346 prób, zero skutecznych przejść. Tak dziś wygląda granica z Białorusią
Na odcinku granicy z Białorusią chronionym przez Podlaski Oddział Straży Granicznej od początku bieżącego roku odnotowano 346 prób nielegalnego przekroczenia - i ani jednej skutecznej. Funkcjonariusze mówią o stuprocentowej skuteczności oraz o względnym spokoju po latach, w których liczba prób sięgała dziesiątek tysięcy rocznie. Obraz sytuacji przedstawił podporucznik Michał Dura z Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej podczas wizyty na odcinku chronionym przez placówkę w Krynkach.
Spadek liczby prób i skala kryzysu
Różnica w statystykach jest wyraźna. Jak podał podporucznik Dura, w poprzednim roku na odcinku chronionym przez Podlaski Oddział SG odnotowano ponad 24 tysiące prób nielegalnego przekroczenia granicy. W analogicznym okresie bieżącego roku liczba ta spadła do 346.
To jednak nie najwyższe zarejestrowane wartości. „Mieliśmy lata, gdzie takich prób w najwyższym okresie to było 37 tysięcy odnotowanych przez nas” - stwierdził funkcjonariusz. W szczytowych dniach aktywności migracyjnej liczono kilkaset prób w ciągu jednej doby.
Sytuacja zmieniła się gwałtownie w 2021 roku. Wcześniej, jak zaznaczył Dura, nielegalna migracja na kierunku białoruskim „praktycznie nie istniała” - ograniczała się do kilkudziesięciu lub kilkuset przypadków rocznie, najczęściej przypadkowych osób.
Za odcinek odpowiada obecnie około 2500 funkcjonariuszy. Liczba ta rośnie od 2021 roku, a formacja nie zgłasza problemów z rekrutacją. „W tym roku przyjęliśmy już około 300 osób, a mieliśmy ponad 1100 podań” - powiedział Dura. Początkujący funkcjonariusz przed kursem może liczyć na około 6 tysięcy złotych netto, a doświadczony, z kilkunastoletnim stażem, na kwoty rzędu 10 tysięcy na rękę, wraz z dodatkami do umundurowania, wypoczynku i służby na pierwszej linii.
Bariera, podkopy i metody forsowania
Odcinek w Krynkach prowadzi wzdłuż nowo wybudowanej drogi technicznej. Za nią stoi bariera o długości 186 kilometrów, wysokości 5,5 metra i zagłębiona na 1,5 metra pod ziemię. Na pewnym fragmencie, na długości ponad czterdziestu kilometrów, zaporę zastępuje rzeka graniczna Świsłocz; tam działa monitoring i zapora elektroniczna.
Funkcjonariusze podkreślają, że żadna bariera nie jest nie do pokonania. „Zawsze podkreślam, że nie ma zabezpieczenia niemożliwego do pokonania, one są po to, żeby spowolnić ten ruch migracyjny nielegalny” - zaznaczył jeden z funkcjonariuszy placówki w Krynkach. Migranci najczęściej korzystają z wysokich drabin stawianych od strony Białorusi, zjeżdżają po linach, czasem skaczą z pełnej wysokości ogrodzenia.
Odnotowano także podkopy przygotowane - według relacji - bardzo profesjonalnie, z wlotem kilkanaście metrów w głąb Białorusi i wylotem po stronie polskiej. „Jednym podkopem to nawet przeszło kilkadziesiąt osób” - relacjonował funkcjonariusz. Stosowano również cięcie bariery narzędziami spalinowymi oraz jej rozginanie przy użyciu lewarków samochodowych; dodatkowe elementy wzmacniające ogrodzenie zamontowano później.
Uszkodzenia są naprawiane na bieżąco przez własnych spawaczy formacji. Straż Graniczna wskazuje, że w bieżącym roku żadnej osobie nie udało się skutecznie przedostać na terytorium Polski. „Na 346 prób mamy 100% skuteczności” - podał funkcjonariusz, dodając, że nawet osoby, które pokonały barierę, były następnie zatrzymywane.
Zmiany prawne i spadek liczby rodzin
Jako moment przełomowy funkcjonariusze wskazują marzec poprzedniego roku, gdy wprowadzono ograniczenie prawa do składania wniosków o ochronę międzynarodową. Zdaniem Straży Granicznej prawo to było wcześniej instrumentalnie nadużywane - osoby zatrzymane po nieudanej próbie przedostania się dalej składały wnioski, lecz nie dopełniały procedury i wyruszały na zachód Europy.
Po zmianie przepisów osoby, które nielegalnie przekroczyły granicę zieloną i nie należą do grup wrażliwych, nie mają prawa złożenia takiego wniosku w Polsce. Był to, według funkcjonariuszy, jeden z czynników ograniczających migrację na tym kierunku.
Zmieniła się też struktura prób. Na początku kryzysu pojawiały się całe rodziny, kobiety i dzieci - częściowo dlatego, że sami migranci byli, zdaniem Dury, wprowadzani w błąd. „Im się przedstawiało, że tu jest łatwa ścieżka do Europy. Niektórzy, z którymi rozmawiałem, sądzili, że są w Niemczech” - powiedział. Obecnie, przy 346 próbach, mają to być niemal wyłącznie młodzi mężczyźni.
Funkcjonariusze podkreślają, że osoby przekraczające granicę zwykle nie zamierzały pozostać w Polsce. „Polska była tylko pewnym szlakiem” - stwierdził Dura, wskazując na cel w Niemczech i Francji. Mieli to być obywatele ponad 50 państw, którzy legalnie, na wizach, docierali do Rosji lub bezpośrednio na Białoruś.
Przemoc, ataki i rola służb białoruskich
Przedstawiciel Straży Granicznej opisał liczne sytuacje zagrożenia w szczycie migracji. „Nawet auto, w którym jedziemy, jest ostrzelane przez metalowe kule” - powiedział, wymieniając ataki kamieniami, butelkami, potłuczonym szkłem, strzelanie z procy, rzucanie kolców i koktajli Mołotowa. W pewnym okresie służba pełniona była w hełmach ochronnych, z tarczą jako podstawowym wyposażeniem.
Funkcjonariusz przytoczył groźby kierowane do jego koleżanki: osoba zamaskowana po stronie białoruskiej, mówiąca po arabsku, zapowiadała, że po przedostaniu się do Polski zabije jednego z funkcjonariuszy, a drugiego zgwałci. „To były słowa kierowane do naszej funkcjonariuszki” - dodał.
Straż Graniczna wskazuje na udział służb białoruskich. Po stronie białoruskiej znajduje się ogrodzony pas ziemi, do którego dostęp mają wyłącznie tamtejsze służby. W grupach atakujących barierę miały pojawiać się osoby w białoruskich mundurach, wskazujące miejsca przekroczenia i dostarczające narzędzia: nożyce, drabiny, a nawet sprzęt spalinowy do cięcia.
Jednocześnie funkcjonariusze podkreślają obowiązek udzielania pomocy. Od początku kryzysu pomoc otrzymało ponad 800 osób, a na leczenie wydano - według relacji - ponad 6 milionów złotych. „Jeżeli zatrzymujemy nielegalnego migranta, na początku sprawdzamy, czy mu nic nie dolega” - zaznaczył Dura.
Spór o obraz granicy
Straż Graniczna odnosi się do zarzutów o łamanie praw człowieka i stosowanie tzw. pushbacków. Zdaniem funkcjonariuszy słowo to jest nadużywane, a procedura polega na doprowadzeniu osoby do państwa, do którego przybyła legalnie i dobrowolnie. Zaprzeczają siłowemu wypychaniu: „Nie było tak, że my je wypychamy siłowo”.
Jako przykład dezinformacji Dura wskazał zdjęcie dziecka przy barierze, które - według jego relacji - powstało w maju w Dzień Matki. Grupa z kobietami i dziećmi miała zostać dostarczona pod barierę przez stronę białoruską, sfotografowana, a następnie zabrana z powrotem. „Typowa ustawka” - ocenił, dodając, że obok trwały starcia z agresywnymi mężczyznami.
Zapytany o film „Zielona granica”, funkcjonariusz odpowiedział: „Nie lubię filmów fantasy”, zarzucając produkcji pominięcie perspektywy Straży Granicznej. Odnosząc się do zmian politycznych, zaznaczył, że niezależnie od rządu granica pozostaje granicą państwową, o której bezpieczeństwo należy dbać.
Kryzys na granicy polsko-białoruskiej rozpoczął się w 2021 roku i był opisywany jako instrumentalizacja migracji przez stronę białoruską. Wizyta na odcinku zakończyła się epizodem obrazującym utrzymujące się napięcie: po białoruskiej stronie pojawili się Białorusini, którzy filmowali grupę i zbliżali się do bariery, po czym odwiedzających poproszono o oddalenie się.