalnej wojny jest po prostu zbrodnią, bo to oznacza, że mniej środków idzie na zakup amunicji, broni potrzebnej, dronów” - powiedział. Docenił skuteczność ukraińskich instytucji antykorupcyjnych - NABU i wyspecjalizowanej prokuratury - wskazując na niedawną dymisję wiceszefowej administracji prezydenta Iryny Mudrej.

Konończuk zwrócił uwagę, że zarzuty dotykają bezpośredniego otoczenia Zełenskiego, w tym byłej „osoby numer dwa” Andrija Jermaka, a imię samego prezydenta pojawia się w nagraniach biura antykorupcyjnego. Jednocześnie ostrzegł przed wnioskiem o wstrzymaniu pomocy: „My wspieramy nie prezydenta Zełenskiego i jego otoczenie (…), ale naród ukraiński, który walczy o swoją wolność”. Pomoc - jego zdaniem - powinna być warunkowa, uzależniona od konkretnych działań reformatorskich.

Państwowa heroizacja OUN i jej „jednowymiarowość”

Centralnym wątkiem rozmowy była polityka historyczna. Konończuk opisał „znaczącą ewolucję” - heroizacja OUN i UPA, dawniej ograniczona do zachodniej Ukrainy, została po 2014 roku przeniesiona na poziom państwowy.

Ekspert nie kwestionuje prawa Ukraińców do wyboru bohaterów, lecz zarzuca władzom przemilczanie części historii. „Kompletnie zamiatamy pod dywan (…) kwestie choćby programu antysemickiego OUN i samego Konowalca, o zbrodniach na cywilach, o kwestiach ludobójstwa wołyńskiego” - wyliczył. Program OUN określił jako dążenie do państwa monoetnicznego i totalitarnego, „zdecydowanie faszystowskiego”, przypominając o finansowym i szkoleniowym wsparciu formacji ze strony faszystowskich Niemiec w latach 30.

Konończuk zwrócił uwagę na wystąpienie prezydenta Zełenskiego podczas pochówku. „Zełenski, z pochodzenia przecież Żyd, powiedział, że powinniśmy brać przykład dzisiaj z Konowalca, ale zupełnie zapomniał, że formacja, na czele której stał (…) miała program antyżydowski” - zauważył. Taki obraz historii nazwał „nieprawdziwym” i faktycznie „zakłamanym”, ponieważ pomija całość ówczesnej rzeczywistości.

Ekspert odrzucił argument, że Ukraina nie ma innych bohaterów. Wskazał na Wasyla Mudrego, wicemarszałka polskiego Sejmu w latach 30. i przedstawiciela legalnej partii ukraińskiej w II RP, a także na bohaterów współczesnej wojny z Rosją. „To naprawdę nie trzeba tylko po nacjonalistów sięgać” - podsumował.

Konkurent, nie wróg - perspektywa dla relacji z Polską

Zapytany o zagrożenie ze strony powojennej Ukrainy, Konończuk odrzucił wizję twardego konfliktu. Spodziewa się natomiast „twardej konkurencji o to, kto będzie główny w regionie” - na rynku rolno-spożywczym, w transporcie oraz w procesie integracji z Unią Europejską.

Analityk przywołał wypowiedź byłego szefa dyplomacji Dmytra Kuleby, który sugerował, że granice Ukrainy po wojnie mogą być „większe niż w 1991 roku”, wraz z aneksją przygranicznych regionów rosyjskich. Konończuk skomentował to jednoznacznie: „To już duży odlot”. Tego typu wystąpienia nazwał „śmiesznymi”, niebudującymi autorytetu Ukrainy na Zachodzie.

Ekspert zaapelował o realizm: „Mamy często w Polsce tendencję do tego, żeby wyolbrzymiać znaczenie Ukrainy”. Przypomniał, że ukraińska gospodarka jest wielokrotnie mniejsza od polskiej, a kraj wyjdzie z wojny zniszczony i zależny od wsparcia finansowego. Ukraińską „narrację wielkomocarstwową” - jak stwierdził - „trzeba jednak podzielić nawet nie przez dwa, tylko pewnie przez więcej”.

Spoiwem obu państw pozostanie zagrożenie rosyjskie, które - zdaniem Konończuka - nie zniknie, bo nie widać źródła wewnętrznej zmiany w rosyjskiej kulturze politycznej. Relacje nie mogą być jednak „zero-jedynkowe”. „Albo się kochamy, albo się nienawidzimy” - ta alternatywa jest fałszywa; „prawda będzie zawsze żyć gdzieś pośrodku”, podobnie jak w partnerstwie z Niemcami, z którymi Polskę również dzielą sprzeczne interesy.

Tło i kontekst

Rozmowa łączy trzy równoległe procesy: militarną wojnę na wyniszczenie, wewnętrzne napięcia polityczne w Kijowie oraz spór o pamięć historyczną, który bezpośrednio rzutuje na stosunki z Warszawą. Konończuk kreśli obraz Ukrainy zdeterminowanej w obronie, lecz obciążonej systemową korupcją i - jak to ujął - „zakażeniem wielkomocarstwowym”.

W dłuższej perspektywie dyrektor OSW dostrzega jednak potencjał współpracy. Gdyby w Kijowie pojawił się odpowiedni partner, oba państwa mogłyby „nadać podmiotowości całemu regionowi Europy Środkowej i Wschodniej” kosztem dominacji osi francusko-niemieckiej. Dziś, jak zastrzegł, to „raczej mrzonka”, bo takiego partnera brakuje. Konkluzja pozostaje pragmatyczna: Polska i Ukraina są „skazane na siebie” - jako konkurenci w wielu dziedzinach, lecz połączeni wspólnym zagrożeniem.