Upadek zaufania przebudowuje globalne sojusze, ostrzega ekspert
Świat wchodzi w epokę rozpadu sojuszy opartych na wspólnych wartościach i powrotu do polityki doraźnych interesów - twierdzi Andrzej Talaga z Warsaw Enterprise Institute. W rozmowie dla „Kanału Otwartego” ekspert wskazał, że niepowodzenia Donalda Trumpa w budowie koalicji wokół Iranu ujawniają fundamentalną zmianę: mocarstwa przestają sobie ufać, a to wymusza tworzenie nowych, celowych porozumień. Dla Polski oznacza to konieczność „reasekuracji” - także wobec ryzyk płynących z przyszłej Ukrainy.
Trump szuka sojuszników i napotyka odmowę
Punktem wyjścia rozmowy stała się sytuacja wokół Iranu, gdzie amerykański prezydent - zdaniem Talagi - „rozpaczliwie szuka sojuszy” i spotyka się z odmową ze strony Hiszpanii, Włoch czy Francji. Sprzeciw nie ograniczył się do Europy. „On prosi o pomoc. Korea, Japonię, wszędzie spotkał się z odmową” - mówił ekspert.
Jedynymi realnymi partnerami pozostały kraje Zatoki Perskiej, ale - jak zauważył rozmówca - wyłącznie dlatego, że same zostały zaatakowane. Co więcej, rozważają one rozluźnienie relacji z Waszyngtonem. Sojusz z Ameryką miał gwarantować bezpieczeństwo Arabii Saudyjskiej czy Emiratom, a - według Talagi - „co im zagwarantował? Atak”. W odpowiedzi Rijad zawiązał sojusz wojskowy z Pakistanem i Turcją.
Talaga skontrastował obecną sytuację z wcześniejszymi interwencjami. W Afganistanie i Iraku, mimo braku autoryzacji Rady Bezpieczeństwa ONZ, Amerykanie znaleźli sojuszników - Brytyjczyków, Hiszpanów, Polaków. Polska motywowała swój udział wprost: liczyła na wzajemność. „Chcemy pomagać dlatego, że liczymy na pomoc Ameryki w razie problemów” - przypomniał ekspert tę logikę jako „zrozumiałą i logiczną”.
Podstawą nowej polityki jest brak zaufania
Kluczem do zrozumienia obecnej sytuacji jest - według Talagi - upadek zaufania. „Nikt nie ufa już Ameryce. Niewielu ufa NATO” - stwierdził, wskazując, że nawet Tajwan przestał zakładać, że otrzyma amerykańską pomoc, i buduje relacje bezpieczeństwa z Japonią.
Źródłem tej nieufności jest polityka Trumpa. Ekspert wymienił kwestionowanie granic sojuszu: żądania wobec Grenlandii, terytorium zależnego Danii, oraz podważanie niepodległości Kanady, jednego z krajów założycielskich NATO. „Coś takiego buduje kompletną odwrotność zaufania” - ocenił.
Do tego dochodzi budowanie amerykańskiej polityki w oderwaniu od sojuszników. Talaga przytoczył przykład Ukrainy, której Amerykanie na dobę przerwali transmisję danych wywiadowczych - koordynatów celów, ocen uderzeń. Wówczas, jak relacjonował, w Wielkiej Brytanii zwołano sztab generalny. Na pytanie ministra, co byłoby, gdyby to samo spotkało Londyn, padła odpowiedź: „To nie mamy systemu obrony”.
Ta refleksja wskazuje na newralgiczny punkt. Zdaniem Talagi, prawdziwą siłą NATO nie są brygady amerykańskie, lecz „inteligencja, mózg i nerwy” sojuszu - systemy dowodzenia, namierzania, planowania i koordynacji, które pozostają w rękach USA. Bez nich „Europa ma ponad milionową armię, która jest ślepa, głucha, nie wie co robić”.
Kim Dzong Un jako racjonalny partner
W tym kontekście propozycje Trumpa wobec przywódców takich jak Kim Dzong Un przestają być - zdaniem eksperta - egzotyczne. „To nie jest tak, że prezydent Trump jest niespełna rozumu, proponując takie rzeczy” - podkreślił Talaga, wskazując na historyczne korzenie takiej polityki.
Ekspert przypomniał Amerykę tuż po II wojnie światowej, która namawiała Europę do budowy własnej federacji i armii, a sama wracała do izolacjonizmu i dobierania sojuszników pod konkretne cele. Za Eisenhowera Waszyngton współpracował z dyktatorami, o których sam prezydent wyrażał się dosadnie. „Szukamy takich sojuszników do takich spraw, w których są oni nam potrzebni” - streścił tę logikę Talaga. Podział na dyktatury i demokracje staje się wtórny.
Chiny groźniejsze niż dawny ZSRR
Talaga zwrócił uwagę na zasadniczą różnicę między obecnym rywalem Ameryki a dawnym Związkiem Radzieckim. ZSRR dominował nad zwartym blokiem i dysponował bronią nuklearną, lecz był „relatywnie biedny”. Chiny nie mają takiego rozmachu militarnego ani ambicji, ale są bogate.
Ekspert przedstawił dane obrazujące skalę zagrożenia. Przeciwnik Ameryki dysponuje dziś potencjałem gospodarczym rzędu 70-75 procent amerykańskiego PKB. Dla porównania, cały sojusz państw Osi z Japonią podczas II wojny światowej stanowił około 35 procent PKB USA. „Długotrwałe wojny nie są wygrywane przez armię (…), są wygrywane przez gospodarki” - zaznaczył. Po raz pierwszy Ameryka mierzy się z rywalem, który „teoretycznie, hipotetycznie mógłby ją pokonać”.
Polska gra na dwóch fortepianach
Talaga zdystansował się od obrazu polskiego sporu jako wyboru między Ameryką a Europą. W jego ocenie hasła o „stawianiu na Niemcy” to „na szczęście tylko słowa”, a realna polityka obu obozów zmierza w tym samym kierunku - reasekuracji.
Nie chodzi o alternatywę dla NATO, które wciąż istnieje wraz z planami obronnymi, lecz o ubezpieczenie na wypadek, gdyby zawiodło. Wzorem są Brytyjczycy, którzy podpisali z Francją traktat obejmujący współpracę nuklearną, odchodząc od zależności od amerykańskich technologii z 1958 roku. W 2025 roku Londyn zawarł podobne porozumienia z Niemcami i Norwegią - to ostatnie ograniczone do Morza Północnego i Arktyki, ze wspólnym planowaniem marynarki i budową fregat.
Polska uczestniczy w porozumieniach o wąskich celach: w koalicji F-16, udostępniając bazy, w Koalicji do spraw Rakiet Balistycznych oraz w „koalicji chętnych” wobec Ukrainy - jako hub logistyczny. W październiku na terenie Polski zaplanowano ćwiczenia tych potencjalnych sił.
Powrót koncertu mocarstw i cień nowej wojny
Ekspert umieścił obecne zmiany w perspektywie historycznej. Po upadku napoleońskim powstało Święte Przymierze oparte na wspólnych wartościach - analogia do NATO. Rozpadło się po wojnie krymskiej, ustępując miejsca „koncertowi mocarstw”, czyli polityce doraźnych koalicji i równowagi sił. „Wkraczamy w taki okres” - ocenił Talaga.
Ostrzegł jednak, że koncert mocarstw poprzedził I wojnę światową, gdy ukształtowały się dwa wrogie bloki. Talaga przytoczył tezę byłego szefa wywiadu Floty Pacyfiku o zawiązującym się sojuszu Rosji, Chin i Iranu, do którego należałoby dopisać Koreę Północną. Według tej hipotezy wojna w Iranie ma zmusić Amerykę do wyczerpania zapasów precyzyjnej amunicji dalekiego zasięgu, potrzebnej w ewentualnym konflikcie o Tajwan.
Za racjonalny, mimo barwnej retoryki, Talaga uznał przekaz Trumpa: Ameryki nie stać na jednoczesną obronę Azji Wschodniej i Europy. W zamian oferuje Europejczykom czas i parasol nuklearny, oczekując, że sami zbudują siły lądowe, pancerne i lotnictwo. „Pierwszy, który powiedział, że jest problem, to był prezydent Obama” - przypomniał.
Ukraina jako czynnik niepewności
Najbardziej niepokojącą tezą rozmowy była ocena przyszłej Ukrainy. Wojnę Talaga uznał za „poboczną” wobec głównego konfliktu USA-Chiny, lecz jej następstwa za kluczowe dla Polski.
Po zakończeniu walk Ukraina dysponować będzie liczną, sprawdzoną w boju armią, prowadzącą coraz bardziej nacjonalistyczną politykę i budującą system, który - jak ostrzegł ekspert - „zaczyna być podobny do rosyjskiego”. Taki kraj może zawrzeć porozumienia z Rosją lub Niemcami przeciwko Polsce albo stać się źródłem destabilizacji: przemytu broni i zdeprawowanych przez wojnę weteranów.
Włączenie Ukrainy do NATO czy Unii Europejskiej Talaga określił jako „mrzonkę”. Ostrzegł przed powstaniem „czarnej dziury” na wschodniej granicy Polski. Zadaniem Warszawy - dopóki istnieją NATO i Unia - pozostaje budowanie mechanizmów stabilizacji, w których rolę mogłyby odegrać siły ćwiczone w październiku.