Powrót

Demograf ostrzega: bez zmian populacja Polski spadnie do 11 milionów

Polska stoi w obliczu trwałego załamania dzietności, którego skutkiem - przy utrzymaniu obecnych trendów - może być spadek liczby ludności do 11 milionów pod koniec stulecia. Mateusz Łakomy, dyrektor Demograficonu i autor książki "Demografia jest przyszłością", w rozmowie z Kamilą Baranowską wskazuje, że paradoks rosnącego dobrobytu i kurczących się roczników wynika nie z kultury samej w sobie, lecz z technologii, modelu pracy i zaniku trwałych relacji.

Paradoks dobrobytu i pustych kołysek

Z najnowszego sondażu Ibris wynika, że 56 procent Polaków uważa warunki życia w kraju za sprzyjające posiadaniu dzieci, a 81 procent ocenia je jako lepsze niż dwie dekady temu. Jednocześnie wskaźnik dzietności bije rekordy w dół. "Pod takim względem makro, rozwoju gospodarczego, wysokości dochodów oczywiście mamy bardzo dobre, jedne z najlepszych warunków w historii" - przyznaje Łakomy. Dodaje jednak, że makroekonomiczne tło ma niewielkie znaczenie dla pary rozważającej rodzicielstwo.

Decydujący jest stan tkanki społecznej. W PRL-u, mimo gorszych warunków materialnych, ludzie rzadziej się przeprowadzali, żyli w gęstych sieciach rodzinnych i mogli liczyć na wsparcie krewnych. Dziś - szczególnie w dużych miastach - młodzi dorośli są "rzuceni sami na sam w życie". Zanikło też społeczne oczekiwanie wejścia w związek i założenia rodziny, kiedyś traktowane jako norma, dziś odbierane jako presja.

Załamanie wchodzenia w związki

Najpoważniejszym sygnałem ostrzegawczym jest gwałtowny spadek liczby związków wśród młodych dorosłych. Według danych CBOS z 2025 roku w grupie 18-29 lat tylko 12 procent osób pozostaje w małżeństwie, a niemal 45 procent w ogóle nie jest w żadnym związku i nie chodzi na randki. Łakomy zauważa, że odsetek osób przed 30. rokiem życia żyjących w małżeństwie spadł o połowę w ciągu sześciu lat - z ponad jednej czwartej w 2019 roku do kilkunastu procent obecnie.

Ekspert wskazuje cztery przyczyny. Pierwsza to utrata kulturowego wsparcia dla wchodzenia w związki. Druga - dziedziczone trudności rodzinne: osoby wychowane poza trwałymi małżeństwami biologicznych rodziców mają większe problemy z budowaniem własnych relacji. Trzecia to lockdown, który przerwał naturalny proces poznawania się: "Codziennie ktoś się z kimś po raz pierwszy poznaje, ktoś zaprasza na pierwszą randkę, ktoś inny się oświadcza - i ten proces został mocno przerwany". Czwarta, najpoważniejsza, to uzależnienie od smartfonów, mediów społecznościowych i pornografii.

Smartfon jako akcelerator samotności

Aplikacje randkowe, zdaniem Łakomego, "bardziej szkodzą niż pomagają". Decyzja oparta o zdjęcie koncentruje uwagę kobiet na wąskiej grupie najatrakcyjniejszych mężczyzn, a tych z kolei zniechęca do traktowania pojedynczych znajomości poważnie. Powstają wzajemne frustracje, widoczne w internetowych sporach między płciami. Im więcej czasu młodzi spędzają online, tym mniej mają bezpośrednich relacji twarzą w twarz - a właśnie one są fundamentem trwałych związków.

Łakomy porównuje sytuację do walki z tytoniem w XX wieku. Potrzebne są: zakaz smartfonów w szkołach, podniesienie wieku wejścia do mediów społecznościowych, skuteczna weryfikacja wieku przy treściach pornograficznych. Wskazuje przykład Wielkiej Brytanii, gdzie po wprowadzeniu w 2025 roku surowych przepisów użytkowanie portali pornograficznych wśród nieletnich znacząco spadło. Ekspert podkreśla, że problemem nie jest sam smartfon, lecz jego stałe połączenie z internetem - i to państwo ma narzędzia, by to zmienić.

Praca, mieszkanie, stabilność

Wbrew popularnym mitom, w Polsce rozpada się znacznie mniej małżeństw, niż się sądzi - szacunki wskazują na 12-15 procent, a nie "co trzecie". Trwałość pozostaje domeną małżeństw, w które częściej wchodzą osoby z wyższym wykształceniem i dochodami. Związki nieformalne, mniej trwałe, dominują w niższych warstwach społecznych, którym - w ocenie Łakomego - brakuje zasobów emocjonalnych do podjęcia długoterminowego zobowiązania.

Decyzja o pierwszym dziecku zapada w trzech warunkach: stabilnego związku, stałej umowy o pracę oraz własnego mieszkania. "Pierwsze dziecko naprawdę jest o poczuciu bezpieczeństwa" - podkreśla ekspert. Wysokość dochodów odgrywa drugorzędną rolę; liczy się ich przewidywalność. Schody finansowe zaczynają się dopiero przy trzecim i kolejnym dziecku.

Nowy kontrakt społeczny

Łakomy proponuje odejście od "postkolonialnego" modelu pracy, w którym całe pokolenie pracowało kosztem życia rodzinnego. Potencjał zatrudnienia na pełen etat w Polsce się wyczerpał - zaledwie około 5 procent pracujących wykonuje obowiązki z domu, według danych Eurostatu. Badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazało, że jedna trzecia rodziców dzieci do 9. roku życia chciałaby pracować w mniejszym wymiarze, nawet kosztem niższej pensji.

Bariery są jednak realne. Pracodawca, zwłaszcza mały, ponosi koszty: pierwsze 30 dni zwolnienia chorobowego w ciąży opłaca firma, a po powrocie z urlopu macierzyńskiego i wychowawczego musi wypłacić ekwiwalent za narastający przez lata urlop wypoczynkowy - często równowartość kilku miesięcznych pensji. To zmiany, które - zdaniem eksperta - państwo może wprowadzić bez wielkich kosztów, a które poprawią pozycję kobiet na rynku pracy.

Czy katastrofa jest odwracalna

Prognozy GUS, ONZ i Eurostatu Łakomy uważa za zawyżone, ponieważ rutynowo zakładają poprawę dzietności. Tymczasem różnica między prognozą z 2023 roku a rzeczywistością wynosi już 140 tysięcy osób - na niekorzyść. Jeśli obecne trendy się utrzymają, populacja Polski pod koniec wieku może wynieść 11 milionów i nadal się kurczyć.

Ekspert nie jest jednak pesymistą. Przyczyny kryzysu - technologia, model pracy, brak wsparcia dla młodych rodzin - leżą w zasięgu oddziaływania państwa i społeczeństwa. "Na tę burzę wiatr sialiśmy przez ostatnie 30 lat, tylko teraz dopiero dostrzegamy poważniejsze konsekwencje" - mówi Łakomy. Efekty ewentualnych działań pojawią się z opóźnieniem pokoleniowym, ale stabilizacja populacji jest możliwa. Warunkiem jest ponadpartyjna konsekwencja i sztafeta pokoleń w budowaniu rozwiązań - od edukacji nastolatków, przez politykę mieszkaniową, po elastyczność rynku pracy.