Powrót

Krzysztof Szczucki: To niemoralne, ile zarabiają lekarze. Nie wiem,dlaczego prezes PiS mnie zawiesił

Szczucki: Zarobki lekarzy w publicznej służbie zdrowia są niemoralnie wysokie

Poseł Krzysztof Szczucki w rozmowie w kanale otwartym z Kamilą Baranowską ocenił, że wynagrodzenia części lekarzy w publicznej służbie zdrowia są „niemoralnie wysokie", odniósł się do swojego zawieszenia w Prawie i Sprawiedliwości oraz przedstawił argumenty za zmianą konstytucji. Bezpośrednim punktem zapalnym rozmowy była ujawniona przez portal zero.pl sprawa młodego lekarza ze szpitala południowego w Warszawie, który w ciągu roku miał zarobić ponad półtora miliona złotych.

Sprawa lekarza ze szpitala południowego

Według ustaleń dziennikarza Patryka Słowika kierownik SOR-u w jednym z warszawskich szpitali, będący jednocześnie radnym dzielnicy z ramienia Koalicji Obywatelskiej, miał zarabiać około 130 tysięcy złotych miesięcznie, mimo że - jak wskazują doniesienia - nie zawsze pełnił dyżury, za które pobierał wynagrodzenie.

Szczucki ocenił, że zgromadzona liczba godzin pracy jest fizycznie niewykonalna. „Ktoś policzył, że te wszystkie godziny, jakby tak zebrać, to ten pan doktor pewnie w ogóle by nie spał, nie jadł, tylko by pracował" - stwierdził poseł. Dodał, że jego klubowy kolega Paweł Jabłoński złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

Zdaniem posła PiS problem wykracza poza jednostkowy przypadek. „Nawet gdyby wziąć pod uwagę, że rzetelnie pracował i przebywał na tym SOR-ze, to te zarobki i tak są niemoralnie wysokie" - powiedział, podkreślając, że chodzi o pieniądze publiczne wydawane w systemie, w którym brakuje środków na nadwykonania, a pacjenci czekają w długich kolejkach.

Skala zjawiska i propozycje uporządkowania systemu

Szczucki przytoczył nieformalną analizę oświadczeń majątkowych lekarzy pełniących funkcje publiczne. Według niej najniższe znalezione wynagrodzenie wynosiło 23 tysiące złotych miesięcznie, a w szpitalach powiatowych pojawiają się kwoty rzędu 50, 60, a nawet 70 tysięcy złotych. Dzieje się to w placówkach, w których - jak zaznaczył - nawet 90 procent budżetu pochłaniają wynagrodzenia, a brakuje pieniędzy na bieżącą działalność.

Poseł wskazał na rywalizację między szpitalami i organami prowadzącymi o lekarzy, której skutkiem jest licytowanie się kontraktami. Jako receptę przypomniał projekt sieci szpitali, którego rządy Zjednoczonej Prawicy nie zdążyły dokończyć. Chodzi o koordynację między placówkami powiatowymi, wojewódzkimi i państwowymi, tak by w sąsiednich powiatach nie powielały się te same oddziały.

Szczucki zastrzegł jednocześnie, że nie chodzi o likwidację oddziałów położniczych. „W sytuacji, kiedy demografia u nas w Polsce leży, a chcemy, żeby się poprawiała, to raczej tych porodówek, nawet jeżeli chwilowo porodów na danym oddziale jest mniej, trzeba je utrzymywać, żeby Polki czuły się bezpiecznie" - powiedział.

Pandemia i podwyżki dla medyków

Zapytany o zarzut, że to rządy PiS w czasie pandemii wywindowały zarobki lekarzy, Szczucki przyznał, że dziś poprowadziłby tę politykę inaczej. „Pewnie tę służbę zdrowia dzisiaj bym poprowadził inaczej" - stwierdził. Bulwersujące - jak ocenił - było jego zdaniem zamykanie się lekarzy przed pacjentami i powszechność teleporad, których konsekwencje widać dziś w postaci nierozpoznanych w porę chorób.

Poseł odniósł się także do zapowiedzi premiera Donalda Tuska, który po ujawnieniu sprawy zadeklarował wyjaśnienie sprawy „do szczegółu" oraz wskazał, że Narodowy Fundusz Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia nie miały dotąd możliwości weryfikacji, kto ile zarabia w poszczególnych placówkach, ponieważ dane są zanonimizowane.

Szczucki ocenił, że Tusk powiela w tym zakresie wcześniejszy o kilka godzin pomysł Mateusza Morawieckiego. W ramach Zespołu Pracy dla Polski PiS zaproponowało raportowanie zarobków lekarzy do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. „Nie chodzi o to, żeby publikować listę ile konkretny lekarz zarabia, ale pokazywać najniższe, najwyższe, średnie w poszczególnych szpitalach, powiatach, województwach" - tłumaczył poseł.

Zawieszenie w partii i spór wokół książki

Drugim głównym wątkiem rozmowy było zawieszenie Szczuckiego w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości, które nastąpiło - jak ustalił poseł - w środę Wielkiego Tygodnia. Od tego czasu, jak twierdzi, nie otrzymał formalnego uzasadnienia poza dwoma pismami: postanowieniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego o zawieszeniu oraz decyzją rzecznika dyscypliny partyjnej Karola Karskiego o wszczęciu postępowania.

Poseł przyznał, że nie konsultował z partią swojej książki „Tyrania praworządności. O potrzebie nowej konstytucji". „Nie jestem osobą duchowną, która musi u biskupa ubiegać się o imprimatur" - powiedział. Zaznaczył jednocześnie, że krytycznie ocenia własne rządy w niektórych obszarach, w tym sposób przeprowadzenia zmian w Trybunale Konstytucyjnym, Krajowej Radzie Sądownictwa oraz w Państwowej Komisji Wyborczej.

W sprawie Trybunału stwierdził, że dwóch sędziów nadmiarowych nie powinno było zostać powołanych, natomiast pozostałą trójkę można było obsadzić bez sporu. Co do KRS przyznał, że choć uważa wybór sędziów przez Sejm za zgodny z konstytucją, „cała ta awantura nic nam nie dała" i nie doprowadziła do poprawy jakości pracy wymiaru sprawiedliwości.

W przypadku PKW poseł wskazał, że autorzy reformy nie przewidzieli sankcji za złamanie zasad parytetu, co umożliwiło późniejsze upolitycznienie komisji. Szczucki odrzucił jednocześnie zarzuty dotyczące rzekomych fikcyjnych zatrudnień w Rządowym Centrum Legislacji, którym kierował. Zapowiedział, że pierwsze wyroki sądów pracy w tych sprawach mogą zapaść jesienią.

Konstytucja i kandydatura na premiera

Poseł opowiedział się za zmianą konstytucji, choć przyznał, że całościowa reforma w obecnej kadencji jest niemożliwa. Realne - jego zdaniem - pozostaje punktowe podejście: osobno do Trybunału Konstytucyjnego, KRS i statusu sędziów. Jako jedno z możliwych rozwiązań wskazał propozycję, by wszyscy obecni sędziowie TK otrzymali stan spoczynku, a trybunał został wybrany od nowa według innego algorytmu.

Szczucki przyznał, że waha się obecnie między dotychczasowym poparciem dla systemu prezydenckiego a argumentami za układem parlamentarno-gabinetowym, które usłyszał między innymi od Macieja Koniecznego z partii Razem podczas debaty konstytucyjnej zorganizowanej przez stowarzyszenie About Polska. Wskazał, że wybory bezpośrednie prezydenta wzmacniają polaryzację, a system kanclerski sprzyja szerszej reprezentacji w parlamencie.

Zapytany o kandydaturę Przemysława Czarnka na premiera, poseł przyznał, że od początku miał wątpliwości co do wcześniejszego wskazywania kandydata. „Życzę tego mojej formacji politycznej, żeby rządziła samodzielnie po 2027 roku, ale trzeba zachować ogrom pokory, czy w ogóle będzie uczestniczyła w rządzeniu" - stwierdził. Dodał, że ostateczna decyzja o premierze zapadnie dopiero na negocjacjach koalicyjnych.

Kontekst i tło

Spór wokół zarobków w publicznej służbie zdrowia rozgorzał po publikacji portalu zero.pl, która opisała przypadek lekarza będącego jednocześnie politykiem Koalicji Obywatelskiej. Po ujawnieniu sprawy zrezygnował on z funkcji partyjnych, a rząd zapowiedział wyjaśnienie sprawy i ewentualne zmiany systemowe. Równolegle Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło własny program dla służby zdrowia, w którym pojawia się raportowanie zarobków lekarzy oraz powrót do koncepcji sieci szpitali.

Rozmowa pokazała, że spór wokół ochrony zdrowia może po raz pierwszy od lat stać się tematem politycznie nośnym - nie ze względu na same kolejki, do których wyborcy zdążyli się przyzwyczaić, lecz przez emocje wokół skali wynagrodzeń pobieranych z publicznych pieniędzy. Sam Szczucki ocenia jednak, że na obecnym etapie nie widzi „wiatru zmian" zdolnego odsunąć obecny rząd od władzy.