Powrót

Trzy lata po 7 października. Izrael mocarstwem, Palestyna bez perspektywy

Trzy lata po ataku Hamasu na Izrael z 7 października 2023 roku, w którym zginęło około 1200 osób, Bliski Wschód wygląda zupełnie inaczej. Analitycy Paweł Rakowski i Michał Żakowski w rozmowie dla Kanału Otwartego ocenili, że Izrael umocnił pozycję regionalnego mocarstwa, perspektywa państwa palestyńskiego praktycznie zniknęła, a świat zachodni - mimo gestów potępienia - nadal prowadzi z Izraelem interesy na dotychczasowych zasadach.

Punktem wyjścia rozmowy stała się konferencja w Jerozolimie z udziałem byłego prezydenta Andrzeja Dudy. Wśród jej uczestników znaleźli się izraelski minister finansów Becalel Smotricz oraz minister do spraw diaspory Amichaj Szikli, znany z kontrowersyjnych wypowiedzi. Zdaniem Rakowskiego udział w takim wydarzeniu był błędem. „Panu byłemu prezydentowi ktoś chyba nie do końca dobrze doradził” - ocenił, zwracając uwagę, że samo miejsce konferencji oznacza uznanie Jerozolimy za wyłączną stolicę Izraela, czego Polska oficjalnie nie czyni, utrzymując ambasadę w Tel Awiwie.

Zmiana, której Zachód nie rozumie

Rozmówcy wskazali, że konferencję współorganizuje Forum Kohelet - ośrodek, który Rakowski określił jako „jednego z najważniejszych budowniczych prawicowej strony sceny politycznej izraelskiej, z ogromnymi wpływami, z ogromnymi pieniędzmi i z ogromnymi kontrowersjami”. To, jak podkreślił, towarzystwo, od którego trudno się później odciąć.

Żakowski zwrócił uwagę na dyplomatyczny wymiar całej sytuacji. Premier Benjamin Netanjahu jest objęty nakazem aresztowania Międzynarodowego Trybunału Karnego w związku z zarzutami zbrodni wojennych w Strefie Gazy. Część europejskich polityków nie usiadłaby dziś przy jednym stole z izraelskim przywództwem. Formalnie Smotrich odpowiedzialności za działania w Gazie nie ponosi - jako minister finansów - ale, jak zaznaczył Rakowski, „cały skład tego rządu, tego kabinetu” tworzy blok, w którym Smotrich i Itamar Ben Gwir z elementu niegdyś wywrotowego stali się politykami pierwszego planu.

Niepokój analityków wzbudza też kierunek izraelskiej polityki zagranicznej. Zdaniem Rakowskiego Izrael wytypował Turcję jako nowego głównego przeciwnika. „Wielki wróg, czyli Iran, zostanie zastąpiony Turcją” - ocenił. To istotne dla Polski, ponieważ Turcja jest członkiem NATO. Rozmówcy przywołali doniesienia medialne, według których Netanjahu „kombinuje, jak coś zrobić w Turcji, żeby artykułu piątego nie uruchamiać”.

„Fauda” jako lustro izraelskich emocji

Dużą część rozmowy poświęcono serialowi „Fauda”, którego piąty sezon odnosi się do wydarzeń 7 października. Rakowski przypomniał, że serial powstał pierwotnie dla izraelskiej telewizji i w zupełnie innej epoce - gdy Netanjahu przekonywał, że pokój z Arabami jest w zasadzie załatwiony.

Pierwszy sezon, stworzony przez dziennikarza Awiego Issacharoffa i aktora Liora Raza - obu byłych żołnierzy jednostek udających Arabów - zyskał uznanie za realizm. „To był prawdziwy świat stamtąd przedstawiony” - ocenił Żakowski, podkreślając mieszankę arabskiego i hebrajskiego oraz wierne oddanie codzienności po obu stronach muru. Kolejne sezony, zdaniem obu rozmówców, były słabsze, a piąty - pełen karykatury i pozbawiony głębi.

Istotniejsza od jakości artystycznej jest jednak funkcja serialu. „Ten film jest o tym, co czują Izraelczycy” - stwierdził Żakowski. „Świat Zachodu nas nie rozumie. Nie rozumie naszej traumy, naszej tragedii, nie rozumie Bliskiego Wschodu.” Serial, według niego, przedstawia Izrael jako forpocztę cywilizacji zachodniej, powstrzymującą terroryzm w jej imieniu.

Rakowski zwrócił uwagę, że „Fauda” pełni też funkcję polityczną i buduje wizerunek Izraela na eksport. Jednocześnie, jak zaznaczył, sam Izrael „wcale już nie próbuje być Zachodem”. Smotrich przeforsował projekt E1, łączący osiedla na Zachodnim Brzegu, co - w ocenie analityka - może uniemożliwić powstanie państwa palestyńskiego w jakiejkolwiek sensownej formie. „On ten projekt już przepycha, nie tylko finansowanie, ale też realizuje pewne rzeczy oddolnie i faktycznie.”

Cele Hamasu i konsekwencje w Gazie

Rozmówcy różnili się w ocenie zamiarów Hamasu 7 października. Żakowski przypuszcza, że część planu wymknęła się spod kontroli: „Założenia może i były, by porwać żołnierzy, porwać osoby desygnowane jako ważne, by mieć na wymianę.” Okrucieństwa w kibucach i miasteczkach, jego zdaniem, popełnili również ludzie z klanów i milicji, wykraczając poza pierwotny zamysł.

Rakowski przedstawił szerszą interpretację. Przywołał postać Jahji Sinwara, który w 2011 roku wyszedł z izraelskiego więzienia w ramach wymiany jeńców i - jak ocenił analityk - przeniósł to doświadczenie na koncepcję militarną „w skali jeden do tysiąca”. Według Rakowskiego Hamas liczył na wymianę zakładników, ale skala okrucieństwa odcięła drogę do negocjacji. „Netanjahu dostał pierwszą propozycję wymiany jeńców praktycznie od razu, via Katar. On się na to nie mógł zgodzić.”

Odpowiedź Izraela doprowadziła do zniszczenia znacznej części Strefy Gazy. Według kontrolowanego przez Hamas ministerstwa zdrowia zginęło około 70 tysięcy osób, choć - jak zaznaczył Żakowski - rzeczywista liczba, uwzględniająca ciała pod ruinami, może być wyższa; w rozmowach w Izraelu słyszał szacunki sięgające 130 tysięcy.

System „Naza” i technologia wojny

Żakowski omówił nagrodzony w Wenecji film „Naza”, zrealizowany przez dziennikarzy „Guardiana” i izraelskich. Pokazuje on, jak sztuczna inteligencja - systemy nazwane „Ewangelia” i „Lavender” - w ciągu pierwszych tygodni wskazała 36 tysięcy celów w Strefie Gazy.

Tytuł filmu odnosi się do strat towarzyszących - ludzi ginących obok wyznaczonych celów. „Wyliczano, że kosztem zabicia jednego ważnego członka Hamasu może być zabicie 500 osób wokół” - relacjonował Żakowski treść filmu. Strefa Gazy, jak cytował słowa izraelskich ekspertów, stała się „ogromnym poligonem doświadczalnym dla współczesnych technik wojennych”.

Żakowski jednoznacznie wskazał na współodpowiedzialność Hamasu, który „wziął 2,5 miliona ludzi na zakładników tej całej wojny”. Problemem pozostaje brak możliwości rozliczenia - przywódcy, którzy rozpoczęli wojnę, nie żyją. „Nie ma kogo osądzać ze strony Hamasu. I to jest też wielki problem.”

Wybory, Netanjahu i brak rozliczenia

Zdaniem Rakowskiego jedynym realnym paliwem nadchodzących wyborów w Izraelu jest 7 października, a ściślej pytanie, co robił Netanjahu rankiem tego dnia. Sondaże wskazują na równowagę bloków: „pro-Bibi” i „anty-Bibi” mają po około 50 mandatów przy progu 61, a języczkiem u wagi są partie arabskie z czternastoma miejscami.

Rakowski jest przekonany, że Netanjahu uniknie odpowiedzialności: „On po prostu za dużo wie.” Premier przerzucił winę za 7 października na szefa Służby Bezpieczeństwa - i, jak zauważył analityk, ta strategia działa. Opozycja - z generałem Gadim Eizenkotem, Naftalim Bennettem czy Jairem Lapidem - krytykuje Netanjahu głównie za dopuszczenie do ataku, nie za jego następstwa w Gazie.

Obaj rozmówcy podkreślili, że sprzeciw wobec polityki wobec Palestyńczyków to w Izraelu margines. Organizacje takie jak B'Tselem używają słowa „ludobójstwo”, ale - jak ujął to Rakowski - nie mają „żadnego znaczenia przy urnie”. Według przywołanych sondaży około 80 procent Izraelczyków konsekwentnie odrzuca ideę państwa palestyńskiego.

Mocarstwo, które przestało udawać Zachód

Analitycy zgodnie ocenili, że Izrael wyszedł z wojny wzmocniony jako regionalna potęga. Rozbił Hezbollah, znacząco osłabił Hamas, a konfrontacja z Iranem - zdaniem Rakowskiego - jeszcze się nie zakończyła i będzie tematem kolejnej fazy. Żakowski zwrócił uwagę na skalę destrukcji jako komunikat odstraszający: Palestyńczycy, z którymi rozmawiał, „są przerażeni skalą destrukcji i tym, że Izrael może to zrobić jeszcze raz gdzieś indziej”.

Potępienie świata zachodniego Żakowski uznał za pozorne. „Proszę pojechać do Tel Awiwu i zobaczyć giełdę. Giełda jest zielona” - stwierdził, wskazując handel uzbrojeniem i technologiami przetestowanymi w Gazie. Uznanie Palestyny przez Francję i Wielką Brytanię ocenił jako gest wynikający z napięć z własnymi społecznościami arabskimi: „Ta karta palestyńska nie jest uczciwie rozgrywana. To jest ułuda.”

Rakowski przypomniał, że ułomność leży także po stronie palestyńskiej - rozbicie między Fatahem na Zachodnim Brzegu a Hamasem w Gazie oraz odraczane od 21 lat wybory. Niemal cały świat formalnie akceptuje koncepcję dwóch państw; odrzuca ją konsekwentnie Izrael.

Nowa trauma i perpetuum mobile

Rozmowę zamknął wątek tożsamościowy. Żakowski zauważył, że 7 października staje się w Izraelu fundamentem tożsamości narodowej, podobnie jak wcześniej Holokaust. Instytut Jad Waszem wystosował apel, by nie celebrować tej daty tak, aby nie przyćmić pamięci o Zagładzie. Atak Hamasu był pierwszym od czasów Szoa tak wielkim jednorazowym atakiem na ludność żydowską.

Ta trauma napędza - jak określił to Rakowski - „perpetuum mobile”. Smotrich ogłosił plan ściągnięcia miliona Żydów z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, uciekających przed tym, co nazywa „islamonazizmem”, podczas gdy ministrowie wyburzają zabudowę na terytoriach okupowanych, by przygotować miejsce dla nowych osadników.

Symbolem tego zamknięcia jest scena z „Faudy”, w której bojownicy Hamasu w Marsylii, mijając żydowską rodzinę, imitują strzał z palców. „To jest obrazek, który pokazuje, co z tymi ludźmi może być i gdzie powinni być” - podsumował Żakowski. Trzy lata po 7 października Bliski Wschód pozostaje - jak ujęli to rozmówcy - „do góry nogami”, a perspektywa trwałego rozwiązania oddala się na dekady.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter