Powrót

Miliardy strat Polaków. Kto naprawdę chroni nas przed skamem?

Przeciętny użytkownik mediów społecznościowych w Polsce ogląda ponad 120 reklam oszustw miesięcznie - około czterech dziennie. O tym, dlaczego państwo i platformy cyfrowe nie chronią obywateli przed tą skalą nadużyć, rozmawiali w programie „Technomax” Max Kuśmierek i Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland. Podstawą dyskusji był policy paper, który Mieczkowski opublikował na blogu TMT Expert.

Skala liczona w miliardach

Straty Polaków wynikające z oszustw w kanałach cyfrowych sięgają miliardów złotych - wynika z odpowiedzi instytucji takich jak UOKiK czy policja, o które wnioskował portal Zero.pl.

W skali globalnej problem jest jeszcze większy. Mieczkowski powołał się na dochodzenie dziennikarzy agencji Reuters, według którego w 2024 roku około 10 procent przychodów koncernu Meta - właściciela Facebooka, Instagrama, WhatsAppa, Messengera i Threads - pochodziło ze skamu. To około 16 miliardów dolarów, czyli po przeliczeniu ponad 50 miliardów złotych rocznie.

Zdaniem gościa programu firma zbudowała mechanizm zarabiania na oszustwach. „Meta sobie z tego zdaje sprawę, jedynie podrożała reklamę skamową, jeśli miała 95-procentową pewność, że to może być skam, ale nie stuprocentową” - relacjonował Mieczkowski ustalenia dziennikarzy i sygnalistów. Zamiast blokować podejrzane reklamy, platforma miała zwiększać za nie opłaty.

Wizerunki celebrytów jako narzędzie

Najgłośniejszym przykładem jest wykorzystanie wizerunku przedsiębiorcy Rafała Brzoski. Skala zjawiska jest jednak znacznie szersza - w fałszywych reklamach pojawiają się także prezydent Karol Nawrocki, prezes NBP Adam Glapiński oraz polscy miliarderzy, w tym Michał Sołowow.

To tak zwane skamy celebryckie. Znana osoba rzekomo poleca inwestycję w fotowoltaikę czy rachunek maklerski, kuszą obietnice gwarantowanych zwrotów rzędu 10, a nawet 100 procent. Kliknięcie prowadzi do fałszywych stron internetowych i przelewów na konta oszustów.

Mieczkowski zwrócił uwagę, że nawet osoba dysponująca dużymi środkami nie jest w stanie samodzielnie zmienić działania platformy. Wygrana Brzoski w sądzie apelacyjnym, który zabezpieczył jego pozew wobec Mety, nie tworzy precedensu. „W Polsce nie ma prawa precedensu, który obowiązuje w systemie anglosaskim” - wyjaśnił. Wyroki cywilne nie zmieniają systemu; potrzebne jest działanie UOKiK lub nowa legislacja.

Skam jako element dezinformacji

Reklama oszukańcza to według gościa jeden z elementów szerszego problemu dezinformacji. „My nie mamy jako Polacy, jako Europejczycy polskiej infosfery” - stwierdził Mieczkowski, wskazując na dominację chińskiego TikToka oraz amerykańskich platform.

Brak weryfikacji kont na podstawie dokumentu tożsamości ułatwia operacje wpływu obcych państw, w tym Rosji. Z badania opinii przeprowadzonego przez Fundację Digital Poland z firmą Nielsen przy udziale Fundacji PZU wynika, że ponad połowa Polaków uznaje skalę dezinformacji za zagrożenie dla procesów demokratycznych - porównywalne z uderzeniem militarnym na terytorium kraju.

W innym badaniu 66 procent Polaków wskazało media społecznościowe jako kanał, w którym spotykają się z największą liczbą fake newsów. Mieczkowski przypomniał aferę Cambridge Analytica i Brexit, gdzie mikrotargetowanie reklam na Facebooku posłużyło do profilowania wyborców.

Co robi, a czego nie robi państwo

Dyskusja dotknęła aktu o usługach cyfrowych (DSA) - unijnego rozporządzenia, które weszło w życie w maju 2024 roku. Polska, jako jeden z ostatnich krajów, nie uchwaliła przepisów wdrożeniowych wskazujących koordynatora usług cyfrowych. Ustawę zawetował prezydent Karol Nawrocki, powołując się na ryzyko dla wolności słowa. Obecnie Ministerstwo Cyfryzacji procesuje dwie nowe propozycje.

Mieczkowski podkreślił jednak, że DSA nie jest „lekiem na całe zło”. Regulacja nie obejmuje komunikatorów, a to właśnie one - jak Messenger - są siedliskiem oszustw typu „pożycz mi 500 złotych blikiem”. Ponadto, jak relacjonował, litewska organizacja fact-checkingowa oraz NASK zgłaszały tysiące treści do Mety, a platforma usuwała jedynie połowę, twierdząc, że reszta jest zgodna z regulaminem.

Kluczowa jest linia obrony platform, które przedstawiają się jako neutralny hosting. „Szatniarz nie odpowiada za rzeczy zgubione” - parafrazował ten argument Mieczkowski. Sądy w Europie i USA wielokrotnie go obalały, uznając, że Meta aktywnie profiluje reklamy i decyduje, komu je wyświetlać, więc nie jest biernym pośrednikiem. Potwierdziły to orzeczenia Trybunału w Europie, wyrok sądu apelacyjnego w sprawie Brzoski oraz kalifornijski wyrok w sprawie australijskiego przedsiębiorcy Andrew Forresta.

„Tobacco moment” dla mediów społecznościowych

W Stanach Zjednoczonych 29 prokuratorów generalnych stanów złożyło wspólny pozew przeciwko Mecie. Sprawa wykracza poza skam - dotyczy również ochrony dzieci i mechanizmów uzależniających, które według skarżących wpływają na psychikę nastolatków. Mieczkowski porównał to do procesów z koncernami tytoniowymi.

Gość programu przedstawił katalog rekomendacji. UOKiK powinien wszcząć postępowanie w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów - grozi za to kara do 10 procent obrotu. Podstawę daje motyw 10 oraz artykuł 2 ust. 4 DSA, które wprost stanowią, że rozporządzenie nie odbiera kompetencji organom krajowym.

Mieczkowski poparł też inicjatywę Rafała Brzoski, aby podmiot osiągający przychody ze skamu zwracał 150 procent tej kwoty, tak by proceder stał się nieopłacalny. Wskazał również na potrzebę przekierowania budżetów reklamowych na platformy o wyższych standardach etycznych oraz zawieszenia udziału Mety w ciałach doradczych i organizacjach biznesowych. Jako precedens podał szwedzką IAB, która usunęła koncern ze swoich struktur.

Gość zwrócił uwagę, że przedstawiciel Mety zasiada zarówno w Radzie do Spraw Cyfryzacji przy Ministerstwie Cyfryzacji, jak i w prezydenckiej Radzie Nowych Mediów. „Osoba, która reprezentuje firmę oferującą nam toksyczny produkt, jest w różnych ciałach quasi-rządowych” - ocenił.

Weryfikacja tożsamości reklamodawców

Prowadzący zaproponował wprowadzenie wymogu KYC - weryfikacji tożsamości reklamodawców na wzór procedur bankowych. Podobne rozwiązanie na Tajwanie miało zmniejszyć skalę oszustw o około 40 procent.

Mieczkowski wskazał ograniczenia tego mechanizmu. Skam często pochodzi spoza Unii Europejskiej - oszuści używają sieci VPN, wietnamskich płatności i domen rejestrowanych w rajach podatkowych, a reklamy weryfikują lokalne zespoły. Dodatkowo treści bywają podmieniane już po akceptacji. Jako przykład podał sygnał od zespołu modelu Bielik: reklamę pralki zamieniono na reklamę skamową.

Rozmówcy zgodzili się, że argument o technologicznej bezradności platform jest niewiarygodny. Meta chwali się mistrzostwem w sztucznej inteligencji, stworzyła model Lamę i osiąga ze skamu 16 miliardów dolarów. „Dlaczego my jako wolontariusze mamy pokazywać globalnej korporacji, że kradną pieniądze?” - pytał Mieczkowski.

Jak chronić siebie i bliskich

Gość programu wymienił praktyczne sygnały ostrzegawcze. Nie należy sugerować się wizerunkiem znanej osoby, obietnicami szybkich zwrotów ani inwestycjami bez ryzyka - jeśli lokaty płacą kilka procent, oferta 40 czy 100 procent jest podejrzana.

Trzeba sprawdzać adresy stron i nadawców e-maili, bo fałszywe witryny często mają podmienioną jedną literę lub podszywają się pod znane portale. „Fake newsy i skam rozchodzą się na bazie emocji” - przypomniał Mieczkowski, apelując, by nie działać pod wpływem pośpiechu.

Ze względu na rozwój technologii - klonowanie głosu i przejmowanie kont - rozmówcy zalecili ustalenie w rodzinie hasła weryfikującego tożsamość. „Wasz głos może zostać sklonowany już dzisiaj. To nie są kosmiczne technologie” - ostrzegł Kuśmierek.

Obecnie zgłoszenia trafiają do wielu instytucji: KNF, policji, UKE, UODO czy CSIRT NASK, dostępny jest też numer 8080. Mieczkowski postuluje utworzenie krajowego centrum antyskamowego na wzór australijskiego National Anti-Scam Center - jednego punktu kontaktu, który przekierowywałby sprawy do właściwych organów, potencjalnie zintegrowanego z aplikacją mObywatel.

Rozmówcy zgodnie ocenili, że państwo dysponuje narzędziami, lecz z nich nie korzysta. „W pewien sposób nasze państwo abdykowało” - podsumował Kuśmierek. Zdaniem obu uczestników programu obowiązujące prawo - od prawa prasowego po kompetencje UOKiK - wystarczy egzekwować, by pociągnąć platformy do odpowiedzialności na równi z tradycyjnymi wydawcami.