Powrót

Zamieszki przeniosły się z Francji do Włoch

Fala zamieszek, która przetoczyła się przez Francję, dotarła do Włoch. W Mediolanie, Rzymie, Genui i Turynie młodzi ludzie wychodzą na ulice, a część demonstracji przeradza się w akty wandalizmu i plądrowanie sklepów. Włoska premier Giorgia Meloni wiąże eskalację z kryzysem migracyjnym i domaga się radykalnych działań na poziomie europejskim. Temat omówili na antenie Kanału Otwartego dziennikarze Kamila Baranowska i Grzegorz Ślubowski.

Meloni wskazuje na migrację i żąda blokady morskiej

Giorgia Meloni w emocjonalnym nagraniu odniosła się do sytuacji na włoskich ulicach, upatrując jej przyczyn w napływie migrantów. „Jesteśmy zagrożeni tym, że staniemy się obozem dla uchodźców Europy” - mówiła. „Ryzykujemy, że staniemy się też pośmiewiskiem całego świata”.

Premier Włoch wezwała do zdecydowanych kroków wobec szlaku tranzytowego prowadzącego przez Afrykę Północną. „Potrzebujemy blokady morskiej Libii, zatopienia statków NGO” - oświadczyła, jak relacjonowano w programie. Libia pozostaje jednym z głównych hubów tranzytowych dla migrantów płynących do Europy.

Jak przypomniał Grzegorz Ślubowski, Meloni wygrała wybory między innymi dzięki obietnicy zahamowania nielegalnej migracji napływającej głównie z Afryki Północnej. Jej plan zakładał utworzenie ośrodków dla migrantów poza granicami Włoch - w Albanii - gdzie migranci mieliby oczekiwać na rozpatrzenie wniosków azylowych, a w razie odmowy być odsyłani do krajów pochodzenia.

Operacji nie udało się jednak w pełni zrealizować. Zdaniem Ślubowskiego zablokowała ją Unia Europejska; formalnie przeszkodą okazały się orzeczenia włoskich sądów i TSUE. Pomysł blokady morskiej Libii pojawiał się już wcześniej w Brukseli jako alternatywa dla paktu migracyjnego, przeciwko któremu opowiadała się Polska.

Mediolan: 160 zatrzymanych

W samym Mediolanie zatrzymano 160 osób, z czego - jak podano w programie - około 80 procent stanowili młodzi ludzie. Premier Meloni zwołała w związku z tym naradę poświęconą bezpieczeństwu.

Rozmówcy zwracali uwagę, że wśród protestujących są zarówno uczestnicy pokojowych demonstracji, domagających się obniżenia cen i poprawy warunków życia, jak i grupy dopuszczające się aktów wandalizmu. Ślubowski wskazał, że za częścią zamieszek stoją środowiska radykalnej lewicy oraz migranci. Krytycy Meloni przyznają jednocześnie, że poziom życia we Włoszech jest obecnie niższy niż wcześniej, a poparcie dla premier spadło od początku jej rządów.

Francja jak po wojnie

Włoskie wydarzenia uczestnicy rozmowy porównywali do wcześniejszych zamieszek we Francji, gdzie - jak podkreślano - skala dewastacji była jeszcze większa. W Mediolanie dochodziło głównie do niszczenia własności prywatnej i plądrowania sklepów. We Francji atakowano także instytucje państwowe, w tym ratusze.

„Te obrazki wyglądają, jakby Francja przeżyła jakieś powstanie albo wojnę” - mówiła Baranowska. Zdaniem rozmówców francuskie protesty rozpoczęły się od wystąpień uczniów niezadowolonych z warunków w szkołach, po czym przerodziły się w masowe zamieszki, do których zaczęły dołączać kolejne grupy, w tym ruch żółtych kamizelek.

Ślubowski postawił pytanie o tożsamość uczestników zamieszek: czy są to migranci nieidentyfikujący się z Republiką Francuską, czy również Francuzi, którzy - jak to ujął - „uważają, że to nie jest ich państwo”. Rozmówcy zwracali też uwagę na nieprzygotowanie francuskich służb i niemoc państwa wobec skali protestów, mimo że francuska policja uchodzi za surową i skuteczną.

Polityczna próba sił przed wyborami

Baranowska i Ślubowski interpretowali francuskie zamieszki jako przedwyborczą próbę sił przed wyborami zapowiedzianymi na kwiecień przyszłego roku. Prezydent Emmanuel Macron oskarżył polityka skrajnej lewicy Jeana-Luca Mélenchona o współudział w organizacji protestów. Zdaniem Ślubowskiego, nawet jeśli Mélenchon ich nie zainicjował, „podpiął się” pod nie i jest przez wielu wskazywany jako jeden z odpowiedzialnych za eskalację.

Ślubowski zwrócił uwagę na paradoks francuskiej lewicy: tradycyjnie opowiadała się za świeckim państwem, w którym symbole religijne nie istnieją w przestrzeni publicznej. Mélenchon natomiast - jak twierdzi dziennikarz - zawiązał sojusz z partiami muzułmańskimi i popiera obecność symboli islamskich w przestrzeni publicznej.

Po przeciwnej stronie sceny politycznej stoi Marine Le Pen, reprezentantka skrajnej prawicy i główna przeciwniczka Mélenchona. Zdaniem rozmówców, niezależnie od wyniku wyborów, Francja będzie już zupełnie inna niż obecnie. Baranowska wyraziła wątpliwość, czy ktokolwiek zdoła „poskładać” głęboko pęknięty kraj i zapobiec kolejnym zamieszkom.

Reakcje międzynarodowe i polski kontekst

Do wydarzeń we Francji odniósł się Donald Trump. „Zamknijcie swoje granice i przejmijcie kontrolę, zanim będzie za późno” - zaapelował, dodając, że migracja „zniszczyła ten niegdyś wielki kraj”.

Rozmówcy wskazywali, że problem nie dotyczy wyłącznie Francji i Włoch, lecz całej Europy Zachodniej - od Wielkiej Brytanii po Niemcy, gdzie rosnącą popularność AfD wiążą z ostrym sprzeciwem wobec migracji. Ich zdaniem z europejskiej sceny znika polityczne centrum, a liberalne partie ustępują miejsca ugrupowaniom skrajnej prawicy i skrajnej lewicy.

Baranowska i Ślubowski odrzucili tezę, jakoby za zamieszkami stała inspiracja Rosji. „Przyczyną nie jest Rosja, tylko to, co działo się w Europie przez ostatnie 20 czy 30 lat” - ocenił Ślubowski, wskazując na nieudaną - jego zdaniem - politykę wielokulturowości. Przyznał jednocześnie, że Moskwie sprzyja niestabilność Europy.

W polskim kontekście rozmówcy przywołali deklaracje Donalda Tuska, który miał stanowczo wypowiedzieć się w sprawie migracji i stwierdzić, że „nie chcemy Francji w Warszawie”, oraz premiera Węgier Pétera Magyara, zapowiadającego kontynuację restrykcyjnej polityki. Odnotowano też toczącą się na polskiej prawicy dyskusję - po wypowiedziach Grzegorza Brauna o sprowadzaniu pracowników z Indii - o tym, czy Polska jest skazana na siłę roboczą z zagranicy.

Dania jako kontrprzykład

Jako państwo, które częściowo poradziło sobie z presją migracyjną, rozmówcy wskazali Danię. Paradoksalnie na czele rządu stoją tam socjaldemokraci Mette Frederiksen, którzy wprowadzili restrykcyjną politykę migracyjną.. Zdaniem Ślubowskiego Dania prawdopodobnie uniknie scen znanych z Francji, podczas gdy we Włoszech, Hiszpanii i Francji podobne wydarzenia mogą się powtarzać.

Rozmówcy zgodzili się, że nie istnieją łatwe rozwiązania, a niektóre bywają gorsze od samego problemu. Ślubowski stwierdził, że całkowite zatamowanie migracji jest niemożliwe i że legalna migracja pozostaje konieczna, co potwierdzają również przedsiębiorcy. Jednocześnie jego zdaniem Europa nie potrafi zdecydować się nawet na ograniczenie napływu, a jedynym rozwiązaniem leżącym na stole pozostaje pakt migracyjny i podział migrantów między państwa członkowskie.

Dyskusję zamknął obraz, który - jak zaznaczyli rozmówcy - stał się w mediach społecznościowych symbolem współczesnej Francji: pary starszych ludzi okradzionych i rozebranych przez protestujących. „Słodka Francja, kolebka cywilizacji” - skomentowała Baranowska, zestawiając te sceny z obrazami tłumów sprzed kilku tygodni, podczas wizyty papieża Leona XIV.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter