Amerykańskie wojska na stałe w Polsce? Wilczek-Fried. Ambasadorzy Polski i USA o współpracy
Stałe bazy USA w Polsce coraz bliżej? Byli ambasadorowie oceniają szanse
Polska prowadzi w Waszyngtonie skoordynowane wysiłki na rzecz stałej obecności wojsk amerykańskich na swoim terytorium, równolegle przez kanał prezydencki i rządowy. Byli ambasadorowie - Daniel Fried, reprezentujący USA w Warszawie, oraz Piotr Wilczek, były ambasador RP w Stanach Zjednoczonych - w debacie w Kanale Otwartym oceniają, że relacje pozostają strategiczne, choć poddane presji wewnętrznych sporów w administracji Donalda Trumpa. Obaj wskazują, że pozycja Polski w Waszyngtonie wynika dziś nie z sympatii, lecz z realnego wkładu w obronność wschodniej flanki NATO.
Relacje pod presją, ale z fundamentem
Fried określa obecny stan relacji jako „strategiczny, ale pod presją”, wskazując na niekonsekwentne sygnały płynące z Waszyngtonu. Jednocześnie podkreśla, że Polska dysponuje wyjątkowym kapitałem politycznym w amerykańskiej stolicy. „Wszyscy lubią Polskę. Naprawdę nie ma żadnych wrogów. Demokraci, republikanie, od prawicy do lewicy - jest dużo sympatii wobec Polski” - mówi były ambasador. Dodaje, że sympatia ta obejmuje również obóz prezydenta Trumpa.
Wilczek zwraca uwagę, że ta przychylność ma podstawy materialne, a nie sentymentalne. Polska graniczy z Ukrainą, Białorusią i obwodem królewieckim, a wydatki na obronność zbliżają się do 5 procent PKB. „Polska jest dostarczycielem bezpieczeństwa, nie tylko konsumentem” - podkreśla. Zauważa również, że jako szósta gospodarka Unii Europejskiej kraj zyskuje na znaczeniu strategicznym niezależnie od bieżącej koniunktury politycznej.
Obaj rozmówcy wskazują na różnicę w podejściu obozu rządowego i prezydenckiego do Stanów Zjednoczonych. Według Wilczka rząd Donalda Tuska akcentuje silniej zakorzenienie Polski w Europie - czego przykładem była dyskusja wokół programu SAFE - natomiast prezydent Karol Nawrocki przyjął rolę ostentacyjnie proamerykańską. Były ambasador przypomina, że taka jest „tradycyjnie rola prezydenta w Polsce” i nawiązuje do polityki Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudy. Nawrocki był jedynym europejskim prezydentem obecnym na bankiecie urodzinowym Donalda Trumpa.
Chaos w administracji jako szansa i zagrożenie
Fried otwarcie mówi o wewnętrznym sporze w obozie Trumpa, który przekłada się na sprzeczne komunikaty dotyczące obecności wojskowej w Europie. „Jednego dnia słyszymy, że Pete Hegseth zatrzymuje wysłanie wojsk do Polski. Potem drugiego dnia budzi się prezydent Trump, że jakieś 5000 nowych przyjedzie” - opisuje. Według niego za chaosem stoi realna walka między neoizolacjonistami, zwolennikami strategii „najpierw Azja” a tymi, których określa mianem „reaganistów”.
Do tej drugiej grupy Fried zalicza sekretarza stanu Marco Rubio oraz większość republikanów w Kongresie, w tym przewodniczących kluczowych komitetów w Senacie. Wskazuje, że sam prezydent Trump „rano bywa reaganistą, a po południu bywa izolacjonistą albo odwrotnie”. Były ambasador opisuje epizod, w którym Trump odwołał rotację jednej brygady do Polski, niezadowolony ze stanowiska Europejczyków wobec Iranu - decyzja została zakwestionowana zarówno przez stronę polską, jak i przez reaganistów w Kongresie, którzy skutecznie zaprotestowali.
„Czyli chaos, czasami walka, ale jest zawsze szansa dla Polski” - konkluduje Fried. Zarazem ostrzega, że nieprzewidywalność może być „pokusą dla Putina”. Wilczek dodaje, że bardziej obawia się nieprzewidywalności Rosji niż Stanów Zjednoczonych, „które jednak są państwem demokratycznym, mają ugruntowaną demokrację, sądy podważają niektóre decyzje taryfowe”.
Od Fort Trump do stałych baz
Wilczek przypomina, że dyskusja o stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce przeszła długą drogę. Gdy był ambasadorem, kluczowym ograniczeniem był NATO-Russia Founding Act z 1997 roku, który de facto blokował permanentne stacjonowanie sił sojuszniczych na wschodniej flance. „Teraz są tacy, którzy ciągle noszą kopię tego dokumentu ze sobą i mówią, że może się jeszcze przydać, ale czasy zmieniły się tak bardzo od 2016 roku” - ocenia.
Były ambasador zwraca uwagę, że stała obecność wymaga solidnej infrastruktury - porównywalnej z tą, którą Amerykanie dysponują w Niemczech. „Trudno sobie wyobrazić, żeby w Polsce w szczerym polu stacjonowała na stałe jednostka wojskowa” - mówi. Wskazuje, że poza koszarami konieczne są szkoły, mieszkania dla rodzin, infrastruktura logistyczna oraz interoperacyjność systemów, łącznie z cyberbezpieczeństwem.
Fried, zapytany wprost o szanse na decyzję o stałej bazie, odpowiada: „Mam nadzieję. Popieram”. Zaraz jednak dodaje, że to nie jest dla niego kwestia kluczowa. „Kluczowe jest, żeby Amerykanie byli w stanie wypełnić plany NATO na rzecz obrony Polski, Litwy i innych krajów przeciwko agresji rosyjskiej” - zaznacza. Wilczek przypomina o znaczeniu dowództwa V Korpusu w Poznaniu jako przykładu, że nie chodzi wyłącznie o liczbę żołnierzy, lecz o zdolności do koordynacji działań sojuszniczych.
Polska jako lider regionu i sojuszu Północ–Wschód
Obaj rozmówcy widzą szansę w pogłębieniu współpracy Polski z państwami nordyckimi i bałtyckimi. Fried określa Polskę jako „pierwszy kraj w obronie Zachodu przeciwko agresji moskiewskiej”, a kraje bałtyckie patrzą na nią „jak na naturalnego lidera”. Dodaje, że Polska utrzymuje dobre stosunki z Finlandią i Szwecją, których wejście do NATO zasadniczo zmieniło geografię strategiczną Bałtyku.
Wilczek zauważa, że kluczowym formatem pozostaje brytyjski Joint Expeditionary Force, do którego nie należą ani Polska, ani Niemcy. Z jego doświadczeń ambasadorskich w Londynie i Waszyngtonie wynika, że małe kraje nordyckie i bałtyckie zachowywały dystans wobec włączania dużych partnerów. „Te kraje mają ze sobą tyle wspólnego, że obecność dużego partnera nie zawsze była pożądana” - wspomina. Sytuacja zmieniła się jednak po wybuchu pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej.
Fried podkreśla, że warunkiem koniecznym budowy silnej Europy jest też uregulowanie relacji polsko-niemieckich. „Gdyby polsko-niemieckie stosunki były takie, jakie powinny być, Polska byłaby w stanie prowadzić Europę na drugą stronę tej drogi” - mówi. Zauważa, że niemieccy politycy prywatnie przyznają dziś, iż „Polacy mieli rację co do Rosji”, choć Berlin wciąż nie wysyła Ukrainie pocisków Taurus. Jego zdaniem kanclerz Friedrich Merz jest „najlepszym kanclerzem od wielu lat”, lecz „konkurencja była niezbyt silna”.
Lekcje z lat dziewięćdziesiątych
Wilczek i Fried zgodnie wskazują, że dzisiejsza pozycja Polski w Waszyngtonie ma swoje korzenie w skutecznej dyplomacji z okresu starań o członkostwo w NATO. Fried przypomina, że gdy zaczynała się debata o rozszerzeniu Sojuszu, „95 procent establishmentu spraw zagranicznych w Ameryce było przeciw”, ze względu na obawę o reakcję Rosji. Przełom przyniosły dwa czynniki: aktywność polskiej dyplomacji - Jerzego Koźmińskiego, Andrzeja Olechowskiego i osobiście Lecha Wałęsy, który „brutalnie” rozmawiał z Billem Clintonem - oraz spektakularny sukces gospodarczy III RP.
„Wzrost gospodarczy w Polsce zaczynał się w 1992 roku. Już w 1995 roku z Polski płynęły tylko dobre wiadomości - stabilność demokratyczna, konsensus strategiczny od prawicy do lewicy, od Kaczyńskiego do Kwaśniewskiego” - wspomina Fried. To, jego zdaniem, „było paliwem” dla amerykańskich zwolenników rozszerzenia NATO, którym zależało na „zniszczeniu linii jałtańskiej”.
Wilczek przypomina rolę Zbigniewa Brzezińskiego oraz grupę amerykańskich polityków i senatorów, którzy aktywnie wspierali polskie aspiracje. Wskazuje, że ich nazwiska Polska uhonorowała w okolicznościowej publikacji z okazji 40-lecia Solidarności. Wówczas pominięto Joe Bidena jako pełniącego funkcję wiceprezydenta, choć i on z czasem ewoluował w kierunku poparcia członkostwa Polski w NATO.
Co Polska powinna robić dziś
Pytany o rekomendacje, Wilczek odradza budowanie od podstaw własnych think tanków w Waszyngtonie. Postuluje natomiast ścisłą współpracę z istniejącymi ośrodkami: Atlantic Council, Heritage Foundation, American Enterprise Institute oraz Hudson Institute. „Nie zbudujemy w tej chwili tych dużych instytutów, które inne kraje budowały już dawno w Waszyngtonie” - ocenia. Przestrzega też przed nachalną propagandą państwową, której przykład - bez wymieniania kraju - wskazuje na Węgry z okresu pierwszej kadencji Trumpa.
Były ambasador kładzie nacisk na soft power: festiwale polskiego filmu, obecność w mediach kulturalnych, programy wymiany. „Polska jest na takim etapie, że jej miękka siła jest na poziomie, na jakim jest hard power. Wychodzenie ponad to może być nawet śmieszne” - argumentuje. Podkreśla jednocześnie znaczenie sprawnej ambasady - przypomnijmy, że stanowisko ambasadora RP w Waszyngtonie pozostaje nieobsadzone od dwóch lat - oraz regularnych wizyt polskich delegacji parlamentarnych.
Fried apeluje, by polskie obozy polityczne kontaktowały się z amerykańskimi odpowiednikami niezależnie od barw partyjnych. „Prezydent Nawrocki swoimi kanałami ideologicznymi. Radek Sikorski bardzo dobrze nas zna i też jest zdolnym człowiekiem. Liberałowie - wszyscy mają współpracować z odpowiednikami amerykańskimi” - mówi. Zwraca uwagę, że Partia Demokratyczna ewoluuje: „lewica w partii nie jest tak wpływowa, jak była, gdy ja byłem młody. Teraz jest nowa grupa demokratów, twardo przeciwko Putinowi i twardo w obronie Ukrainy”.
Tło i perspektywa
Debata odbyła się w momencie, gdy prezydent Karol Nawrocki przekonywał Donalda Trumpa w Waszyngtonie do utrzymania, a docelowo zwiększenia obecności wojsk amerykańskich w Polsce, a rząd Donalda Tuska przyjął uchwałę o przygotowaniach infrastrukturalnych do stałego stacjonowania sił USA. Polska kupuje znaczące ilości amerykańskiego sprzętu wojskowego i utrzymuje wydatki obronne na poziomie zbliżonym do 5 procent PKB - najwyższym w NATO. Jednocześnie nowa amerykańska strategia bezpieczeństwa stawia na pierwszym miejscu Indo-Pacyfik, co rodzi w Warszawie pytania o trwałość amerykańskiego zaangażowania w Europie.
Mimo tych napięć obaj byli ambasadorowie deklarują ostrożny optymizm. „Pamiętam, kiedy powszechne przekonanie było, że linia jałtańska jest raz i na zawsze. Okazało się, że nie” - kwituje Fried. Wilczek dodaje, że największym zagrożeniem dla relacji nie są jego zdaniem decyzje Waszyngtonu, lecz polaryzacja wewnętrzna - zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych. Polska kultura strategiczna pozostaje, jak zauważa, „konsekwentna” - i to, według obu rozmówców, jest dziś największym polskim aktywem.