AfD blisko samodzielnych rządów. Test dla niemieckiej demokracji
W niedzielę mieszkańcy Saksonii-Anhalt wybiorą lokalny parlament, a sondaże dają partii Alternative für Deutschland (AfD) około 42 procent głosów - dwukrotnie więcej niż rządzącej landem od 24 lat CDU. Po raz pierwszy w historii AfD może przekroczyć próg pozwalający na samodzielne rządy, co zmusza niemieckie elity do pytania, czy zaakceptują zwycięstwo partii otoczonej kordonem sanitarnym.
W stolicy landu, Halle, trwa wiec zwolenników innych ugrupowań, zorganizowany pod hasłem obrony demokracji. Frekwencja jest umiarkowana - kilkaset osób. Chór śpiewa, gra muzyka, lecz atmosfera pozostaje stonowana. Organizatorzy zapowiadali manifestację „za demokracją, za jednością, za wspólnotą", ale samo miasto sprawia wrażenie głęboko podzielonego.
Podwójna przewaga w sondażach
W najnowszych badaniach AfD osiąga w Saksonii-Anhalt 42 procent. CDU, która rządzi tu nieprzerwanie od 2002 roku, ma około 22 procent. Pozostałe znane w skali kraju partie - SPD i Zieloni - balansują na granicy pięcioprocentowego progu wyborczego.
To właśnie od losu tych mniejszych ugrupowań zależy, czy AfD zdoła rządzić samodzielnie. Jeśli któreś z nich nie wejdzie do parlamentu, głosy przełożą się na większy mandat dla zwycięzcy. Analitycy oceniają, że wynik na poziomie około 45 procent zapewniłby AfD samodzielną większość.
W jednym z odwiedzanych miasteczek lokalne sondaże wskazywały nawet na 51 procent poparcia dla AfD. Ich wiarygodności trudno jednoznacznie ocenić, jednak skala poparcia w regionie jest wyraźna.
Migracja, ceny i „ciężkie życie"
Głównym motorem popularności AfD pozostaje migracja. W Halle widoczne są zaniedbane przedmieścia, budynki pokryte graffiti i dawne enerdowskie blokowiska, takie jak Neustadt, zamieszkane dziś w dużej mierze przez imigrantów. Poczucie zagrożenia wzmacniają incydenty z udziałem migrantów, które w ostatnich latach budzą niepokój.
Kwestia migracji łączy się z problemami ekonomicznymi. Wzrosły ceny mieszkań, a wielu mieszkańców odczuwa, że przybysze „zabierają im coś", nawet jeśli trudno to sprecyzować. Rosną też koszty energii i paliwa - diesel kosztuje obecnie od 2,30 do 2,40 euro za litr.
Zapytany o najważniejszą przyczynę wzrostu poparcia, jeden z kandydatów AfD wskazał, że choć migracja wywołuje emocje, kluczowe są ciężkie warunki życia i, jak to ujął, „fatalne rządy". Poparcie dla rządu federalnego sięga według relacji około 13 procent, a kanclerz Friedrich Merz oceniany jest nisko. Powtarzanym zarzutem jest bezczynność: „oni nie rozwiązują żadnych problemów".
Kordon sanitarny, który wzmacnia rywala
Od momentu powstania trzynaście lat temu AfD funkcjonuje za tzw. Brandmauer - kordonem sanitarnym, który wyklucza ją ze współpracy koalicyjnej. Partia nie uczestniczy dziś w żadnym rządzie. Media traktują ją niemal jednogłośnie krytycznie.
Ta izolacja, paradoksalnie, może pomagać ugrupowaniu. Wskazywanie zwolenników AfD jako „tych gorszych" rodzi frustrację. Wielu mieszkańców niechętnie przyznaje się do sympatii dla partii - podczas rozmów na ulicy osoby wyglądające na jej potencjalnych wyborców często odmawiały wypowiedzi.
Działacze partii, z którymi rozmawiano, nie sprawiali wrażenia radykałów. Lokalny lider w jednym z miasteczek to trzydziestoparoletni mieszkaniec związany z regionem od urodzenia, mający rodzinę i cieszący się szacunkiem. Sami działacze podkreślają skromność swojej struktury: „nasze biura są dużo mniejsze niż biura innych partii, mamy znacznie mniej pieniędzy, nie mamy pieniędzy na kampanię, jesteśmy poza systemem, ale nasza popularność rośnie".
AfD jest słaba w mediach tradycyjnych i mało widoczna na plakatach wyborczych. Jej siłą pozostaje internet - YouTube, Instagram oraz wspierający ją streamerzy i youtuberzy stanowią główny kanał komunikacji. Partia opiera się na wolontariacie i jak przekonują jej działacze, na autentycznym poparciu lokalnej ludności zmęczonej sytuacją w kraju.
Spór o obiady i Ukrainę
Program AfD zawiera postulaty budzące kontrowersje, ale też propozycje o charakterze socjalnym. Podczas ostrej debaty lokalnych liderów AfD i CDU jednym z tematów była propozycja bezpłatnych obiadów dla dzieci w szkołach.
Lider CDU argumentował, że taki program pochłonąłby miliony euro. Ulrich Siegmund z AfD odpowiedział, że państwo wydaje znacznie większe kwoty za granicą. W tym kontekście padł postulat kontrowersyjny z perspektywy Europy Środkowej: sprzeciw wobec dalszego wspierania Ukrainy. Zwolennicy tej linii argumentują, że „to nie jest nasza wojna".
Ten przekaz trafia na podatny grunt. Region należy do dawnej NRD, gdzie mentalne pozostałości relacji z Moskwą są silniejsze niż w innych częściach Niemiec, a nastawienie wobec Rosji mniej jednoznacznie krytyczne.
Co się stanie, jeśli kordon się utrzyma
Ulrich Siegmund, opisywany jako dynamiczny lokalny lider budujący popularność partii, zapowiedział, że jeśli AfD zwycięży, lecz nie zdobędzie samodzielnej większości i zostanie wykluczona z rządu, ugrupowanie pozostanie w opozycji.
Taki scenariusz - odtworzenie kordonu sanitarnego nawet przy wyniku powyżej 40 procent - może pogłębić frustrację wyborców i dodatkowo zwiększyć poparcie dla partii. Pokazywałby, że mechanizmy demokratyczne nie działają płynnie: najpopularniejsze ugrupowanie kraju byłoby systemowo odsuwane od władzy.
Wewnątrz obozu tradycyjnego narastają jednak napięcia. Bardziej konserwatywni działacze CDU coraz częściej podnoszą pytanie, czy AfD nie należałoby dopuścić do współrządzenia.
Rosnące napięcie i granice języka
Kampania przebiega w atmosferze nietypowej dla Niemiec agresji słownej po obu stronach. Zieloni umieszczali na billboardach hasła sugerujące, że alternatywą dla ich zwycięstwa są „rządy nazistów". Określanie całej AfD mianem partii nazistowskiej jest znaczącym uproszczeniem - ugrupowanie jest wewnętrznie zróżnicowane, ma wiele skrzydeł i radykałów z różnych stron, lecz nurt skrajny nie sprawia wrażenia dominującego.
W centrum Halle na oficjalnych instytucjach wciąż wiszą tęczowe flagi - symbol dotychczas dominującej kultury politycznej, coraz słabiej odzwierciedlającej nastroje mieszkańców. Umiarkowana frekwencja na wiecu przeciwników AfD wskazuje na zmęczenie i rezygnację. Większość wyborców po 24 latach rządów CDU pragnie zmiany, choć nie wszyscy chcą, by przyniosła ją AfD.
Test, który wykracza poza Saksonię-Anhalt
Niedzielne głosowanie będzie sprawdzianem podwójnym. Pierwszym - dla niemieckiej demokracji: czy system zaakceptuje zwycięstwo partii nietolerowanej przez dominującą klasę polityczną. Drugim - dla samej AfD: czy potrafi realizować obietnice wyborcze, z których część brzmi kontrowersyjnie, a część pozostaje neutralna.
Wynik na poziomie 42-45 procent, jeśli przełoży się na władzę, uczyni z landu poligon, na którym rozstrzygnie się, jak niemiecki system radzi sobie z ugrupowaniem odrzucanym przez elity, lecz cieszącym się rosnącym poparciem społecznym.
Stawka wykracza poza granice jednego landu. Dynamika procesów zachodzących w Saksonii-Anhalt sprawia, że objęcie władzy przez AfD w skali całych Niemiec staje się scenariuszem prawdopodobnym - choć bez jasnej perspektywy czasowej. Rozstrzygnięcie tego, czy „demokracja wygra", nie zależy od tego, czy AfD zwycięży, lecz od tego, czy Niemcy zaakceptują wolę wyborców. Odpowiedź poznamy w niedzielę.