Kreml wycofuje Jabłoko z wyborów, Putin straszy Japonię
Rosyjski Sąd Najwyższy odrzucił w miniony weekend apelację liberalnej partii Jabłoko o przywrócenie na listy wyborcze przed zaplanowanymi na 20 września wyborami do Dumy Państwowej, a demonstracje przeciwko tej decyzji zakończyły się zatrzymaniem co najmniej 85 osób. Równolegle Władimir Putin odwiedził Wyspy Kurylskie i wystosował ostrzeżenia pod adresem Japonii. O znaczeniu tych wydarzeń mówił w rozmowie z Grzegorzem Ślubowskim rosyjski analityk Denis Salnikow.
Rekordowy atak na Moskwę i nerwowość Kremla
Ukraińskie i niezależne rosyjskie media opisały największy od początku wojny atak dronów na Moskwę. Zdaniem Salnikowa oficjalne liczby publikowane przez rosyjskie Ministerstwo Obrony nie wpływają na nastroje społeczne - decyduje realny efekt uderzeń.
Dla władz niepokojący jest inny sygnał. Po zapowiedzianej przez Wołodymyra Zełenskiego czterdziestodniowej kampanii ataków dalekiego zasięgu skala nalotów wciąż rośnie. „Po tych 40 dniach nikt nie planuje przerwy” - ocenił analityk.
To szczególnie kłopotliwe w momencie, gdy trwają przygotowania do wyborów parlamentarnych. Według Salnikowa systematyczne porażki rosyjskiej obrony przeciwlotniczej paradoksalnie mobilizują zwolenników wojny. Środowisko prowojennych blogerów zachęca do udziału w głosowaniu, traktując je jako wyraz poparcia dla „specjalnej operacji wojskowej”.
Jabłoko: dopuszczone, a potem skreślone
W centrum politycznej rozgrywki znalazła się partia Jabłoko - ugrupowanie starej liberalnej inteligencji, które po raz ostatni zasiadało w Dumie w 2003 roku. Salnikow zwrócił uwagę na charakterystyczną sekwencję decyzji Kremla.
Najpierw Centralna Komisja Wyborcza dopuściła partię do wyborów. Po kilku tygodniach ją skreślono, a Sąd Najwyższy odrzucił apelację. Nagrania z 10 sierpnia oraz z minionej niedzieli pokazują młodych ludzi protestujących pod gmachami sądów. Według rosyjskiego MSW podczas drugiej z demonstracji zatrzymano co najmniej 85 osób.
Zdaniem analityka za zwrotem stoją prognozy wyników. Fundacja FOM szacowała poparcie dla Jabłoka na około 11 procent w Moskwie i Petersburgu oraz co najmniej 5,5 procent w skali kraju. Inne szacunki wskazywały przedział od 5 do nawet 20 procent.
„Może ktoś w Kremlu uznał to za wynik nie do zaakceptowania” - stwierdził Salnikow. Przekroczenie progu 5 procent, potrzebnego do wejścia do Dumy, oznaczałoby pojawienie się w parlamencie realnie opozycyjnej siły, a nie ugrupowania kontrolowanego. Według nieoficjalnych doniesień ze źródeł kremlowskich, których nie można zweryfikować, ostateczną decyzję o niedopuszczeniu partii miał podjąć sam Putin.
Wybory jako źródło legitymacji władzy
Salnikow, który jako obywatel Rosji sam głosował w tamtejszych wyborach, nie ukrywa sceptycyzmu wobec ich charakteru. „Nigdy nie głosowałem na Jedną Rosję ani na Władimira Putina” - powiedział, dodając, że z czasem zrozumiał, iż dopuszczani kandydaci pełnią rolę „spoilerów”, odcinających głosy realnym rywalom władzy.
Mimo to Jabłoko dąży do udziału w wyborach. Analityk tłumaczy to grą „na dwóch fortepianach”: zaangażowanie medialne wokół partii zwiększa jej rozpoznawalność, co może przełożyć się na wyniki w przyszłych głosowaniach, także lokalnych. Ugrupowanie próbuje również pokazać, że w Rosji wciąż istnieją ludzie przeciwni wojnie.
Salnikow przypomniał, że w wyborach prezydenckich w 2024 roku rolę „kandydata pokoju” pełnił Władisław Dawankow z partii Nowi Ludzie - ugrupowania uznawanego za kremlowski projekt. Dawankow zdobył około 6 procent, a niemal nazajutrz po głosowaniu odwiedził Putina i zadeklarował poparcie dla celów wojny. Zdaniem analityka Kreml jest zainteresowany mierzeniem poziomu poparcia dla opcji pokojowej, lecz tym razem „mógł przesadzić”, dopuszczając partię o realnym potencjale.
Duma pozostaje instrumentem legitymizacji. Salnikow wskazał, że służy do inicjowania zmian - jak nowelizacja konstytucji w 2020 roku, gdy pomysł umożliwienia Putinowi dalszego startu w wyborach zgłosiła kosmonautka z czasów radzieckich - oraz do przerzucania odpowiedzialności za niepopularne decyzje, jak podniesienie wieku emerytalnego w 2019 roku.
Propaganda wykorzystuje instytucję do przekonywania, że Rosja jest „prawdziwą demokracją”, w przeciwieństwie do państw zachodnich, gdzie - jak twierdzi Kreml - kandydatów opozycji nie dopuszcza się do wyborów. „Ten reżim autorytarny, który nie do końca przekształcił się w totalitarny, wciąż potrzebuje źródła legitymacji” - ocenił analityk. Pozostałe partie parlamentarne - komuniści, ugrupowanie po Żyrinowskim, Nowi Ludzie - w kluczowych głosowaniach zachowują się tak, jak oczekuje Kreml.
Cena idealizmu
W tę samą niedzielę, gdy sąd odrzucił apelację Jabłoka, na 11 lat więzienia skazano jego działacza Lwa Szlosberga. Podstawą były dwa artykuły kodeksu karnego - o dyskredytacji armii i rozpowszechnianiu „fejków”. Zdaniem Salnikowa chodziło o udostępnienie okładki jednego z brytyjskich mediów, oskarżającej Putina o zabijanie cywilów na Ukrainie.
Szlosberg został już wcześniej pobity za ujawnienie w 2014 roku informacji o świeżych pochówkach na cmentarzu wojskowym w Pskowie, gdzie stacjonuje słynna dywizja powietrznodesantowa - w czasie, gdy udział Rosji w wojnie na Donbasie pozostawał tajny.
Salnikow zaliczył go do grona idealistów obok Aleksieja Nawalnego, Ilji Jaszyna i Władimira Kara-Murzy. „Zmienić Rosji od zewnątrz się nie da” - stwierdził, wyjaśniając, że wielu z nich świadomie pozostaje w kraju, by móc na cokolwiek wpływać. To przekonanie, jego zdaniem, kierowało Nawalnym, gdy wrócił do Rosji po próbie otrucia.
Analityk przywołał wzorzec Nelsona Mandeli - działaczy, którzy po latach więzienia zdołali zmienić swój kraj. „Prawdopodobieństwo jest bardzo niewielkie, ale wciąż istnieje” - powiedział. Autobiografia Nawalnego, wydana pośmiertnie, nosi tytuł „Patriota”. Zarazem Salnikow przyznał, że skuteczność takiej postawy pozostaje kwestią sporną.
Kurylska podróż i sygnał dla Tokio
Wizyta na Wyspach Kurylskich zwieńczyła dwuipółtygodniową podróż Putina, podczas której odwiedził między innymi Kazań, Irkuck, Krasnojarsk i Nowosybirsk. Salnikow zauważył, że wszystkie te regiony nie były celem ukraińskich dronów - co, jego zdaniem, świadczy o trosce służb o bezpieczeństwo prezydenta.
Kuryle pozostają terytorium spornym; z tego powodu Rosja i Japonia nie zawarły traktatu pokojowego po II wojnie światowej. W przemówieniu przed wyjazdem Putin odniósł się do przejmowania statków tzw. floty cieni przez służby państw europejskich, ostrzegając przed odwetem: „Będziemy zmuszeni odpowiedzieć lustrzanie, i niekoniecznie na tych akwenach”. Jednocześnie zapewnił: „Nie zagrażamy Japonii. Nie mamy wobec niej absolutnie żadnych pretensji”.
Zdaniem Salnikowa to próba rozbicia koalicji wspierającej Ukrainę poprzez zniechęcenie Tokio do aktywnego zaangażowania. Putin wskazał, że Japonia uznała Rosję za jedno z głównych zagrożeń w swoich dokumentach strategicznych i po raz pierwszy od wojny rozbudowuje służby specjalne. Analityk zauważył, że „ruski mir” dysponuje słabszą siłą miękką niż inne mocarstwa, dlatego sięga po zastraszanie.
Sygnał wzmocnił telegram Putina do Kim Dzong Una z okazji obchodzonego 15 sierpnia Dnia Wyzwolenia, w którym wskazano Japonię jako kolonialnego ciemiężcę. Korea Północna pozostaje najwierniejszym sojusznikiem Moskwy i bezpośrednim uczestnikiem wojny. Reuters, powołując się na ukraiński wywiad, informował o sześciu wyrzutniach i 120 pociskach balistycznych; wspominano też o obecności północnokoreańskich żołnierzy na terytorium Rosji.
Salnikow ostrzegł, że rosyjskie groźby nie pozostają wyłącznie werbalne. Na początku sierpnia flota Oceanu Spokojnego przeprowadziła szeroko zakrojone ćwiczenia, a na kierunku europejskim doszło do incydentów z dronami - m.in. próby ataku na samolot na lotnisku w Lipsku, gdzie do bezzałogowca podczepiono ładunek. Analityk uznał te działania hybrydowe za obliczone na wywołanie poczucia zagrożenia wśród obywateli państw europejskich i wpływanie na wyniki wyborów.
Wrześniowe wybory do Dumy - jak zaznaczono w rozmowie - na pewno się odbędą. Skreślenie Jabłoka, wyrok dla Szlosberga i kurylska podróż Putina układają się w spójny obraz: reżim, który jednocześnie dba o fasadę legitymacji wewnętrznej i próbuje osłabiać zewnętrzną koalicję wspierającą Ukrainę.