Powrót

Kuba na celowniku Trumpa. Waszyngton szykuje powtórkę z Wenezueli

Administracja Donalda Trumpa zgromadziła w rejonie Karaibów potężną flotę i buduje prawne podstawy do ekstrakcji Raula Castro z Hawany. Według dziennikarza Mateusza Mazziniego, współpracownika "Gazety Wyborczej" i tygodnika "Polityka", Waszyngton zamierza zastosować wobec Kuby ten sam model, który w styczniu zadziałał w Wenezueli - szybką operację specjalną wymierzoną w jedną osobę, bez kosztownej okupacji i bez ambicji budowania demokracji od podstaw.

Model wenezuelski jako matryca

Punktem odniesienia jest dla Białego Domu operacja z 3 stycznia w Caracas. Trwała - według relacji gościa - około 150 minut i wykonała ją pojedyncza jednostka Delta Force. Nikolása Maduro przeniesiono do Nowego Jorku, gdzie postawiono go przed sądem na Manhattanie. Władzę po stronie reżimu przejęła Delcy Rodríguez, dotychczasowa zastępczyni dyktatora.

Mazzini twierdzi, że Marco Rubio i sam Trump uznali ten schemat za "świetną matrycę do tego, żeby realizować swoje interesy strategiczne w różnych częściach świata, całkowicie ignorując jakieś idiosynkratyczne elementy poszczególnych krajów". Logika jest pragmatyczna: amerykańska administracja wyciągnęła wnioski z Iraku i Afganistanu i nie zamierza więcej "zakopywać się na dziesiątki lat" w państwach bez tradycji demokratycznych. Cel to wyciągnięcie jednej uwierającej osoby, a kto przejmie po niej władzę - jest sprawą drugorzędną, byleby współpracował z Waszyngtonem.

Pretekst sprzed trzydziestu lat

Podstawą prawną do działań przeciwko Raulowi Castro ma być wydarzenie z 1996 roku. Ówczesny minister obrony Kuby wydał rozkaz zestrzelenia dwóch cywilnych samolotów organizacji Brothers to the Rescue, prowadzonej z Florydy przez Amerykanów kubańskiego pochodzenia. Zginęło trzech obywateli USA. Konstrukcję prawną zbudowano analogicznie do sprawy Maduro, gdzie powiązano dyktatora z handlem narkotykami i śmiercią Amerykanów z przedawkowania.

Mazzini przypomina, że we wrześniu ubiegłego roku Trump zakomunikował Kongresowi, iż nie potrzebuje autoryzacji dla działań ofensywnych na Morzu Karaibskim, ponieważ uznaje je za działania defensywne. W szczycie operacji wokół Wenezueli zgromadzono - jak relacjonuje gość - około jednej trzeciej siły ognia amerykańskiej marynarki wojennej. Strzelano do kutrów rybackich na wodach międzynarodowych. James Story, ostatni amerykański ambasador w Caracas, w rozmowach z Mazzinim podkreślał: "Nie ma dowodów na to, że Pałac Prezydencki w Caracas bezpośrednio kontroluje handel narkotykami". Konstrukcja prawna powstała mimo to.

Raul Castro jako "lenny pan"

W przypadku Kuby Amerykanie mają według gościa traktować wyspę jak "lenne księstwo" rodziny Castro. Doniesienia "Washington Post", "Miami Herald" i portalu Axios wskazywały, że Marco Rubio bezpośrednio rozmawiał z wnukiem Fidela Castro - również noszącym imię Raul, około 36-letnim - mimo że formalnie nie pełni on żadnej funkcji w reżimie. Nominalnie prezydentem jest Miguel Díaz-Canel, a patriarchą ruchu rewolucyjnego pozostaje Raul Castro senior.

Najmłodszy Castro jest, w opisie Mazziniego, "ucieleśnieniem gnijącej korupcji" reżimu. "Na statkach z pomocą humanitarną sprowadza sobie samochody elektryczne, które potem sprzedaje ludziom mającym pieniądze na wyspie, korzysta z wyłączeń sankcyjnych, bo jest uznawany za dyplomatę" - relacjonuje dziennikarz. Ta logika - Waszyngton dogaduje się z rodziną Castro - pozostaje w napięciu z faktem, że jednocześnie wystawiono list gończy za seniorem rodu.

Wyspa bez prądu i ropy

Mazzini, który był na Kubie na przełomie lutego i marca, opisuje pełzający kryzys humanitarny. Brak dostaw ropy oznacza brak energii elektrycznej, a w konsekwencji brak wody, leków i ciepłych posiłków. Szkoły, które normalnie pracują od ósmej do pierwszej, kończą zajęcia w południe - "wypuszczano dzieci do domów z nadzieją, że może w domu coś zjedzą ciepłego, bo może akurat w domu będzie prąd". Pacjenci onkologiczni odbierają leki z transportów humanitarnych z Meksyku.

Reżim stosuje znane z innych autorytaryzmów taktyki propagandowe: "W jednej dzielnicy rozdaje ciastka, w drugiej jajka, w trzeciej wodę, ale nikt nie dostaje wszystkiego". Mieszkańcy palą sterty śmieci na ulicach, żeby mieć światło wieczorem. System, który przez dekady szczycił się egalitaryzmem i powszechnym dostępem do edukacji oraz opieki zdrowotnej, uległ oligarchizacji - bogactwo skupiło się w rękach drugiego i trzeciego pokolenia rewolucyjnych elit.

Pekin wypełnia próżnię

Chińskie inwestycje na Kubie są widoczne na poziomie codziennym. W Hawanie, jak relacjonuje gość, łatwiej dziś dostrzec nowe chińskie SUV-y elektryczne niż jakąkolwiek markę zachodnią. Pekin elektryfikuje wyspę i buduje farmy fotowoltaiczne w głębi kraju. Rosja straciła wpływy - bezpośrednie połączenia lotnicze Aerofłotu z Moskwy do Hawany praktycznie zniknęły, a obecność Rosjan ogranicza się do "smutnych panów przesiadujących w barach w Hawanie".

Mazzini nie sądzi jednak, by Chińczycy zdecydowali się na konfrontację z USA o Kubę. "Mają większe pionki na tej szachownicy do rozegrania. Po co mają się zabijać o Kubę, skoro Kuba tak naprawdę nie jest ważna dla nikogo poza Kubańczykami". Na całej półkuli zachodniej - poza Kanadą - według gościa jedynie pięć lub sześć niepodległych państw ma większą wymianę handlową z USA niż z Chinami.

Marco Rubio jako personalny architekt operacji

Kluczową rolę w układance odgrywa sekretarz stanu Marco Rubio - pierwszy w historii szef amerykańskiej dyplomacji mówiący biegle po hiszpańsku, pochodzący z florydzkiej diaspory kubańskiej liczącej około 2,5 miliona osób. Mazzini opisuje tę społeczność jako "klaustrofobiczną grupę", w której kolejne pokolenia są wychowywane w przekonaniu, że obalenie komunizmu na Kubie to najważniejszy projekt życiowy.

W zpersonalizowanej geopolityce administracji Trumpa, gdzie decyzje zapadają "od góry do dołu", a "ekspertyza jest wyrzucana przez okno", Rubio dysponuje wyjątkową swobodą działania. Kuba jest dla niego - jak ocenia gość - kwestią osobistą, co przekłada się na "nieproporcjonalnie duże zasoby amerykańskie skierowane na Kubę" kosztem innych teatrów, w tym Europy i konfliktu ukraińsko-rosyjskiego.

Koniec eksperymentu

Mazzini, który zajmuje się Ameryką Łacińską od piętnastu lat, mówi, że podczas ostatniej wizyty pierwszy raz spotkał Kubańczyków otwarcie deklarujących potrzebę "resetu". Wskazuje, że Hawana przegapiła szansę na reformę w latach 2003-2010, w okresie tzw. różowego prądu - demokratycznej lewicy latynoamerykańskiej (Lula, Kirchner, Bachelet, Morales) - gdy w Białym Domu zasiadał Barack Obama gotów do odprężenia. Zamiast tego reżim związał się z autorytarną lewicą, przede wszystkim z Wenezuelą Cháveza, która barterowo wymieniała ropę za usługi kubańskich lekarzy. Gdy zabrakło sponsora, system zaczął się rozsypywać. "Komunizm jako taki upadł już dawno. Upada nominalnie reżim kubański" - podsumowuje Mazzini.