Konfederacja bez kandydata w Krakowie. Zabrakło ważnych podpisów
Bartosz Bocheńczak, kandydat Konfederacji na prezydenta Krakowa, nie wystartuje w przedterminowych wyborach, ponieważ nie zebrał wymaganej liczby ważnych podpisów poparcia. Do progu 3 tysięcy zabrakło mu kilkudziesięciu głosów po weryfikacji Miejskiej Komisji Wyborczej. Sytuację komentuje Tomasz Synowiec, politolog związany z Klubem Jagiellońskim i Instytutem Demokracji Bezpośredniej.
Sam Bocheńczak przyznał się do porażki bez ogródek. „Nie będę snuł teorii spiskowych, szukał winnych, ani przerzucał odpowiedzialności na kogokolwiek. Zawaliłem” - napisał na platformie X. Struktury Nowej Nadziei w Krakowie zostały rozwiązane, a kandydat zdymisjonowany.
Trudna zbiórka i błąd w kalkulacjach
Zbiórka podpisów szła w Krakowie opornie w wielu sztabach. Zdaniem Synowca złożyło się na to kilka czynników: wakacyjny termin, a także medialne doniesienia o wyciekach numerów PESEL, które przy listach poparcia trzeba podać. „Ludzie generalnie raczej nie chcą się podpisywać” - zauważa politolog.
Do tego doszedł problem specyficzny dla dużego miasta. Wielu mieszkańców Krakowa jest zameldowanych poza miastem lub nie figuruje w Centralnym Rejestrze Wyborczym, co automatycznie unieważnia ich podpisy. Przy weryfikacji u wielu kandydatów odrzucono około 40 procent głosów - znacznie więcej niż typowe 20-30 procent zakładane jako bezpieczny margines.
Kluczowym błędem sztabu Konfederacji było złożenie podpisów w ostatnim dniu. „Jak się składa w ostatnim dniu, to później, kiedy wychodzą nieprawidłowości, nie ma już możliwości uzupełnienia tych podpisów” - tłumaczy Synowiec. Dla porównania Łukasz Gibała, który również miał kłopoty formalne, zdążył swoje podpisy uzupełnić.
Nowa Nadzieja była przekonana, że dysponuje bezpieczną rezerwą - około 5 tysięcy podpisów. „Gdyby Nowa Nadzieja była świadoma, że tych podpisów im brakuje, to oni spokojnie by je jeszcze dozbierali” - podkreśla politolog. Zabrakło nie determinacji, lecz świadomości skali odrzuceń.
Do porażki przyznał się także Sławomir Mentzen. Lider Nowej Nadziei skrytykował przepisy jako absurdalne, ponieważ „wymaga się od sztabów przyniesienia podpisów spełniających wymagania, nie dając sztabom narzędzi do weryfikacji ich poprawności”. Jednocześnie uznał, że proces można było zorganizować lepiej - „czego dowodem jest to, że innym kandydatom udało się jednak zarejestrować”.
Wizerunkowy cios na poziomie ogólnopolskim
Największe konsekwencje sprawa przyniesie Konfederacji nie w Krakowie, lecz w skali kraju. Zdaniem Synowca przeciętny wyborca nie będzie rozróżniał, że jednej partii zabrakło stu podpisów, a inna prześlizgnęła się dwudziestoma. W pamięci pozostanie prosty przekaz: to Konfederacja poległa na zbieraniu podpisów.
Partia ma już listę wpadek organizacyjnych - dotyczących między innymi sprawozdań finansowych i subwencji wyborczej. „To kreuje taki wizerunek partii (…), że chcieliby rządzić krajem, a nie potrafią zorganizować prostej zbiórki podpisów” - mówi politolog. Ten obraz jest wykorzystywany w atakach politycznych rywali.
Brak kandydata oznacza także, że Konfederacja straci głos w debacie. Synowiec przewiduje, że wybory w Krakowie staną się jednym z głównych tematów kampanii ogólnopolskiej przed pierwszą i drugą turą. Partia, która nie ma w nich swojego przedstawiciela, „nie pokazuje swojego stanowiska, nie pokazuje swoich twarzy”.
Pojawia się też pytanie o elektorat. Wyborcy Konfederacji będą musieli oddać głos na kogoś innego - najprawdopodobniej na Łukasza Gibałę, na którego już wcześniej wskazywały sondaże. Część może przejść do Michała Klimka z Korony Polskiej lub do kandydata PiS Michała Drewnickiego, co niesie ryzyko trwałej utraty części dawnych wyborców.
Zaplecze i spory wewnętrzne
Kampanię Bocheńczaka prowadziła Nowa Nadzieja, przy wsparciu sił ogólnopolskich - Mentzen kilkukrotnie pojawiał się w Krakowie. Ruch Narodowy, bardzo aktywny wcześniej przy zbiórce podpisów pod referendum o odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego, na etapie zbierania podpisów pod kandydaturą Bocheńczaka nie był już widoczny.
Synowiec wyjaśnia to porozumieniem wewnętrznym. Ruch Narodowy ustąpił z wystawienia własnego kandydata w zamian za czołowe miejsca na listach do Rady Miasta - jednak wyborów do rady ostatecznie nie zarządzono. Politolog podkreśla, że Konfederacja funkcjonuje jak partia parasolowa, w której Nowa Nadzieja i Ruch Narodowy działają na co dzień oddzielnie.
Wokół porażki narosły plotki o rzekomym sabotażu ze strony Konrada Berkowicza, który jako urzędujący poseł i lokalny lider mógłby postrzegać rosnącego Bocheńczaka jako zagrożenie. Synowiec studzi te spekulacje. „Nie mamy żadnych przesłanek takich twardych, żadnych dowodów, poszlak” - mówi, dodając, że sam widział Berkowicza na większości spotkań kandydata. Skoro poziom odrzuceń był podobny w innych komitetach, to nie sabotaż, lecz błąd w kalkulacjach był przyczyną.
Czy to koniec kariery Bocheńczaka? Politolog jest ostrożny. „To jest duży cios i kładzie się cieniem na jego karierze” - ocenia, ale nie przesądza końca. Bliski współpracownik Mentzena, który sprawnie prowadził sztaby w wyborach prezydenckich i europejskich, może w przyszłych wyborach parlamentarnych liczyć na wysokie miejsce na liście. „Ta gwiazda troszkę przygasła przedwcześnie” - podsumowuje.
Kraków bez rozstrzygnięcia i niepewne procedury
Sprawa podpisów dotknęła nie tylko Konfederację. Odrzucono kandydaturę Mariana Banasia, a w chwili nagrania rozmowy nie było pewności co do rejestracji Darii Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy. Szef komisji wyborczej wskazywał początkowo, że ma ona 3028 ważnych podpisów - zaledwie 29 ponad próg - lecz podpisy sprawdzano ponownie.
Brak dwóch lub więcej kandydatów zmienia układ wyścigu. Synowiec zaznacza, że gdyby zabrakło zarówno Bocheńczaka, jak i Gosek-Popiołek, a Gibała przejąłby ich elektorat, „scenariusz zwycięstwa w pierwszej turze staje się jakkolwiek realny” - choć wciąż mało prawdopodobny. Bardziej realistyczny pozostaje wynik Gibały w granicach 30 procent.
Faworytką pozostaje Monika Piątkowska z Koalicji Obywatelskiej. Politolog nie uznaje jej za silną kandydatkę samą w sobie, ale zauważa, że w Krakowie „każdy kandydat Koalicji Obywatelskiej (…) z automatu staje się jednym z głównych faworytów”. Piątkowska buduje wizerunek kandydatki niezależnej, unikając odwołań do odwołanego prezydenta Miszalskiego - strategię tę Synowiec porównuje do kampanii Karola Nawrockiego.
Kandydat PiS Michał Drewnicki walczy przede wszystkim o rozpoznawalność. Jego wynik zależy od tego, jak zachowa się elektorat, który odszedł z Mateuszem Morawieckim do Rozwoju Plus. Politolog nie wyklucza wyniku zauważalnie powyżej 20 procent, zwłaszcza dzięki mobilizacji w Nowej Hucie, gdzie radny jest popularny.
Sprawa obnażyła słabość procedur wyborczych. Komitety nie mają narzędzi weryfikacji poprawności zebranych podpisów - mogą sprawdzić jedynie kompletność rubryk, nie zaś prawidłowość numeru PESEL czy wpis w rejestrze wyborców. Ustawa wiceministra Michała Gramatyki wprowadzająca elektroniczne zbieranie podpisów obejmie na razie tylko wybory do Sejmu, Parlamentu Europejskiego i prezydenckie - nie referenda ani wybory samorządowe. Synowiec liczy na rozszerzenie systemu w przyszłości, podkreślając jednocześnie, że mimo wad obecny mechanizm skutecznie wykrywa część fałszerstw. Ostateczna lista zarejestrowanych kandydatów w Krakowie wciąż pozostaje niepewna.