Niemcy grają bez Polski. Rybińska o końcu złudzeń
Format E3 z udziałem Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec zastąpił martwy Trójkąt Weimarski, a Polska - mimo prounijnego i proniemieckiego kursu rządu Donalda Tuska - pozostaje poza kluczowymi rozmowami o przyszłości Europy i losach Ukrainy. Tak sytuację w relacjach polsko-niemieckich ocenia publicystka Aleksandra Rybińska, która w rozmowie na kanale otwartym opisuje polską politykę zagraniczną jako pasywną i oddaną w ręce Berlina.
Punktem wyjścia dla diagnozy Rybińskiej była debata w Bundestagu z okazji 35-lecia traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Rocznica nie doczekała się szerokich obchodów po żadnej ze stron - w Polsce ograniczono się do uchwały Sejmu, w Niemczech na sali zasiadło około trzydziestu posłów na kilkuset. „Nikogo to nie interesowało. Nie było Merza, nie było nikogo istotnego" - relacjonuje publicystka. Ten poziom obecności traktuje jako symptom rzeczywistego znaczenia, jakie Berlin przypisuje relacjom z Warszawą.
Trójkąt Weimarski martwy, decyduje format E3
Choć w kampanii Friedrich Merz zapowiadał ożywienie Trójkąta Weimarskiego, w praktyce o przyszłości Europy - zdaniem Rybińskiej - decyduje dziś format E3: Wielka Brytania, Niemcy i Francja. „Znowu jest to zachodnia Europa, a my zostaliśmy na boku" - mówi. Podczas debaty w Bundestagu przedstawiciele różnych partii, w tym AfD, wskazywali na tę sprzeczność między deklaracjami a rzeczywistością.
Rybińska twierdzi, że po stronie niemieckiej brakuje woli politycznej, by dokooptować Polskę do procesów decyzyjnych, ponieważ nie ma takiej potrzeby. Powołuje się na analizy niemieckich think tanków powiązanych z tamtejszym MSZ, w których powtarza się teza, że relacje Polski ze Stanami Zjednoczonymi powinny przebiegać za pośrednictwem Berlina. W tym ujęciu Niemcy chcą być pośrednikiem całej Europy Środkowo-Wschodniej, a bezpośrednia polityka na linii Warszawa-Waszyngton staje się zbędna.
Podobny mechanizm publicystka dostrzega w sprawie Ukrainy. Berlin, jej zdaniem, chce zagospodarować temat rozmów pokojowych Rosja-Ukraina, by udowodnić zdolność do przewodzenia Europie w momencie częściowego wycofywania się Stanów Zjednoczonych. „Niemcy mają coś do udowodnienia. W związku z tym pasywna postawa Polski im odpowiada" - ocenia Rybińska.
„Polityka zagraniczna jest w Berlinie"
Rybińska nie oszczędza polskiego rządu. Jej zdaniem premier Donald Tusk zrezygnował z ambicji prowadzenia samodzielnej polityki wobec Ukrainy i Stanów Zjednoczonych, a temat rozmów z Rosją oddał Niemcom. „Polityka zagraniczna jest w Berlinie, nam ona jest niepotrzebna" - podsumowuje logikę tego podejścia.
Publicystka przypomina, że to koalicja Obywatelska już za pierwszych rządów Tuska postawiła na Berlin, argumentując, że „lepiej siedzieć przy stole niż być potrawą na tym stole". Problem w tym - zauważa - że Polska przy tym stole nie siedzi, a Polacy oczekują dziś czegoś więcej niż „kości z pańskiego stołu". „Trochę wstaliśmy z kolan. Jesteśmy dużo bogatsi. Ludzie mają o wiele większe aspiracje" - mówi, wskazując, że kraj jest w innym miejscu niż w 2011 czy 2012 roku, gdy realizował reset z Rosją wzorem niemieckim.
W kwestii bezpieczeństwa Rybińska zdecydowanie odrzuca argument, że w razie rosyjskiej agresji Polskę obroni Berlin. Powołuje się na raporty pełnomocnika Bundestagu do spraw Bundeswehry, wskazujące, że niemiecka armia nie jest w stanie obronić nawet samej siebie. „Jeśli Rosja nas zaatakuje, Niemcy nas nie obronią. Więc to są mrzonki" - stwierdza. Brygadę na Litwie, liczącą około pięciu tysięcy żołnierzy, kwituje uwagą, że toczą się tam spory „o przedszkola, posiłki i to, że materace są twarde". Jej recepta to własna obronność, rozwój rodzimej produkcji zbrojeniowej oraz współpraca z Francją i utrzymanie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi.
Kryzys Niemiec i rosnąca AfD
Rybińska opisuje Niemcy jako partnera coraz trudniejszego i mniej przewidywalnego. Wskazuje na trzy słabości: brak kultury strategicznej (pierwszą strategię wobec Chin Berlin przyjął dopiero półtora roku temu), przerost ambicji nad możliwościami przy budowie armii oraz rosnącą niestabilność wewnętrzną. „To był okręt, który bardzo powoli płynął. To zdaje się zmieniać" - mówi.
Nastroje społeczne w Niemczech ocenia jako bardzo złe, głównie z powodu niezrealizowanych reform. Przywołuje kwestię zasiłków - według niej ponad połowę pobierających świadczenie podstawowe stanowią osoby bez niemieckiego paszportu, a koszt sięga 50-60 miliardów euro rocznie. Merz obiecał to zlikwidować, lecz zablokowała go SPD. „Zmiany nadal nie widać. Ludzie żyją w poczuciu, że niczego się nie da zrobić" - mówi, i w tym upatruje źródeł wzrostu poparcia dla AfD.
Ocenę AfD Rybińska formułuje ostrożnie. To - jak mówi - partia nacjonalistyczna, która otwarcie deklaruje obronę interesów Niemiec i również żąda kupowania niemieckiego uzbrojenia. Zwraca uwagę, że AfD instrumentalnie posługuje się polską prawicą: podczas debaty w Bundestagu poseł tej partii chwalił Polskę jako kraj bez „zapory ogniowej", by lobbować za zniesieniem kordonu sanitarnego wokół siebie. Jednocześnie stawia Polskę za wzór - „Polska jest przyszłością, Niemcy są przeszłością".
Odszkodowania i pomnik ofiar bez ruchu
Publicystka nie wierzy w wypłatę odszkodowań dla żyjących ofiar niemieckiej agresji. „Gdyby tak miało być, to już by do tego doszło" - mówi, przypominając niedoszłe ogłoszenie funduszu o wartości 300 milionów euro podczas wizyty Olafa Scholza. Z punktu widzenia niemieckiego budżetu to kwota symboliczna, a większość rządząca mogłaby ją przegłosować. Brakuje jedynie woli politycznej. Deklarację Tuska, że w razie odmowy Berlina wypłaci pieniądze za Niemców, ocenia jako „wyjątkowo niemądre posunięcie", bo zdjęło z Berlina presję.
Podobnie ślimaczą się prace nad pomnikiem polskich ofiar oraz projektem Domu Polsko-Niemieckiego, który - jak zaznacza Rybińska - jest przedsięwzięciem czysto niemieckim, finansowanym z niemieckiego budżetu, na które Warszawa ma zerowy wpływ.
Rozmowa kończy się prognozą, że w najbliższym czasie w relacjach polsko-niemieckich nic się nie zmieni. Zdaniem Rybińskiej realnego przełomu można oczekiwać dopiero po polskich wyborach w 2027 roku - w Niemczech do kolejnych jest dalej.