Kryzys polsko-ukraiński uderza w Ukraińców w Polsce. Politycy grają nastrojami
Publicyści Kamila Baranowska, Igor Janke i Grzegorz Ślubowski w programie "Kanał Otwarty" analizują pogorszenie relacji polsko-ukraińskich i jego wpływ na nastroje społeczne w Polsce. Wskazują, że po decyzjach prezydenta Wołodymyra Zełenskiego - w tym nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA i utworzeniu panteonu bohaterów narodowych - spór o Wołyń wraca do polityki, a klasa polityczna po obu stronach eskaluje konflikt w rytm własnych kalkulacji wyborczych.
Twarde dane: spadek poparcia dla pomocy uchodźcom
Dyskusja opiera się na konkretnych badaniach opinii publicznej. Według przywołanego przez Baranowską sondażu CBOS ze stycznia 2026 roku, 48 procent Polaków popiera przyjmowanie ukraińskich uchodźców z terenów objętych wojną, a 46 procent jest przeciw. To najgorszy wynik w historii tych pomiarów.
Dla porównania - na początku wojny poparcie sięgało 94 procent i utrzymywało się na wysokim poziomie do połowy 2023 roku. Wtedy nastąpiło wyraźne tąpnięcie. Badanie Centrum Mieroszewskiego pokazuje z kolei, że pozytywny stosunek do Ukraińców mieszkających w Polsce deklaruje 39 procent badanych, negatywny - 35 procent, neutralny - 15 procent, a 10 procent nie ma zdania. Aż 51 procent uważa, że skala pomocy uchodźcom jest zbyt duża, a jedynie 5 procent - że niewystarczająca.
Uczestnicy programu podkreślają jednocześnie, że stosunek Polaków do Ukraińców mieszkających na Ukrainie pozostaje wyraźnie pozytywny. "Ukraińcy na Ukrainie niech sobie tam będą, ale w Polsce to już tak niekoniecznie" - tak Baranowska podsumowuje dualizm postaw.
Spór o źródła kryzysu: Kijów, Warszawa czy zmęczenie społeczne
Rozmówcy różnią się w ocenie, gdzie leżą główne przyczyny obecnej eskalacji. Ślubowski stawia tezę, że decydujące były posunięcia strony ukraińskiej. "Prezydent Ukrainy zdecydował się z jakiegoś powodu na eskalowanie stosunków z Polską" - mówi, wskazując na nadanie jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA oraz utworzenie panteonu bohaterów narodowych.
Zwraca uwagę na możliwe złamanie nieformalnego porozumienia między prezydentami Zełenskim i Andrzejem Dudą o niepodnoszeniu kwestii UPA. "Ukraińcy twierdzą, że to my złamaliśmy" - zaznacza, dodając, że sam uznaje mianowanie jednostki za faktyczne złamanie tego porozumienia po stronie ukraińskiej.
Janke wskazuje, że Warszawa również popełniła błędy - przede wszystkim brak polityki transakcyjnej po pierwszej fazie wojny. "Pół roku, rok po wybuchu wojny, kiedy ta pomoc cały czas szła, trzeba było już wystawiać rachunki" - przyznaje, dodając, że wtedy sam takiej perspektywy nie prezentował.
Ślubowski dodaje trzeci wątek: początkową idealizację Ukrainy w polskich mediach głównego nurtu. Jego zdaniem "poprawność polityczna, która nie pozwalała na mówienie pewnych rzeczy", spowodowała reakcję odwrotną - narastanie sieciowych opowieści przeciwnych oficjalnemu przekazowi.
Poczucie krzywdy i rola świadczeń socjalnych
Kluczowym mechanizmem, który zmienił nastroje społeczne, uczestnicy programu nazywają poczuciem nierówności. Ślubowski relacjonuje rozmowy z sąsiadami: "Dlaczego oni mieli 800 plus? Ja tutaj pracuję, ja zarabiam, ja dostaję 800 plus i oni przyjechali i dostawali 800 plus".
Podobne pretensje dotyczyły składek zdrowotnych i dostępu do opieki medycznej. Ograniczenie świadczeń wyłącznie do Ukraińców aktywnych zawodowo nastąpiło pod koniec 2025 roku - zdaniem Baranowskiej i Ślubowskiego zbyt późno, by zapobiec kumulacji negatywnych emocji.
Janke broni pierwotnych decyzji państwa. Podkreśla, że dzięki natychmiastowej pomocy finansowej kobiety z dziećmi mogły szybko podjąć pracę i zintegrować się ze społeczeństwem. Powołuje się na "twarde dane" o wpływach podatkowych od Ukraińców, które - jak twierdzi - przewyższają wydatki na świadczenia socjalne.
Baranowska zauważa, że badani coraz częściej kierują pretensje nie do samych Ukraińców, lecz do państwa polskiego. Oczekują skuteczniejszego zarządzania sytuacją, nie zaś wycofania się z pomocy.
Rosyjska propaganda i mechanizm eskalacji
Uczestnicy zgadzają się, że rosyjskie służby aktywnie podgrzewają antyukraińskie nastroje. "Ta cała akcja została od początku do końca - po obu stronach grały ruskie służby, wzmagały te nastroje" - mówi Janke. Wskazuje, że służby zawsze grają na najbardziej radykalne postawy.
Ślubowski przestrzega jednak przed tłumaczeniem wszystkiego wpływem rosyjskiej propagandy. Porównuje takie diagnozy do tez o rzekomym rosyjskim sfałszowaniu wyborów prezydenckich Donalda Trumpa: rosyjskie działania mogły towarzyszyć zjawisku, ale nie były jego przyczyną pierwotną. "To jest pewien ciąg wydarzeń, który musi mieć pewne konsekwencje" - argumentuje.
Rozmówcy wspominają też o krążących w pierwszych tygodniach wojny "chwastach informacyjnych" - historyjkach o Ukrainkach żądających darmowych usług w zakładach kosmetycznych czy wchodzących bez kolejki do lekarza. Ich zdaniem były to opowieści powtarzane w niemal identycznej formie z różnych źródeł, co wskazywało na koordynowaną dezinformację.
Kalkulacja polityczna: kto pierwszy wskoczy na falę
Wszyscy trzej publicyści zgadzają się, że politycy dostrzegli potencjał tematu i celowo go rozgrzewają. Baranowska powołuje się na rozmowy z politykami różnych obozów sprzed kampanii 2023 roku: "Już wtedy w swoich własnych badaniach mieli informację, że stosunek do Ukraińców będzie wiodącym tematem kampanijnym".
Janke opisuje spiralę licytacji: "Braun zabiera Konfederacji - to Konfederacja musi zapalać". Jarosław Kaczyński przykrywa prawą stronę, więc "Tusk z Trzaskowskim też zobaczyli, że muszą to robić". Podobny mechanizm zadziałał po decyzjach Zełenskiego: prezydent Karol Nawrocki zażądał zwrócenia orderu, a odesłanie do muzeum ogłosili także Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński.
Ślubowski określa to zjawisko jako podporządkowanie realnych celów polityki zagranicznej symbolicznej polityce historycznej. Janke nazywa je "skrajnie nieodpowiedzialnym" i podkreśla, że rolą dziennikarzy jest jasne komunikowanie tego politykom.
Legion ochotniczy i pytania o młodych Ukraińców
Baranowska przypomina o projekcie utworzenia w Polsce legionu ochotniczego złożonego z Ukraińców przebywających na terenie kraju. Jak relacjonuje, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał w rozmowie z nią, że strona polska była gotowa szkolić żołnierzy, ale zgłosiło się niecałe 300 osób.
Ten wątek - jak zauważa dziennikarka - wzmacnia obraz utrwalany w części społeczeństwa: młodzi ukraińscy mężczyźni w Polsce budzą pytania, dlaczego nie walczą na froncie. Janke ostrzega przed idealizowaniem Ukrainy, ale też przed generalizacjami: są tysiące ukraińskich wolontariuszy i żołnierzy, którzy schodzili z polskich budów, by wrócić i walczyć, są też ci, którzy z Ukrainy uciekli.
Kwestia polonizacji i różnice historyczne
Ślubowski otwiera wątek długoterminowy - jaką mniejszość ukraińską Polacy są gotowi zaakceptować. Odwołując się do Jerzego Giedroyca, wskazuje, że "Polska jest krajem monoetnicznym, praktycznie monojęzykowym", a większość społeczeństwa oczekiwałaby polonizacji Ukraińców.
Podkreśla przy tym różnicę między Ukraińcami a Białorusinami: z tymi drugimi Polacy nie mają "sprzecznej oceny historii". Konflikt o Wołyń i UPA stanowi barierę, której - jego zdaniem - decyzje polityczne w Kijowie tylko obecnie wzmacniają.
Janke stawia sprawę praktycznie: "Każdy, kto mieszka w Polsce, musi normalnie pracować, przestrzegać prawa, akceptować polską konstytucję i powinien mówić po polsku". Ocenia, że większość Ukraińców w Polsce spełnia te warunki - "gdziekolwiek się nie ruszymy, słyszymy ludzi, którzy mówią z ukraińskim akcentem, ale mówią po polsku".
Bilans gospodarczy i perspektywa kampanii wyborczej
Publicyści zwracają uwagę na wymiar ekonomiczny obecności ukraińskiej społeczności. Ukraińcy - zdaniem Jankego - "płacą podatki, wydają pieniądze, nakręcają gospodarkę i wykonują prace, których Polacy nie chcą wykonywać". Statystyki przestępczości per capita mają wskazywać, że Ukraińcy popełniają mniej przestępstw niż Polacy; problemem miały być natomiast grupy gruzińskie.
Ślubowski nie zgadza się z pełną idealizacją. Wskazuje, że masowe wpuszczenie ludzi bez pełnej kontroli oznaczało również napływ grup przestępczych i potencjalnej agentury. Przyznaje jednocześnie, że w warunkach 2022 roku trudno było postąpić inaczej.
W kontekście nadchodzącej kampanii wyborczej wszyscy trzej rozmówcy są sceptyczni. Ślubowski przewiduje, że temat ukraiński będzie - obok szpitala południowego i lekarzy - głównym motywem kampanii. Janke deklaruje się jako pesymista: "boję się, że to będzie grane bardzo mocno".
Postulat: twarda dyplomacja, spokój wobec mieszkańców
Konkluzja rozmowy jest dwutorowa. Wobec władz Ukrainy - zdaniem Jankego - potrzebna jest "bardzo racjonalna i twarda polityka", prowadzona jednak bardziej przez ciche i skuteczne naciski dyplomatyczne niż publiczne gesty symboliczne. Publicysta chwali stanowczość Kosiniaka-Kamysza w kwestii niezrealizowanych umów zbrojeniowych.
Wobec Ukraińców mieszkających w Polsce rozmówcy apelują o zdrowy rozsądek. Janke krytykuje sytuacje, w których "kolega przyjeżdża Ferrari nad Morskie Oko, dostaje mandat stówę, a potem nagle premier go deportuje" - jako przykład politycznego nakręcania nastrojów. Ślubowski przestrzega przed drugą skrajnością: "obarczanie winą za UPA wszystkich Ukraińców, którzy mieszkają w Polsce" określa jako bzdurę, której trzeba się przeciwstawiać.
Rozmowa toczy się w momencie, gdy relacje polityczne Warszawy i Kijowa znajdują się w najniższym punkcie od wybuchu wojny w lutym 2022 roku. Poparcie społeczne dla pomocy uchodźcom spadło z 94 do 48 procent, a nadchodząca kampania wyborcza tworzy silne bodźce do dalszej eskalacji tematu. Publicyści zgodnie wskazują, że kluczowe będzie oddzielenie sporu politycznego z władzami Ukrainy od codziennego funkcjonowania kilkuset tysięcy ukraińskich pracowników, uczniów i rodzin obecnych dziś w Polsce.