Spotkanie Trumpa, Putina i Xi w cieniu wojny na Ukrainie
Władimir Putin zaproponował trójstronne spotkanie z Donaldem Trumpem i Xi Jinpingiem, na którym miałaby zapaść rozmowa o przyszłości Ukrainy - bez udziału samej Ukrainy i Europy. Trump wstępnie wyraził zainteresowanie, a spotkanie - według dostępnych informacji - mogłoby odbyć się w Chinach w listopadzie. O konsekwencjach tej propozycji dla Ukrainy, Europy i Polski Igor Janke rozmawiał na Kanale Otwartym z profesorami Andrzejem Michtą z Uniwersytetu Florydy oraz Jakubem Grygielem z Uniwersytetu Katolickiego Ameryki.
Obaj rozmówcy ostrzegli, że gdyby do takiego porozumienia doszło, byłby to błąd strategiczny o poważnych konsekwencjach. Zaznaczyli jednak, że do żadnego układu jeszcze nie doszło, a sama propozycja pochodzi z ostatnich godzin przed rozmową.
Dlaczego nie „nowa Jałta"
Janke zapytał, czy mamy do czynienia z nową Jałtą. Obaj profesorowie odrzucili to porównanie jako historycznie nietrafne, choć z różnych powodów.
„Jałta to była negocjacja między państwami, które się wspólnie wykrwawiały” - zauważył Michta. Jak wyjaśnił, sojusznicy negocjowali wówczas układ polityczny po zakończeniu wojny, a Stany Zjednoczone nie są dziś formalnie stroną konfliktu, mimo że wspierają Ukrainę finansowo.
Grygiel dodał, że Jałta była układem między sojusznikami wymierzonym przeciwko Niemcom, podczas gdy obecnie mówimy o porozumieniu między rywalami. Zwrócił jednak uwagę na niepokojący paradoks: „Relacje amerykańsko-rosyjskie na poziomie prezydenta i jego otoczenia coraz bardziej się poprawiają. Kolejne kroki administracji Donalda Trumpa nie są na rzecz Ukrainy, tylko na rzecz Rosji".
Janke bronił analogii, wskazując, że mechanizm jest podobny - podział stref wpływów bez udziału bezpośrednio zainteresowanych. Michta pozostał przy swoim zdaniu, choć przyznał, że samo zasygnalizowanie takiego szczytu wywołało efekt falowania przez cały sojusz.
Status wygrany, pozycja osłabiona
Rozmówcy zgodzili się co do jednego: sama formuła spotkania wzmacnia Rosję i Chiny kosztem Stanów Zjednoczonych i Ukrainy.
„Podnosi status Chin, bo są gospodarzem tego spotkania" - wyliczał Michta. „Podnoszą radykalnie Putina, bo nagle staje się równym tym dwóm mocarstwom, a Rosja nie jest po prostu w tej samej lidze". Najgorsze według niego jest wyłączenie Ukrainy i Europy z rozmów, które żywotnie dotyczą ich interesów.
Michta tłumaczył motywację amerykańskiego prezydenta kategoriami osobistymi. „On po prostu stara się znaleźć sposób na uzyskanie czegoś, co byłoby wielkim ukoronowaniem jego prezydentury" - ocenił, przypominając zapowiedzi Trumpa o zakończeniu wojny w ciągu doby.
Grygiel wskazał jednak element, który może czynić propozycję bardziej przemyślaną: Trump miał dodać, że chce rozmawiać z Chinami i Rosją o denuklearyzacji. „Chiny nie chcą na ten temat rozmawiać (…). Więc jeżeli Chinom tak zależy, żeby być takim centrum, gdzie rywalizacja się rozwiąże, to muszą przynieść coś do stołu" - stwierdził, nazywając Chiny najszybciej rozwijającym się arsenałem nuklearnym świata.
Ukraina wciąż ma karty
Mimo pesymistycznego tonu rozmowy obaj profesorowie podkreślili, że Ukraina nie jest biernym przedmiotem negocjacji, lecz kombatantem zdolnym kontynuować walkę.
„Ukraina nadal walczy, jest nadal kombatantem. Jest takie chyba polskie powiedzenie: nic o nas bez nas" - przypomniał Michta. Wskazał na reakcję Wołodymyra Zełenskiego, który po nacisku Trumpa odmówił podpisania porozumienia z Rosją i tego samego dnia kontynuował uderzenia na rosyjskie rafinerie.
Grygiel ocenił, że w najbliższych miesiącach prawdziwe negocjacje nie są możliwe. „Putin rzuca wszystko na Ukrainę, co może, łącznie z kuchennym zlewem" - stwierdził, odnosząc się do zimowej kampanii. Dopiero jeśli Rosji nie uda się złamać narodu ukraińskiego poprzez niszczenie infrastruktury energetycznej, Kreml może dojść do wniosku, że jedyną drogą jest negocjacja.
Michta dodał, że najmniej rozumiana jest wewnętrzna dynamika państwa ukraińskiego i jego zdolność do dalszej obrony. Poważne rozmowy jego zdaniem będą możliwe najwcześniej na wiosnę, gdy obie strony ocenią swoje położenie. Odrzucił przy tym hasła typu „tak długo, jak będzie trzeba" jako pozbawione odniesienia strategicznego.
Grygiel zwrócił uwagę na ograniczenia Ukrainy - demograficzne i ekonomiczne. „Ukraina jednak ma ciężką pozycję, szczególnie demograficznie i ekonomicznie" - mówił, pytając, czy Europa ma wolę polityczną, by długoterminowo utrzymać ukraińską gospodarkę. Obaj uznali też, że Ukraina nie odbije wszystkich utraconych terytoriów.
Dlaczego Chiny wspierają Rosję
Michta podważył realność całego scenariusza, odwołując się do strategicznych interesów Pekinu i Moskwy, które żadna oferta Trumpa nie zmieni łatwo.
Przypomniał słowa chińskiego ministra spraw zagranicznych Wang Yi z lipca 2025 roku, przekazane przez unijną dyplomację: „My, Chiny, nigdy nie pozwolimy Rosji upaść". Wyjaśnił logikę Pekinu - upadek Rosji uwolniłby amerykańskie zasoby na Indo-Pacyfik, przybliżając je do chińskiego sąsiedztwa.
„To, że Rosjanie nadal są w stanie operować, to jest przede wszystkim dlatego, że Chińczycy ich wspierają" - stwierdził Michta, wymieniając komponenty, zakupy energii, pieniądze i technologię. W interesie Pekinu leży też, by Stany Zjednoczone wydawały środki i sprzedawały broń, której nie będzie można użyć gdzie indziej.
Jedyną ofertą, którą Trump mógłby złożyć Putinowi, byłoby - jak ujął to Michta - „słuchaj, ja ci dam Tajwan". Taki ruch jednak przekroczyłby granice władzy prezydenta, wywołałby bezprecedensowy sprzeciw korporacji, Kongresu i klasy politycznej oraz zburzyłby system obrony na Indo-Pacyfiku oparty na amerykańskich gwarancjach.
Amerykańska ciągłość, europejska zmiana
Grygiel wielokrotnie podkreślał, że surowe podejście USA do Europy nie jest wymysłem Trumpa, lecz trwałą cechą amerykańskiej polityki.
„Żaden kandydat na prezydenta nie pójdzie do Ohio czy West Virginia i powie: wiecie co, my powinniśmy dać więcej pieniędzy Europie, bo musimy ich bronić" - stwierdził. Jego zdaniem wektor amerykańskiej strategii pozostanie ten sam niezależnie od wyniku wyborów, zmieni się jedynie retoryka.
Michta ostrzegł przed złudzeniem powszechnym w Europie: „Wystarczy, że Trump odejdzie i wszystko wróci do normy. To jest błąd i analityczny, i dyplomatyczny". Dodał, że w Ameryce taka postawa odczytywana jest jako niezrozumienie realiów polityki.
Grygiel wskazał, że to w Europie dokona się realna zmiana. Przewidywał powrót do „normalnej pozycji strategicznej" Niemiec i Francji - ułożenia relacji z Rosją - niezależnie od tego, czy wygra AfD, czy Marine Le Pen. „Normalna pozycja Włoch będzie taka, że jednak lepiej się ułożyć z Rosją" - ocenił, wskazując na inne priorytety Rzymu, jak Tunezja, Libia i Morze Śródziemne.
Obaj profesorowie krytykowali europejską retorykę zbrojeniową kierowaną przeciwko Trumpowi zamiast przeciwko Rosji. „Jeżeli się zbroją tylko przeciwko Trumpowi, Trump odejdzie za dwa lata i co wtedy?" - pytał Grygiel.
Kryzys Europy i pytanie o bazę w Polsce
Michta określił wojnę na Ukrainie jako w istocie kryzys Europy - próbę jej zdolności do spojrzenia w oczy brutalnej rzeczywistości stosunków międzynarodowych.
Zarzucił europejskim elitom życie przez trzydzieści lat w świecie, w którym retoryka wartości i norm została przyjęta „niemalże przez osmozę". Było to możliwe, ponieważ „Stany Zjednoczone chroniły Europę i żyły w tym świecie brutalnym, darwinistycznym". Pytanie brzmi, czy największe państwa europejskie, w tym Polska jako średnie mocarstwo, zdołają operować na świecie takim, jaki jest.
W tym kontekście obaj rozmówcy wskazali na ofertę budowy amerykańskiej bazy wojskowej w Polsce jako historyczną okazję. „Baza wojskowa, którą Trump jednak powiedział, że chce, jest historycznym momentem" - stwierdził Grygiel, podkreślając wagę faktu, że oferta pochodzi od samego prezydenta.
Grygiel zwrócił uwagę na brak jednolitego polskiego stanowiska. „Prezydent Nawrocki jest bardzo za, premier Tusk trochę ma jakieś wątpliwości" - ocenił, ostrzegając, że taka oferta nie pozostanie na stole przez dłuższy czas. Prowadzący wskazał jednak, że deklaracje dotyczące przyjęcia bazy padają po obu stronach polskiego sporu politycznego.
Michta podkreślił znaczenie relacji osobistych z Trumpem, który personalizuje stosunki z państwami. Zaniepokoił go fakt, że przez dwa lata drugiej administracji Trumpa polski premier nie odwiedził Waszyngtonu ani razu, a Polska nie ma tam ambasadora. Ostrzegł, że wraz z wyborami śródokresowymi 3 listopada uwaga Ameryki przeniesie się na sprawy wewnętrzne - zwłaszcza w razie zwycięstwa demokratów - a okazja może zostać stracona.
Obaj profesorowie uznali, że ewentualne zwycięstwo Demokratów w wyborach śródokresowych może zablokować projekt bazy, zwłaszcza jeśli przybrałby on nazwę kojarzoną z Trumpem.
Imigracja, demografia i rozpad spoiwa narodowego
Rozmowa rozszerzyła się na głębsze przyczyny europejskiego kryzysu. Obaj profesorowie wskazali na błędną politykę imigracyjną oraz załamanie demograficzne.
„Nikt nie chce mieć dzieci, bo po co?" - mówił Grygiel o nastrojach w Europie. „Dzieci się ma, jeżeli się ma nadzieję na przyszłość". Jego zdaniem u podstaw leży błąd kulturowy i cywilizacyjny, którego nie da się rozwiązać wyłącznie politycznie.
Michta bronił tezy, że niszczenie państwa narodowego jest niszczeniem demokracji. „To, że ja, idąc w Warszawie, czuję, że tu jest bezpiecznie, to nie dlatego, że Polska jest państwem demokratycznym, tylko dlatego, że jest więź kulturowa między członkami tego narodu" - tłumaczył.
Obaj krytykowali multikulturalizm oparty na założeniu, że wszystkie kultury są równorzędne, co podważyło sens asymilacji. Grygiel przywołał ostatnią książkę Samuela Huntingtona „Who Are We?” z 2004 roku, która diagnozowała te procesy już przed dwiema dekadami.
Michta opisał dawny amerykański model imigracji przez Ellis Island - selekcję zdrowotną, kwoty etniczne, rozpraszanie przybyszów po kraju oraz nacisk szkół publicznych na naukę obywatelskości i angielskiego. Podkreślił, że problem to nie tylko procesy integracyjne, lecz także liczby: „Za dużo ludzi w krótkim czasie weszło do Europy i do Stanów Zjednoczonych".
Sojusz atlantycki jako warunek bezpieczeństwa
W konkluzji obaj rozmówcy wskazali Stany Zjednoczone i NATO jako jedyne realne oparcie bezpieczeństwa Polski i Europy.
Michta nazwał sojusz atlantycki „najlepszym dealem, jaki Europa kiedykolwiek dostała" - amerykański parasol zapewnił kontynentowi ponad osiemdziesiąt lat pokoju. Przypomniał, że to Stany Zjednoczone ponosiły siedemdziesiąt procent wydatków na zbrojenia w sojuszu, gdy europejscy członkowie trwali przy 1,1 procent PKB.
„Stań się silnym państwem, będziesz miał głos i będziesz graczem" - podsumował Michta oczekiwania wobec Polski. Skrytykował przy tym hasła typu „niech Amerykanie udowodnią, niech umierają pierwsi" jako absurdalne oraz zakwestionował francuską koncepcję autonomii strategicznej, pytając: „Wobec kogo?".
Grygiel wskazał na amerykańską specyfikę: w przeciwieństwie do dawnych imperiów Stany Zjednoczone chcą mieć silnych sojuszników, a Trump tego podejścia nie zmienił - jedynie wyartykułował je głośniej. Michta ostrzegł, że Ameryka, mając czterech przeciwników - Rosję, Chiny, Koreę Północną i Iran - nie jest w stanie utrzymywać wszystkich teatrów z własnej kieszeni.
Michta nakreślił dwa możliwe scenariusze dla Europy: trwanie przy dotychczasowej linii elit albo racjonalny kompromis uznający państwa narodowe za fundament, a nie wroga demokracji. Przewidywał regionalizację poczucia zagrożenia - państwa bałtyckie, nordyckie i Polska traktują Rosję jako groźbę, podczas gdy Hiszpania czy Portugalia jej nie dostrzegają. W tym układzie Stany Zjednoczone będą współpracować z państwami gotowymi inwestować we własne bezpieczeństwo.
Rozmowa zamknęła się apelem o polską odpowiedzialność: budowę siły zbrojnej, odporności i sprawnych instytucji. „Jeśli nie zbudujemy naszych instytucji, to nikt nas nie będzie traktował poważnie, i nikt nie będzie chciał być naszym sojusznikiem" - podkreślił prowadzący Igor Janke, wymieniając spór o Trybunał Konstytucyjny jako przykład zaniedbań. Obaj profesorowie uznali, że do żadnego porozumienia wielkich mocarstw jeszcze nie doszło, lecz samo jego zasygnalizowanie zmienia dynamikę całego sojuszu.