Powrót

Niemcy wypierają Polskę z gry o Ukrainę

Polska traci pozycję głównego partnera Ukrainy na rzecz Niemiec, które konsekwentnie budują rolę czołowego rozgrywającego w regionie - ocenił profesor Andrew Michta z University of Florida w rozmowie na Kanale Otwartym, nagranej we wtorek wieczorem polskiego czasu. Rozmowa dotyczyła także pierwszej od lat wizyty dyrektora CIA Johna Radcliffe’a w Moskwie oraz rosnącego napięcia na wschodniej flance NATO.

Polska poza ścisłym gronem koalicji chętnych

Michta zwrócił uwagę, że w spotkaniu koalicji chętnych w Kijowie 24 sierpnia Polska była reprezentowana przez ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, i to zdalnie, podczas gdy na miejscu obecni byli przywódcy trzech państw kierujących koalicją.

Koalicja chętnych powstała jako inicjatywa francusko-brytyjska, do której kilka miesięcy później dołączyły Niemcy. Te trzy państwa - jak wskazał Michta - ustalają dziś agendę, mimo że Polska pozostaje kluczowym elementem całego systemu wsparcia Ukrainy.

„Polska nadal jest kluczowym w sprawie geopolityki i w ogóle całego pakietu wspomagania Ukrainy państwem, bez którego i tranzyt, i infrastruktura Polski, i w ogóle sama lokalizacja - bez tego pomoc Ukrainie nie byłaby możliwa” - powiedział Michta, określając wyłączenie Polski ze ścisłej czołówki jako „kognitywne rozwarcie”.

Jego zdaniem Niemcy działają intensywnie od wiosny. Minister obrony Boris Pistorius powiększył pulę ataszatów wojskowych w ambasadzie w Kijowie, a jeden z resortów powołał radę wspierającą wejście niemieckiego biznesu w kooperację z Ukrainą, głównie w przemyśle zbrojeniowym.

Berlin pozycjonuje się jako broker pokoju

Michta podkreślił znaczenie technologii dronowej. Pistorius mówił, że Ukraina wypracowała doskonałe kompetencje w operowaniu dronami i zarządzaniu teatrem operacyjnym - jak to ujął, powstałe „nie w laboratorium, tylko na polu bitwy”.

Jednocześnie Brytyjczycy zobowiązali się umożliwić Ukrainie produkcję pocisków Storm Shadow z komponentów, a Francuzi zgodzili się na wypuszczenie części elementów. W ten sposób trzy państwa - z Niemcami na czele - stawiają się w pozycji przyszłych liderów.

Michta przypomniał, że podczas wizyty niemieckiego ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula w Kijowie strona ukraińska mówiła dobitnie, że „nie ma rozwiązania, nie ma wynegocjowania pokoju bez roli Europy”. Symbolika tej wypowiedzi, wygłoszonej obok niemieckiego ministra, mówi - jego zdaniem - sama za siebie.

Analityk ocenił niemiecką strategię jako inteligentną. Podnosi ona pozycję Berlina wewnątrz Unii Europejskiej, wzmacnia relacje z Ukrainą, a przede wszystkim czyni z Niemiec potencjalnego negocjatora pokoju - punkt wejścia, którego Pentagon poszukuje w relacjach z Europą.

Michta wskazał na doniesienia z lipca o spotkaniu w Baku wysokich, choć nieoficjalnych, przedstawicieli strony niemieckiej i rosyjskiej. Sugeruje to, że kontakt niemiecko-rosyjski utrzymuje się, nawet jeśli nie odbywa się na bezpośrednim szczeblu rządowym.

Załamanie relacji polsko-ukraińskich

Prowadzący rozmowę zwrócił uwagę, że w ciągu roku sytuacja odwróciła się: Polska „odpływa od Ukrainy”, ponieważ z jednej strony wyczerpały się możliwości przekazywania sprzętu, a z drugiej narosły napięcia historyczne, polityczne i emocjonalne, podsycane niechęcią opinii publicznej.

Michta wskazał, że pogorszenie stosunków zaczęło się od decyzji strony ukraińskiej o nadaniu jednej z jednostek imienia Ukraińskiej Powstańczej Armii. Z punktu widzenia polskiego UPA jest organizacją zbrodniczą, natomiast strona ukraińska czyni z niej element narracji o własnej tożsamości narodowej.

„Ukraina popełniła nie tylko błąd, ale zachowała się w sposób nieodpowiedzialny wobec Polski” - ocenił Michta. Przypomniał, że Polska była głównym dostarczycielem broni, sprzętu i logistyki: cała postsowiecka broń pancerna została odesłana na Ukrainę, wraz z czołgami PT-91 Twardy i haubicami Krab.

Analityk odniósł się krytycznie do polskiej strony. Jego zdaniem moment największego znaczenia Polski - „te pięć minut w słońcu” - nie został skonsumowany. Zabrakło jasnych ustaleń, czy transfer sprzętu traktowany jest jako darowizna, czy jako bezzwrotna pożyczka rozliczana później, na przykład przez udział polskich firm w odbudowie Ukrainy.

Michta przypomniał również niezrealizowane porozumienie, o którym mówił minister Władysław Kosiniak-Kamysz: Ukraina miała przekazać Polsce technologię dronową w zamian za pozostałe MiG-29. Kluczowe - jak zaznaczył - jest nie samo składanie systemów, lecz zdolności operacyjne i doświadczenie z pola walki.

Bierność Warszawy w Waszyngtonie i Kijowie

Michta postawił pytanie, dlaczego Polska wykazuje niewielką aktywność na dwóch kluczowych kierunkach. Zauważył, że prezydent Karol Nawrocki angażuje się w Waszyngtonie, budując osobiste relacje z prezydentem Donaldem Trumpem, dla którego - jak podkreślił - relacje osobiste są niezwykle ważne.

Dla kontrastu wskazał, że kanclerz Niemiec był już kilkakrotnie w Waszyngtonie, podczas gdy premier Donald Tusk nie odbył jeszcze wizyty w drugiej kadencji Trumpa. Zwrócił też uwagę na brak polskiego ambasadora w stolicy USA.

Prowadzący podał przykład niedawnej wizyty prezydenta Finlandii Alexandra Stubba w Kijowie w towarzystwie przedstawicieli fińskich firm. Wśród nich był Rafał Modrzewski, współtwórca ICEYE - jednak reprezentował spółkę fińską, a nie polską. „Dla mnie to jest niezwykle przykre, że tam nie ma polskiego premiera, także prezydenta” - powiedział.

Michta ostrzegł, że jeśli obecne trendy się utrzymają, a doszłoby do radykalnego zmniejszenia obecności wojsk amerykańskich w Europie bez przesunięcia stałych instalacji do Polski, balans w relacjach transatlantyckich przechyliłby się znacząco w stronę Berlina. Zastrzegł jednocześnie, że odejście Stanów Zjednoczonych z Europy nie jest obecnie rozważane.

Skala niemieckiego zaangażowania

Michta przytoczył dane o skali niemieckiego wsparcia. Ukraina zgłosiła około 27 miliardów euro deficytu, a Niemcy zobowiązały się do transz rzędu 8-9 miliardów euro rocznie. „Takie 8-9 miliardów rocznie to są ogromne pieniądze” - ocenił.

Jego zdaniem takie pozycjonowanie Berlina paradoksalnie zwiększa jego wpływ także w relacjach z Rosją. Niemcy, stając się głównym rozgrywającym wobec Ukrainy, zyskują największy wpływ na sposób prowadzenia ewentualnych negocjacji i mogą stać się brokerem między Rosją a Europą.

Michta przypomniał, że podsekretarz obrony USA Elbridge Colby wielokrotnie wskazywał Niemcy jako głównego partnera w budowaniu przyszłych relacji w strukturach, które określił mianem „NATO 3.0”.

Wizyta szefa CIA w Moskwie

W trakcie nagrania rozmówcy odnieśli się do doniesień o przylocie dyrektora CIA Johna Radcliffe’a do Moskwy - według Michty pierwszej takiej wizyty na tym szczeblu od lat.

„To jest po raz pierwszy od lat, żebyś miał na tym poziomie wizytę po stronie rosyjskiej” - powiedział. Zaznaczył, że Radcliffe jest zawodowcem, a nie człowiekiem z nadania politycznego, co dodatkowo podnosi wagę wydarzenia.

Michta zaproponował dwie interpretacje. Wizyta może być bezpośrednim ostrzeżeniem - przekazem „widzimy, co robicie, widzimy, do czego się szykujecie” - albo próbą targowania się. Przypomniał, że przed rosyjską inwazją na Ukrainę w 2022 roku Stany Zjednoczone odtajniały duże ilości materiałów, by zasygnalizować Rosji świadomość jej planów.

Analityk powiązał tę wizytę z rolą Rosji we wspieraniu Iranu oraz z sytuacją po amerykańskim uderzeniu w Zatoce Perskiej. Wskazał, że reżim iracki „bije się o wszystko, o przeżycie”, co stwarza możliwość strategicznego szantażu, podczas gdy w USA brakuje politycznego wsparcia dla kampanii lądowej.

„Jest gorzej niż w 2022 roku”

Zapytany o porównanie z sytuacją sprzed rosyjskiej inwazji, Michta odpowiedział jednoznacznie: „Nie, jest gorzej”. Wcześniej nie istniał obecny poziom współpracy między Chinami, Rosją, Iranem i Koreą Północną.

Michta zaapelował o odejście od terminu „wojna hybrydowa”, który uznał za publicystyczny skrót. Zaproponował posługiwanie się kategoriami faz konfliktu stosowanymi przez wojsko amerykańskie. Jego zdaniem znajdujemy się już poza fazą kształtowania terytorium - widoczne są konkretne działania specjalne, ataki cybernetyczne i naruszenia przestrzeni powietrznej.

W odniesieniu do rakiety, która spadła na terytorium Polski, analityk odrzucił tezę o przypadku. „Rosjanie za każdym razem przetestowują systemy obronne Polski i w ogóle całej flanki” - ocenił. Natowską operację lotniczą w rejonie Królewca zinterpretował jako odpowiedź sojuszu na działania rosyjskie i sygnał, że możliwość prowokacji, zwłaszcza wobec państw bałtyckich, jest traktowana poważnie.

Odporność społeczna jako słaby punkt Europy

Michta wskazał na wysoki poziom mobilizacji Rosji, Chin i Korei Północnej. Przywołał publiczne słowa prezydenta Trumpa, że Korea Północna dysponuje 57 głowicami jądrowymi, przy zdolności produkcji około 8-9 głowic rocznie i coraz lepszej technologii silników rakietowych, którą - w jego ocenie - przekazała Rosja.

Prowadzący, powołując się na własne obserwacje z Litwy, Łotwy i Estonii, podkreślił, że świadomość zagrożenia jest tam wyraźnie wyższa niż w Polsce. Samorządy finansują naprawę piwnic i przygotowanie schronów, a obrona cywilna funkcjonuje na wyższym poziomie.

Michta wskazał Finlandię jako wzorzec: kraj liczący 5,6 miliona mieszkańców jest w stanie postawić do 800 tysięcy ludzi w sytuacji egzystencjalnej. Jego zdaniem Polska powinna dysponować zdolnością wystawienia ponad milionowej siły zbrojnej, rozumianej jako głębia wyszkolonych rezerw i zdolności produkcyjnych, a nie stały stan na granicy.

Analityk podkreślił, że odstraszanie opiera się na wiarygodności - na środkach zadania przeciwnikowi nieakceptowalnego bólu oraz na politycznej gotowości do ich użycia. Największą słabością Europy jest brak odporności społecznej. „Odstraszanie działa wtedy, kiedy społeczeństwo jest zjednoczone i zdeterminowane, niepodzielone politycznie” - powiedział, wskazując, że Polska jest podzielona politycznie „jak prawie żadne inne społeczeństwo w Europie”.

Recepta: regionalna współpraca wojskowa

Odnosząc się do słów Jana Rokity, że w polskim interesie leży wspieranie Ukrainy niezależnie od jej wewnętrznego stanu, Michta zgodził się z zasadą, ale zastrzegł, że kluczowe jest „quid pro quo”. Polska powinna wspierać Ukrainę przeciwko Rosji, jednocześnie aktywnie kształtując z nią relacje, co wymaga wpływu w Europie i w Stanach Zjednoczonych.

Za priorytet uznał inwestowanie w obronność, w krajowy przemysł zbrojeniowy i technologie podwójnego zastosowania oraz tworzenie rezerw wojskowych. Najważniejsze - jak zaznaczył - jest zbudowanie pod egidą NATO struktur regionalnej współpracy wojskowej, przećwiczonych operacji i logistyki, które przetrwałyby nawet w razie osłabienia sojuszu.

Michta wskazał na potrzebę infrastruktury na osi północ-południe, w tym Centralnego Portu Komunikacyjnego, dla mobilności wojskowej. Przypomniał, że istniejąca infrastruktura biegnie wschód-zachód, podczas gdy wsparcie wojskowe musi docierać do państw północno-wschodniego korytarza oraz na południe, gdzie w trudnej sytuacji znajduje się także Rumunia.

Analityk zwrócił uwagę na szerszy kontekst: załamywanie się regionalnych układów sił, które - jak wojny lat 30. XX wieku - mogą narastać aż do masy krytycznej. Ostrzegł przed „osią dyktatur” - Chinami, Rosją, Koreą Północną i Iranem - dążących do zmiany porządku międzynarodowego. Podkreślił jednocześnie, że mimo napięć Europa i Stany Zjednoczone pozostają związane żywotnymi interesami bezpieczeństwa przez co najmniej dekadę, bo tyle zajmie państwom takim jak Niemcy odbudowa zdolności bojowej i przemysłu zbrojeniowego.