Powrót

63 proc. Rosjan źle ocenia Polskę. Źródłem propaganda Kremla

Negatywny stosunek Rosjan do Polski, od lat napędzany przez państwowe media, osiągnął szczyt po inwazji na Ukrainę - wynika z badań ośrodka Lewada przytoczonych w programie Kanału Otwartego. O przyczynach zmiany nastrojów rozmawiali Denis Salnikov, Rosjanin mieszkający w Polsce, oraz Grzegorz Ślubowski, były korespondent Polskiego Radia i konsul generalny w Sankt Petersburgu, który spędził w Rosji 13-14 lat.

Twarde dane i wyraźny podział pokoleniowy

Według badań Lewady 63 proc. Rosjan deklaruje zły stosunek do Polski, a 19 proc. dobry. Pół roku wcześniej odsetek ocen negatywnych sięgał 70 proc., a pozytywnych - 16 proc.

Wyraźnie zarysowuje się podział pokoleniowy. Wśród osób poniżej 25. roku życia 34 proc. ma dobry stosunek do Polski, podczas gdy w grupie powyżej 55 lat aż 77 proc. ocenia Polskę negatywnie. Jak zauważyli uczestnicy rozmowy, starsi Rosjanie, którzy regularnie oglądają telewizję, są nastawieni gorzej niż młodzi.

Zdaniem Salnikova dzisiejsze nastroje to efekt długotrwałego spadku. Przypomniał, że na początku rządów Władimira Putina, w latach 2000 i 2003, pozytywnie do Polski odnosiło się 70-78 proc. Rosjan. - Później to spadało krok po kroku - mówił. - Teraz, po dołku, w który wpadło po rozpoczęciu wojny, trochę zaczyna się odbijać.

Cezurą propaganda, nie sama wojna

Obaj goście zgodnie wskazali, że punktem zwrotnym nie była wyłącznie wojna, lecz antypolska kampania w mediach państwowych. - Cezurą była antypolska propaganda, której sygnał dał Władimir Putin — stwierdził Salnikov.

W rosyjskiej telewizji Polska funkcjonuje jako „kraj straszny, główny wróg, kraj rusofobiczny", gdzie - zgodnie z tą narracją - żaden Rosjanin nie może normalnie funkcjonować. Putin przedstawia Polskę jako winną drugiej wojny światowej i „hienę Europy". Ślubowski opisał to obrazowo: jeśli Waszyngton pełni w tej propagandzie rolę „wielkiego szatana", to Polsce przypada rola „małego szatana w Europie".

Ślubowski podkreślił jednak, że obraz medialny rozmija się z codziennym doświadczeniem. Przez pięć i pół roku w Petersburgu nie spotkał się z przejawami niechęci ze strony przypadkowych ludzi. Agresja - krzyki, plucie - pochodziła wyłącznie od osób, które uznał za współpracowników służb i które działały przeciwko konsulatowi, a nie przeciwko niemu osobiście.

Polska zatrzymana w latach 80.

Według obu rozmówców wielu Rosjan postrzega Polskę przez pryzmat czasów radzieckich. Pytani o polskie postacie, wymieniają Barbarę Brylską czy Annę German. - Ten obraz Polski jakby się zatrzymał w tych czasach radzieckich - zauważył Salnikov.

Ślubowski opowiedział anegdotę z petersburskiego banku, gdzie urzędniczka, widząc jego polski paszport, zaczęła wypytywać o Barbarę Brylską i polskich aktorów, których pamiętała z młodości. - Jeżeli to byłby taki wrogi kraj, to ona powinna wobec mnie zastosować jakąś karę, a jest dokładnie odwrotnie - mówił. Jego zdaniem po wybuchu wojny wyrazy sympatii nie zniknęły, lecz stały się bardziej skryte, bo ludzie zaczęli się bać.

Salnikov zwrócił uwagę, że doświadczenia różnią się regionalnie. Pochodzi z Krasnodaru, gdzie - jak mówił - nie ma żadnego wyraźnego nastawienia do Polaków. Sam pierwszy raz odwiedził Polskę w 2014 roku i „zakochał się" w niej, ale żadna ze znajomych jego byłej żony, uczących się języka polskiego, do Polski nie pojechała. Dla większości Rosjan Polska nie jest atrakcyjnym kierunkiem podróży - inaczej niż dla Białorusinów i Ukraińców, których obraz Polski, bliższy rzeczywistości, kształtowały praca i studia.

Groźny quiz w petersburskiej taksówce

Ślubowski opisał scenę, która zilustrowała mechanizm sterowania nastrojami. W taksówce usłyszał radiowy quiz, w którym prowadzący pytał słuchaczy, czy ze względu na to, że Polska jest „naszym wrogiem", należy wyciąć Barbarę Brylską z noworocznego filmu „Ironia losu".

- Jedni mówią: wyciąć, zastąpmy ją kimś. Inni: no jaki to będzie film bez niej - relacjonował. Gdy zapytał kierowcę, o co chodzi, ten odpowiedział pytaniem: „A wy uważacie, żeby wyciąć czy nie?". Zdaniem Ślubowskiego dowodzi to, że rosyjska władza potrafi niemal dowolnie kształtować nastroje: „obrzydzenie Polski czy obrzydzenie Stanów Zjednoczonych - to się robi o tak".

Salnikov dodał istotne zastrzeżenie metodologiczne. Polska plasuje się wysoko na liście wrogów tylko wtedy, gdy ankieta podsuwa gotowe odpowiedzi. - Kiedy ludzie muszą spontanicznie odpowiadać, Polska prawie nigdy nie pada - mówił.

Niemcy, Ameryka, Chiny - mapa rosyjskich emocji

Rozmowa objęła szerszy obraz świata widziany z Rosji. Zdaniem Salnikova odsetek Rosjan negatywnie nastawionych do Niemców bywa w badaniach wyższy niż do USA, co wiąże z kultem zwycięstwa w drugiej wojnie światowej.

Ślubowski dostrzega jednak w relacjach rosyjsko-niemieckich „poczucie pewnej wspólnotowości" - mit robienia wielkich pieniędzy w Rosji, wciąż żywy wśród niemieckich elit. Obecny chłód między Berlinem a Moskwą uznał za „absolutnie unikatowy moment", dla Polski korzystny, ale - jego zdaniem - przejściowy. Salnikov powiązał prorosyjskie sympatie we wschodnich Niemczech z pozytywną pamięcią o NRD i sukcesami AfD.

Stany Zjednoczone funkcjonują w świadomości przeciętnego Rosjanina jako wróg numer jeden, który - zgodnie z propagandą - chce rozbić Rosję, by przejąć jej surowce. Salnikov zwrócił uwagę na paradoks: ta sama matka, która krytykuje amerykańską politykę, zapytana, czy zostałaby w USA, gdyby mogła, odpowiada twierdząco. - Wielu Rosjan nie ma żadnego poczucia, że to są sprzeczne rzeczy - podsumował.

Chiny budzą mieszane uczucia: szacunek dla rozwoju technologicznego, który zastąpił produkty zachodnie, a jednocześnie lęk przed podporządkowaniem i teorie spiskowe o „odbieraniu Syberii". Dla części rosyjskich elit Chiny są wzorem transformacji, który Rosji się nie udał. Jak ocenił Ślubowski, Chiny stworzyły imperium, które aspiruje do równorzędnej pozycji ze Stanami Zjednoczonymi.

Rosja cyfrowa i Rosja bez kanalizacji

Rozmówcy obalili uproszczony obraz zacofanej Rosji. Salnikov opisał powszechną płatność biometryczną twarzą - odpowiedź na wyjście z kraju usług Apple Pay, Google Pay i Samsung Pay - oraz kamery przy sygnalizacji świetlnej, karzące pieszych za przechodzenie na czerwonym. W Moskwie zainstalowano co najmniej 300 tysięcy kamer, „więcej niż w Londynie".

Yandex uruchomił autonomiczne taksówki, a w kilku miastach dostarcza jedzenie naziemnymi robotami produkowanymi we własnej fabryce - około 30 miesięcznie. - Tak Rosja jest bardziej cyfrowo rozwinięta niż Polska - stwierdził Salnikow, zastrzegając, że hardware bywa chiński, ale software jest rosyjski.

Ślubowski uzupełnił ten obraz drugą stroną: w Rosji istnieją wsie bez kanalizacji i gazu, gdzie jedyną szansą jest wyjazd lub kontrakt wojskowy. - Różnice między poszczególnymi regionami, między miastem a wsią, są ogromne - podkreślił. Salnikov przypomniał, że inwigilacja służy władzy do wykrywania zagrożeń, którymi najczęściej są opozycjoniści.

Poczucie wyższości i imperium zamiast etnosu

Goście zgodzili się, że większość Rosjan nie interesuje się światem zewnętrznym. Wielu nie ma paszportu zagranicznego; ich horyzont to własny region oraz Moskwa i Petersburg. Salnikov porównał to do Amerykanów nieopuszczających rodzinnego stanu.

Wobec państw byłego ZSRR dominuje poczucie wyższości. - Rosjanie patrzą z góry, nie jak na kogoś na tym samym poziomie podmiotowości - mówił Ślubowski. Kluczowy jest, jego zdaniem, przekład nacjonalizmu etnicznego na imperialny: liczy się służba imperium, nie narodowość. Wrogiem jest ten, kto występuje przeciw imperium - i tu znów pojawia się Polska.

Salnikov i Ślubowski wskazali grupy, dla których Polska pozostaje punktem odniesienia: środowiska praw człowieka, jak Memoriał, dla których Polska jest wzorem rozliczenia z przeszłością; inteligencja wielkich miast; muzycy traktujący Polskę jako centrum wysokiej kultury; wreszcie rosyjska Polonia. - To są takie wyspowe momenty - zaznaczył Ślubowski. - To nie jest powszechne.

Wzajemna niechęć i brak zrozumienia

Po polskiej stronie nastroje są jednoznaczne. Według badań z ubiegłego roku 72 proc. Polaków deklaruje niechęć do Rosjan, a wobec Rosji jako państwa negatywną opinię ma 97 proc., z czego 91 proc. - bardzo negatywną.

Dane sprzed aneksji Krymu były znacznie bardziej zrównoważone. W 2012 i 2013 roku sympatię do Rosjan deklarowało odpowiednio 34 i 31 proc. Polaków, niechęć - 33 i 39 proc. Wyraźne pogorszenie nastąpiło po 2014 roku, a radykalne - po 2022 roku.

Zdaniem Salnikova przeciętny Rosjanin nie rozumie źródeł tej niechęci, bo propaganda tłumaczy ją „rusofobią całego świata". Osoba z podstawowym wykształceniem nie zgodzi się, że PRL był okupacją - będzie mówić o „wyzwoleniu spod faszystów". Salnikov przytoczył też wypowiedź rosyjskiego eksperta, który twierdził, że Polska dąży do odbudowy Rzeczypospolitej „od morza do morza" i zajęcia zachodniej Ukrainy.

Rozmowa zamknęła się konkluzją o sile osobistego kontaktu. Gdy działał mały ruch graniczny między obwodem królewieckim a Polską, 60 proc. mieszkańców tego obwodu deklarowało pozytywny stosunek do Polski - więcej niż wobec reszty Rosji. Salnikov zaapelował, by Polska rozważyła przyjęcie rosyjskich specjalistów, wzorem programu, dzięki któremu po 2020 roku przyjechało do kraju od 50 do 150 tysięcy białoruskich informatyków. Jak podsumował, dla większości Rosjan Polska pozostaje „po prostu takim słowem, taką nazwą" - i z tym, jego zdaniem, również trzeba pracować.

Kanał Otwarty Zasubskrybuj
newsletter