USA przebudowują obecność w Europie. Ekspert: to trwała zmiana
Stany Zjednoczone przeprowadzają strategiczny przegląd rozmieszczenia swoich sił w Europie, co - według profesora Daniela Boćkowskiego z Uniwersytetu w Białymstoku - zapowiada trwałą zmianę amerykańskiej koncepcji bezpieczeństwa i przerzucenie odpowiedzialności za obronę kontynentu na samych Europejczyków. W rozmowie w Kanale Otwartym ekspert do spraw bezpieczeństwa ostrzegł, że obietnice szczególnego traktowania Polski należy oddzielić od decyzji, które zapadną na podstawie „bezwzględnych, żelaznych kalkulacji".
Bezpośrednim tłem rozmowy stał się wpis podsekretarza do spraw polityki w amerykańskim Departamencie Wojny Elbridge’a Colby’ego, który poinformował o spotkaniach z przedstawicielami Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Rumunii oraz siedziby NATO. Wśród wymienionych zabrakło Polski, co wywołało pytania o pozycję Warszawy w nowym układzie. Boćkowski studził jednak emocje.
Zmiana koncepcji na lata
Zdaniem eksperta przegląd amerykańskich sił to nie chwilowy kaprys administracji Donalda Trumpa, lecz proces przygotowywany od lat. „Amerykanie przygotowywali się do tego przez wiele, wiele lat, dlatego że po prostu muszą na nowo przebudować swoje siły na całym terenie, de facto na globie" - mówił.
Waszyngton oczekuje, że Europa „w końcu zajmie się sama sobą". Boćkowski wskazał, że Stany Zjednoczone drastycznie ograniczą swoją obecność na kontynencie i przebudują to, co pozostanie. Przyczyny mają charakter praktyczny - koszty, infrastruktura oraz kurcząca się liczba żołnierzy. „Amerykanie też nie mają teraz nieskończonej ilości żołnierzy, którzy chcą służyć w siłach zbrojnych Stanów Zjednoczonych" - zaznaczył.
Ekspert ostrzegł, że część amerykańskiej infrastruktury zostanie wycofana, a zadania w obszarze bezpieczeństwa, rozpoznania elektronicznego czy transportu przejmą państwa europejskie. Wycofane mają być między innymi samoloty transportowe oraz jednostki przewidziane do wsparcia w pierwszej fazie kryzysu.
Brak Polski przy stole nie jest sygnałem
Boćkowski nie doszukiwał się w nieobecności Polski wśród rozmówców Colby’ego złowrogiego przekazu. „Nie demonizowałbym tego, że z Polską się nie rozmawia, ponieważ większość krajów natowskich też mogła powiedzieć: dlaczego z nami nie rozmawiali, a rozmawiali z Niemcami, Francją czy Rumunią" - stwierdził. Format rozmów zależy od struktury planowanych działań.
Jednocześnie ekspert przypomniał, że deklaracje o utrzymaniu bądź wzmocnieniu obecności wojsk USA w Polsce pozostają na razie zapowiedziami. „Zapowiedź Trumpa o tym, że będzie więcej wojska, pozostaje zapowiedzią, bo Trump może wiele rzeczy zapowiadać, ale niezależnie od tego ten przegląd musi się odbyć".
Na pytanie, czy dobre relacje prezydenta Karola Nawrockiego z Donaldem Trumpem zapewnią Polsce szczególne względy, Boćkowski odpowiedział sceptycznie. „Te obietnice superpartnerstwa traktowałbym jako obietnice, a te decyzje, które zapadną, one będą wynikały po prostu z bezwzględnych, żelaznych kalkulacji". Jako przykład podał szybkie wycofanie się administracji z obietnic dostaw rakiet Patriot dla Ukrainy, gdy okazało się, że decyzje należą do firm i Kongresu.
„NATO europejskie" jako nowa rzeczywistość
Ekspert opisał wyłaniający się model, który nazwał „NATO europejskim". Jego istotą jest sytuacja, w której obrona kontynentu spoczywa na państwach europejskich, a wsparcie amerykańskie nadejdzie dopiero w razie głębokiego kryzysu. „Dopiero Amerykanie będą nadciągać z tą kawalerią i z tą odsieczą w momencie, w którym Europa będzie potrzebowała takiego realnego wsparcia" - tłumaczył.
Czy Europa jest na to gotowa? Boćkowski uważa, że kontynent nie jest bezbronny - poszczególne państwa dysponują siłami zbrojnymi i zasobami, a mimo trudności zastąpiły USA we wspieraniu Ukrainy. Problemem jest jednak brak spójnej koncepcji reagowania kryzysowego oraz czas potrzebny na przebudowę. Ekspert wskazał na ryzyko demograficzne: „Może się okazać, że będziemy mieli fabryki, będziemy mieli amunicję, a dopadnie wszystkich demografia i nie będziemy mieli żołnierzy".
Jako dowód działającego odstraszania Boćkowski przywołał reakcję na ostatni rosyjski atak, gdy nad Polską poderwano samoloty tankowania z Niemiec oraz myśliwce F-35 sojuszników. Otwartym pozostaje pytanie, jak ten mechanizm zadziała w realnej sytuacji kryzysowej.
Rakieta nad Lubelszczyzną i luki w systemie ostrzegania
Rozmowa dotknęła też incydentu z rosyjskim pociskiem manewrującym, który wtargnął w polską przestrzeń powietrzną i spadł na terytorium kraju. Boćkowski odrzucił określenie „zbłąkana rakieta": „Nie ma czegoś takiego jak zbłąkane rakiety, a tym bardziej pociski manewrujące, dlatego że one mają bardzo dokładne trajektorie, mają określone cele".
Ekspert wskazał dwa scenariusze - awarię, którą ocenił jako prawdopodobną w 60-70 procentach, oraz celowe zaprogramowanie lotu przez korytarz polski. Niezależnie od przyczyny Rosjanie wykorzystali sytuację do dezinformacji i testowania polskich procedur. „Jesteśmy permanentnie, przy każdym takim ataku, który następuje, testowani przez Federację Rosyjską" - podkreślił.
Boćkowski krytycznie ocenił system ostrzegania. Alerty RCB, jak wyjaśnił, nie działają w czasie rzeczywistym i nie służą do informowania o tego typu zagrożeniach. Polska nie ma sprawnej obrony cywilnej, a założenie, że w razie alarmu obywatele włączą telewizję lub radio publiczne, jest - jego zdaniem - oderwane od rzeczywistości, w której ludzie szukają informacji w sieci. „Cała ta koncepcja nawet z tego naszego poradnika bezpieczeństwa jest nieadekwatna do rzeczywistości".
Wojna, która się nie skończy zawieszeniem broni
Ekspert przekonywał, że ewentualne zamrożenie działań w Ukrainie nie zakończy konfliktu Rosji z Europą. Przypomniał grudniowe ultimatum Moskwy z 2021 roku wobec Zachodu oraz to, że sama Rosja przedstawia wojnę własnemu społeczeństwu jako starcie z NATO. „Zawieszenie broni w Ukrainie nie kończy wojny z NATO, a celem permanentnego starcia z NATO jest doprowadzenie do tych oczekiwań, które Rosja miała w 2021 roku" - mówił.
Do owych celów Boćkowski zaliczył wycofanie NATO ze wschodniej flanki i przesunięcie linii Sojuszu do stanu z 1991 roku. Ostrzegł też przed mniejszymi prowokacjami - na morzu, z użyciem dronów lub uderzeń w infrastrukturę - które nie oznaczają pełnoskalowej wojny, lecz stanowią test europejskiej zdolności reagowania.
Ekspert zwrócił uwagę na kruchość europejskiego konsensusu. Obecni liderzy dostrzegają zagrożenie, lecz „ci liderzy nie są wieczni". Rosja, jak zaznaczył, wzmacnia wszędzie siły dla niej korzystne, a te same mechanizmy oddziaływania na społeczeństwo wykorzystują politycy w kampaniach wyborczych.
Spór polsko-ukraiński i „koniec historii"
W kontekście narastających nastrojów antyukraińskich Boćkowski ocenił, że decyzje prezydenta Wołodymyra Zełenskiego dotyczące sporu historycznego były „politycznym strzałem w stopę", podyktowanym wewnętrzną rozgrywką na Ukrainie. Ekspert wskazał, że Rosji zależy na polskiej ukrainofobii, ponieważ ma ona uderzać w morale żołnierzy, których rodziny przebywają w Polsce.
Doprowadzenie tematu zbrodni wołyńskiej na forum unijne było - zdaniem Boćkowskiego - czynnikiem, który zmusił Zełenskiego do częściowego wycofania się z eskalacji, ponieważ budzi „uzasadnione pytania dotyczące tego, czy nacjonalizm ukraiński jest bezpieczny".
Rozmowę zamknęła szersza diagnoza. Boćkowski stwierdził, że żyjemy w „okresie końca historii" - nie w tym optymistycznym sensie z lat po zimnej wojnie, lecz jako kres znanego porządku, w którym w Europie miało nie być wojen ani masowych migracji. „Rosja jest na ścieżce, z której nie chce zawrócić i to jest ogromny problem" - podsumował, wskazując, że podobne napięcia narastają także poza Europą.