Rafał Ziemkiewicz: Polska powinna grozić wyjściem z Unii Europejskiej
Publicysta Rafał Ziemkiewicz bronił wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z Krynicy, w której prezes PiS wezwał do twardych negocjacji z Unią Europejską i dopuścił grę perspektywą wyjścia. Zdaniem Ziemkiewicza taka postawa to warunek skutecznej polityki, a nie zapowiedź opuszczenia Wspólnoty. Komentarz padł podczas rozmowy z Igorem Janke na Kanale Otwartym, poświęconej miejscu Polski w Unii oraz polityce Donalda Tuska.
Punktem wyjścia była wypowiedź Kaczyńskiego, którą - według Ziemkiewicza - media przedstawiły w sposób wypaczony. „Sama wypowiedź była taka dość ostrożna” - ocenił publicysta. Prezes PiS miał argumentować, że Polska powinna dążyć do dużych zmian w Unii, grać ostro i uwzględniać opcję wyjścia jako element nacisku negocjacyjnego.
Ziemkiewicz tłumaczył logikę takiego stanowiska rzymską maksymą. „Jeżeli chcesz pokoju, to musisz być przygotowany do wojny” - powiedział, dodając, że chodzi o posiadanie „opcji atomowej”, a nie o jej użycie. Jego zdaniem bez realnej groźby wyjścia Polska nie ma pozycji w rozmowach. „Jeżeli ktoś uważa, że powinniśmy pozostać w Unii, to musimy być przygotowani do wyjścia z Unii” - stwierdził.
Spór o bilans członkostwa
Publicysta odrzucił obraz Polski jako słabego partnera, nawiązując do przypisywanego Władysławowi Bartoszewskiemu porównania kraju do „brzydkiej panny bez posagu”. Według Ziemkiewicza jest to szkodliwy stereotyp, bo Polska jest dziś „jedną z najbardziej prężnych gospodarek unijnych”, z płacami na poziomie około 80 procent średniej unijnej.
Ziemkiewicz zarzucił Donaldowi Tuskowi wewnętrzną sprzeczność w narracji. Premier - jak argumentował - z jednej strony mówi o wejściu Polski do G20 i o kraju wielkich sukcesów, z drugiej twierdzi, że „nie możemy wyjść z Unii”, co w praktyce ma oznaczać, że „nie możemy Unii stawiać żadnych warunków”. „Jesteśmy krajem wielkiego sukcesu, czy jesteśmy krajem, który jest zapatrzony bezmyślnie we Francję i Niemcy?” - pytał.
Janke zwracał uwagę, że Unia nie jest zewnętrznym bytem, lecz wspólnotą państw, w której Polska jest jednym z większych członków, a kształt regulacji zależy od tego, co uda się wywalczyć. Wskazał, że zbyt często reagujemy dopiero na końcu procesu legislacyjnego - grożąc wetem - zamiast pracować nad rozwiązaniami od początku. Ziemkiewicz przyznał, że to słaby punkt polskiej polityki.
Fundusze, autostrady i polskie zaniechania
Dyskutanci różnili się w ocenie środków unijnych. Janke podkreślał rolę funduszy w budowie infrastruktury i autostrad, co uznał za czynnik napędzający gospodarkę. Ziemkiewicz odpowiadał, że fundusze strukturalne „trochę się przydały, trochę się zmarnowały”, a po części zaszkodziły, bo przekonały polityków, że „nic nie trzeba myśleć, nic nie trzeba robić, bo płyną pieniądze z Unii Europejskiej”.
Publicysta przypomniał, że inwestycje były współfinansowane, a część pieniędzy wracała do państw zachodnich. Powołał się na szacunki, zgodnie z którymi znacząca część euro wydanego w nowych krajach członkowskich wraca do Niemiec. Uznał to za uczciwy układ: „Chcemy, żeby Polska była w Unii Europejskiej, bo nam się to opłaci i wam się też opłaci. I to jest prawda” - przytoczył argumentację niemieckich ekspertów z lat 90.
Za najważniejszą korzyść Ziemkiewicz uznał dostęp do wspólnego rynku i czterech swobód - przepływu towarów, usług, pracowników i kapitału. „Potrzebowaliśmy w tym być. Cała reszta - funduszy strukturalnych za bardzo nie potrzebowaliśmy” - stwierdził. Jednocześnie wskazał koszty: normy, cła węglowe, system ETS oraz obowiązki raportowania, które jego zdaniem obciążają polskich producentów.
Zarzut wobec obu obozów
W rozmowie padł zarzut, że PiS przez osiem lat rządów mógł realnie wpływać na kształt prawa unijnego. Ziemkiewicz nie bronił poprzedniego obozu. „Przypomnij Jarosławowi Kaczyńskiemu i Mateuszowi Morawieckiemu” - odpowiedział, wskazując, że dzisiejsze deklaracje polityków często stoją w sprzeczności z ich wcześniejszymi działaniami lub zaniechaniami.
Jako przykład braku skuteczności podał umowę z Mercosurem i negocjacje, w których Polska - według niego - wywalczyła niewiele wyjątków, podczas gdy inne kraje broniły swoich interesów twardziej. Krytycznie ocenił działania ówczesnego komisarza do spraw rolnictwa, sugerując, że mógł być niedostatecznie informowany lub mało asertywny.
Spór o granice unijnej władzy
Najostrzejszy fragment rozmowy dotyczył ustroju Unii. Ziemkiewicz posłużył się porównaniem członkostwa do kredytu bankowego: Polska spełniła warunki i spłaca zobowiązanie, ale „zmienia się kierownictwo banku” i narzuca nowe reguły bez zgody obu stron. „Warunki się nie zmieniają. A w każdym razie nie inaczej niż za obopólną zgodą i podpisaniem aneksu do umowy” - argumentował.
Janke kwestionował tę narrację, wskazując, że w Polsce krzyże mogą wisieć, a o ustroju decydują wybrani przedstawiciele, w tym prawica rządząca przez osiem lat. Ziemkiewicz odpowiadał, że problemem jest unijna „oligarchia”, która uznaje prawo europejskie za nadrzędne wobec konstytucji państw członkowskich. Podnosił, że Unia opiera się na zasadzie delegowania uprawnień: „Tylko tyle ma wspólnota europejska uprawnień, ile dostała od państw członkowskich”.
Publicysta przywołał też odmowę rozliczenia Ursuli von der Leyen z wydatków z czasu pandemii oraz przypadek Rocco Buttiglionego, którego - jak twierdził - nie dopuszczono do Komisji Europejskiej ze względu na katolickie poglądy. W jego ocenie świadczy to o ideologizacji i uznawaniu brukselskich instytucji za „nadrząd”.
Kontekst
Rozmowa toczyła się na tle debaty o kierunku integracji europejskiej i sporów kompetencyjnych między instytucjami unijnymi a państwami członkowskimi. Ziemkiewicz powoływał się na deklaracje o budowie państwa europejskiego, formułowane w kręgach brukselskich, które uznał za coraz mniej realne, lecz wciąż szkodliwe. Janke konsekwentnie przypominał, że Unia jest wspólnotą demokratycznie wyłonionych rządów, a jej kształt zależy od aktywności samych państw - w tym Polski.