Powrót

Polska liderem katastrofy demograficznej. Ekspert wskazuje pięć obszarów działań

Polska osiągnęła rekordowo niski współczynnik dzietności - 1,07 dziecka na kobietę - i według międzynarodowych ekspertów staje się globalnym liderem katastrofy demograficznej. Bartosz Marczuk, ekspert Instytutu Sobieskiego i współautor książki „Jak uniknąć demograficznej katastrofy”, w rozmowie z Kamilą Baranowską w programie „Kanał Otwarty” przekonuje, że sytuacja nie jest nieodwracalna, ale wymaga skoordynowanych działań w pięciu obszarach - od kultury i relacji, przez warunki materialne, po politykę migracyjną. Kluczowym, choć nieoczywistym elementem układanki, ma być zakaz smartfonów w szkołach i mediów społecznościowych dla nieletnich.

Skala problemu: 240 tysięcy urodzeń wobec 720 tysięcy w latach 80.

W 2025 roku współczynnik dzietności w Polsce spadł do 1,07 - czyli statystycznie jedna kobieta rodzi mniej więcej jedno dziecko, podczas gdy dla zastępowalności pokoleń potrzebne jest dwoje. W ubiegłym roku na świat przyszło niespełna 240 tysięcy dzieci. Dla porównania w 1983 roku, w szczycie stanu wojennego, urodziło się ich ponad 720 tysięcy.

Marczuk zwraca uwagę na paradoks: mimo obiektywnie lepszych warunków życia niż przed dekadami, dzieci rodzi się coraz mniej. „W 80. latach nie było mieszkań, nie było samochodów, nie było komfortu życia, była bieda i dzieci się urodziły” - przypomina ekspert. Wyjaśnia to zmianą aspiracji oraz przejściem, opisanym przez noblistę Gary’ego Beckera, „z ilości w jakość dzieci” - inwestujemy w mniejszą liczbę potomstwa znacznie więcej zasobów.

Według wyliczeń Centrum imienia Adama Smitha koszt wychowania dziecka wynosi około 350 tysięcy złotych. Do tego dochodzą koszty utraconych korzyści, szczególnie po stronie kobiet - przerwy w karierze zawodowej, niższe emerytury, wolniejszy awans.

Demograficzny „Pegaz”: pięć obszarów, w których państwo może działać

Marczuk i Michał Kot proponują w książce koncepcję „demograficznego Pegaza” - akronim od pięciu obszarów: Potrzeby, Emocje, Godność, Atrakcyjność ojczyzny i Zagranica.

Pierwsze trzy litery decydują o współczynniku dzietności. Potrzeby to sfera kulturowa: dystrybucja prestiżu, obraz rodziny w mediach, poczucie wspólnotowości. Emocje obejmują zdolność do budowania relacji i tworzenia par. Godność to warunki materialne - rynek pracy, mieszkania, usługi dla rodzin, ochrona zdrowia.

Dwie ostatnie litery odnoszą się do sytuacji, w której - jak przyznaje ekspert - trendu demograficznego nie da się odwrócić szybko. Atrakcyjność ojczyzny dotyczy 22 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia w diasporze, których państwo przez trzy dekady nie próbowało zachęcić do powrotu. Zagranica to mądra polityka imigracyjna, której zdaniem Marczuka Polska de facto nie prowadzi - została ona „wysorsowana” do pracodawców.

Ekspert nie wskazuje jednego czynnika jako najważniejszego. „Nie ma jednej cudownej recepty. Na różnych ludzi działają różne rzeczy” - mówi, przywołując zasadę najsłabszego ogniwa. Ktoś chciałby dziecka, ale nie znajduje partnera. Inna para mieszka w 40-metrowym mieszkaniu i nie stać jej na kolejne dziecko. Trzecia rodzina odkłada decyzję na później, kierując się schematem: „studia, stabilny etat, mieszkanie, a dopiero na końcu ślub i dzieci”.

Bezdzietność jako główny motor spadku dzietności

Marczuk wskazuje na kluczowy element diagnozy: to nie liczba dzieci w rodzinach jest problemem, lecz rosnąca bezdzietność. W małżeństwach współczynnik dzietności wynosi 2,1 - czyli osiąga poziom zastępowalności pokoleń. W rodzinach samotnych rodziców wynosi 1,8.

Dlaczego więc średnia wynosi 1,07? „30 procent kobiet urodzonych w latach 80. jest bezdzietna. To jest o połowę więcej niż jeszcze w latach 60. czy 70.” - wskazuje ekspert. Symulacja pokazuje, że gdyby wskaźnik bezdzietności powrócił do poziomu 15-20 procent, współczynnik dzietności wyniósłby 1,5, a rocznie rodziłoby się 320-330 tysięcy dzieci.

Kluczowa jest przyczyna tej bezdzietności. Marczuk podkreśla, że nie jest ona wynikiem świadomego wyboru - według badań przywoływanych na Poland Future Summit tylko około 10 procent osób deklaruje brak chęci posiadania dzieci. Reszta chce, ale „nie teraz”, a odkładana decyzja zderza się z biologią: po 30. roku życia szanse na dziecko spadają nawet o 30 procent. Średni wiek matki rodzącej pierwsze dziecko w Polsce sięgnął 30 lat.

„Nie spotykają się geograficznie, edukacyjnie i światopoglądowo”

Zdaniem eksperta kobiety i mężczyźni nie tworzą par z trzech powodów strukturalnych. Po pierwsze - geograficznie: kobiety wyjeżdżają do dużych aglomeracji częściej niż mężczyźni. W Warszawie, Krakowie i Poznaniu w grupie wiekowej 25-39 lat na 100 mężczyzn przypada 117 kobiet.

Po drugie - edukacyjnie: ponad 50 procent młodych kobiet kończy studia wyższe, wśród mężczyzn odsetek ten wynosi około 30 procent. Po trzecie - światopoglądowo: kobiety migrujące do miast częściej przejmują wartości progresywne, mężczyźni pozostający na prowincji mają poglądy bardziej konserwatywne. „Później jak te kobiety z tymi mężczyznami się spotykają, to oni patrzą na siebie czasami jak na ludzi z innych światów” - mówi Marczuk.

To zjawisko ma wymiar globalny. Ekspert przywołuje głośny materiał „Financial Timesa” z ubiegłego roku, opisujący problem niedopasowania jako jedną z głównych przyczyn pikujących wskaźników dzietności na świecie.

Kryzys bezpieczeństwa od 2020 roku a program 500 plus

Marczuk, jako były wiceminister wdrażający program 500 plus, zwraca uwagę, że współczynnik dzietności wzrósł w Polsce z 1,28 w 2015 roku do 1,45 w 2017 roku - najwyższego poziomu od dwóch dekad. Późniejszy spadek wiąże z permanentnym kryzysem bezpieczeństwa, który rozpoczął się w 2020 roku.

„Najpierw są dwa lata covidu, w którym matki nawet nie wiedzą, czy dostaną się na porodówkę. Jak tylko wychodzimy z covidu, wchodzimy w wojnę w lutym 2022 roku” - analizuje ekspert. Ten cios uderzył szczególnie w pokolenie urodzone w latach 90., dotąd wychowane w przekonaniu, że „Polska idzie tylko i wyłącznie w dobrym kierunku”.

Marczuk broni sensowności polityki społecznej: „Nie wiemy tak naprawdę, ceteris paribus, jeżeli by tej polityki nie było, czy nie byłoby gorzej”. Jednocześnie przyznaje, że priorytety Polaków się zmieniły - 10 lat temu na czele barier stały kwestie ekonomiczne, dziś sytuacja jest bardziej złożona.

Smartfony w szkołach: nieoczywisty front walki o demografię

Najbardziej niestandardowa część diagnozy dotyczy związku między cyfryzacją a dzietnością. Ekspert powołuje się na artykuł „Financial Timesa” z maja tego roku, który wiąże globalny spadek dzietności z upowszechnieniem smartfonów. Materiał był krytykowany za dobór danych, ale - jak twierdzi Marczuk - sygnalizuje realne zjawisko.

Ekspert postuluje wprowadzenie „trójpaku” wzorowanego na Australii, która w 2025 roku jako pierwsza wprowadziła zakaz zakładania kont w mediach społecznościowych dla dzieci do 16. roku życia. „Kraje, które wprowadzą pierwsze zakaz smartfonów w szkołach, zakaz zakładania social mediów do 16. roku życia, realny zakaz pornografii i wprowadzą realne portale randkowe - nie takie, jakie są w tej chwili - wygrają na tym na wielu płaszczyznach” - przekonuje.

Za Australią podążają kolejne kraje: Turcja, Indonezja, dwa tygodnie temu Wielka Brytania, a także Norwegia, Francja, Dania, Grecja, Hiszpania, Austria, Słowenia i Kanada. Parlament Europejski przygotował rekomendację ustalenia minimalnego wieku na 16 lat. W Australii w pierwszym miesiącu z platform zniknęło 4,7 miliona kont, a kary dla firm technologicznych sięgają 50 milionów dolarów australijskich.

W Polsce projekt ustawy zakazującej używania smartfonów w szkołach podstawowych trafił do Sejmu. Marczuk porównuje mechanizm do zakazu palenia w miejscach publicznych i sprzedaży alkoholu nieletnim: „Ma to wartość normotwórczą. Jako wspólnota zgodziliśmy się, że alkoholu dzieciom do 18. roku życia nie sprzedajemy”.

Family mainstreaming: każda decyzja przez pryzmat rodziny

Ekspert postuluje wprowadzenie zasady „family mainstreamingu” - każda decyzja państwowa, od ustawodawczej po decyzje o finansowaniu produkcji filmowych przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, powinna być oceniana pod kątem wpływu na rodzinę.

Marczuk przywołuje przykład Izraela - jedynego rozwiniętego kraju ze współczynnikiem dzietności powyżej 3,0. Jednym z czynników sukcesu - obok grupy ortodoksyjnej - ma być obowiązkowa dwuletnia służba wojskowa, w trakcie której młodzi ludzie budują relacje, uczą się wspólnotowości i „nie patrzą w telefony przez 24 godziny”. Instytut Sobieskiego wspólnie z Instytutem Flanki Wschodniej zaproponowali w raporcie „Powszechna Służba Państwowa” trzymiesięczne, obowiązkowe przeszkolenie po ukończeniu szkoły ponadpodstawowej.

Członek Rady do spraw Demografii i Rodziny przy Prezydencie RP argumentuje, że pytanie o dzietność nie jest kwestią indywidualnych przekonań, lecz przetrwania wspólnoty: „Ważne jest, czy będzie nas 30 milionów, czy 38 milionów”. W grę wchodzą plany budowy 300-tysięcznej armii, milionowej rezerwy, stabilność systemu emerytalnego i ochrony zdrowia.

Perspektywa: długi marsz bez cudownych recept

Marczuk nie obiecuje szybkich efektów. „To jest długi marsz i nie ma tutaj żadnych cudownych recept błyskawicznych, że wymyślimy jakieś nowe 500 plus i wszystko będzie uzdrowione” - zastrzega. Skuteczna polityka wymaga równoczesnego działania we wszystkich pięciu obszarach „Pegaza” oraz ciągłej ewaluacji.

Kluczowy pozostaje aspekt kulturowy. Ekspert zwraca uwagę na paradoks koncernów medialnych publikujących treści obrzydzające rodzicielstwo: „Z perspektywy ich długoterminowego interesu brak dzieci to jest brak konsumentów, w przyszłości brak przychodów i w przyszłości ich bankructwo”.

Projekt ustawy o zakazie smartfonów w polskich szkołach ma szansę na ponadpolityczne poparcie. Jeśli zostanie przyjęty, może być pierwszym krokiem w kierunku szerszej regulacji - w tym ograniczenia dostępu nieletnich do mediów społecznościowych, co oznaczałoby starcie z globalnymi korporacjami technologicznymi. Los tej ustawy pokaże, czy polska klasa polityczna jest gotowa traktować demografię jako priorytet strategiczny - czy pozostanie w niej diagnoza bez działania.