Komisja Wenecka podważa stanowisko prezydenta Nawrockiego ws. sędziów
Komisja Wenecka uznała, że sędziowie Trybunału Konstytucyjnego mogli złożyć ślubowanie bez fizycznego udziału prezydenta Karola Nawrockiego - ocenił organ doradczy Rady Europy w opublikowanej opinii. Stanowisko to zaostrzyło spór między Pałacem Prezydenckim a rządem Donalda Tuska o status pięciu sędziów wybranych w obecnej kadencji Sejmu.
Czterech z nich w kwietniu, podczas wydarzenia zorganizowanego w Sejmie, złożyło ślubowanie pod nieobecność prezydenta, lecz prezes Trybunału Konstytucyjnego Bogdan Święczkowski nie dopuścił ich do orzekania. Łącznie na odebranie ślubowania przez głowę państwa czeka pięciu sędziów.
W swojej opinii Komisja Wenecka stwierdziła, że polska głowa państwa - niezależnie od przebiegu procesu wyboru sędziów przez Sejm - powinna przyjąć od nich ślubowanie. Zdaniem organu fizyczna obecność prezydenta nie jest konieczna, jeśli wypełniono inne przewidziane prawem procedury.
Premier Donald Tusk za pośrednictwem portalu X wyraził niezadowolenie z postawy prezydenta. W jego ocenie Nawrocki powinien przestrzegać konstytucji oraz opinii Komisji Weneckiej, respektowanych przez inne państwa. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz odpowiedział w Polsat News, że opinie organu doradczego Rady Europy nie są prawnie wiążące, a Kancelaria Prezydenta za najważniejsze źródła prawa w Polsce uznaje konstytucję i ustawy.
Nowy plan pokojowy dla Ukrainy
Stany Zjednoczone i państwa europejskie - jak podaje „The Washington Post" - pracują nad nową propozycją zakończenia wojny na Ukrainie. W ubiegły piątek w rezydencji Steve'a Witkoffa, specjalnego wysłannika prezydenta Donalda Trumpa, spotkali się dyplomaci z Ukrainy, Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii.
Jeden ze scenariuszy zakłada, że Rosja i Ukraina zrezygnują z części postulatów terytorialnych w zamian za obustronne korzyści gospodarcze. Do Unii Europejskiej wznowiono by dostawy rosyjskiej ropy i gazu, a Ukraina otrzymałaby połowę zysków z ich transportu, co obniżyłoby ceny energii w Europie.
Plan obejmuje również powojenną odbudowę kraju. Mechanizm jej finansowania miałyby opracować Bank Światowy oraz firma BlackRock. W razie ponownej agresji Rosji Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy byliby zobowiązani do obrony Ukrainy - na wzór artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego.
Podział terytorialny opierałby się na obecnej linii frontu. Oznaczałoby to utratę części terenów przez Ukrainę, ale zarazem rezygnację Rosji z planów zajęcia całego obwodu donieckiego.
Kolejne klastry negocjacyjne i spór o liczby
We wtorek w Luksemburgu Ukraina otworzyła dwa kolejne klastry negocjacyjne w sprawie akcesji do Unii Europejskiej - dotyczące rynku wewnętrznego i konkurencyjności. Jak podkreśla „The Kyiv Independent", obejmują one największą liczbę dokumentów wymagających wdrożenia.
Postęp umożliwiło przyjęcie przez Radę Najwyższą Ukrainy przepisów regulujących prawa mniejszości węgierskiej, od których Węgry uzależniały zgodę na przyspieszenie negocjacji. Do otwarcia pozostały dwa z sześciu klastrów - dotyczące rolnictwa i transportu, sektorów, w których Ukraina ma przewagę nad państwami wspólnoty.
Komisja Europejska przyjęła przed tygodniem propozycje w sprawie rozszerzenia, wskazując na potrzebę szczególnego potraktowania rolnictwa. Komisarz ds. rozszerzenia Marta Kos uznała, że proces akcesyjny powinien chronić interesy europejskich rolników, a zarazem umożliwić Ukrainie eksport produktów.
Odrębny spór dotyczy skali handlu surowcami z Rosją. Według danych bazy Comext, prowadzonej przez Eurostat, państwa Unii od 2022 roku zapłaciły Rosji 209 miliardów euro za paliwa kopalne. Rosyjski wicepremier Aleksandr Nowak podawał wyższą kwotę - 320,7 miliarda dolarów - argumentując, że sankcje nie zdołały zerwać powiązań gospodarczych.
Komisja Europejska odrzuciła te twierdzenia. Jej zdaniem bez programu uniezależniania od rosyjskich dostaw REPowerEU Rosja od 2022 roku otrzymałaby dodatkowe 278 miliardów euro. Donald Trump, uzasadniając zawarcie z Rosją umowy na dostawy oleju napędowego, mówił z kolei o 250 miliardach euro zapłaconych przez Unię.
Afera dezinformacyjna i protesty we Francji
Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak rozpowszechniał nieprawdziwą grafikę o spadku aktywności rosyjskich botów w internecie. Materiał wiązał to zjawisko z ukraińskimi atakami na Yandex, które wyłączyły trzy centra danych rosyjskiej firmy.
Portal interia.pl, powołując się na ustalenia NASK, poinformował, że krążące w sieci dane są fałszywe. Za ich rozpowszechnienie przeprosił analityk Jarosław Wolski. Siemoniak twierdził podczas odprawy rządu, że spadek działalności botów to zjawisko światowe, a po fali krytyki zapewnił na portalu X, iż opierał się na informacjach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Współprzewodniczący Konfederacji Sławomir Mentzen ocenił, że rząd skompromitował się w kontekście deklaracji o walce z dezinformacją. Lider Partii Razem Adrian Zandberg domaga się ujawnienia rzeczywistego źródła informacji przekazanych przez Siemoniaka.
We Francji niemal 480 tysięcy osób - według organizatorów - wzięło udział w demonstracjach poparcia dla protestów uczniowskich. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych szacuje liczbę uczestników wtorkowych manifestacji na około 161,5 tysiąca. Do niewielkich starć z policją doszło w Paryżu i Lyonie. Na sobotę związki zawodowe i organizacje uczniowskie zaplanowały kolejne protesty przeciwko rosnącym kosztom życia i założeniom przyszłorocznego budżetu.
Odrębny raport ujawnił, że w niemieckim landzie Badenia-Wirtembergia w ciągu 14 lat odnotowano 358 przypadków małżeństw zawartych z nieletnimi, z których prawnie unieważniono jedynie osiem. Dane opublikowano w odpowiedzi na interpelację Alternatywy dla Niemiec. Pozostałe sprawy kończyły się najczęściej osiągnięciem pełnoletności, śmiercią współmałżonka lub zawarciem związku poza granicami kraju.