Litwa umacnia sojusz z Polską i przyjmuje niemiecką brygadę
Litwa od lat przygotowuje się na rosyjskie zagrożenie, a agresja Rosji na Ukrainę przyspieszyła jej zbliżenie z Polską i sprowadzenie na jej terytorium niemieckiej brygady - ocenia dr Andrzej Pukszto, politolog z Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie, w rozmowie nagranej w Wilnie w ramach cyklu „Wyprawa bałtycka”. Zdaniem badacza historyczne uprzedzenia wobec Polski słabną, a wspólny przeciwnik i głęboka współpraca wojskowa oraz energetyczna redefiniują relacje obu państw.
Litwa nie była zaskoczona rosyjską agresją
Pukszto podkreśla, że dla Litwy rosyjska napaść na Ukrainę nie była zaskoczeniem. Kraj przygotowywał się do obrony przynajmniej od 2008 roku, od wojny w Gruzji.
Politolog przypomina słowa ówczesnej prezydent Dalii Grybauskaitė sprzed ponad dekady. - Rosja jest krajem terrorystycznym i przygotowujemy się do obrony przed Rosją, jak tylko możemy - mówiła, jak relacjonuje rozmówca. Wypowiedź spotkała się wtedy z falą krytyki, zwłaszcza ze strony Europy Zachodniej.
Zagrożenie odczuwa się także dziś. Pukszto opisuje majowy alarm wywołany dronem, który zboczył z toru i wleciał z terytorium Łotwy. - Otrzymaliśmy nakaz zejścia do schronów - wspomina; alarm trwał około 40 minut, a maszyna nie doleciała do Wilna.
Jeszcze mocniej mieszkańcom zapadły w pamięć balony meteorologiczne wysyłane z Białorusi, które ubiegłego lata i jesienią zakłócały pracę międzynarodowego lotniska w Wilnie. - Element wojny hybrydowej - mówi rozmówca. Balony, transportujące m.in. papierosy, wymuszały odwoływanie lotów w godzinach wieczornych i nocnych, gdy służby nie były w stanie ich unieszkodliwić.
Konsensus wobec wojny i spokój z mniejszością rosyjską
W litewskiej polityce panuje, zdaniem Pukszty, „daleko posunięty” konsensus w sprawie rosyjskiej agresji. Istnieje partia populistyczna „Świt nad Niemnem”, głosząca, że „Ukraina to nie nasza wojna”, ale - jak zaznacza politolog - „na pewno nie jest to partia prokremlowska ani prorosyjska”.
Podobnie jak w Polsce, widoczne jest częściowe zmęczenie tematem wojny. Litwa przyjęła uchodźców z Ukrainy oraz z Białorusi, a w Wilnie i Kownie ponownie słychać język rosyjski - z ust uciekinierów z Charkowa, Donbasu i Mińska. Jeszcze przed sześciu, siedmiu laty, zauważa rozmówca, usłyszenie rosyjskiego w stolicy było niemal niemożliwe.
Pukszto zwraca uwagę, że w odróżnieniu od Łotwy i Estonii Litwa nie mierzy się z napięciami wokół mniejszości rosyjskiej, stanowiącej około 5 proc. ludności kraju - a w Kłajpedzie nawet 20-25 proc. Przyczyną był przyjęty w latach 90. „zerowy model” nadawania obywatelstwa: wszyscy mieszkańcy obecni na terytorium Litwy w 1990 roku mogli je otrzymać bez przeszkód.
Niemiecka brygada bez sprzeciwu
Planowana obecność niemieckiej 45. Brygady Zmechanizowanej z główną siedzibą w pobliżu Wilna została, według Pukszty, przyjęta „szybko i bardzo entuzjastycznie”. Politolog przypomina, że kanclerz Friedrich Merz zadeklarował podczas wizyty w Wilnie, iż Niemcy będą bronić litewskiej stolicy tak samo jak Berlina - słowa te upamiętniono tablicą na ratuszu.
Gdyby jednak chodziło o polską brygadę, przyjęcie byłoby chłodniejsze. - Podejrzewam, że kończyłoby się też pozytywnie - zastrzega rozmówca, dopuszczając istnienie niewielkiej grupy opozycyjnej. Przyznaje, że w litewskim społeczeństwie utrzymuje się „niewielki lęk” wobec Polski, choć - jak podkreśla - nie jest on duży.
Pukszto ilustruje dawne obawy anegdotą z lat 90.: zlot polskich harcerzy wzbudził wówczas niepokój litewskich władz, czy nie jest to „nowy marsz Żeligowskiego”. - Pokazuje to, w jakiej mentalnej schizofrenii żyli - komentuje, dodając, że to już przeszłość. Po 35 latach niepodległości, jak ocenia, Litwini „przestali się bać Polaków”.
Współpraca wojskowa i energetyczna
Niezależnie od niemieckiej obecności, współpraca wojskowa polsko-litewska jest - według rozmówcy - „przeogromna”, obejmując wywiad i bezpieczeństwo. Litwini doceniają rozbudowę polskiej armii; Polska bywa stawiana za wzorzec w kwestii wzmacniania sił zbrojnych.
Równie istotny jest wymiar energetyczny. Główna rafineria na Litwie, w Możejkach, należy do Orlenu, który - jak zaznacza Pukszto - jest największym podatnikiem w budżecie Republiki Litewskiej i ma wpływ na wszystkie trzy państwa bałtyckie. Ostatnie lata przyniosły wiele wspólnych projektów w zakresie gazu, ropy i linii elektrycznych.
Zasługi w tworzeniu warunków dla działalności Orlenu na Litwie rozmówca przypisuje byłemu premierowi Sauliusowi Skvernelisowi. - Trudno sobie wyobrazić, jak można zagwarantować bezpieczeństwo energetyczne bez bardzo bliskiej współpracy z Polską - mówi.
Dla dzisiejszej Litwy Polska to przede wszystkim „sojusznik, który ma wielką armię i który jest mocny wojskowo”, a także partner połączony wspólną przeszłością Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Zmiana pamięci historycznej
Pukszto wskazuje, że litewskie spojrzenie na wspólną historię wyraźnie ewoluowało. Zmienił się wizerunek Jagiełły, Unii Lubelskiej i Konstytucji 3 maja. - To, co łączy, a nie dzieli - mówi o dziedzictwie Rzeczypospolitej.
To znacząca zmiana. W okresie międzywojennym, przypomina politolog, wrogiem numer jeden Litwy była Polska, a dopiero potem Rosja radziecka. Odbył się nawet społeczny „sąd nad Jagiełłą”, który „zdradził Litwę”. Rozmówca dodaje, że - jak odkryli sami Litwini - sowiecka ambasada w Kownie finansowała wówczas antypolskie i nacjonalistyczne przedsięwzięcia, by podtrzymywać konflikt.
Przełom przyniosły lata 90. Kamieniem milowym był traktat polsko-litewski z 1994 roku, którego niemal jedną trzecią poświęcono ochronie praw polskiej mniejszości. Podpisali go w Wilnie prezydenci Algirdas Brazauskas i Lech Wałęsa. Kolejnym punktem zwrotnym stał się rok 2004 - przystąpienie Litwy do NATO i Unii Europejskiej, do których, jak ujmuje to rozmówca, „nie było jak wejść z antypolskimi fobiami”.
Symbolem zbliżenia stał się też pogrzeb powstańców styczniowych, których szczątki odkryto na Górze Giedymina i złożono na cmentarzu na Rossie. W uroczystości uczestniczyli prezydenci Andrzej Duda i Gitanas Nausėda oraz przedstawiciele białoruskiej opozycji.
Sytuacja Polaków na Litwie
Poprawa relacji przełożyła się, zdaniem Pukszty, na sytuację polskiej mniejszości. Obecnie stanowisko ministra sprawiedliwości pełni Rita Tamašunienė z Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, a w rządzie zasiada - jak szacuje rozmówca - pięciu lub sześciu wiceministrów polskiej narodowości.
Postęp widać także w pisowni nazwisk, choć wciąż nie ma możliwości zapisania liter „ź” i „ć”. Na Litwie działa około 50 publicznych szkół z polskim językiem wykładowym.
Napięcia nie zniknęły całkowicie. W rejonie trockim, gdzie polska partia pozostaje poza koalicją, samorząd planuje reformę sieci szkół i połączenie kilku placówek. Społeczność polska odbiera to jako „zabieranie im szkoły”, choć - zastrzega politolog - niż demograficzny dotyka i Polaków, i Litwinów. - Jeszcze przed 10 laty moja wypowiedź nie byłaby taka optymistyczna - podsumowuje.
Rozmowa, nagrana w wileńskiej starówce oraz przy Ostrej Bramie, wpisuje się w szerszy kontekst reakcji państw bałtyckich na rosyjską agresję. Kult Matki Boskiej Ostrobramskiej - jak zauważa Pukszto - łączy Polaków, Litwinów i Białorusinów, a msze w kościele odprawiane są na przemian po polsku i po litewsku. Miejsce to, wkomponowane niegdyś w mury broniące Wilna przed najazdami ze wschodu, pozostaje dla rozmówcy symbolem wciąż aktualnego wyzwania obronnego.