Powrót

Trump grozi zajęciem Cieśniny Ormuz, premier Wielkiej Brytanii ma rozważać swoją dymisję

Trump grozi zajęciem Ormuz, Starmer rozważa dymisję

Iran i Stany Zjednoczone rozpoczęły w Szwajcarii negocjacje w sprawie ostatecznego kształtu porozumienia pokojowego, a prezydent Donald Trump zagroził przejęciem kontroli nad cieśniną Ormuz, jeśli Teheran nie przystanie na jego warunki. Równolegle pogłębia się kryzys w relacjach polsko-ukraińskich po odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, a brytyjski premier Keir Starmer ma rozważać rezygnację z urzędu.

Negocjacje w Szwajcarii i groźba przejęcia Ormuz

Rozmowy między delegacjami irańską i amerykańską, pierwotnie zaplanowane na piątek, zostały przesunięte na niedzielę z powodu kolejnych ataków Izraela na południowy Liban. Stronę irańską reprezentuje przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf, stronę amerykańską - wiceprezydent J.D. Vance.

Pierwszy dzień negocjacji, prowadzonych kilka dni po podpisaniu memorandum pokojowego, poświęcono kwestiom zamrożonych irańskich aktywów oraz amerykańskich sankcji. Delegacja Iranu twierdzi, że projekt propozycji dotyczący złagodzenia ograniczeń wobec sektora naftowego jest już niemal ukończony. Rozmowy przerwano w niedzielę wieczorem ze względu na konieczność konsultacji wywołanych kolejnymi groźbami amerykańskiego prezydenta.

Trump napisał na portalu Truth Social, że USA mogą przejąć cieśninę Ormuz, jeśli negocjacje nie potoczą się po jego myśli. Główny irański negocjator uznał te słowa za wyraz desperacji i ostrzegł, że armia Iranu może odpowiedzieć na kolejne amerykańskie ataki, choć zarazem nie traktuje podobnych zapowiedzi poważnie. W sobotę jeden z najważniejszych światowych szlaków handlowych został ponownie zamknięty przez Iran w związku z izraelskimi uderzeniami na Liban.

Niemiecki minister obrony Boris Pistorius obarczył Trumpa odpowiedzialnością za obecną sytuację w cieśninie. Zwrócił uwagę, że w interesie państw europejskich leży jej szybkie otwarcie ze względu na dostęp do dostaw surowców energetycznych.

Order Orła Białego odebrany Zełenskiemu

Prezydent Karol Nawrocki ogłosił w piątek decyzję o pozbawieniu Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego. W orędziu uzasadnił ją tym, że pamięć o blisko 100 tysiącach ofiar rzezi wołyńskiej jest moralnym obowiązkiem państwa polskiego, a prawda historyczna nie może być kartą przetargową.

Bezpośrednim powodem decyzji było nadanie pod koniec maja przez ukraińskiego prezydenta jednej z jednostek wojskowych imienia bohaterów Ukraińskiej Powstańczej Armii. Nawrocki nazwał ten krok niezrozumiałym i głęboko rozczarowującym, dodając, że wydawało się, iż Polska i Ukraina stopniowo odnajdują drogę do trwałego pojednania. Podkreślił, że odebranie odznaczenia ma charakter symboliczny, ale jest również sygnałem ostrzegawczym dla Kijowa w sprawach polskiej pamięci historycznej.

W sobotę Zełenski poinformował w mediach społecznościowych o odesłaniu orderu pocztą. Zaznaczył, że odznaczenie to otrzymali wcześniej między innymi caryca Katarzyna, Benito Mussolini oraz były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Ordery Orła Białego odesłali również byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma i Wiktor Juszczenko. Podobnie postąpili odznaczeni za prezydentury Andrzeja Dudy: minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha, szef biura prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow oraz ambasador Ukrainy w Warszawie Wasyl Bodnar.

Premier Donald Tusk ocenił w sobotę, że decyzja prezydenta cieszy Władimira Putina i szokuje polskich sojuszników. Jego zdaniem Nawrocki i Zełenski powinni tonować nastroje, a nie podsycać napięcia. Dzień później szef rządu napisał na platformie X o strategicznym błędzie obu stron sporu, z powodu którego Polska i Ukraina mogą stracić biznesowo, geopolitycznie i reputacyjnie.

Ultimatum Kijowa wobec Mińska

Ukraina dała Białorusi tydzień na usunięcie urządzeń wspierających rosyjskie ataki dronowe. W przeciwnym razie Kijów zapowiada działania na własną rękę.

Zełenski oświadczył, że na białoruskim terytorium przy granicy z Ukrainą znajdują się retransmitery, dzięki którym rosyjskie wojsko prowadzi precyzyjne ataki bezzałogowych statków powietrznych. Zwracając się do Alaksandra Łukaszenki, podkreślił, że jeśli prezydent Białorusi nie chce zostać wciągnięty w wojnę, powinien być szczery wobec swojego narodu. Ukraiński przywódca przyznał, że nie wierzy w brak kontroli Łukaszenki nad działaniami prowadzonymi przez Rosję z białoruskiego terytorium, i zagroził samodzielną operacją usunięcia retransmiterów.

Jak przypomina portal Politico, przed tygodniem Łukaszenka po raz kolejny zapewnił, że jego państwo nie weźmie udziału w wojnie przeciwko Ukrainie, i przeprosił Zełenskiego za swoje wcześniejsze ostre słowa. Od kilku tygodni Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ostrzega jednak przed możliwością wciągnięcia Białorusi w konflikt. Pod koniec maja rosyjskie i białoruskie wojska wspólnie ćwiczyły użycie taktycznej broni jądrowej.

Spór Meloni–Trump i ochłodzenie relacji Rzym–Waszyngton

Relacje Włoch ze Stanami Zjednoczonymi pogarszają się na tle wojny z Iranem. Prezydent Trump zarzucił premier Giorgii Meloni, że szuka kontaktu z nim wyłącznie dla zwiększenia własnego poparcia.

Stosunki między Rzymem a Waszyngtonem ochłodziły się w ostatnich tygodniach. Włochy krytykowały amerykańsko-izraelską wojnę z Iranem i - co istotne - nie pozwoliły amerykańskiemu lotnictwu na wykorzystanie swoich baz do ataków na irańskie terytorium. W rozmowie z włoską telewizją Trump stwierdził, że przy okazji niedawnego szczytu G7 we Francji Meloni „błagała go o wspólne zdjęcie”. W kolejnym wpisie na Truth Social napisał, że włoska premier chciała w ten sposób poprawić sondaże własnego ugrupowania.

Według amerykańskiego prezydenta szefowa włoskiego rządu znów szuka jego przyjaźni, ponieważ Stany Zjednoczone „bez pomocy Europy Zachodniej” wygrały wojnę z Iranem. Trump zarzucił Włochom i innym europejskim członkom NATO, że mimo wielomiliardowej pomocy finansowej ze strony Ameryki nie wsparli go w tym konflikcie.

Meloni zaprzeczyła, jakoby błagała o wspólne zdjęcie, uznając tego rodzaju stwierdzenia za całkowicie zmyślone. W wypowiedzi przytoczonej przez dziennik „Il Giornale” oceniła ataki Trumpa jako bezpodstawne i bezsensowne, podkreślając, że jej popularność nie zależy od wzajemnych relacji z amerykańską administracją. Zwróciła uwagę, że kwestia wykorzystania amerykańskich baz we Włoszech została uregulowana umową, a Rzym pozostaje suwerennym państwem realizującym własną politykę. Zarzuciła też prezydentowi USA, że traktuje wrogów Zachodu z większą pobłażliwością niż sojuszników.

Starmer pod ścianą w Londynie

Brytyjski premier Keir Starmer według doniesień medialnych ma rozważać dymisję. Minister biznesu Peter Kyle powiedział, że lider rządzącej Partii Pracy potrzebuje czasu na przemyślenie politycznych realiów.

Pierwsze doniesienia o możliwej rezygnacji pojawiły się w sobotę. Dziennik „The Observer” napisał, że polityk może ogłosić ustąpienie i przedstawić harmonogram odejścia. Kyle w niedzielnej rozmowie z BBC przekazał, że premier potrzebuje czasu, by ocenić, jak wyglądają polityczne realia w porównaniu z ubiegłym tygodniem. Dotąd Starmer wykluczał rezygnację mimo wezwań ze strony części lewicowych parlamentarzystów.

Według BBC sytuacja zmieniła się w ostatnich dniach. W wyborach uzupełniających w okręgu Makerfield zwyciężył Andy Burnham, uważany za najbardziej prawdopodobnego następcę szefa rządu. Wielu działaczy Partii Pracy widzi w nim polityka zdolnego powstrzymać prawicową Reform UK przed zwycięstwem w następnych wyborach parlamentarnych. Ambicje deklaruje także były minister zdrowia Wes Streeting, który w połowie maja zrezygnował z resortu i wezwał Starmera do ustąpienia po porażce laburzystów w angielskich wyborach do rad lokalnych.

Partię Pracy dzieli harmonogram ewentualnej zmiany na czele rządu. Część działaczy chciałaby, by nowy premier objął stanowisko dopiero we wrześniu, inni ostrzegają, że trzymiesięczna przerwa sparaliżowałaby działalność władz w Londynie.

Polskie domy bez dzieci i bez seniorów

W Polsce gwałtownie rośnie liczba gospodarstw domowych tworzonych przez jedną osobę i jednocześnie spada liczba domów z dziećmi. Eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego, cytowani przez portal RMF FM, przeanalizowali dane Eurostatu.

Od 2006 roku udział jednoosobowych gospodarstw domowych wzrósł z 22 do 35 procent. Zwiększył się także udział wspólnych domów tworzonych przez pary w związkach - obecnie stanowią one 40 procent, wobec 36 procent przed 19 laty.

Największe zmiany dotyczą gospodarstw z dziećmi. Przed dwiema dekadami stanowiły one 37 procent polskich rodzin, w ubiegłym roku - już tylko 25 procent. Odsetek gospodarstw z co najmniej trójką dzieci spadł z 14 do 10 procent. Co najmniej jedno dziecko ma 51 procent rodzin, czyli zaledwie o punkt procentowy mniej niż blisko dwie dekady temu. Wyraźnie kończy się model domów wielopokoleniowych: tylko 6 procent osób powyżej 65. roku życia mieszka z dziećmi, podczas gdy w 2006 roku było to 15 procent.

Zdaniem analityków PIE zachodzące przemiany przesuną obowiązki opiekuńcze wobec osób starszych z rodzin na instytucje publiczne i rynek usług opiekuńczych. Dążenie do samodzielnego życia będzie z kolei wywierać presję na władze w sprawie polityki mieszkaniowej. Tłem dla bieżących sporów geopolitycznych — od cieśniny Ormuz po napięcia polsko-ukraińskie - pozostają więc głębokie zmiany strukturalne wewnątrz europejskich społeczeństw, w tym Polski, których konsekwencje będą widoczne przez kolejne dekady.