Powrót

AfD zdobywa niemal 44 procent w Saksonii-Anhalt

W wyborach do Landtagu Saksonii-Anhalt Alternatywa dla Niemiec (AfD) uzyskała blisko 44 procent głosów przy frekwencji sięgającej niemal 80 procent - najwyższej w tym landzie od zjednoczenia Niemiec. Wynik ten zakończył ponad dwudziestoletnią dominację chadeckiej CDU premiera Svena Schulzego i, jak relacjonują dziennikarze Bogna i Igor Janke, zapoczątkował głęboki wstrząs polityczny, którego skutki mogą objąć całe Niemcy.

Reporterzy odwiedzili kilka miejscowości landu tuż po głosowaniu, rozmawiając zarówno ze zwolennikami AfD, jak i z uczestnikami organizowanego równolegle „Festiwalu Demokracji”, w którym udział brały organizacje pozarządowe sprzeciwiające się tej partii. Z ich relacji wyłania się obraz społeczeństwa podzielonego znacznie głębiej, niż sugerowałby obraz stabilnej i przewidywalnej niemieckiej sceny politycznej.

Bezpieczeństwo, migracja i koszty życia

Matthias Bittner, lokalny lider AfD w Staßfurcie - mieście, w którym partia uzyskuje poparcie sięgające niemal połowy mieszkańców - jako priorytet wskazał bezpieczeństwo wewnętrzne. „Sytuacja jest zła, choć rządzące partie zapewniają, że tak źle nie jest” - powiedział, wiążąc wzrost przestępstw z użyciem noża z imigracją, szczególnie w Magdeburgu i Halle.

Bittner zapowiedział zmianę polityki migracyjnej: wsparcie dla osób gotowych podjąć pracę i odsyłanie tych, którzy „chcą korzystać z systemu, a nie pracować”. Odrzucił jednocześnie określenie „masowe deportacje”. „Deportacja to złe słowo. Chodzi o to, żeby tych ludzi odsyłać z Niemiec, ale robić to w sposób niemasowy i niedrastyczny” - stwierdził, zastrzegając, że decyzje w tej sprawie należałyby do rządu federalnego.

Wśród priorytetów wymienił również obniżenie kosztów życia. „Ceny są bardzo wysokie. Na przykład benzyna w porównaniu do Polski jest bardzo droga” - mówił, wskazując, że od 2023 roku niemiecka gospodarka pozostaje w recesji z powodu wysokich cen energii. Problem ten, jak podkreślają reporterzy, jest szczególnie dotkliwy we wschodnich Niemczech, gdzie ceny odpowiadają ogólnokrajowym, a zarobki są niższe.

Rosja, Ukraina i spór o „faszyzm”

Program AfD w warstwie polityki zagranicznej budzi w Polsce największe obawy. Bittner opowiedział się za zaprzestaniem pomocy dla Ukrainy oraz wznowieniem pracy gazociągów Nord Stream. „Wojna na Ukrainie to nie jest nasza wojna” - oświadczył. Argumentował, że nawet w czasach żelaznej kurtyny „Rosja zawsze dotrzymywała umów i dostarczała gaz do zachodnich Niemiec”, i nie rozumie, dlaczego miałoby się to zmienić.

Polityk odrzucił określanie AfD mianem partii nazistowskiej. Odwołał się do powiedzenia, że „faszyzm powróci pewnego dnia w szacie antyfaszyzmu”, zarzucając przeciwnikom, że sami „posługują się faszystowskimi metodami”, gdy odmawiają innym prawa do odmiennego zdania. Wobec Polski deklarował chęć dobrych relacji: „Przeszłość to jest przeszłość (…), a to się nigdy więcej nie powtórzy”.

Motyw Rosji powracał także w rozmowach z wyborcami. Jeden z nich krytykował sposób traktowania Ukrainy przez rząd: „Rząd wszystko tutaj ukrywa, upiększa i przedstawia w fałszywym świetle. Okłamuje ludzi”. Reporterzy zwracają uwagę, że wielu rozmówców pozostaje pod wpływem rosyjskiej propagandy i nie rozumie przyczyn wojny.

Głęboka polaryzacja społeczeństwa

Anna Kwiatkowska z Ośrodka Studiów Wschodnich, z którą rozmawiano na wiecu AfD, oceniła, że podział niemieckiego społeczeństwa bywa dziś ostrzejszy niż w Polsce. Jak wyjaśniała, opór wobec AfD wynika z „wykluczenia, traktowania ich jako wrogów, nie oponentów politycznych”. Linia podziału - dodała - przebiega przez rodziny: „na których się nie spotykamy w czasie świąt”.

Zdaniem ekspertki najważniejszym zadaniem przyszłych władz będzie scalenie społeczeństwa. „Musi być powrót do takiej polityki kłótni, wymiany zdań, argumentów, ale nie może być tak, że traktujemy się jako wrogów śmiertelnych” - mówiła. Zastrzegła zarazem, że debaty w niemieckiej telewizji publicznej wciąż pozostają na wyższym poziomie niż polskie, choć „na ulicy” podział bywa „bardzo, bardzo ostry”.

Napięcie to uwidocznił konflikt o niemiecką flagę na placu katedralnym w Magdeburgu. Symbol namalowany na Domplatz został zmyty - jak podano, przez służby miejskie - co lokalny lider AfD Ulrich Siegmund wykorzystał, oskarżając establishment o niechęć do narodowych barw. Podczas demonstracji w obronie demokracji nie pojawiła się żadna niemiecka flaga, powiewały natomiast flagi tęczowe i antyfaszystowskie.

Nostalgia i zapaść wschodnich Niemiec

Reporterzy wskazują na nostalgię za czasami NRD jako istotny czynnik nastrojów. W Staßfurcie odwiedzili muzeum dawnej fabryki telewizorów RFT, niegdyś zatrudniającej kilka tysięcy osób i dającej mieszkańcom poczucie dumy. Po zjednoczeniu Niemiec zakład stopniowo zwalniano, a w 1998 roku ostatecznie zamknięto; budynki wyburzono. Dziś w mieście AfD uzyskuje poparcie sięgające 47 procent.

Podobny obraz przedstawia dzielnica Halle-Neustadt, zbudowana od podstaw w 1963 roku dla pracowników kombinatów chemicznych. W latach 80. mieszkało tam nawet 90 tysięcy osób; obecnie liczba ta spadła do 47 tysięcy. Po 1990 roku restrukturyzacja przemysłu pociągnęła za sobą utratę pracy i odpływ młodych. W ostatnich latach dzielnica stała się głównym miejscem osiedlania się migrantów - według danych miasta mieszka tu około 42 procent wszystkich cudzoziemców z Halle.

Jeden z rozmówców, deklarujący się jako dawny przeciwnik AfD, tłumaczył swoją decyzję rozczarowaniem: „Trzeba dać im szansę, ponieważ przez długi czas byliśmy oszukiwani i okłamywani (…). Gorzej już być nie może. Nie mamy nic do stracenia”. Inny, choć zatrudnia głównie ukraińskich uchodźców, przyznawał: „Nie powinno się wszystkich wrzucać do jednego worka”.

Obrońcy demokracji ostrzegają

Uczestnicy „Festiwalu Demokracji” przedstawiali odmienną perspektywę. AfD została zaklasyfikowana przez Urząd Ochrony Konstytucji jako skrajnie prawicowa w Saksonii-Anhalt, Turyngii i Saksonii. „Faszyzm nie jest stanowiskiem politycznym, ale przestępstwem” - mówił jeden z demonstrantów, uznając partię za „największe zagrożenie” dla demokracji.

Część rozmówców podkreślała gospodarczą rolę migrantów. Pracownik szpitala wskazał, że około jednej czwartej zatrudnionych tam osób wykonuje pracę, „której żaden Niemiec nie chciałby wykonywać”. Inni apelowali o dialog: „Wiele osób zagłosuje na AfD i również ci ludzie powinni i muszą zostać wysłuchani”.

Powtarzała się diagnoza o nieprzepracowanych różnicach między dawnymi NRD i RFN. „Przejęto prawa obowiązujące w RFN, ale ludzie się nie zbliżyli do siebie” - mówiła jedna z rozmówczyń, dodając, że AfD „raczej gra na ludzkich lękach, zamiast rzeczywiście proponować pozytywne rozwiązania”.

Wynik w Saksonii-Anhalt - porażka rządzącej od ponad dwóch dekad CDU i zwycięstwo partii otwarcie postulującej odbudowę relacji z Rosją - reporterzy określają jako początek nowej ery politycznej w Niemczech. Dla Polski oznacza to, jak podkreślają, poważne wyzwanie, które będzie wymagało nie zerwania kontaktów, lecz konsekwentnego dialogu i przedstawiania własnego stanowiska.