Powrót

Putin dzieli Ukrainę słowami, gdy front mu się wymyka

Podczas obchodów Dnia Marynarki Wojennej w Petersburgu Władimir Putin oświadczył, że Rosja jest jedynym gwarantem integralności terytorialnej Ukrainy, a zachodnie regiony tego kraju „prędzej czy później" przejmą Polska, Węgry i Rumunia. Rosyjski analityk Denis Salnikow ocenił w rozmowie w Kanale Otwartym, że deklaracja jest narzędziem propagandowym skierowanym głównie do odbiorcy wewnętrznego - w momencie, gdy militarny plan Kremla się sypie, ukraińskie drony sięgają w głąb Rosji, a sojusznicy Moskwy otwarcie wzywają do zamrożenia wojny.

Retoryka na użytek wewnętrzny

Putin powtórzył tezę, którą lansował już na początku inwazji: że celem Polski jest zajęcie zachodniej Ukrainy, a prawdziwym obrońcą Kijowa pozostaje Rosja. Prowadzący rozmowę określił tę narrację jako absurdalną - Rosja atakuje Ukrainę, a wojna pochłonęła tysiące ofiar.

Salnikow wskazał, że przekaz ma kilku adresatów, lecz przede wszystkim służy publiczności krajowej. „To jest taka narracja zbudowana na odbiorcę wewnętrznego, żeby powiedzieć, że tak naprawdę to nie Rosja jest jakimś agresywnym krajem, a wszystkie kraje będą robiły to samo" - stwierdził analityk.

Jego zdaniem dla Kremla demokracja i poszanowanie suwerenności innych państw zawsze były jedynie fasadą, za którą kryje się odmienne podejście do polityki zagranicznej i wewnętrznej.

Ukraińskie drony biją w Wildberries

Nowym elementem konfliktu stały się systematyczne ataki na magazyny Wildberries - jednego z największych rosyjskich marketplace'ów. Salnikow podał, że od 18 lipca do dziś trafiono co najmniej siedem magazynów w różnych częściach Rosji, od obwodu moskiewskiego po obwód swierdłowski, gdzie 25 lipca dron spadł kilkadziesiąt metrów od obiektu.

Analityk zaznaczył, że to jego hipoteza, ale wybór akurat tej firmy może wiązać się z jej strukturą właścicielską. „Z jakiegoś powodu Ukraina teraz kieruje swoje drony oraz rakiety tylko na Wildberries" - zauważył, choć na rosyjskim rynku działa co najmniej kilka dużych platform sprzedających towary podwójnego zastosowania.

Skala firmy jest znacząca. Obrót Wildberries w ubiegłym roku sięgnął według Salnikowa niemal 3 procent PKB Rosji, a cała branża marketplace'ów - około 5 procent. Poza kilkudziesięcioma tysiącami pracowników magazynów firma prowadzi blisko 10 tysięcy punktów odbioru w całym kraju.

Salnikow przyznał, że nie jest przekonany o skuteczności propagandowej tych uderzeń. W odróżnieniu od ataków na rafinerie reakcja społeczna jest mieszana - w rosyjskich sieciach mnożą się nagrania przedsiębiorców, którzy stracili towar wart setki milionów rubli. „Z jednej strony jakby mózgiem rozumieją, czemu to tak się dzieje, ale sercem nie mogą tego wybaczyć" - relacjonował głosy internautów. Firmie, jego zdaniem, grozi bankructwo jesienią.

Krwawy spór o własność platformy

Historia Wildberries obejmuje gwałtowny konflikt właścicielski. Firmę założyła w 2007 roku Tatiana Kim, najbogatsza kobieta w Rosji, wraz z mężem. W 2024 roku postanowiła połączyć przedsiębiorstwo z kilkakrotnie mniejszą firmą reklamową powiązaną z ludźmi z Kaukazu Północnego.

Mąż Kim uznał to za próbę wrogiego przejęcia i zwrócił się o pomoc do Ramzana Kadyrowa. Kim szukała wsparcia u Putina oraz oligarchy Sulejmana Kerimowa z Dagestanu. Doszło do starcia w moskiewskim biurze firmy, w którym zginęło dwoje ochroniarzy, a po obu stronach uczestniczyli ludzie ze środowiska MMA.

Salnikow zwrócił uwagę na wymowny szczegół: część zatrzymanych napastników uniknęła procesu, zgłaszając się na front. Według cytowanego przez niego niezależnego śledztwa niemal 99 procent środków, które biznes uzyskał w 2025 roku, trafiło do osób z otoczenia oligarchów i administracji prezydenta - wśród nich wymienił Antona Waino. Sama Kim miała otrzymać zaledwie 1 procent zysków.

Analityk przedstawił dodatkową hipotezę: ludzie bliscy administracji prezydenta - Waino oraz powiązany ze służbami Gromow - mogli wiedzieć wcześniej o planach Kijowa. Na dwa tygodnie przed pierwszym atakiem Wildberries zmienił umowę ze sprzedawcami, zdejmując z siebie odpowiedzialność za straty wynikające z ataków. Towar w magazynach nie jest już ubezpieczony.

Zasięg rażenia rośnie, obrona zawodzi

Ukraińskie uderzenia nie ograniczają się do jednej firmy. Salnikow przypomniał o pierwszym ataku na rafinerię w Tiumeni, położonej głęboko na rosyjskim terytorium. W wywiadzie dla amerykańskiej blogerki związanej z ruchem MAGA prezydent Wołodymyr Zełenski miał deklarować, że ukraińskie drony sięgają obecnie 3 tysięcy kilometrów w głąb Rosji, a w ciągu roku zasięg ma wzrosnąć do 5, a nawet 10 tysięcy.

Analityk zastrzegł, że nie sposób odróżnić propagandy od realnych możliwości, ale rosyjskie władze „nie mają pomysłu i nie mają możliwości bronić się przed tymi atakami". Utrzymują się problemy z paliwem, a Krym mierzy się z niedoborami energii elektrycznej.

Sojusznicy odchodzą, dyplomacja się zmienia

Presja narasta również z zewnątrz. Podczas spotkania z Putinem w Omsku prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew wezwał do zamrożenia konfliktu. Salnikow przytoczył jego opinię, że w odróżnieniu od wojny między Armenią a Azerbejdżanem „nikt nie rozumie przyrody tego konfliktu" w przypadku rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Zmieniło się także stanowisko Waszyngtonu. Podczas spotkania Siergieja Ławrowa z Marco Rubio strona amerykańska miała oświadczyć, że ustalenia z rozmów Putina i Trumpa na Alasce - powoływany w rosyjskich mediach „duch Anchorage" i formuła 28 punktów - straciły aktualność. Rubio wskazał, że Ukraina ma teraz lepsze karty.

Represje w miejsce mobilizacji

Duma Państwowa, przed wrześniowymi wyborami, skierowała uwagę na wroga wewnętrznego. Przewodniczący Wiaczesław Wołodin zapowiedział działania wobec Rosjan, którzy wyjechali i wypowiadali się przeciwko wojnie. Salnikow określił nową ustawę mianem „ustawy o śmierci cywilnej" - pozbawia ona objętych nią osób dostępu do kont bankowych, usług konsularnych, ochrony sądowej, ważności prawa jazdy oraz możliwości rozporządzania majątkiem w Rosji.

Analityk porównał mechanizm do sposobu, w jaki Związek Radziecki rozliczał się z osobami uznanymi za zdrajców. Represje dotykają nie tylko liberalnej opozycji - bloger Ilja Riemiesło, dawniej krytyk Aleksieja Nawalnego, po wystąpieniu przeciw Putinowi został, według Salnikowa, umieszczony w zakładzie psychiatrycznym. To nawiązanie do „karnej medycyny" znanej z czasów stalinizmu.

Pole polityczne jest zamknięte. Borys Nadieżdin, uznany za agenta zagranicznego, stracił prawo startu w wyborach i rozważa wyjazd z kraju. Wobec kandydatów partii Jabłoko zastosowano kary administracyjne - zatrzymano co najmniej 12 z 30 osób.

Widmo mobilizacji i aparat kontroli

Salnikow potwierdził, że mobilizacja pozostaje legalnie możliwa, bo ustawa z września 2022 roku wciąż obowiązuje. Rosja poszerza sposoby pozyskiwania rekrutów - do listy przestępstw pozwalających zaciągnąć się z więzienia dodano 11 kolejnych punktów kodeksu karnego, a w obwodzie penzeńskim policja zatrzymywała mężczyzn na ulicach.

Kluczowym narzędziem stał się system elektronicznych wezwań na portalu Gosusługi. Od momentu wysłania powołania obywatel ma dwa tygodnie na stawiennictwo; w przeciwnym razie traci dostęp do kredytów, prawa jazdy i paszportu zagranicznego. Zdaniem analityka system ma przede wszystkim uniemożliwić ucieczkę, którą w 2022 roku umożliwiały otwarte granice.

Perspektywy oporu Salnikow ocenia jako nikłe. Porównał ruch żon zmobilizowanych do ruchu matek żołnierzy z lat 90., podkreślając, że dziś - bez wolnych mediów - takie inicjatywy są uznawane za ekstremistyczne. Rosgwardia, wyposażona po buncie Prigożyna w ciężkie uzbrojenie, dopisała mobilizację do listy sytuacji wyjątkowych. „Jedyne otwarte pytanie, które pozostaje, to czy jeżeli zostanie nadany rozkaz strzelać do tych ludzi, ktoś z Rosgwardii albo wojsko będzie gotowe nie wykonać tego rozkazu" - podsumował analityk.