Raport pisany przez AI kończy karierę pełnomocniczki rządu
Profesor Barbara Mróz-Gorgoń, powołana pod koniec lipca na pełnomocniczkę rządu do spraw promocji marki Polska, złożyła dymisję 21 sierpnia - po zaledwie 23 dniach urzędowania. Bezpośrednim powodem odejścia stał się raport przygotowany przez jej fundację, pełen błędów językowych i wtrąceń wskazujących na masowe użycie sztucznej inteligencji. Osoba, która miała odpowiadać za wizerunek Polski na świecie, sama popadła w kryzys wizerunkowy.
Raport, który uruchomił lawinę
Dokument „Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska” fundacja opublikowała w listopadzie 2025 roku. Początkowo nie wzbudził zainteresowania. Sytuacja zmieniła się dopiero po nominacji autorki na stanowisko rządowe, gdy raport zaczęto czytać i analizować.
Treść okazała się problematyczna. Dokument zawierał obcojęzyczne wtrącenia, przypadkowe anglicyzmy oraz sformułowania wskazujące na generowanie tekstu przez sztuczną inteligencję. W raporcie pojawiły się m.in. fragmenty o „głębokim zakorzenieniu w historii sufferingu”, „tradycyjnej chlebowości” czy „syndromie impostora na poziomie narodowym”. Katowice ulokowano w innej części kraju, a część słów zapisano wielkimi literami bez wyraźnego powodu.
Na kuriozalną zawartość dokumentu jako pierwszy zwrócił uwagę Sebastian Mejca, ekspert Instytutu Sobieskiego i działacz PiS, który opisał sprawę w serwisie X i zaczął zadawać pytania o rzetelność opracowania.
Zmienne wyjaśnienia autorki
Barbara Mróz-Gorgoń początkowo broniła dorobku. Utrzymywała, że „praca badawcza została przeprowadzona zgodnie z zasadami nauk społecznych, rzetelnie i merytorycznie w oparciu o opisaną metodologię”.
W programie Grzegorza Jankowskiego w Polsat News przyznała jednak, że sztuczna inteligencja „potrafi płatać figle, potrafi halucynować”, dodając, że najważniejsza jest merytoryka. „Bije się w piersi, wykorzystywałam AI. Myślę, że co drugi profesor na świecie wykorzystuje” - mówiła.
W rozmowie z Polską Agencją Prasową zawęziła zakres tego użycia: „Narzędzia AI wykorzystaliśmy wyłącznie do transkrypcji, podsumowania i redakcji tekstu. Nie projektowały treści badawczej ani nie tworzyły wniosków”. Skala błędów budzi jednak wątpliwości co do tej wersji - dokument sprawia wrażenie wygenerowanego w całości i nieprzejrzanego przed publikacją. Autorka tłumaczyła później, że była to wersja robocza, która nie powinna trafić do sieci. Przeczą temu jednak forma dokumentu - okładka, wskazani autorzy, podział na części - oraz to, że przez pewien czas raport można było pobrać ze strony fundacji, opatrzony logo Ministerstwa Sportu. Po wybuchu kontrowersji plik zniknął.
Nikt nie chce się przyznać do zamówienia
Kluczowe pozostaje pytanie o pochodzenie dokumentu. Ministerstwo Sportu i Turystyki twierdzi, że nie finansowało tego konkretnego raportu, lecz szerszy projekt dotyczący marki Polska. Według resortu umowa obejmowała cztery elementy: przygotowanie opracowania „Strategia marki Polska”, przeprowadzenie badań i wywiadów fokusowych, organizację konferencji „Przyszłość marki Polska” oraz organizację warsztatów eksperckich i paneli dyskusyjnych.
Tłumaczenia resortu osłabia jednak wcześniejsza rekomendacja wiceministra sportu Piotra Borysa, który przedstawiał dokument jako „pierwsze tak kompleksowe badanie, które pokazuje, kim jesteśmy jako społeczeństwo, jakie wartości nas kształtują oraz jak widzimy potencjał współczesnej Polski”.
Sam raport wskazuje jako kierownika merytorycznego i autorkę Barbarę Mróz-Gorgoń, a jako wykonawców - Stowarzyszenie „Konferencje i Kongresy w Polsce” oraz Fundację Marka Polska Think Tank wraz z wolontariuszami. Na okładce widnieją loga obu podmiotów i Ministerstwa Sportu. W dokumencie zamieszczono adnotację, że projekt realizowano w ramach zadania publicznego „Marka Polska podstrategia turystyczna”, dofinansowanego ze środków resortu na podstawie umowy z 5 czerwca 2025 roku.
Spór o pieniądze i odpowiedzialność
Dziś od raportu odcinają się i ministerstwo, i Fundacja Marka Polska. Fundacja podkreśla, że nie była stroną umowy z resortem i nie otrzymała żadnych środków - stroną było Stowarzyszenie „Konferencje i Kongresy w Polsce”. W obiegu pojawiła się kwota 180 tysięcy złotych, choć wcześniej mówiono także o 200 tysiącach.
Pytania budzi również procedura odbioru. Jeśli dokument stanowił część większej, opłaconej strategii, pozostaje niejasne, kto ze strony ministerstwa zatwierdzał i akceptował wykonanie umowy. Resort podtrzymuje, że raport nie powstał ze środków publicznych, co jednak trudno pogodzić z jego obecnością w przestrzeni publicznej pod logo ministerstwa.
Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski zapowiedział wyjaśnienie okoliczności powstania dokumentu. Rząd wskazuje, że raport powstał, zanim Mróz-Gorgoń objęła stanowisko. Opozycja złożyła zawiadomienia do prokuratury oraz Centralnego Biura Antykorupcyjnego, a prokuratura podjęła pierwsze czynności.
Kolejne raporty i pytania o weryfikację
Po dymisji ujawniono dalsze wątki. Portal naszapolska.pl zwrócił uwagę, że dokument określa budżet wdrożenia strategii na lata 2026-2028 na 520 do 670 milionów złotych, opisany w aneksie jako „budżet wiążący ze środków publicznych”.
Ujawniono też, że inne instytucje zamawiały opracowania fundacji. Polska Fundacja Narodowa zleciła raport „Poland a Global Impact”, przygotowany przez Fundację Marka Polska. Kwoty nie ujawniono. Portale WP Finanse oraz Strefa Biznesu wytknęły, że i ten dokument nie spełniał wymogów rzetelności.
Wyjaśnienia Polskiej Fundacji Narodowej wskazują na brak kontroli merytorycznej. Instytucja odpowiedziała, że „nie zajmowała się naukową oceną raportu”, a jego publikację przygotowywano „w skrajnym pośpiechu, aby zdążyć z jego prezentacją na Impact 2026”.
Powołanie w newralgicznym momencie
Barbara Mróz-Gorgoń objęła stanowisko pod koniec lipca. Jej zadaniem - jak zapowiadał premier - miała być koordynacja działań administracji przy tworzeniu i rozwijaniu spójnej marki narodowej. Sam pomysł promowania Polski za granicą nie budził zastrzeżeń; pytanie dotyczy raczej tworzenia nowego stanowiska zamiast wykorzystania istniejących instytucji.
Powołanie zbiegło się z serią niewygodnych dla rządu wydarzeń - sprawą szpitala południowego oraz wypłatą środków dla powodzian działaczce Koalicji Obywatelskiej. Pozytywny przekaz o budowaniu pozycji Polski mógł, według obserwatorów, odwrócić uwagę od tych trudności.
Otoczenie premiera nie chce dziś przyznawać, kto rekomendował profesor na to stanowisko. Rzeczniczka Koalicji Obywatelskiej Dorota Łoboda, zapytana o powołanie, przyznała: „Ja nie wiem, czyj to był pomysł i jak to się stało”. Wypowiedź wskazuje, że dorobek, wcześniejsze raporty i publiczne wystąpienia kandydatki nie zostały wcześniej prześwietlone - mimo że były łatwo dostępne w internecie.
Skutki uboczne skandalu
Sprawa Mróz-Gorgoń pokazuje słabości w zarządzaniu środkami publicznymi i w procedurach weryfikacji osób powoływanych na stanowiska rządowe. Dokument opłacony z pieniędzy publicznych trafił do obiegu z logo ministerstwa, mimo że dziś żadna ze stron nie chce wziąć za niego odpowiedzialności.
Najtrwalszym efektem może okazać się „wylanie dziecka z kąpielą”. Temat budowania marki Polski będzie się przez długi czas kojarzył z marnotrawstwem środków publicznych, przez co politycy prawdopodobnie unikną powrotu do tej idei - nawet jeśli pojawi się dobry plan. Prokuratura tymczasem bada okoliczności powstania raportu, a pytanie o los planowanych na trzy lata wydatków rzędu ponad pół miliarda złotych pozostaje otwarte.