Powrót

Kijów pod pociskami balistycznymi, Rosja pod ukraińskimi dronami. Bilans eskalacji

Federacja Rosyjska przeprowadziła jedno z największych uderzeń rakietowych tej wojny, koncentrując na Kijowie 28 pocisków balistycznych oraz około 500 dronów i pocisków manewrujących. Ukraińska obrona strąciła zaledwie trzy rakiety balistyczne. Atak stanowił odpowiedź na trwającą kampanię dronową Kijowa, która paraliżuje rosyjską infrastrukturę paliwową - analizuje płk Piotr Lewandowski w programie „Fronty Świata" w kanale Otwartym.

Zmasowany atak na Kijów

Rosyjskie uderzenie nie było zaskoczeniem. Przez tydzień poprzedzający atak siły Federacji Rosyjskiej ograniczały liczbę dronów i pocisków rakietowych używanych w codziennych nalotach, gromadząc rezerwy do zbiorczej operacji. Wywiad natowski uprzedził stronę ukraińską o koncentracji rosyjskiego lotnictwa i przygotowaniach do zmasowanego uderzenia.

Pod względem liczby użytych dronów atak nie był rekordowy - nie przekroczono pułapu 500 bezzałogowców. Wyjątkowa była jednak liczba wystrzelonych pocisków balistycznych i manewrujących wymierzonych w jeden cel. „To jest prawdopodobnie największe uderzenie tej wojny, jeżeli chodzi o wystrzelone w jednym ataku liczbę pocisków balistycznych i manewrujących" - ocenia Lewandowski.

Taktyka Rosjan opierała się na saturacji obrony przeciwlotniczej. Drony miały przeciążyć systemy przechwytujące, pociski manewrujące - angażować środki rażenia, a właściwych zniszczeń miały dokonać pociski balistyczne. Z 28 wystrzelonych rakiet balistycznych Ukraińcy zestrzelili trzy. Do ich neutralizacji potrzebne są zaawansowane systemy pokroju amerykańskiego Patriota lub europejskiego SAMP/T, których Ukraina wciąż ma zbyt mało.

Roszczenia Kijowa wobec sojuszników

Prezydent Wołodymyr Zełenski w reakcji na atak wskazał, że sojusznicy nie wywiązują się ze zobowiązań w zakresie dostaw pocisków trzeciej generacji do wyrzutni Patriot. Według jego kalkulacji do jednorazowego odparcia takiego nalotu potrzebowałby 140 pocisków przechwytujących - dwukrotnie więcej, niż wynosiła liczba atakujących rakiet.

Europa Zachodnia nie jest obecnie w stanie dostarczyć takiej ilości amunicji. Sytuacja może się zmienić w perspektywie kilku lat, gdy Niemcy uruchomią licencyjną produkcję Patriotów. Także Polska przekazała Ukrainie część własnych zasobów, choć są one - jak przypomina Lewandowski - kosztowne i strategicznie istotne dla obronności kraju.

W ataku wzięły udział różne typy bezzałogowców, w tym drony klasy Gerań i Szahed, wabiki oraz amunicja krążąca dalekiego zasięgu. Rosja rozpoczęła też seryjną produkcję pocisku Banderol - hybrydy drona i pocisku manewrującego o zasięgu 500-700 km, wielokrotnie tańszej od rakiet klasy Ch, lecz znacząco skuteczniejszej od zwykłych dronów.

Odwrócenie kierunku transferu technologii

Doszło do znamiennej zmiany w relacji rosyjsko-irańskiej. „Iran zaczął importować know-how rosyjskie i rozwiązania rosyjskie" - zauważa pułkownik. Rosyjski Gerań, wywodzący się technologicznie z irańskiego Szaheda, przewyższa dziś swój pierwowzór. Kierunek transferu technologii dronowej odwrócił się - z Rosji do Iranu.

Rosyjskie ataki dronami koncentrują się obecnie na celach coraz bardziej rozproszonych. Uderzane są stacje benzynowe (według strony ukraińskiej zniszczono ich około 150, głównie w rejonach Charkowa, Dniepru i Krzywego Rogu), magazyny pocztowe, hurtownie, parkingi z cywilnymi ciężarówkami. Rosja tłumaczy te uderzenia wykorzystywaniem infrastruktury cywilnej do celów militarnych - Ukraińcy rzeczywiście używają pojazdów cywilnych do wystrzeliwania dronów.

Nowsze generacje rosyjskich dronów dalekiego zasięgu zyskały na precyzji, co umożliwia atakowanie punktowych celów wojskowych: stanowisk dowodzenia, polowych składów amunicji, infrastruktury kolejowej i energetycznej. Ukraińska obrona przeciwlotnicza utrzymuje skuteczność powyżej 80% wobec dronów, ale wobec pocisków balistycznych pozostaje bezradna.

Ukraińska kampania 40-dniowa

Zełenski zapowiedział 40-dniową ciągłą kampanię uderzeń na rosyjskie terytorium, mającą zmusić Kreml do rozmów pokojowych. Operacja prowadzona jest na dwóch poziomach zasięgu.

Pierwszy obejmuje strefę do 150 km - bezpośrednie zaplecze frontu i bliższą część Krymu. Uderzenia realizowane są dronami produkcji zachodniej (niemieckimi, amerykańskimi, brytyjskimi - Brytyjczycy dostarczyli 150 tysięcy sztuk) oraz ukraińskiej, a także pociskami Neptun w wersji ziemia-ziemia i manewrującymi Storm Shadow oraz SCALP. Zniszczono mosty kolejowe i drogowe na kanale północnokrymskim, atakowane są przeprawy promowe, most Krymski i most pod Czonharem.

Drugi poziom to uderzenia w głąb Federacji Rosyjskiej. Z około 38 wielkich rosyjskich kombinatów przetwarzających ropę spektakularne straty poniosła jedna trzecia. „Wszystkie te zakłady porażone albo częściowo, albo całkowicie wstrzymały produkcję" - ocenia Lewandowski. Rosja nie jest w stanie skutecznie obronić tych obszarów, ponieważ ochrona przed dronami dalekiego zasięgu wymaga wielopoziomowego systemu obronnego, którego Federacja nie zbudowała.

Sukcesem strategicznym jest wyparcie Floty Czarnomorskiej z Krymu - trwa ewakuacja jej głównej bazy. Efektem propagandowym jest exodus mieszkańców i turystów z półwyspu, który Kreml prezentował jako „perłę w koronie". Autostrada biegnąca przez Zaporoże do Krymu została częściowo sparaliżowana - zniszczono około 200 rosyjskich ciężarówek, a kolejne 300 stoi bezczynnie.

Front lądowy: ruch mierzy się w metrach

Wbrew narracji o utracie inicjatywy przez Rosjan, płk Lewandowski zaprzecza: „Rosjanie absolutnie w działaniach lądowych nie stracili inicjatywy. Jeżeli ktoś tak mówi, to się myli". Punktem ciężkości rosyjskiej ofensywy pozostaje kierunek słowiańsko-kramatorski, atakowany z czterech kierunków. Kluczowe punkty to Konstantynówka (już w większości pod kontrolą rosyjską), Rajaleksandriwka na zachód od Siewierska oraz Łyman.

Kupiańsk w obwodzie charkowskim znów znajduje się pod presją. Rosjanie kończą likwidację ukraińskich pozycji na wschodnim brzegu rzeki Oskoł. Warunki obrońców są ekstremalne - udokumentowano przypadki żołnierzy pijących wodę z kałuż i jedzących myszy, by przetrwać. Ukraińcy dobrze radzą sobie natomiast w obwodzie zaporoskim na odcinku Stepnochorsk-Orichiw oraz w obwodzie dniepropetrowskim, gdzie od początku roku, według generała Ołeksandra Syrskiego, odbili ponad 600 km².

Skala ta jest jednak niewielka na tle rosyjskich zdobyczy z całej pełnoskalowej wojny - 75 tysięcy km². To wojna, którą Lewandowski nazywa „żółwią": nasycenie pola walki dronami zmieniło poziom transparentności działań, wymuszając walkę zdalną zamiast bezpośredniej.

Syrski ostrzegł też, że Rosjanie mogą przygotowywać nowy kierunek uderzenia z obwodu briańskiego na obwód czernihowski. Obecnie Rosjanie stosują tam taktykę przenikania - grupy dywersyjno-rozpoznawcze wchodzą w opuszczoną strefę przygraniczną. „Nie znaczy, że Rosjanie nie wyprowadzą na przykład nowego kierunku operacyjnego pod pozorem takiej taktyki przenikania" - zastrzega ekspert.

Sankcje omijane, produkcja rośnie

Wbrew wcześniejszym prognozom sankcje nie ograniczyły rosyjskiej produkcji zbrojeniowej. Koszt wytworzenia najbardziej zaawansowanych pocisków spadł - według niektórych szacunków nawet pięciokrotnie - dzięki chińskim i krajowym zamiennikom oraz cenom narzuconym producentom przez Kreml. Produkcja pocisków klasy Ch zwiększyła się, a nie zmalała.

Skuteczność ukraińskiej kampanii 40-dniowej pozostaje niepewna. „Jeżeli przez 40 dni Ukraińcy utrzymają zdolność rażenia średnio 400-500 dronów dalekiego zasięgu na dobę, to może być to najlepszy sposób jak dotąd, mówiąc o sposobach militarnych, żeby zmusić Federację Rosyjską do podjęcia rozmów" - ocenia Lewandowski. Zastrzega jednak, że Rosja dysponuje ogromnymi zdolnościami manewrowania zasobami i może rozpocząć nawet import benzyny, byle utrzymać wysiłek wojenny.

Kontekst i perspektywa

Obecny etap wojny - dziesiąty w rosyjskiej permanentnej ofensywie - pokazuje strukturalne zmiany na polu walki. Dominacja dronów wymusiła nową taktykę po obu stronach. Ukraina, mimo braku dostępu do najnowocześniejszych zachodnich systemów uderzeniowych, wypracowała skuteczne narzędzie strategiczne: masowe uderzenia bezzałogowcami dalekiego zasięgu w rosyjską infrastrukturę produkcyjną i paliwową.

Jak podsumowuje Lewandowski, „z Federacją Rosyjską trzeba walczyć nie żołnierz na żołnierza na polu walki, tylko uderzeniem w zdolności produkcyjne Rosji". To jedyna droga, którą Kijów ma realną szansę zmienić kalkulację Kremla - o ile utrzyma tempo kampanii i o ile spadające nastroje w rosyjskich miastach okażą się dla Władimira Putina istotne. Odpowiedź na to pytanie wyznaczy dalszy przebieg wojny.