Powrót

Malta: wyspa kontrastów, turystycznego boomu i politycznej polaryzacji

Michał Potocki, dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej” znany głównie z tematyki wschodniej, wydał w Wydawnictwie Czarne książkę „Malta. Święci i diabły”. O kulisach jej powstania opowiedział w rozmowie z Kamilą Baranowską na Kanale Otwartym. Zbierał do niej materiał przez półtora roku, spędzając na wyspie łącznie kilka miesięcy. Punktem wyjścia była grudniowa wizyta służbowa w 2024 roku oraz reportaż o morderstwie dziennikarki śledczej Daphne Caruany Galizii - zbrodni, która, jak twierdzi autor, podzieliła maltańskie społeczeństwo głębiej, niż pierwotnie zakładał.

Potocki trafił na Maltę, gdy kraj obejmował przewodnictwo w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Na grudniowe spotkanie ministrów spraw zagranicznych miał przyjechać Siergiej Ławrow - po raz pierwszy od inwazji na Ukrainę do państwa Unii Europejskiej. Spodziewano się, że tuż po wygranej Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich otworzy się okno do rozmów o wojnie. Z tych przewidywań niewiele wynikło. „Ławrow przyjechał ze swoją stałą formułką i w zasadzie utwierdził Europejczyków w przekonaniu, że Rosja nie ma zamiaru poważnie o pokoju rozmawiać” - relacjonuje autor.

Tygiel języków i cywilizacji

Dziennikarz jako jedno słowo opisujące Maltę wskazuje różnorodność. Na powierzchni wielkości dużego miasta nawarstwiły się wpływy cywilizacyjne z tysiącleci. Można tam obejrzeć budowle starsze niż piramidy egipskie, obok akweduktów, umocnień i barokowych świątyń. „Na bardzo małej powierzchni są skumulowane tysiąclecia historii” - mówi Potocki.

Najlepszą ilustracją tego tygla jest język maltański - jedyny semicki język urzędowy Unii Europejskiej, spokrewniony z arabskim i hebrajskim. Przez wieki nałożyły się na niego zapożyczenia z włoskiego. Słownictwo abstrakcyjne i naukowe pochodzi z włoskiego, codzienne - z arabskiego.

Język ten stopniowo ustępuje angielskiemu. Autor przytacza dane: w 2024 roku maltański był językiem podstawowym dla 71 proc. mieszkańców, trzy lata wcześniej - dla 82 proc. Odsetek osób anglojęzycznych wzrósł z 1 do 8 proc. Zanglicyzowane szkoły i przedszkola, w których pracuje wielu obcokrajowców, przyspieszają ten proces. Jeden z rozmówców autora, pisarz, obawia się, że w ciągu pięćdziesięciu lat maltański może podzielić los irlandzkiego - zostać zepchnięty do roli reliktu.

Model wzrostu oparty na turystyce i migracji

Od 2013 roku Maltą rządzi lewicowa Partia Pracy, która wygrała już czwarte z rzędu wybory. Postawiła na model wzrostu oparty na turystyce i migracji. Obie gałęzie wzmacniają pozycję angielskiego: usługi zorientowane na turystów prowadzone są po angielsku, a migracja zarobkowa przypomina model znany z państw Zatoki Perskiej.

Przez agencje pracy ściąga się pracowników z konkretnych krajów - przede wszystkim z Filipin, Indii i Nepalu - na kilkuletnie kontrakty, z oczekiwaniem, że wrócą do siebie. Ściąganie rodzin jest utrudnione, a utrata pracy oznacza konieczność szybkiego wyjazdu. Taki układ daje rządowi poczucie kontroli, lecz zniechęca cudzoziemców do integracji i nauki maltańskiego. Obniża też standardy pracownicze; na budowach zasady bezpieczeństwa stosowane są, jak ujmuje to autor, „mocno dyskusyjnie”.

Malta jest państwem, w którym odsetek obcokrajowców rośnie najszybciej w Europie - za rządów Partii Pracy wzrósł z kilku do ponad 30 proc. Konsekwencje widać w infrastrukturze: korki, coraz częstsze awarie prądu, problemy z ciśnieniem wody, wszechobecne budowy. Zliberalizowane prawo budowlane pozwala właścicielom domów dobudowywać piętra pod wynajem turystom. „Na ulicy, przy której dziesięć lat temu mieszkało sto osób, teraz potrafi w jednym czasie przebywać czterysta” - opisuje Potocki.

Przestępczość pozostaje niska, a problemy wiążą się raczej z turystami. W kraju toczy się debata, czy stawiać na turystykę ilościową czy jakościową. We wrześniu głośno było o incydencie, gdy uczestnicy festiwalu muzycznego z Wielkiej Brytanii splądrowali lokal KFC; do patroli w St. Julian’s skierowano wojsko. Autor zwraca uwagę, że Malta ma „pilota do ograniczenia liczby turystów” - wystarczy ograniczyć liczbę slotów na lotnisku. Liczba turystów rośnie jednak lawinowo: w ubiegłym roku padł rekord czterech milionów, w tym roku wstępne szacunki mówią o 4,5 mln. Polacy są trzecią najliczniejszą grupą odwiedzających wyspę.

Zbrodnia, która podzieliła wyspę

Zamordowanie Daphne Caruany Galizii w 2017 roku ujawniło, zdaniem autora, skalę poczucia bezkarności elit. Dziennikarka opisywała afery przede wszystkim w rządzącej Partii Pracy, ale nie oszczędzała także opozycji. Sprawa trafiła na pierwsze strony światowych gazet, a jej wątki przejął międzynarodowy kolektyw dziennikarski z udziałem m.in. „New York Timesa”, „Guardiana” i „Le Monde”.

Policja szybko ustaliła bezpośrednich sprawców, po dwóch latach wskazano pośrednika - taksówkarza zatrudnionego fikcyjnie w ministerstwie. Poszedł on na współpracę i dostarczył nagrania obciążające oligarchę Yorgena Fenecha, powiązanego z elitami Partii Pracy. Zatrzymanie Fenecha w 2019 roku doprowadziło do dymisji premiera, szefa jego kancelarii i jednego z ministrów. Według Potockiego Fenech podczas przesłuchania przyznał, że wiedział o planowanej zbrodni i przekazywał pośrednikowi pieniądze - łącznie 130-150 tys. euro, w tym część już po morderstwie. Mimo to na początku września został uniewinniony przez ławę przysięgłych, co wywołało kolejną falę protestów.

Potocki porównuje reakcję na zbrodnię do polskiej polaryzacji po katastrofie smoleńskiej: początkowa jedność, potem podział na dwa obozy rywalizujące nawet na pomniki. Zwolennicy Partii Pracy usuwali kwiaty i plakaty upamiętniające dziennikarkę, zastępując je oskarżeniami, że była „cynglem nacjonalistów”. Autor wskazuje, że protest po uniewinnieniu Fenecha odbył się 16 września, w kolejną miesięcznicę zbrodni.

Dwa obozy i polityczne złoto

Maltańska scena polityczna jest zabetonowana. Dwie partie - Partia Pracy i centroprawicowa Partia Nacjonalistyczna - zgarniają ponad 90 proc. głosów. Od odzyskania niepodległości żadna inna siła nie przekroczyła progu wyborczego samodzielnie. Poglądy polityczne długo się dziedziczyło, a małżeństwo z osobą z przeciwnego obozu bywało powodem do dyskusji.

Podziały sięgają codzienności. W wielu miejscowościach wokół kościelnego placu stoją naprzeciw siebie knajpy obu partii - ośrodki życia towarzyskiego i politycznego. Ten model sprzyja klientelizmowi. Autor opisuje fikcyjne stanowiska w administracji oraz praktykę zwaną „pjaċiri” - przyjemnostki rozdawane w zamian za głosy. Holenderski politolog, który badał Maltę, postawił tezę, że zbyt głębokie zakorzenienie polityków w lokalnych społecznościach prowadzi do nepotyzmu, korupcji i poczucia bezkarności.

Partia Pracy utrzymuje władzę dzięki realnemu wzrostowi poziomu życia oraz, jak ujmuje to Potocki, „wiecznym igrzyskom światopoglądowym”. Przed kolejnymi wyborami rzuca temat, który dzieli opozycję i zmusza ją do reakcji.

Konserwatyzm religijny i liberalizm obyczajowy

Malta łączy sprzeczności także w sferze obyczajowej. Pod względem praktyk religijnych pozostaje konserwatywna - kulminacją roku są tygodniowe parafialne „festy”, a frekwencja na mszach odpowiada mniej więcej polskiej diecezji białostockiej. Jednocześnie kraj przeszedł gwałtowną liberalizację prawa.

Zakaz rozwodów przetrwał do 2011 roku. Kilka lat później wprowadzono małżeństwa osób tej samej płci z prawem do adopcji. Zarazem Malta ma najostrzejsze w Unii Europejskiej ustawodawstwo antyaborcyjne, a organizacje walczące o prawa osób LGBT stawiają ją na pierwszym miejscu pod względem swobód. Prawica broni aborcyjnego status quo, lecz, jak relacjonuje autor, bez złudzeń. Jeden z posłów Partii Nacjonalistycznej miał mu powiedzieć: „Do nas takie rzeczy przychodzą po dwudziestu latach w stosunku do Zachodu. Będziemy przeciwko, ale chyba nie damy rady tego obronić”.

Symbolem napięcia jest Roberta Metsola, przewodnicząca Parlamentu Europejskiego i polityczka Partii Nacjonalistycznej. W kraju uchodzi za twardą zwolenniczkę zakazu aborcji, w Brukseli firmuje rezolucje odwołujące się do praw reprodukcyjnych. Opozycja zarzuca jej hipokryzję, a część prawicowego elektoratu widzi w niej przyszłą zbawicielkę, która odmieni los partii.

Najnowsze sondaże, po uniewinnieniu Fenecha, wskazują remis - pierwszy od lat. Kolejne wybory odbędą się za cztery lata. Potocki przewiduje, że Partia Pracy ponownie sięgnie po temat światopoglądowy, choć aborcja - kwestia „życia i śmierci”, jak mówią sami Maltańczycy - może pozostać zbyt dzieląca, by rząd zaryzykował jej podjęcie w tym cyklu.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter