Powrót

Wilno bez dawnych napięć: dlaczego Litwa zbliża się do Polski

Dziennikarze Igor Janke i Grzegorz Ślubowski w ramach projektu „Misja Bałtyk" odwiedzili Wilno, by z bliska ocenić stan stosunków polsko-litewskich. Ich wniosek po serii rozmów i spacerów po mieście jest jednoznaczny: relacje między oboma krajami są dziś lepsze niż dekadę temu, a Litwa - świadoma rosyjskiego zagrożenia i własnego kryzysu demograficznego - coraz wyraźniej traktuje Polskę jako partnera i gwaranta bezpieczeństwa.

Rozmowa toczyła się przy katedrze wileńskiej w stylu neoklasycystycznym oraz przy sąsiadującej z nią dzwonnicy - miejscach, które obok Ostrej Bramy stanowią najważniejsze symbole miasta. Autorzy podkreślali obecność polskiego dziedzictwa na każdym kroku. „Wilno jest miastem, gdzie kamienie mówią po polsku" - stwierdził Janke, wskazując na domy Kraszewskiego i Słowackiego oraz ślady związane z Piłsudskim i Mickiewiczem.

Klimat zmienił się na lepsze

Dziennikarze zgodnie ocenili, że dawne napięcia wyraźnie osłabły. „Te stosunki polsko-litewskie dzisiaj są lepsze niż były jeszcze 10 lat temu. Nie są idealne cały czas, ale są lepsze" - mówił Ślubowski. W mieście spotkać można licznych polskich turystów, a także mieszkających tu Litwinów posługujących się polszczyzną.

Zmiana wynika przede wszystkim z tego, jak Litwini postrzegają Polskę. Według rozmówców widzą w niej kraj zamożny, „dostarczyciela bezpieczeństwa" oraz „bramę do zachodniego świata", na którego pomoc liczą w razie najgorszego scenariusza. Janke ocenił, że Litwini „przestali się bać Polski" - a jeśli nawet obawy pozostały, to rosyjskie zagrożenie jest dla nich dziś nieporównanie poważniejsze.

Historyczne odwrócenie ról

Ślubowski przypomniał, że na początku lat 90. sytuacja wyglądała inaczej. Pierwszy przywódca odrodzonej Litwy, Vytautas Landsbergis, był - jak zaznaczył - nastawiony antypolsko, a wczesna elita nowego państwa powielała wzorce z okresu Litwy Kowieńskiej.

Stosunki w latach 20. i 30. XX wieku dziennikarz określił jako „tragiczne". Punktem zapalnym pozostawało zajęcie Wilna przez generała Lucjana Żeligowskiego, działającego - jak wskazał Ślubowski - na rozkaz Piłsudskiego i wbrew wcześniejszym ustaleniom z Litwinami. Dla strony litewskiej stanowiło to zdradę. Litwa Kowieńska nie utrzymywała z Polską stosunków aż do 1938 roku, gdy została do tego zmuszona.

W tamtym okresie to Polska uchodziła za największe zagrożenie. „Polski imperializm to było to, czego się trzeba było bać" - relacjonował Ślubowski litewską perspektywę. Litwa montowała wówczas koalicje wymierzone w Polskę, przychylniej patrząc na sowiecką Rosję niż na Warszawę.

Historia potoczyła się odwrotnie do litewskich obaw. W ramach paktu Ribbentrop-Mołotow to Związek Radziecki zajął kraje bałtyckie. Ślubowski opisał mechanizm: początkowo Sowieci wymusili stacjonowanie swoich wojsk - około 25 tysięcy żołnierzy w każdym z państw, co przewyższało armie Łotwy czy Estonii. Prezydent Antanas Smetona nie zgodził się na kapitulację i uciekł z kraju, unikając zesłania. Wkrótce Moskwa ogłosiła wybory, które wygrali komuniści, po czym Litwa została włączona do ZSRR jako republika radziecka. Analogiczny schemat powtórzył się w pozostałych państwach bałtyckich.

Od łańcucha bałtyckiego do współczesnego zagrożenia

Dziennikarze przypomnieli też przełom lat 80. i 90.: ruch Sąjūdis oraz łańcuch bałtycki, gdy - jak podał Ślubowski - około dwóch milionów ludzi złapało się za ręce od Estonii po Litwę w geście jedności i sprzeciwu wobec sowieckiej okupacji. Łańcuch kończył się przy wileńskiej katedrze. Później doszło do walk o wieżę telewizyjną, gdy Sowieci nie zamierzali łatwo ustąpić.

Janke zwrócił uwagę, że historia dziś powraca. „Tutaj odczuwamy to zagrożenie rosyjskie. Ludzie odczuwają dużo, dużo bardziej niż w Polsce" - mówił. Według relacji dziennikarzy litewskie społeczeństwo poważnie przygotowuje się na wypadek konfliktu i nie lekceważy ryzyka.

Nie zmienił się także stosunek Litwinów do Ukrainy. Ukraińskie flagi wiszą w licznych miejscach miasta, również przed polską ambasadą. Na polsko-ukraiński spór Litwini patrzą - jak zaznaczyli autorzy - ze smutkiem, nie opowiadając się po żadnej ze stron.

Kryzys demograficzny i sprawa szkół

Dziennikarze wskazali na wyludnianie się Litwy jako jeden z głównych problemów kraju. Zestawili je z polskimi doświadczeniami po wejściu do Unii Europejskiej, gdy Polska straciła ponad milion mieszkańców. Litwa, przy wielokrotnie mniejszej populacji, według ich relacji utraciła blisko 30 procent ludności. „To jest dramat" - ocenił Janke.

Z demografią wiąże się kwestia zamykania szkół, w tym polskich. Ślubowski zapytał wprost o przyczyny: czy placówki znikają z braku dzieci, czy dlatego, że są polskie. Rozmówcy w Wilnie wskazywali na brak uczniów, problemy z nauczycielami i finansowaniem, a zamykane są zarówno szkoły polskie, jak i litewskie. Janke uznał, że nie jest to już problem stricte polsko-litewski.

Zaskakująca ocena polskiej polityki

Za najbardziej nieoczekiwany element rozmów Janke uznał opinie o polskiej polityce wobec Litwy. Według rozmówców to rządy Prawa i Sprawiedliwości - a także prezydentura Andrzeja Dudy i działania Mateusza Morawieckiego - przywiązywały większą wagę do relacji z Litwą niż wcześniejsze ekipy. Ta sama linia miała być kontynuowana przez Karola Nawrockiego. W rozmowach powracały tematy Mierzei oraz bezpieczeństwa energetycznego, które Polska pomaga Litwie zapewnić.

Ślubowski tłumaczył różnicę odmiennymi priorytetami. Dla obecnej koalicji rządzącej kluczowe są relacje z mainstreamem Unii - Francją i Niemcami - podczas gdy prawica przywiązuje większą wagę do regionu. Zaznaczył jednak, że istotne są także relacje osobiste oraz zmiana pokoleniowa wśród litewskich polityków. Nowe pokolenie nie postrzega już Polski jako głównego zagrożenia, lecz jako zabezpieczenie przed zagrożeniem rosyjskim.

Apel o większą obecność Polski

Obaj dziennikarze podnieśli kwestię polskiej obecności wojskowej i gospodarczej. Ślubowski uznał brak polskiego wojska na Litwie za „ogromny błąd naszej polityki", zwłaszcza w kontekście tworzącej się niemieckiej brygady. Zwrócił uwagę, że wysłanie przez Niemcy niemal pięciu tysięcy żołnierzy buduje ich realne wpływy - polityczne i gospodarcze - w regionie.

Janke apelował o większą aktywność Polski nie tylko na Litwie, lecz także na Łotwie i w Estonii. Wskazał na brak polskiego banku w kraju i podkreślił, że wpływy buduje się przez obecność militarną i finansową. Argumentował, że tylko obecność w regionie pozwoli Polsce zasiąść do stołu „jak równy z równym" z Francją czy Niemcami.

Dziennikarze przedstawili szerszą koncepcję polityki północnej. Jak stwierdził Janke, priorytetem polskiej dyplomacji w Europie powinny być Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia, Szwecja, Norwegia i Dania - państwa o podobnym postrzeganiu zagrożeń, inwestujące w bezpieczeństwo. Idea „północnego korytarza", o której mówił między innymi Andrew Michta, według dziennikarzy coraz mocniej rezonuje wśród ekspertów.

Spacer zakończył się przy Ostrej Bramie - miejscu o znaczeniu religijnym, kulturowym i narodowym, symbolu wspólnej historii dawnej Rzeczypospolitej. Choć budziło ono w przeszłości napięcia, dziś, jak podsumowali autorzy, pozostaje przestrzenią spotkania Polaków i Litwinów, gdzie słychać oba języki. To obraz relacji, które - mimo nierozwiązanych spraw - zmierzają w stronę pragmatycznego partnerstwa wymuszonego wspólnym poczuciem zagrożenia.