Nieudany zamach na rosyjskiego generała w moskiewskiej restauracji
W ekskluzywnej włoskiej restauracji w centrum Moskwy doszło do zamachu bombowego wymierzonego w rosyjskiego generała Aleksandra Czajkę, który obchodził tam 55. urodziny. Ładunek eksplodował, gdy nieznana kobieta próbowała wręczyć jubilatowi prezent. Generał przeżył, lecz zginęło pięć osób, w tym jego zięć, a córka została ciężko ranna. Choć nikt nie przyznał się do ataku, jego metoda wskazuje na ukraiński wywiad wojskowy - twierdzą dziennikarze Igor Janke i Grzegorz Ślubowski w programie „Kanał Otwarty”.
Cel zamachu i przebieg wydarzeń
Aleksander Czajko dowodził w czasie wojny grupą wojsk „Wostok”, która według rozmówców odpowiada między innymi za zbrodnie w Buczy. To czyni z niego jedno z pierwszych nazwisk na hipotetycznej ukraińskiej liście rosyjskich generałów przeznaczonych do likwidacji.
„On był tym katem, tym rzeźnikiem. On był człowiekiem, który dowodził tymi oddziałami, czyli to jest człowiek, na którego spada odpowiedzialność za to, co tam się działo” - mówił Grzegorz Ślubowski. To właśnie ten kontekst uznał za prawdopodobny motyw ataku.
Przebieg zdarzenia rozmówcy zrekonstruowali na podstawie rosyjskich mediów. Na urodziny zaproszono ponad pięćdziesiąt osób. Goście składali życzenia i wręczali prezenty. Wśród nich pojawiła się kobieta z zapakowanym podarunkiem, którą - zanim dotarła do generała - zatrzymała ochrona. Wtedy nastąpił wybuch.
Impreza była chroniona przez funkcjonariuszy Federalnej Służby Ochrony (FSO), rosyjskiego odpowiednika BOR-u, odpowiadającego za bezpieczeństwo najwyższych urzędników państwa. Według relacji przed restauracją zajechały uzbrojone samochody, a z nich wysiadali uzbrojeni ludzie. Mimo to napastnikom udało się wprowadzić ładunek do środka.
Powtarzalna metoda ukraińskiego wywiadu
Ślubowski zwrócił uwagę, że schemat ataku odpowiada wcześniejszym operacjom przypisywanym ukraińskiemu wywiadowi wojskowemu, tak zwanemu HUR. W 2023 roku w Petersburgu zginął prokremlowski bloger Władlen Tatarski - kobieta wręczyła mu popiersie z ukrytym w środku ładunkiem wybuchowym. Podobnie zorganizowany był późniejszy zamach w Monako, o który podejrzewane są służby ukraińskie.
„Ukraińcy po raz kolejny pokazali, że ten wywiad wojskowy, tak zwany HUR, działa w Rosji bardzo sprawnie” - ocenił Ślubowski, przypominając, że sam w czasie kilkuletniego pobytu w Rosji był świadkiem kilku takich operacji.
Obaj rozmówcy zastrzegli, że przypisanie ataku Ukraińcom pozostaje w sferze uzasadnionych spekulacji. Strona rosyjska oficjalnie nie potwierdziła sprawstwa, a Kijów - zgodnie ze swoją praktyką - do zamachu się nie przyznał. „To jest też jakby taki know-how, że nie przyznajemy się do zamachów. Podobnie zresztą robi większość państw. Izrael też się nie przyznaje” - zauważył Ślubowski.
Ambasada rosyjska we Włoszech wydała oświadczenie, w którym - jak zrelacjonował Ślubowski - twierdzono, że „bandy Zełenskiego próbowały się wedrzeć do włoskiej restauracji w centrum Moskwy” i że tylko dzięki rosyjskiej ochronie włoscy kucharze nie zginęli. Rozmówcy uznali tę interpretację za próbę przedstawienia zamachu jako ataku na personel lokalu.
Ofiary cywilne i granice prawa
Dziennikarze nie unikali oceny moralnej i prawnej. Podkreślili, że w wyniku eksplozji zginęły osoby postronne, co czyni ten typ działania nie do usprawiedliwienia w świetle prawa międzynarodowego.
„Nie można usprawiedliwiać tego typu działania, to jest działanie terrorystyczne, cokolwiek by na to nie patrzeć” - stwierdził Ślubowski. Janke zwrócił jednocześnie uwagę na kontekst wojenny: celem był generał odpowiedzialny za śmierć wielu ludzi, jednak zginęli przypadkowi cywile.
Rozmówcy przypomnieli, że wcześniejsze operacje tego rodzaju również pociągały ofiary uboczne - w zamachu na filozofa Aleksandra Dugina zginęła jego córka, a w ataku na pisarza Zachara Prilepina - jego kierowca. Zaznaczyli, że wojna jako całość toczy się poza ramami prawa międzynarodowego, choć - ich zdaniem - Ukraińcy dotąd traktowali jeńców i cele cywilne inaczej niż strona rosyjska.
Janke argumentował, że osłabianie Rosji leży w polskim interesie: „Im bardziej Rosja będzie słaba, im więcej rosyjskich generałów będzie zlikwidowanych i więcej infrastruktury rosyjskiej będzie zniszczonej (…), tym my się możemy czuć trochę bezpieczniej”. Ślubowski przypomniał zarazem, że zamachy dotykają obie strony - celem wielu prób był Kyryło Budanow, twórca i wieloletni dowódca HUR, obecnie szef kancelarii prezydenta Zełenskiego.
Wojna dociera do rosyjskich miast
Rozmówcy zgodzili się, że atak wzmocni poczucie zagrożenia wśród rosyjskiej elity. „Pewnie dziesięć razy się zastanowią tacy generałowie (…), czy jednak organizować swoje urodziny gdzieś w miejscu publicznym” - mówił Ślubowski.
Szerszym tłem jest rosnąca skuteczność ukraińskich uderzeń w głąb Rosji. Ukraińcy atakują dronami infrastrukturę, rafinerie oraz magazyny wielkich firm, w tym Wildberries. Zaatakowany został także uniwersytet technologiczny w Biełgorodzie, w którym - według rozmówców - konstruowano drony.
Efekty najdotkliwiej widać na Krymie. Ukraińcy doprowadzili tam do niemal całkowitego braku benzyny, co zerwało sezon turystyczny. „Dla użytkowników prywatnych zatankowanie samochodu jest niemożliwe” - relacjonował Ślubowski.
Obaj dziennikarze studzili jednak nadzieje na szybki przełom polityczny w Rosji. Ślubowski wskazał, że mimo spadku popularności Putina poparcie wciąż utrzymuje się powyżej 70 procent, a znaczna część społeczeństwa uznaje lata 90. za największe nieszczęście kraju. Rosyjska gospodarka jest w gorszym stanie niż przed wojną, lecz - jak zaznaczył - nadal sobie radzi.
Napięcia polsko-ukraińskie w tle
Podczas rozmowy dziennikarze zwrócili uwagę, że ukraińskie media na czołowych miejscach umieszczają dziś incydenty z Polski: ataki na Ukraińców oraz atak Ukraińca na Polkę, który potępił ukraiński konsulat.
Janke i Ślubowski zaapelowali o wyciszanie napięć. „Możemy tylko apelować do wszystkich, przede wszystkim do polityków, żeby nie podkręcali tych nastrojów, bo to jest bardzo złe” - mówił Janke, przywołując statystykę o wzroście liczby takich incydentów o 30 procent.
Ślubowski zachowywał ostrożność co do skali zjawiska, zastanawiając się, czy jest ono realnie tak duże, jak sugerują niektóre głosy, czy raczej medialnie rozdmuchane. Wskazał zarazem, że sposobem eskalacji było uhonorowanie przez Zełenskiego oddziału mianem bohaterów UPA, co - jak ocenił - wywołało zrozumiałe emocje po stronie polskiej.
Obaj podkreślili, że zdecydowana większość Ukraińców w Polsce pracuje, płaci podatki i przestrzega prawa. „Żyjemy obok siebie, nie robią żadnej szkody” - mówił Janke, potępiając akty przemocy niezależnie od tego, kto jest ich sprawcą.
Wojna bez rozstrzygnięcia
Rozmówcy zamknęli program oceną, że konflikt nie zbliża się do końca. Rosjanie posuwają się na froncie powoli, lecz konsekwentnie, a ich ataki rakietowe stały się intensywniejsze niż w pierwszych latach wojny. Rosja uderza obecnie także w ukraiński system dostaw, przejmując metody stosowane wcześniej przez Kijów.
„Żadna ze stron nie jest na tyle dzisiaj wykrwawiona, żeby zgodziła się na szybki pokój na warunkach przeciwnika” - podsumował Ślubowski, prognozując, że wojna może trwać jeszcze lata i najprawdopodobniej zakończy się przy stole negocjacyjnym, a nie zdecydowanym zwycięstwem jednej ze stron. Jedno jednak uznał za pewne: Rosja nie osiągnęła żadnego ze swoich celów i wyszła z wojny znacznie słabsza.