Polska przesypia czas wojny? BUDZISZ o błędach, które mogą nas kosztować bezpieczeństwo - skrót live
Budzisz: Polska marnuje czas wojny i traci szansę na strategiczne zdolności
Polska nie wykorzystuje czasu, jaki daje jej ukraiński opór wobec Rosji, nie buduje narzędzi polityki zagranicznej, nie podpisuje umów umożliwiających transfer technologii zbrojeniowych z Ukrainy i nie reformuje systemu zarządzania państwem na wypadek kryzysu - twierdzi analityk Marek Budzisz w rozmowie poświęconej sytuacji bezpieczeństwa, relacjom polsko-ukraińskim oraz scenariuszom rosyjskiej eskalacji. Według niego źródłem problemu jest brak woli politycznej do uprawiania polityki zagranicznej jako narzędzia realizacji długofalowej strategii państwowej.
Transfer technologii z Ukrainy zablokowany przez bierność państwa
Budzisz ujawnił, że ukraińskie firmy zbrojeniowe są zainteresowane współpracą z polskimi prywatnymi przedsiębiorstwami sektora obronnego. Jak zaznaczył, jego ośrodek analityczny Strategy and Future od półtora roku organizuje kontakty między polskim biznesem a producentami ukraińskimi, w tym z największymi graczami pokroju FirePoint.
„Jest już podpisana umowa między FirePointem a jedną z polskich firm zakładająca pełen transfer technologii wszystkich od FP1 do FP9” — powiedział analityk. Pakiet obejmuje rakiety manewrujące Flamingo, system Freja, drony dalekiego zasięgu oraz opracowywane obecnie rakiety balistyczne. Według Budzisza istnieje polska firma gotowa zainwestować własny kapitał w przeniesienie tych zdolności do Polski.
Warunkiem jest jednak wsparcie państwa. „W segmencie wojskowym wymogi regulacyjne są kluczowe” - podkreślił. Polska musi wynegocjować i podpisać umowę międzypaństwową analogiczną do tych, które ze stroną ukraińską zawarły Holandia, Dania, Norwegia, Łotwa, Litwa i Estonia. „Mogę właściwie wymienić wszystkie państwa europejskie, tylko Polski tutaj nie mogę wymienić” - zaznaczył rozmówca.
Zdaniem Budzisza polskie władze działają „albo bardzo opieszale, albo bardzo długo”, koncentrując się na zakupie gotowych rozwiązań systemowych od pojedynczych dostawców zagranicznych zamiast budować własne zdolności poprzez pozyskiwanie technologii z wielu kierunków. Przypomniał, że ukraińskie drony kupuje już Demokratyczna Republika Konga oraz Malezja, a Polska - dwudziesta gospodarka świata - powinna umieć prowadzić podobną politykę zakupową i ewaluacyjną.
Brak polskich firm wojskowych typu PMC
Analityk uznał za błąd brak polskich prywatnych firm wojskowych (PMC). Wskazał, że polscy operatorzy sił specjalnych pracują dziś w firmach brytyjskich, estońskich i amerykańskich, a marżę z ich pracy - np. przy konwojowaniu statków handlowych - zbierają zagraniczne podmioty. „Nawet Peru ma liczącą się firmę PMC obecną na rynkach międzynarodowych” - zauważył.
Według Budzisza takie firmy spełniałyby kilka funkcji: pozwalałyby utrzymać kontakt zawodowy z emerytowanymi oficerami sił specjalnych, odgrywałyby rolę wywiadowczą w regionach, w których operują, a także budowałyby polityczne wpływy państwa. Jako przykład wskazał Ukrainę, której komandosi „prowadzili operacje w Sudanie, są obecni w Libii, atakowali rosyjskie statki handlowe floty cienia na Morzu Śródziemnym” oraz szkolą siły dronowe w państwach Zatoki Perskiej.
„To ma znaczenie, czy emir Kataru, czy król Arabii Saudyjskiej zwraca się o wsparcie do państwa takiego jak Ukraina, czy być może mógłby się zwrócić o wsparcie do państwa takiego jak Polska” - powiedział. W polskim porządku prawnym działalność PMC pozostaje nielegalna, a obywatele pełniący taką służbę za granicą narażeni są na problemy prawne. W Estonii - przypomniał Budzisz - analogiczne regulacje już istnieją.
Czas wojny niewykorzystany
Pytany o popularną tezę, że przedłużająca się wojna na Ukrainie leży w polskim interesie, ponieważ osłabia Rosję, Budzisz nazwał takie myślenie „popularnym, ale niestety błędnym”. Zwrócił uwagę, że osłabianie Rosji odbywa się kosztem ukraińskiego potencjału demograficznego.
„Dzisiaj Ukraina ponosi większe straty niż Federacja Rosyjska” - stwierdził, precyzując, że chodzi o straty w relacji do potencjału demograficznego, nie w liczbach bezwzględnych. Jeśli wojna potrwa kolejne lata, państwo ukraińskie może nie być w stanie prowadzić skutecznego oporu - scenariusz, którego nie można tracić z pola widzenia.
Drugim wątkiem jest pytanie, czy Polska prawidłowo wykorzystuje czas, jaki daje jej ukraiński opór. Wojna trwa ponad cztery lata - dłużej niż I wojna światowa. Budzisz uważa, że odpowiedź brzmi „nie”. Jako przykład wskazał inicjatywę ustawodawczą złożoną przez ministra Jacka Siewierę pod koniec kadencji prezydenta Andrzeja Dudy, mającą uporządkować zarządzanie państwem i podejmowanie decyzji w sytuacji zagrożenia.
Projekt przewidywał między innymi włączenie marszałka Sejmu - trzeciej osoby w państwie - w obieg informacji decyzyjnych. „Współczesna wojna zaczyna się od próby obezwładnienia przeciwnika przez zabicie możliwie dużej liczby jego przywódców” - przypomniał analityk, wskazując na działania USA i Izraela w Iranie. Parlament projektem się nie zajął ani wówczas, ani w obecnej kadencji.
Rosyjska eskalacja: scenariusze
Komentując możliwą reakcję Rosji na spektakularne ukraińskie ataki na Moskwę, Budzisz wskazał, że Kreml stoi przed wyborem ścieżki eskalacyjnej. Wśród rozpatrywanych opcji wymienił użycie taktycznej broni jądrowej małej mocy, ogłoszenie powszechnej mobilizacji oraz uderzenie na dużą skalę z terytorium Białorusi.
„Ukraińcy eliminują większą liczbę żołnierzy niż Rosjanie w każdym miesiącu są w stanie zrekrutować” - zauważył, wyjaśniając presję na decyzję o mobilizacji. W Rosji od jesieni ubiegłego roku trwa testowanie reakcji społecznej - poprzez rozszerzenie rekrutacji wśród studentów oraz regionalne akcje w Permie i Pskowie. Decyzji jednak wciąż nie podjęto.
Jako równie prawdopodobny scenariusz Budzisz wskazał eskalację horyzontalną - wzmożenie presji na państwa wspierające Ukrainę poprzez incydenty destabilizujące sytuację wewnętrzną i wpływające na wyniki wyborów. Wskazał na jesienne wybory do landtagów w Saksonii, Saksonii-Anhalt i Berlinie. Według niego alternatywie dla Niemiec brakuje w Saksonii-Anhalt - gdzie partia ma według sondaży około 42 procent - od jednego do trzech mandatów do bezwzględnej większości.
Budzisz ocenił to jako słaby punkt strategii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który zakłada trwałość obecnej polityki kanclerza Friedricha Merza, Francji i Wielkiej Brytanii. „Polityka niemiecka i polityka francuska, nie mówiąc o brytyjskiej, mogą się zmienić w relatywnie krótkim czasie” - stwierdził.
Relacje polsko-ukraińskie: kurs na model transakcyjny
W sprawie obecnego kryzysu w stosunkach z Kijowem Budzisz zacytował przekaz strony ukraińskiej: „Nie będą Polacy pisać nam historii. To my sami będziemy decydować, kto jest w panteonie naszych bohaterów”. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha w oświadczeniu jasno odrzucił polskie sugestie w sprawie kultu Stepana Bandery - bohatera narodowego Ukrainy od 2005 roku.
Według analityka Polska powinna utrzymać „pewną powściągliwość, dojrzałość i spokój”. Skoro strona ukraińska postuluje transakcyjne podejście do współpracy, Warszawa powinna przygotować sekwencję projektów korzystnych dla polskich przedsiębiorstw i konsekwentnie domagać się symetrii. „Realizujmy układy transakcyjne na zimno, dbając o nasze interesy, domagając się wzajemności” - powiedział.
Warunkiem jest jednak zdolność państwa do prowadzenia takiej polityki - czego dziś brakuje. „Polska nie ma potrzeby uprawiania polityki zagranicznej” - diagnozuje Budzisz. Według niego klasa polityczna traktuje politykę zewnętrzną jako narzędzie rywalizacji wewnętrznej, czego ilustracją jest między innymi zwyczaj zwracania orderów. Wymienił przypadek posła Radosława Fogla, który odesłał odznaczenie nadane mu przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, kierując je formalnie do prezydenta Karola Nawrockiego.
Diagnoza systemowa: brak ośrodka decyzji strategicznej
Analityk podkreślił, że samo posiadanie narzędzi - fundacji, akademii dyplomatycznych, programów stypendialnych - nie wystarczy, jeśli nie ma woli ich użycia. „Żadne narzędzie nie zastąpi woli użycia tego narzędzia” - stwierdził. Brak długofalowej strategii państwowej oznacza brak popytu na instrumenty jej realizacji.
Jako wzór wskazał Niemcy, gdzie każda partia obecna w Bundestagu dysponuje finansowaną z budżetu fundacją działającą za granicą, a niemiecki MSZ regularnie konsultuje politykę zagraniczną z partiami opozycyjnymi, traktując fundacje jako narzędzia oddziaływania na różne środowiska polityczne w krajach docelowych - w tym na Ukrainie.
Tymczasem polska opozycja, którą kiedyś stanowiło PiS, „nie ma żadnych programów” poza hasłami - twierdzi Budzisz. Wskazał na demonstrację pod ambasadą niemiecką z udziałem Przemysława Czarnka jako symptom skupienia największej partii opozycyjnej na sprawach niezwiązanych ze strategią państwa. Zapytał, kto pełni funkcję ministra spraw zagranicznych i ministra obrony w gabinecie cieni - odpowiedzi nie zna.
Kontekst: chore państwo, słabnąca Unia
Budzisz formułuje twardą diagnozę systemową. Polski system partyjny jest „odklejony od rzeczywistości”, a w klasie politycznej dominują osoby bez doświadczenia w prywatnym biznesie. Jego zdaniem sukces ekonomiczny ostatnich dekad był efektem ciężkiej pracy obywateli w ramach narzuconych przez akcesję do Unii Europejskiej, a nie zaprojektowanych przez polskich polityków.
„Unia Europejska nie gwarantuje nam już przyszłości, a nasi politycy gwarantują nam, że tej przyszłości nie będzie” - podsumował. Bez wymiany klasy politycznej i zbudowania ośrodka myślenia strategicznego, odpornego na cykl wyborczy, Polska - według analityka - będzie staczać się razem z całą Unią. Tymczasem czas, jaki daje ukraiński opór, kurczy się z każdym miesiącem wojny.