Powrót

Pobicie Ukraińców we Wrocławiu odsłania spór o migrację w Polsce

Pobicie ukraińskiego małżeństwa we Wrocławiu przez trzech mężczyzn stało się punktem zapalnym politycznej awantury i szerszej debaty o napięciach polsko-ukraińskich oraz o polityce migracyjnej Polski i całej Europy. Sprawę skomentowali dziennikarze Grzegorz Ślubowski i Igor Janke w programie Kanału Otwartego, zestawiając polskie realia z sytuacją w Niemczech, Francji i Skandynawii.

Co wydarzyło się we Wrocławiu

Do zajścia doszło w sklepie. Ukrainka wraz z mężem zwróciła uwagę trzem Polakom stojącym w kolejce. Według relacji przytoczonej w programie od słowa do słowa doszło do eskalacji, a jednym z motywów miał być wschodni akcent zaczepionych osób. Konfrontacja zakończyła się poważnym pobiciem.

Dwóch sprawców zostało zatrzymanych, jeden usłyszał zarzuty, trzeci pozostaje poszukiwany. Napastnicy byli związani ze środowiskiem uprawiającym sztuki walki. Zdarzenie szybko przerodziło się w spór polityczny.

Premier Donald Tusk zaapelował do prezydenta Karola Nawrockiego, by ten zauważył problem - wskazując, że sam prezydent w przeszłości brał udział w ustawkach kibicowskich. Rozmówcy odczytali ten gest jako element bieżącej gry politycznej. „Wiadomo, że Tusk co kawałek szuka powodów do ataku Nawrockiego, podobnie jak i w drugą stronę” - ocenił Igor Janke. Jego zdaniem apel „w żaden sposób nie służy uspokojeniu nastrojów”.

Skala napięć: sygnały, ale bez katastrofy

Obaj publicyści przestrzegli przed wyolbrzymianiem zjawiska. Ślubowski przywołał wcześniejszy incydent w tramwaju, o którym rozmawiano w programie, oraz badania wskazujące, że rosnąca grupa Ukraińców odczuwa niechęć z powodu swojego pochodzenia. Zwrócił jednak uwagę, że statystyki nie potwierdzają gwałtownego wzrostu agresji.

Rozmówcy podkreślili symetrię problemu. Dochodzi również do ataków Ukraińców na Polaków, choć - jak zastrzeżono - brakuje im pełnych danych. „To nie jest tak, że są dobrzy Ukraińcy, źli Polacy czy odwrotnie” - zaznaczono w dyskusji.

Janke wskazał, że u źródeł napięcia leży zmęczenie części społeczeństwa oraz poczucie krzywdy. „Ludzie mają poczucie krzywdy, że w pewnym momencie uważają, że byli gorzej traktowani niż Ukraińcy, którzy byli uchodźcami” - mówił. Jako czynnik zaogniający wskazał również decyzję Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA, dodając, że problem narastał niezależnie od tego.

Ukraińska imigracja jako wyjątek

Obaj publicyści zgodnie ocenili, że imigracja ukraińska stanowi dla Polski przypadek nietypowo korzystny. „Nie ma innego przykładu tak dobrej imigracji, jaką my mamy z Ukrainy” - stwierdził Janke. Wskazał na bliskość kulturową, pracowitość, znajomość języka i posyłanie dzieci do polskich szkół.

Ślubowski przypomniał, że przed wojną była to głównie imigracja zarobkowa mężczyzn, którą rosyjska agresja przekształciła w falę uchodźczą złożoną w dużej mierze z kobiet. „To była kroplówka podana, taka niespodziewana, dla bardzo wielu polskich małych, średnich i dużych firm” - ocenił, opisując znaczenie tych pracowników dla gospodarki.

Zauważył jednak spór między przedsiębiorcami a częścią państwa. Firmy oczekują taniej siły roboczej, ale nie chcą ponosić kosztów integracji, edukacji i łagodzenia napięć społecznych.

Janke bronił tezy, że Ukraińcy dobrze się integrują, choć wskazał na istnienie środowisk pielęgnujących pamięć postaci historycznych budzących w Polsce sprzeciw. Zwrócił także uwagę na ryzyko przyszłościowe: dzieci uczące się wyłącznie online mogą pozostać bez wykształcenia i dokumentów, co czyni je podatnymi na wpływy grup przestępczych.

Europejskie lekcje: Dania, Szwecja, Australia

Rozmowa rozszerzyła się na doświadczenia innych państw. Janke przywołał zamach w Berlinie, gdzie w paradę równości wjechał samochodem obywatel Niemiec syryjskiego pochodzenia, powodując śmierć 65-letniej Polki przybyłej z Warszawy z córką. Publicysta wskazał na paradoks: ofiarą stała się uczestniczka demonstracji manifestującej otwartość wobec imigrantów. Wspomniał też o ataku nożownika na kobiety w Paryżu.

Diagnoza obu rozmówców była zbieżna: kraje takie jak Niemcy i Szwecja przez lata tłumiły problem. „Wszyscy powtarzali, że nie ma żadnego problemu, po czym nagle okazało się, że problem jest gigantyczny” - mówił Janke. Za szczególnie szkodliwą uznał poprawność polityczną, która - jego zdaniem - karmiła radykalne ugrupowania.

Jako przykłady skutecznej polityki wskazano Danię i Australię. Dania, rządzona przez socjaldemokratów, wcześnie przyjęła restrykcyjne zasady: wymóg znajomości języka, integracji, pracy oraz szybkiej ekstradycji skazanych. Australia od początku prowadzi konsekwentną politykę standardów kulturowych, zawodowych i edukacyjnych. „Jasno sobie określamy, jakich ludzi potrzebujemy, i takich ludzi przyjmujemy” - streścił Janke tamtejsze podejście.

Szwecja została przywołana jako kontrprzykład. Janke, powołując się na rozmowy z przedstawicielami tamtejszego centroprawicowego rządu, przytoczył ich ostrzeżenie, że uporządkowanie sytuacji zajmie co najmniej 20 lat, a niektóre dzielnice pozostają niebezpieczne dla policji.

Spór o kryteria i strategię

Między rozmówcami zarysowała się różnica akcentów. Ślubowski wielokrotnie dystansował się od tezy o gospodarczej konieczności imigracji, przytaczając przykład Turków sprowadzonych do Niemiec w latach 70. „Żyli w tych Niemczech już całkowicie w swoich oddzielnych społecznościach, nie integrowali się” - argumentował.

Janke doprecyzował swoje stanowisko, zastrzegając, że nie twierdzi, iż Polska musi przyjmować imigrantów. „Mierzymy się z tym i będziemy się mierzyć, że tu różni ludzie będą przyjeżdżać” - mówił, wskazując na potrzebę selektywnej i konsekwentnej polityki: wpuszczania tych, których państwo chce przyjąć, i skutecznego radzenia sobie z tymi, którzy już przyjechali.

Obaj zgodzili się, że kryteria ekonomiczne nie mogą być jedyne. „Kryteria kulturowe są dużo bardziej ważne” - ocenił Janke. Wskazano także na ryzyko powstawania gett - miejscowości, w których nawet do połowy mieszkańców pochodzi spoza Polski.

Rozmówcy przypomnieli, że rząd przyjął strategię migracyjną na lata 2025-2030. Uznali to za początek myślenia w tej dziedzinie, zastrzegając, że przyjęcie dokumentu to dopiero pierwszy krok, a decyduje konsekwencja we wdrażaniu.

Kontekst: Polska na europejskiej ścieżce

Dyskusja odsłoniła obawę, że Polska może powielić błąd zachodnich elit. „Polskie elity też nie widziały tego problemu” - ocenił Ślubowski, wiążąc obecny wzrost poparcia dla ugrupowań wskazujących na migrację, w tym partii Grzegorza Brauna, z wcześniejszym lekceważeniem napięć.

Rozmówcy zgodzili się, że wielokulturowość jest trudna na każdym poziomie, a życie „obok siebie” nie oznacza życia „razem”. Kluczem - ich zdaniem - pozostaje strategiczne partnerstwo z Ukrainą oraz konsekwentna polityka migracyjna, godząca potrzeby gospodarki z zachowaniem spójności społecznej. Jak podsumowano, temat powróci w kolejnych programach.