Powrót

Raport za publiczne pieniądze pełen błędów. Rząd w tarapatach

Barbara Mróz-Gorgoń, pełnomocniczka do spraw wizerunku Polski, znalazła się pod ostrzałem po opublikowaniu raportu, który krytycy uznają za merytoryczny bełkot napisany przy pomocy sztucznej inteligencji. Dokument, zaprezentowany na Akademii Leona Koźmińskiego i sfinansowany - jak wskazują ustalenia - ze środków Ministerstwa Sportu, zawiera podstawowe błędy faktograficzne. Opozycja domaga się odwołania pełnomocniczki, a według relacji przywołanych w materiale wszystko wskazuje na to, że premier Donald Tusk może się na taki krok zdecydować.

Zapowiadany sukces, faktyczna kompromitacja

Zaledwie trzy tygodnie przed wybuchem sprawy premier Donald Tusk przedstawiał Mróz-Gorgoń jako „najwybitniejszą w Polsce specjalistkę od kształtowania marki”. Wskazywał, że współpracuje ona z rządem „od dłuższego czasu” nad projektem marki Polska.

Ton zmienił się wraz z publikacją raportu zatytułowanego - według relacji - „Polaków portret własny”. Liczący 26 stron dokument zawiera błędy określane w materiale jako kuriozalne. Wśród nich wymieniono twierdzenie, że Katowice leżą na północy Polski, oraz dane o języku, jakim posługuje się polska młodzież - obok angielskiego pojawia się także mandaryński.

Krytycy zwracają uwagę również na wady formalne: fałszywe przypisy, niespójną numerację, obecność angielskich słów oraz język, który w materiale opisano jako „nowomowę”. Zasadnicze wnioski raportu sprowadzają się do tezy, że Polska powinna być promowana przez pryzmat zwycięstw, nie klęsk.

Pełnomocniczka broni dokumentu

W rozmowie na antenie Polsat News, prowadzonej przez redaktora Bogdana Rymanowskiego, Mróz-Gorgoń unikała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o status raportu. Tłumaczyła, że dokument był „na pewno wspomagany sztuczną inteligencją” i stanowił „efekt czegoś, co w nauce nazywa się work in progress” - czyli pracy w toku.

Dopytywana, czy roboczy materiał był częścią raportu „Polaków portret własny”, odpowiadała wymijająco. „To jest dokument, który rzeczywiście nie powinien się znaleźć nigdy w przestrzeni publicznej. Tak się stało i tu muszę powiedzieć, że bije się w piersi” - przyznała. Zaznaczyła jednocześnie, że narzędzi AI używa „co drugi profesor”.

Pełnomocniczka zaprzeczyła, by w przestrzeni publicznej funkcjonował sformalizowany raport. „Nie było takiego raportu, który byłby funkcjonującym w przestrzeni publicznej. Strategia była tym dokumentem i cząstkowe raporty z innych badań” - mówiła. Podkreślała, że badania „wypukliły” zagadnienia, którymi zajmuje się obecnie.

Spór o koszty i sens projektu

Osobnym wątkiem stały się wydatki. Prowadzący zarzucił, że na projekt przeznaczono 200 tysięcy złotych, by potwierdzić rzecz oczywistą - że „Polacy nie chcą promocji Polski na smutno”. Pytał wprost, kto otrzymał te środki.

Mróz-Gorgoń oceniła tę interpretację jako „bardzo nieuczciwą”. Argumentowała, że wydane pieniądze „spowodowały wielką falę tsunami”, dzięki którym organizacje pozarządowe oraz biznes chcą - jak stwierdziła - „dołączyć do tego wielkiego projektu” i „mówić jednym wspólnym głosem o Polsce”. Nie wskazała jednak beneficjenta środków.

Krytyka dotyczy również dorobku pełnomocniczki sprzed nominacji. W przywołanych w materiale wcześniejszych analizach - dotyczących między innymi marki aptek - miała ona dojść do wniosku, że kolorem kojarzonym z aptekami jest biały.

Szerszy kontekst: powtarzalny problem z promocją Polski

Sprawa raportu wpisuje się w dłuższą listę nieudanych - zdaniem autora materiału - inicjatyw wizerunkowych kolejnych rządów. Przypomniano zapowiedź z okresu rządów premiera Mateusza Morawieckiego dotyczącą hollywoodzkiego filmu o historii Polski, który miał wesprzeć promocję kraju, a także krytykę działalności Polskiej Fundacji Narodowej. Oba przedsięwzięcia, jak stwierdzono, nie przyniosły zauważalnej poprawy wizerunku Polski za granicą.

W materiale wskazano jednocześnie, że sam wizerunek kraju pozostaje relatywnie dobry - niezależnie od działań instytucji państwowych. Autor odwołał się do wrażeń z wizyty w krajach bałtyckich, gdzie - jak relacjonuje - w Estonii, na Łotwie i Litwie Polska postrzegana jest jako lider regionu pod względem gospodarczym oraz w dziedzinie obronności i bezpieczeństwa. Wniosek płynący z afery brzmi więc dwuznacznie: problemem nie jest reputacja Polski, lecz sposób, w jaki instytucje państwa próbują ją kształtować.

Obecnie - jak wynika z materiału - pełnomocniczka określa dokument mianem wersji roboczej i utrzymuje, że nie zawierał on ustaleń końcowych. Niezależnie od tej kwalifikacji sprawa pozostaje politycznym obciążeniem dla rządu: raport przygotowany z udziałem sztucznej inteligencji, sfinansowany ze środków publicznych i pozbawiony - według krytyków - praktycznej wartości. Rozstrzygnięcie o dalszych losach Barbary Mróz-Gorgoń na stanowisku pozostaje otwarte.