Powrót

Poseł Józefaciuk: między szkołą a Sejmem, bez klubowej dyscypliny

Marcin Józefaciuk, poseł niezrzeszony i były działacz Koalicji Obywatelskiej, w rozmowie w Kanale Otwartym z Kamilą Baranowską przyznał, że po trzech latach w Sejmie wciąż nie zdecydował, czy pozostanie w polityce, czy wróci do zawodu nauczyciela. Deklaruje, że o dalszej kandydaturze przesądzi jeden warunek: obecność praw mężczyzn i edukacji zawodowej w programie ugrupowania, które by go zaprosiło.

Józefaciuk podkreślił, że nauczycielstwo pozostaje jego podstawową tożsamością. Do Sejmu wszedł z urlopu bezpłatnego w szkole publicznej i - jak zaznaczył - ma dokąd wracać. „To jest to takie moje miejsce, gdzie regularnie wracam” - powiedział, dodając, że w czasie wolnym od obrad prowadzi w szkołach w całej Polsce warsztaty o hejcie i cyberprzemocy.

Jednocześnie przyznał, że złapał „bakcyla” możliwości nakreślania i rozwiązywania problemów. Za jeden z powodów, dla których warto pozostać w polityce, uznał realny wpływ na kwestie takie jak szkolnictwo zawodowe czy sytuacja mężczyzn. Zastrzegł jednak, że sprawczość posła jest ograniczona. „Jako nauczyciel mam o wiele większą sprawczość (…) jako dyrektor miałem o wiele większą sprawczość” - ocenił.

Krytyka klubowej dyscypliny

Poseł otwarcie skrytykował system oparty na dyscyplinie partyjnej i klubowej. Jego zdaniem w obecnym modelu głosowań liczba 460 posłów jest nadmiarowa - te same wyniki, jak twierdzi, dałaby izba stukrotnie mniejsza, głosująca proporcjonalnie. Wartość mandatu widzi w tych, którzy potrafią wyłamać się z dyscypliny.

Właśnie samodzielne złożenie poprawki, nieuzgodnionej z klubem, doprowadziło - według relacji Józefaciuka - do jego zawieszenia, usunięcia z komisji, a w konsekwencji do odejścia z Koalicji Obywatelskiej. Chodziło o przepis, który - jak mówił - miał dopuścić osoby bez kwalifikacji nauczycielskich do pracy z dziećmi w przedszkolach. „Nie pozwoliłem, żeby nie nauczyciele pracowali na stanowisko nauczyciela w przedszkolu” - wyjaśnił.

Mimo statusu posła niezrzeszonego twierdzi, że zachował wpływ na prace legislacyjne. Składa liczne poprawki, z których część zostaje przyjęta - jak przy tzw. ustawie smartfonowej. Zauważył, że jego propozycje bywają przejmowane przez kluby lub ministerstwo i zgłaszane pod ich szyldem. „Dla mnie nie jest ważne, że jest napisane, że to Józefaciuk złożył (…), tylko żeby coś przeszło” - stwierdził.

Ocena polityki edukacyjnej rządu

Rozliczając dokonania resortu edukacji, Józefaciuk był krytyczny. Jak twierdzi, w podsumowaniu obietnic wszystkich klubów jedyną w pełni zrealizowaną przez Koalicję Obywatelską deklaracją było wycofanie przedmiotu HiT - jego zdaniem nie największy problem oświaty.

Podwyżki dla nauczycieli uznał za spełnienie częściowe. Zapowiadanej corocznej waloryzacji, jego zdaniem, nie ma, a przyszłoroczna podwyżka będzie „niemalże inflacyjna”. Zwrócił uwagę na nierozwiązaną kwestię nadgodzin nauczycielskich, wskazując na wyrok Sądu Najwyższego sprzed ponad półtora roku, który - jak mówił - pozostaje bez realizacji.

Poseł domaga się traktowania nauczycieli jak pełnoprawnych pracowników. „Zacznijmy patrzeć na nauczycieli jak na pracowników pełnoprawnych” - apelował, wskazując, że problemem jest nie tylko wysokość pensji, lecz także warunki pracy oraz brak rzecznika praw nauczycieli i pracowników oświaty. Jego autorski projekt takiego urzędu, przygotowany z asystentem będącym prawnikiem Rzecznika Praw Nauczycieli i Pracowników Oświaty, został - jak relacjonuje - odrzucony przez ministerstwo i kluby, a jego rozwiązania przypominają obecny pomysł na rzecznika praw ucznia.

Nie wszystkie decyzje resortu ocenił negatywnie. Za pozytywne uznał pierwszą trzydziestoprocentową podwyżkę oraz zrównanie pensum nauczycieli przedmiotów praktycznych z teoretycznymi. Wobec reform takich jak e-dziennik czy Kompas Jutra zastrzega, że sprzeciwia się nie samej idei, lecz tempu i sposobowi wdrażania. W sprawie e-dziennika złożył wniosek do prezydenta o weto, argumentując, że pierwszy etap można wprowadzić rozporządzeniem, na danych syntetycznych, zanim system pobierze pełne dane uczniów.

Zakaz smartfonów i relacje szkoła-rodzice

Sam zakaz telefonów w szkołach Józefaciuk poparł, zaznaczając, że nie zna placówki, która by go nie stosowała. Ma jednak wątpliwości, czy ustawa daje realne narzędzia - złożył do niej liczne poprawki, w pewnym momencie zgłoszono ich w formie kilkudziesięciu wniosków mniejszości. „Nakażę i co z tego? Ukażę go naganą i co z tego?” - pytał, wskazując na brak instrumentów i finansowania.

Za istotny problem uznał brak kampanii informacyjnych. Porównał to z wcześniejszymi działaniami resortu rodziny, który - jak przypomniał - wydał środki na promocję wolnej Wigilii. Zwrócił uwagę, że najintensywniejsze korzystanie z telefonów przypada nie na czas szkolny, lecz na godziny wieczorne i nocne w domu, a zakaz ma budować nawyki cyfrowej higieny.

Poseł opisał erozję współpracy między szkołą a rodzicami. Mówił o odebranej autonomii nauczycieli i o roszczeniowych postawach, ale część winy przypisał samemu środowisku. „My jako nauczyciele po części pozwoliliśmy sobie wejść innym na głowę” - przyznał. Wskazał na negatywny nabór do zawodu i na medialne nagłaśnianie błędów nauczycieli. Za kluczowe uznał przywrócenie szacunku i zaufania: „Nie wchodzimy wam do domów, nie wchodźcie nam do sal lekcyjnych”.

Prawa mężczyzn i alienacja rodzicielska

Zajęcie się prawami mężczyzn Józefaciuk przedstawił jako efekt sygnałów od osób zgłaszających się na jego dyżury poselskie. Odpierał zarzut, że znalazł „niszę”, wskazując na dane: „Cztery tysiące samobójstw to nie jest nisza rocznie”. Za punkt zwrotny uznał miesiąc świadomości raka piersi sprzed dwóch lat, gdy - jak mówił - zabrakło uwagi wobec męskich przypadków tej choroby.

Podkreślił, że alienacja rodzicielska dotyczy obu płci i przede wszystkim dzieci, a jego działania nie są skierowane przeciw kobietom. „To co robię nie zabiera nic kobietom, wręcz przeciwnie - wspomaga je” - zaznaczył. Wskazywał na dysproporcje w bezdomności, dostępie do specjalistów oraz braku domów samotnego ojca.

Zdementował przy tym obraz stałego sojuszu z Konfederacją. Według jego relacji tamtejszy zespół do spraw równych praw mężczyzn spotkał się raz, a jego przewodniczący miał określić inicjatywę jako żart. Najwięcej interpelacji i poprawek w tym obszarze przypisał - ku swojemu zaskoczeniu - partii Razem.

Polaryzacja, media i przyszłość

Józefaciuk bronił pracy komisji sejmowych jako miejsca realnej legislacji, w odróżnieniu od sali plenarnej, którą określił jako „teatr” i „rolkę”. Jako przykład skutecznej współpracy ponadpartyjnej wskazał komisję nadzwyczajną do spraw ochrony zwierząt. Odpowiedzialnością za obraz nieustannej kłótni obarczył także media i odbiorców: „Jeżeli przestaniemy klikać w te kłótliwe, emocjonalne rzeczy (…), to politycy pójdą w kierunku merytorycznym”.

Odnosząc się do zarzutów o „flirt z prawicą” - po odejściu z KO, wspólnych projektach i publicznych spotkaniach - odrzucił ryzyko zaszufladkowania. „Polacy powinni być bardziej podzieleni na sprawy” - powiedział, deklarując gotowość poparcia logicznych propozycji niezależnie od ich autora. Radykalizację młodych mężczyzn tłumaczył wczesnym wejściem w internet, mechanizmem algorytmów i słabnącą rozmową w rodzinie.

Wobec nowego projektu politycznego Mateusza Morawieckiego zachował dystans. Był na zorganizowanym przez to środowisko spotkaniu poświęconym demografii i - jak relacjonował - zabrakło tam mężczyzn i ojców. „Ciągle było: rodzina, w szczególności kobieta. Matka, matka, matka” - ocenił. Pojawienie się nowej formacji na prawicy wiąże z osiągnięciem przez PiS „sufitu” poparcia.

Na pytanie o start w kolejnych wyborach poseł nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Zadeklarował, że nie chce być „twarzą, która znowu zbierze jakieś głosy dla jakiejś listy”, i że warunkiem pozostaje umieszczenie jego tematów w programie ugrupowania oraz realna sprawczość grupy. Nie wykluczył samodzielnej inicjatywy ani startu do Senatu. Współpracy z klubem KO - z uwagi na okoliczności rozstania - nie przewiduje, choć przyznał, że ideologicznie głosuje często podobnie.

Rozmowa zakończyła się zapowiedzią powrotu do tematu za rok, gdy - jak zauważyła prowadząca - przed wrześniem poseł będzie już musiał zdecydować, czy wraca do szkoły, czy finiszuje kampanię wyborczą. Baranowska wskazała, że przypadek posła niezrzeszonego, inwestującego czas w pracę merytoryczną, może być wskazówką co do kierunku debaty publicznej - zwłaszcza wobec rozjazdu między deklaracjami wyborców a ich rzeczywistymi wyborami. „Ja też” - odpowiedział Józefaciuk, pytany, czy jest ciekaw własnej przyszłości.