Polacy nienawidzą się coraz mocniej. Dziennikarka tropi źródła podziałów
Karolina Olejak, dziennikarka Polsat News i szefowa newsroomu Polsat News i Interii, w książce „Nienawidzę ich. To Polacy mówią na terapiach. Reportaż z podzielonego kraju" diagnozuje przyczyny narastającej polaryzacji. Inspiracją była tegoroczna kampania prezydencka, która - jak twierdzi autorka - przekroczyła granicę personalnych ataków i wciągnęła w polityczne emocje nawet osoby dotąd obojętne. Książkę przedstawiła w rozmowie z Kamilą Baranowską w „Kanale Otwartym".
Kampania, która zmęczyła wyborców
Olejak wskazuje, że ostatnia kampania prezydencka była „wyjątkowo osobista" i pozbawiona debaty programowej. Zamiast pytań o wizję Polski dominowały ataki personalne, a wątki tematyczne - od ochrony zdrowia po smartfony w szkołach - mieszały się w sposób uniemożliwiający merytoryczną dyskusję.
Według dziennikarki nadmiar zarzutów zadziałał przeciwskutecznie i pomógł Karolowi Nawrockiemu. „Ludzie w pewnym momencie poczuli, że ten atak personalny jest zbyt mocny" - mówi Olejak. Wyborcy uznali, że skoro oskarżenia płyną z tak wielu stron i się piętrzą, muszą być przesadzone.
Drugim czynnikiem jest fragmentacja informacyjna. Algorytmy mediów społecznościowych sprawiają, że Polacy nie mają już wspólnoty doświadczeń ani wspólnych tematów debaty. Politycy zyskali na tej sytuacji - stali się, zdaniem autorki, „teflonowi". „Kiedyś trzeba było reagować, a teraz wystarczy przeczekać" — przytacza diagnozę z książki Michała Kolanko „Game Changer".
Spór o to, kto jest elitą
Główną osią podziału - zdaniem Olejak - nie jest dziś klasyczny konflikt prawica-lewica, lecz spór o to, kto jest elitą. Paradoks polega na tym, że obie strony chcą uchodzić za grupę spoza mainstreamu, ponieważ status ofiary daje polityczny kapitał.
„Od ofiary niczego nie oczekujemy. Nie liczymy na to, że wywiąże się ze swoich obietnic" - wyjaśnia dziennikarka. Prawica, mimo ośmiu lat rządów, własnych dużych mediów i dominacji w przestrzeni cyfrowej, wciąż korzysta z mitu oblężonej twierdzy. Liberałowie z kolei przesuwają się w stronę narracji konserwatywnej - w kwestiach migracji, bezpieczeństwa czy stosunku do Ukrainy.
Kobiety na lewo, mężczyźni na prawo
Drugi wielki podział przebiega według płci i ma - według autorki - podłoże geograficzne i klasowe. Mężczyźni częściej zostają w mniejszych miejscowościach, gdzie znajdują pracę w gospodarstwach lub lokalnych firmach. Kobiety wyjeżdżają do miast, by studiować i pracować w usługach. W skali europejskiej Polki częściej niż Polacy kończą studia wyższe.
Skutkiem jest rozjazd kapitałów kulturowych. „Nie chodzi o majątek, tylko o doświadczenie wspólnoty kapitału kulturowego" - podkreśla Olejak. Mężczyźni obwiniają feminizm i emancypację za swoją samotność, kobiety nie znajdują w rodzinnych miejscowościach partnerów, z którymi mogłyby rozmawiać o tych samych książkach czy filmach.
Autorka opisuje historię internetowego hejtera, który atakował ją w sieci i którego zdołała namówić na spotkanie. Mężczyzna mieszkał z rodzicami w małej miejscowości, marzył o rodzinie i miał poczucie, że nigdy nie spełni oczekiwań kobiet, które wyjechały do miast. Jego ofiarami konsekwentnie były dziennikarki - najlepiej młode.
Teatr pochodzenia i teoria cienia
Olejak opisuje też zjawisko, które nazywa „teatrem pozorów" w warszawskich korporacjach. Pracownicy pochodzący z mniejszych miejscowości udają wielkomiejskie pochodzenie i majętność rodzin, choć - jak się okazuje - większość z nich pochodzi z podobnych środowisk. „Wszyscy udają, że są z Warszawy, że są z majętnych rodzin" - mówi dziennikarka.
Książka odwołuje się do Jungowskiej teorii cienia. Każdy człowiek ma cechy, których wstydzi się i ukrywa. Nienawidzimy tych, którym zazdrościmy, lub tych, którzy działają jak lustro - pokazują to, co chcielibyśmy zataić.
Prawica - według autorki - zazdrości liberałom swobody w świecie pozbawionym zasad, a obawia się obnażenia, że nie jest już marginalizowaną stroną. Olejak przytacza historię ojca, który pożycza pieniądze od córki, by przekazywać je prawicowej telewizji, przekonany, że media te wymagają obrony. Liberałowie z kolei zazdroszczą prawicy bezkompromisowości i wstydzą się własnych reakcji w konfrontacji z rzeczywistością - szczególnie w sprawach migracji.
Próba zwana wojną i uchodźcami
Najmocniejsze świadectwa erozji liberalnych deklaracji autorka znajduje w historiach związanych z obecnością Ukraińców w Polsce. Opisuje Martę - kobietę, która przez ponad rok gościła w domu ukraińską rodzinę, a stała się antyukraińska, gdy w klasie jej dziecka pojawił się chłopiec z Charkowa wymagający szczególnej uwagi nauczyciela.
„Ona przecież taka osoba, która wcześniej była w stanie podzielić się swoim mieszkaniem, obiadem, wszystkim co miała" - opowiada Olejak. Różnica polegała na walce o zasoby: w pierwszym przypadku majętna rodzina nie musiała z niczego rezygnować, w drugim ofiarą stała się uwaga skierowana ku jej dziecku.
To tłumaczy, dlaczego sondaże pokazują wyższy poziom nastrojów antyukraińskich wśród kobiet niż wśród mężczyzn. Kobiety częściej konfrontują się z systemem opieki zdrowotnej, szkolnictwa i pomocy społecznej, gdzie realnie odczuwają konkurencję o ograniczone zasoby.
Plot twist na Marszu Niepodległości
Olejak opisuje też odwrotny mechanizm - wyleczenia ze stereotypów. Spotkani przed Marszem Niepodległości mężczyźni z małej miejscowości spodziewali się w Warszawie samych „buców". Po kilku dniach pobytu uznali, że to warszawiakom należy współczuć - małych mieszkań, obiadów z pudełka, godzin spędzanych w komunikacji miejskiej. Sami w swoich miejscowościach mają duże domy, niektórzy po kilka, a ich dzieci nie odstają niczym od rówieśników.
Recepta: wylogować się z emocji
Autorka nie wierzy w systemową zmianę. Politycy korzystają na polaryzacji, bo łatwiej jest nakręcać emocje, niż przedstawiać wieloletnie strategie. Mediom społecznościowym ten model również się opłaca.
Olejak widzi nadzieję w zmęczeniu wyborców i w pracy nad sobą. Zachęca, by w chwili silnych emocji zatrzymać się i zapytać, czy chodzi naprawdę o słowa drugiej osoby, czy o coś, co siedzi w nas samych. „Jeżeli politycy się połapią, że na ludzi te emocje i to podkręcanie coraz mniej działa, bardzo szybko to podchwycą" - przekonuje dziennikarka.
Książka „Nienawidzę ich" ukazała się nakładem wydawnictwa Prześwity. Autorka zapowiada kontynuację - czytelnicy zgłaszają jej, że opisane historie odpowiadają temu, co dzieje się w ich własnych rodzinach.