Powrót

Spór o Trybunał: konstytucjonalista mówi o próbie bezprawnego przejęcia

Konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski w rozmowie z Igorem Janke na Kanale Otwartym ocenił, że zgromadzenie ogólne sędziów Trybunału Konstytucyjnego, które uznało ośmioosobową reprezentację za kworum zdolne podejmować uchwały, zostało zwołane bez podstawy prawnej. Jego zdaniem mamy do czynienia z próbą bezprawnego przejęcia Trybunału przez rząd oraz z bezprecedensowym użyciem policji wobec konstytucyjnego organu państwa. Rozmowa odbyła się w dniu, w którym obradowały dwa zgromadzenia sędziowskie - w Trybunale Konstytucyjnym i w Sądzie Najwyższym - a oba zmagały się z problemem frekwencji.

Dwa zgromadzenia, dwa kryzysy frekwencyjne

W dniu nagrania zebrały się zgromadzenie ogólne sędziów Trybunału Konstytucyjnego oraz zgromadzenie sędziów Sądu Najwyższego. To drugie zbojkotowała część sędziów, a na obu posiedzeniach nie stawiła się liczba sędziów, która według uczestników powinna być obecna.

Zgromadzenie w Trybunale zorganizowano - jak ujął to prof. Piotrowski - z inicjatywy sędzi elekt Korwin-Piotrowskiej. W ocenie konstytucjonalisty nie jest to zgromadzenie w rozumieniu prawa. „Ono nie jest żadnym zgromadzeniem, nie ma podstaw prawnych do jego przeprowadzenia, ponieważ pani sędzia elekt nie jest uprawniona do podejmowania działań, które podejmuje” - stwierdził.

W przypadku Sądu Najwyższego prof. Piotrowski wskazał na brak kworum. „Jeżeli nie było kworum, no to i ono nie jest skuteczne” - powiedział. Podkreślił, że spór dzieli nie laików, lecz wykształconych prawników praktykujących zawód, którzy w obu instytucjach formują grupy o przeciwnych stanowiskach.

„Bezprawne przejęcie przy pomocy przemocy”

Pytany o skalę sytuacji, prof. Piotrowski unikał radykalnych określeń. „Kryzys państwowości na pewno. Czy gigantyczny? Tu byłbym powściągliwy” - zaznaczył, dodając, że możliwe są jeszcze większe kryzysy.

Jego diagnoza pozostaje jednak ostra. Mówił o „próbie bezprawnego przejęcia przy pomocy przemocy” Trybunału przez rząd i o podporządkowaniu go władzy wykonawczej za pośrednictwem osób, które częściowo są sędziami, a częściowo jedynie sędziami elektami. Obecność policji w Trybunale nazwał „czymś bezprecedensowym w państwach demokratycznych”.

Konstytucjonalista odwołał się do historii. Przypomniał, że w okresie międzywojennym zdarzali się oficerowie w Sejmie oraz policja na sali sejmowej. Całość obecnych działań określił jako „podstępny zamach na demokrację konstytucyjną w Polsce”.

Kto złożył ślubowanie wobec prezydenta

Prof. Piotrowski rozłożył skład zgromadzenia na czynniki pierwsze. Zgodnie z jego wykładnią ustawy zgromadzenie zwołuje prezes Trybunału, a tworzą je sędziowie, którzy złożyli ślubowanie wobec prezydenta Rzeczypospolitej. Podjęcie uchwały wymaga ponadto obecności prezesa.

Spośród ośmiu obecnych osób konstytucjonalista do grona sędziów zaprzysiężonych wobec prezydenta zaliczył - z zastrzeżeniem ostrożności - sędzię Bentkowską oraz sędziego Patyrę, przy czym co do jednego z nazwisk nie był pewien. Pozostali, jego zdaniem, nie złożyli takiego ślubowania.

W odniesieniu do sędzi elekt Korwin-Piotrowskiej oraz sędziego elekta Berka stwierdził, że „nie mają prawa uczestniczyć w żadnym zgromadzeniu sędziów Trybunału Konstytucyjnego”, ponieważ nie są sędziami zaprzysiężonymi wobec prezydenta. Z tego powodu uznał całą procedurę - od zwołania przez osobę nieuprawnioną po skład uczestników - za pozbawioną oparcia w obowiązującym prawie.

Zapytany, że sami zaprzysiężeni sędziowie uznali legalność zebrania i kworum, odparł: „To ich problem, nie mój. Dla mnie sytuacja jest jasna”. Dodał: „Każdy ma swój rozum. Oni mają swój i ja mam swój”.

Argumenty drugiej strony

Prowadzący przedstawił stanowisko części prawników popierających nowo wybranych sędziów. Zgodnie z nim prezydent nie może bezterminowo blokować objęcia urzędu przez osoby prawidłowo wybrane przez Sejm, a ślubowanie składane wobec prezydenta nie musi oznaczać jego fizycznej obecności.

Prof. Piotrowski nie rozwiał tej rozbieżności. Źródła własnych poglądów wskazał jednoznacznie: „One wynikają z konstytucji, one wynikają z tego, jakie odebrałem tutaj wykształcenie, jeśli chodzi o interpretację przepisów”. Dodał, że kto się z nim nie zgadza, „po prostu ma inny pogląd”.

Na pytanie, jak państwo może funkcjonować przy takim dualizmie interpretacji, konstytucjonalista odpowiadał konsekwentnie: „Zgodnie z konstytucją. Konstytucja jest jasna”. Zaznaczył jednak, że odpowiedź faktyczną już postawiono. „Postawił ją rząd, posłał policję, stanął po stronie własnej interpretacji i zastosował przemoc, którą ma do dyspozycji” - stwierdził.

Prezydent w Trybunale: „w pewnym sensie złamał prawo”

Osobnym wątkiem było wejście prezydenta Nawrockiego do budynku Trybunału Konstytucyjnego. Część prawników uznała, że prezydent nie ma takiego prawa bez zaproszenia.

Prof. Piotrowski przyznał, że nie znajduje przepisu uprawniającego głowę państwa do takiej kontroli. „Prezydent działa na podstawie przepisów prawa. Nie ma takiego przepisu prawa, który by mówił, że może wchodzić do budynku w trybie takiej kontroli prezydenckiej” - powiedział, porównując to z umocowaną ustawowo kontrolą poselską.

Zapytany wprost, czy to oznacza złamanie prawa, odpowiedział: „W pewnym sensie złamał prawo, bo nie widzę przepisu, który by był podstawą”. Zarazem bronił intencji prezydenta: „Z drugiej strony prezydent działał w obronie konstytucji, działał w obronie Rzeczypospolitej”. Dodał, że postępowanie miało „zwrócić uwagę na dramatyzm sytuacji”.

„Nowy ustrój wpychany kawałek po kawałku”

Konstytucjonalista opisał szerszy proces, który określił jako stopniowe wprowadzanie nowego ustroju państwowego, polegającego na podporządkowaniu kolejnych segmentów władzy prezesowi Rady Ministrów: telewizji, prokuratury, a teraz Trybunału.

Na uwagę prowadzącego, że przejmowanie instytucji trwało także przez poprzednie osiem lat, prof. Piotrowski odpowiedział, że wówczas te praktyki również krytykował. Wskazał jednak na różnicę metod. „Poprzednio nie widziałem policji w Trybunale Konstytucyjnym” - powiedział. Przyznał, że wcześniej uchwalano ustawy jego zdaniem niezgodne z konstytucją, jak ta dotycząca Krajowej Rady Sądownictwa, lecz zachowywano formę ustawy, która mogła podlegać ocenie Trybunału.

Obecnie, jego zdaniem, działa się „przy pomocy uchwał Sejmu bezprawnie, przy pomocy zarządzeń, rozporządzeń Rady Ministrów albo zgoła przy pomocy załącznika do rozporządzenia”. Przyznał, że sytuacja poruszyła go osobiście: „Mnie to dotknęło do żywego, to co się tam wtedy działo”.

Winne emocje, nie konstytucja

Prof. Piotrowski umieścił spór w kontekście presji wyborców na polityków obu stron. „Premier działa bezprawnie, bo takie są oczekiwania wyborców” - ocenił, wskazując analogiczny mechanizm po stronie prezydenta. Mówił także o zamknięciu obywateli w bańkach informacyjnych, które zawęża przestrzeń dialogu niezbędnego dla demokracji.

Pytany o drogę wyjścia, konsekwentnie odsyłał do konstytucji i do polityków. „Zadaniem prawników nie jest skonstruowanie rozwiązań. Politycy są od tego” - stwierdził, odmawiając podpowiadania gotowych recept, by nie zacierać granicy między prawnikiem a politykiem. Jako członek prezydenckiej rady do spraw nowej konstytucji podtrzymał ocenę, że obowiązująca ustawa zasadnicza jest dobra i wymaga co najwyżej niewielkich korekt. „Konstytucja jest dobra, ludzie są źli, politycy są fatalni” - podsumował.

Rozmowa odzwierciedla głęboki podział środowiska prawniczego wokół statusu Trybunału Konstytucyjnego i prawomocności jego organów. Spór o kworum, ślubowanie i uprawnienia sędziów elektów pozostaje nierozstrzygnięty, a - jak zasygnalizowali rozmówcy - powodów do kolejnych dyskusji prawdopodobnie nie zabraknie.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter