Kijów stawia na Berlin, Warszawa schodzi na drugi plan
Konflikt dyplomatyczny między Polską a Ukrainą umacnia pozycję Niemiec jako głównego rozgrywającego wokół przyszłości Kijowa - twierdzi w rozmowie z Kanałem Otwartym Aleksandra Rybińska, publicystka tygodnika "Sieci" i telewizji wPolsce24. Jej zdaniem ukraińskie elity świadomie orientują się na Berlin i Paryż, traktując Polskę jako państwo bez realnej wagi politycznej.
Według Rybińskiej oficjalne stanowisko Berlina sprzeciwia się napięciu między Warszawą a Kijowem, ponieważ trwająca wojna wymaga zjednoczonego frontu europejskiego. Ambasador Niemiec Manuel Berger zaprzeczył, jakoby Niemcy cieszyły się ze sporu. Rybińska zwraca jednak uwagę, że kwestie historyczne są dla Berlina niewygodne. - Oni też wiedzą, że UPA uczestniczyła także w mordach Żydów - zaznacza, dodając, że niemiecka prasa otwarcie sugeruje, iż nierozliczona przeszłość może stać się argumentem przeciw przyjęciu Ukrainy do Unii Europejskiej.
Publicystka przypomina, że kanclerz Friedrich Merz wraz z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem zaoferowali Ukrainie drogę do Wspólnoty. Po latach zastoju proces rozszerzenia wznowiono również wobec Mołdawii. Rybińska studzi jednak entuzjazm: na razie chodzi o formę stowarzyszenia bez prawa głosu w Komisji Europejskiej i Parlamencie. - Ani Niemcy tak naprawdę, ani szczególnie Francja wcale tej Ukrainy tak prędko w Unii nie chcą mieć - ocenia, przywołując przykład Turcji, która czekała w "poczekalni" dekadami.
Kluczowym motywem Berlina ma być pragmatyzm gospodarczy. - Widać, że Ukraina będzie trwała, w związku z tym będzie do zagospodarowania, przede wszystkim gospodarczo - mówi Rybińska. Porównuje sytuację Kijowa do Polski lat 90., gdy słabe gospodarczo i politycznie państwo godziło się na niemieckie warunki w zamian za poparcie na drodze do Unii i NATO. Jej zdaniem ukraińskie elity, kierowane "myśleniem postsowieckim", stawiają na silnych - Niemcy, Francję i Wielką Brytanię - pomijając Warszawę.
Rybińska przekonuje, że polskie elity miały ograniczone pole manewru. Wskazuje, że już w kampanii 2023 roku Wołodymyr Zełenski poparł Koalicję Obywatelską, a kryzys zbożowy świadomie osłabił rząd Prawa i Sprawiedliwości. - Oni bardzo dobrze wiedzieli, że wpychanie tego zboża doprowadzi do wewnętrznych niepokojów w Polsce - twierdzi. Według niej Polska zostanie wykorzystana jako pretekst: to Warszawie przypisze się blokowanie ukraińskiego członkostwa w NATO i Unii, co pogłębi wzajemne pretensje.
Jako fundament rozdźwięku Rybińska wskazuje kult UPA, z którego - jej zdaniem - Kijów nie jest w stanie się wycofać, gdyż mit narodowy zbudowano wokół postaci uznawanych w Polsce za sprawców ludobójstwa. Publicystka różnicuje przy tym ukraińskie nastroje, przywołując kobiety przyjęte we własnym domu po wybuchu wojny: jedna nie wiedziała, kim był Stepan Bandera, druga, ze Lwowa, "od razu chciała się kłócić".
Rybińska apeluje o spokój i ostrzega przed emocjami. Wiele ukraińskich aspiracji uznaje za złudzenia - kraj wyludniony i wymagający odbudowy za setki miliardów euro jest, według niej, daleki od roli lidera Europy Środkowo-Wschodniej. Jej diagnoza wpisuje się w historyczny wzorzec: ukraińscy nacjonaliści już w okresie II Rzeczypospolitej znajdowali wsparcie w Niemczech.