1,8 miliarda złotych na AI w szkołach bez jasnej odpowiedzialności
Państwo dostarcza 12 tysięcy pracowni sztucznej inteligencji do polskich szkół za około 1,8 miliarda złotych, lecz - jak wynika z dokumentów przytoczonych przez dziennikarza Maxa Kuśmierka na Kanale Otwartym - nie ma jednej instytucji ani osoby odpowiedzialnej za wdrożenie AI w edukacji. Ministerstwo Edukacji Narodowej w maju odpowiedziało na jego raport, że sprawa leży poza jego kompetencjami. Sprzęt ma znany adres dostawy, brakuje natomiast adresu odpowiedzialności.
Ministerstwo: „to nie nasz obszar”
Wiosną Kuśmierek wysłał instytucjom państwa 95-stronicowy raport o wpływie sztucznej inteligencji na gospodarkę, pracę, naukę i edukację, dostępny bezpłatnie w sieci. Ministerstwo Edukacji odpisało w maju, przekierowując go do innego resortu.
„Resortem właściwym do tematyki sztucznej inteligencji jest w jej całościowym wymiarze Ministerstwo Cyfryzacji” - cytuje autor pismo podpisane przez Tomasza Kulasę, dyrektora departamentu odpowiedzialnego za innowacje i rozwój. Sugerowano skierowanie korespondencji tam.
Jak zaznacza dziennikarz, formalnie odpowiedź da się obronić - resort nie napisał, że AI nie dotyczy szkoły, lecz że za sztuczną inteligencję „w jej całościowym wymiarze” odpowiada inne ministerstwo. Merytorycznie jednak z pisma wyparował cały wątek edukacyjny. Raport pytał między innymi, czego uczyć, jak oceniać, jak chronić dane dziecka, co zostaje z pracy domowej i kim ma być nauczyciel, gdy uczeń ma w telefonie całodobowego korepetytora „o nieskończonej cierpliwości”. Na te pytania odpowiedzi nie było.
Autor przedstawia to jako wzorzec, a nie jednorazowy przypadek. W listopadzie 2025 roku, podczas komisji sejmowej dotyczącej uzależnień dzieci od gier i hazardu w internecie, ten sam departament - według przytoczonego stenogramu - miał stwierdzić, że nie jest to jego obszar regulacyjny. Zakup 12 tysięcy pracowni AI przeprowadza natomiast NASK, podległy Ministerstwu Cyfryzacji.
Dlaczego to dotyczy wszystkich
Kuśmierek argumentuje, że temat wykracza poza sprawy rodziców. Pierwszoklasista rozpoczynający naukę w tym roku zda maturę w 2038 roku, a jego przyszła pensja sfinansuje dzisiejsze emerytury, bo - jak przypomina - w polskim systemie nie ma innej puli środków niż składki pracujących. Uczniów jest przy tym najmniej w historii.
Stawia w tym kontekście pytanie, czy szkoła zaprojektowana w logice sięgającej 1763 roku, gdy Fryderyk II wydał w Prusach regulamin szkół ludowych, przygotuje młodych ludzi na tyle dobrze, by utrzymali kraj. Model pruski, jak przyznaje, „zrobił gigantycznie dużo dobrego” - w zaborze pruskim czytać potrafiło około 90 procent ludności wobec około 30 procent w innych zaborach. Powstał jednak dla świata niedoboru, gdzie wiedza była trudno dostępna.
Sprzęt kontra model uczenia
Autor nie zarzuca państwu bezczynności. Nowa podstawa programowa obowiązuje od marca tego roku, w kierunkach polityki oświatowej zapisano odpowiedzialne korzystanie z AI, działa program „Zbadaj” z udziałem 100 szkół, a komunikaty rządowe mówią o przeszkoleniu co najmniej 13 tysięcy nauczycieli. „To nie jest bezczynność państwa, jest to ruch, tylko nie wiadomo, w jakim kierunku” - ocenia.
Punktem odniesienia jest dla niego Estonia i jej program AI Leap. Tam przeszkolono około 3 tysięcy z 17 tysięcy nauczycieli - mniej więcej co piątego. W Polsce, przy około 500 tysiącach nauczycieli, przeszkolenie 13 tysięcy oznacza mniej więcej co czterdziestego. Estońscy licealiści dostają dostęp do najlepszych modeli, między innymi OpenAI i Anthropic, podczas gdy w Polsce oferowany jest PLLuM - mniejszy model dedykowany administracji do generowania pism.
„W Polsce kupujemy laboratoria, komputery, a Estonia buduje model uczenia” - podsumowuje autor. Jego zdaniem nie decyduje budżet, lecz „wyobraźnia”, a największym ryzykiem jest kupno nowej technologii po to, by szybciej robić stare rzeczy.
Uczniowie już korzystają z AI
Dane, na które powołuje się dziennikarz, wskazują, że technologia jest w szkołach faktem niezależnie od decyzji urzędów. Według badania NASK 7 na 10 nastolatków korzysta z narzędzi AI - połowa do nauki, 40 procent do pracy domowej. Korzystanie dziecka potwierdziło jednak tylko 26 procent rodziców.
„To nie jest technologia, która zapuka dopiero do szkoły. Ona już tam wjechała bez pukania, przy pracy domowej, wieczorem, w zaciszu” - mówi Kuśmierek, opisując sytuację jako „dziki pilotaż w pokoju dzieci” bez reguł. Problemem nie jest, jego zdaniem, oszukiwanie uczniów, lecz brak spójnych zasad wykraczających poza „głowę pojedynczego nauczyciela”.
Autor przywołuje trzy liczby. Średni wynik matematyki rozszerzonej na tegorocznej maturze wyniósł 37 procent. 34 procent rodzin z dziećmi w wieku szkolnym płaci za korepetycje i kursy - rekord, który Fundacja Batorego określa jako „ukrytą prywatyzację edukacji”. Model Gemini Deep Think zdobył zaś na Międzynarodowej Olimpiadzie Matematycznej 35 na 42 punkty, co odpowiada poziomowi złotego medalu - choć, jak zastrzega autor, model nie startował w olimpiadzie ani nie jest uczniem.
Praca domowa i dwa tryby oceniania
Kuśmierek wskazuje, że AI rozdzieliła dwie dotychczas połączone funkcje pracy domowej: uczenie i dowodzenie, że uczeń ją wykonał. Dwa podobne wypracowania mogą powstać w całkowicie różnych procesach - jedno przez skopiowanie odpowiedzi i zmianę trzech słów, drugie przez postawienie tezy, poszukiwanie kontrargumentów i weryfikację źródeł.
„AI nie zabrała dzieciom wiedzy, zabrała w szkole możliwość otrzymania dowodu tej wiedzy” - mówi. Stąd propozycja dwóch trybów: bez AI, sprawdzającego, co uczeń ma w głowie, oraz z AI, w którym uczeń pokazuje pytania, źródła, proces i odrzucone odpowiedzi. Autor podkreśla, że wiedza nie stała się zbędna, bo bez znajomości faktów nie da się zweryfikować, czy model „nie zhalucynował”.
Cybernetyka, Pachocki i „mastery-based learning”
Dziennikarz odwołuje się do Mariana Mazura, twórcy polskiej teorii systemów autonomicznych, który w 1976 roku pisał, że szkoła powinna umożliwiać człowiekowi „najdokładniejsze poznanie siebie samego”, i zarzucał jednolitemu nauczaniu dopasowanie do ucznia przeciętnego. Przeciętność, według autora, jest „specyfikacją, a nie wadą” tego systemu.
Jako kontrprzykład przywołuje profesora Ryszarda Szubartowskiego z Gdyni, nauczyciela Jakuba Pachockiego, którego wychowankowie zdobyli ponad 120 medali na Olimpiadzie Informatycznej. Szubartowski, cybernetyk, dobierał zadania do poziomu konkretnego ucznia, a nie do średniej klasy. To metoda „mastery-based learning” - stałe ma być opanowanie materiału, zmienny zaś czas potrzebny poszczególnym uczniom.
Autor wskazuje, że koordynację takiej szkoły umożliwia dziś prosta aplikacja, a zdolny uczeń mógłby zaliczyć roczny materiał w kilka tygodni. „To nie kosztuje miliardów, to kosztuje odwagę” - podkreśla, dodając, że prawdopodobnie wymaga to zmian w prawie oświatowym. Powołuje się na amerykańskie szkoły Alpha School i Ad Astra, gdzie - jak podaje - dwie godziny dziennie mają wystarczać do opanowania programu w co najmniej 90 procentach.
Pięć filarów i piątka reform
W raporcie „Polska w obliczu AGI” autor proponuje pięć filarów edukacji: osąd, współpracę z AI, kreatywność i rzemiosło, przedsiębiorczość oraz filozofię, psychologię i sens. Nauczyciel staje się w tej wizji „architektem uczenia”, który projektuje sekwencje dydaktyczne i decyduje, kiedy AI ma tłumaczyć, a kiedy zamilknąć. „Model nie przyjmie odpowiedzialności za proces rozwojowy dziecka” - zaznacza.
Kuśmierek przywołuje wypowiedź Demisa Hassabisa, szefa Google DeepMind, o odwróceniu klasy, tak by aspekt ludzki odbywał się w szkole, a powtórki materiału prowadził osobisty tutor AI dopasowany do tempa ucznia. Model jednego tempa dla wszystkich Hassabis miał nazwać „szalonym”.
Diagnoza obejmuje też naukę, opartą w Polsce na „punktozie” - punktacji za publikacje. Autor ostrzega, że narzędzia generujące artykuły podważają ten system, a naukowiec przyszłości ma być „architektem wehikułu badawczego”, nie operatorem przycisku. Przestrzega również przed „ciemną wersją” personalizacji, w której etykiety dzielą uczniów na zdolnych i słabych, tworząc samospełniającą się przepowiednię - jak przy wdrożeniu cyfrowych podręczników w Korei Południowej w 2025 roku, przeprowadzonym odgórnie, bez konsultacji.
Postulat: jeden adres odpowiedzialności
Kluczowym wnioskiem jest, według autora, potrzeba jednej osoby odpowiedzialnej za szkołę w epoce AI - łączącej Ministerstwo Edukacji, Ministerstwo Cyfryzacji i NASK. „Musi być konkretna osoba z imienia i nazwiska, bo dzisiaj tego nie ma” - mówi. Jego „piątka dla polskiej edukacji” obejmuje dobrowolną ścieżkę nauki asynchronicznej w formie pilotażu, przesunięcie ciężaru na kompetencje przyszłości, inwestycję w nauczycieli, dwa tryby oceniania oraz edukację przez całe życie opartą na uniwersytetach otwartych i mikrokwalifikacjach.
Średnia wieku nauczycieli wynosi obecnie 48 lat, a osoby poniżej 30. roku życia stanowią 5 procent kadry. Autor formułuje tezę, którą uważa za najważniejszą: w erze AI edukacja jest „infrastrukturą poznawczą państwa”, równie krytyczną jak energetyka czy sieci cyfrowe. Sprzęt do pracowni ma adres dostawy - pozostaje pytanie, kto weźmie odpowiedzialność za to, czym te szkoły się staną.