ANDREW MICHTA o błędach Warszawy i Kijowa. Polska bez strategii wobec Ukrainy?
Michta: Polska prowadzi reaktywną politykę wobec Ukrainy i nie ma strategii
Andrew Michta, profesor University of Florida i wykładowca Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności, w rozmowie z Igorem Janke ocenił, że obecny kryzys w relacjach polsko-ukraińskich obnaża fundamentalny brak strategicznego myślenia w Warszawie. Według analityka Polska od początku wojny w Ukrainie w 2022 roku nie wypracowała jasno sprecyzowanej polityki wobec Kijowa, ograniczając się do reagowania na bieżące wydarzenia, podczas gdy inicjatywę i sprawczość przejęła strona ukraińska.
Spór o UPA jako test relacji
Bezpośrednim tłem rozmowy była decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednemu z oddziałów wojskowych nazwy odwołującej się do UPA oraz polska reakcja, w tym odebranie ukraińskiemu prezydentowi Orderu Orła Białego. Według Michty odpowiedzialność za eskalację spoczywa na Kijowie: „za tę awanturę jest odpowiedzialny Kijów. Dlatego, że zaczęło się od tego nazwania, tej jednostki".
Analityk zaznaczył, że nie miał wglądu w wewnętrzne kalkulacje ukraińskiego przywództwa, ale przypomniał, że Zełenski podpisał dekret świadomie, a wcześniejsze jego wystąpienia - w tym przemówienie w ONZ sprzed dwóch lat, w którym porównał Polskę do Rosji - pokazują pewien wzorzec. Decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu orderu Michta ocenił jako trafną reakcję symboliczną, ale dodał, że powinna jej towarzyszyć ostra negocjacja w sferze prywatnej, wyznaczająca granice polskich żywotnych interesów.
„Polityka kwintesencjalnie reaktywna"
Centralna teza Michty brzmi jednoznacznie: „jeśli chodzi o relacje z Ukrainą, polska polityka jest kwintesencjalnie reaktywna". Profesor podkreślał, że prawdziwe sojusze rodzą się ze zbieżności dwóch elementów - wspólnego postrzegania zagrożeń i wspólnoty interesów. O ile Polska i Ukraina widzą w Rosji śmiertelne zagrożenie, o tyle co do interesów Michta nie jest przekonany.
Analityk przypomniał, że rok 2022 był dla Polski momentem strategicznym - „pięcioma minutami w słońcu". Bez Rzeszowa-Jasionki amerykańska logistyka nie byłaby w stanie dostarczać sprzętu Ukrainie, a Polska przekazała Kijowowi około 350 czołgów oraz duże ilości innego uzbrojenia. „Pierwszy raz my prowadzimy proaktywną politykę" - ocenił wówczas Janke, z czym Michta się zgodził, dodając, że Warszawa „nawet przymusiła" innych partnerów do działania.
Problem w tym, że po tym przełomie „wszystko siadło". Według Michty Polska nie wykorzystała tego momentu, by przekuć transfer sprzętu w mechanizm wiążący Ukrainę z polską gospodarką - na przykład w formie bezzwrotnej pożyczki powiązanej z udziałem polskich firm w odbudowie. „Nie widzę powodu, dla którego na przykład ten sprzęt nie miałby być wysłany na zasadzie umowy, który zrobi z niego bezzwrotną pożyczkę przy założeniu, że Polska wejdzie w proces odbudowy Ukrainy w konkretnych programach" - stwierdził.
Niezrealizowany traktat strategiczny
Janke przypomniał, że w początkowej fazie wojny w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy przygotowywano projekt traktatu o strategicznym partnerstwie z Ukrainą, mającego być głębszym dokumentem niż traktat elizejski między Francją a Niemcami. Według prowadzącego inicjatywa nie spotkała się z dużym zainteresowaniem strony ukraińskiej, a następnie - w obliczu kampanii wyborczej i decyzji Jarosława Kaczyńskiego - została odłożona.
Efekt jest taki, że poza wspólnym interesem w odepchnięciu Rosji liczba pól konkurencji rośnie: transport, rolnictwo, rynek pracy. Janke zauważył, że Ukraińcy, początkowo wdzięczni Polsce za przyjęcie uchodźców, dziś chcieliby ich powrotu, co stoi w sprzeczności z polskim interesem gospodarczym.
Diaspora bez polityki
Michta zwrócił uwagę na jeden z najpoważniejszych zaniedbanych obszarów - brak polityki wobec około dwóch milionów Ukraińców mieszkających w Polsce. „Czy oni mają zostać jako permanentni rezydenci, czy ma być jakaś wypracowana droga do ich obywatelstwa? Jeżeli tak, jakie mają być tego kryteria?" - pytał. W Stanach Zjednoczonych, mimo wszystkich problemów z imigracją, istnieje jasny horyzont docelowy: imigranci stają się obywatelami i częścią narodu. W Polsce takiej ramy nie ma.
Według analityka większość ukraińskich rodzin, które przyjechały po 2022 roku, nie wróci - zwłaszcza kobiety z dziećmi pochodzące ze wschodnich obszarów Ukrainy, gdzie często nie ma już do czego wracać. To wymaga przemyślanej strategii integracyjnej, a nie doraźnych decyzji.
Brak polityki wobec sąsiadów
Michta postawił szerszą diagnozę: Polska nie ma jasno wyartykułowanej polityki narodowej wobec żadnego z kluczowych sąsiadów. „Kiedy przyjeżdżam do Polski, pytam się, jaka jest polityka Polski na przykład wobec Niemiec, i słyszę opowiadanie o Unii Europejskiej najczęściej. Jaka jest polityka wobec Szwecji? Jaka jest polityka wobec Czech?" - wymieniał.
Profesor zarzucił polskim elitom myślenie w kategoriach normatywnych - Unii Europejskiej, NATO, wartości - zamiast w kategoriach jasno zdefiniowanego interesu narodowego. Państwa asertywne wobec swojego otoczenia, w tym kraje bałtyckie, prowadzą rozmowę w innym języku. „Litwa, Łotwa czy Estonia rozumieją to w 100% z jednego prostego powodu, bo to są bardzo małe państwa, to są państwa miasta i wiedzą, że bez tego multiplikatora działania z innymi mają bardzo mały wpływ".
Janke jako przykład reaktywności podał umowę Mercosur: przez lata negocjacji Polska nie zgłosiła konstruktywnych propozycji ani nie wyjęła kluczowych produktów z umowy, jak zrobili Włosi, by w końcu ogłosić sprzeciw bez realnych narzędzi blokowania. „Nie powstała analiza, która pokazywała, tu i tu tracimy, tu i tu zyskujemy" - stwierdził.
Nieprzepracowane pojednanie
Michta zwrócił uwagę, że relacje polsko-ukraińskie obarczone są ciężarem, który nie został rozliczony - analogicznie do nieprzepracowanego rozliczenia z Niemcami. Jako wzór wskazał pojednanie francusko-niemieckie po II wojnie światowej, możliwe dzięki amerykańskiemu parasolowi i twardemu postawieniu spraw historycznych.
„To, że nie odbyło się pojednanie w Europie Środkowej, w Europie Wschodniej - nie mówię pojednanie na zasadzie kochajmy się, pojednanie, które wymaga bardzo twardego postawienia sprawy, powiem nawet zadania sobie bólu - i dopiero wtedy można mówić o autentycznym partnerstwie" - stwierdził. Według analityka kwestia Wołynia, ekshumacji i godnego pochówku ofiar musiała być „rozpracowana" lata temu. Bez przerobienia historii nie ma podstawy do trwałego partnerstwa.
Niemcy, reparacje i mentalność
Profesor podkreślił, że Polska powinna domagać się reparacji od Niemiec za zniszczenia wojenne, a w Berlinie powinien stanąć „autentyczny pomnik" ofiar - „nie jakiś tam kawał kamienia, który ktoś zrzucił z jakiejś platformy". W relacjach z Niemcami, jego zdaniem, mimo dobrej współpracy w ramach Unii Europejskiej, wymiar narodowy pozostaje nierozliczony.
Michta wskazał jednocześnie na atuty Polski: kohezyjność społeczeństwa, wspólnotę kulturową, brak masowej imigracji porównywalnej z niemiecką oraz „umiłowanie wolności". Słabością jest natomiast mentalna niepewność klasy politycznej, manifestująca się w nazywaniu Warszawy „Paryżem północy" - porównaniu, którego Paryżanie nigdy nie używają w drugą stronę.
Międzymorze i scenariusze regionalne
Pytany o projekt Międzymorza, Michta nazwał go obecnie „mało realnym" z powodu dużych dysproporcji ekonomicznych i wojskowych w regionie. Zwrócił uwagę na geograficzną rzeczywistość: dopóki Rosjanie „trzymają łapę na Białorusi", Polska de facto graniczy z Rosją. Bezpieczeństwo regionu wymaga zmian również w Mińsku, które staną się możliwe dopiero, jeśli Ukraina wytrzyma wojnę.
Analityk przypomniał ukraiński potencjał - zasoby mineralne, jakość ziemi rolnej, silną armię z doświadczeniem bojowym, innowacyjny przemysł zbrojeniowy. Jednocześnie zaznaczył demograficzną zapaść: z około 51 milionów mieszkańców po odzyskaniu niepodległości, przed inwazją 2022 roku Ukraina liczyła już poniżej 40 milionów, a obecnie pozostało „dwadzieścia parę".
Polska poza stołem negocjacyjnym
Najbardziej niepokojącym sygnałem dla Michty jest brak Polski przy stole, przy którym negocjowana jest przyszłość Ukrainy. Profesor odniósł się do wywiadu ministra spraw zagranicznych dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung", w którym ten domagał się polskiego miejsca przy negocjacjach.
„To znaczy, że nie ma tej pewnej oczywistości, że kraj, który bezpośrednio graniczy z Ukrainą, jest największym krajem w regionie, nie jest traktowany jako inherentny element tej negocjacji" - stwierdził. „To jest niezwykle niepokojące. To znaczy, że trzeba wypracować strategię, która to znulifikuje".
Recepta: proaktywna strategia
Michta sformułował zasadę przewodnią dla polskiej polityki sąsiedzkiej: pierwszym krokiem powinno być takie ułożenie relacji z każdym państwem, by Polsce „nie szkodziły", drugim - by „maksymalizowały zdolności operacyjne". Wymaga to intensywnego zaangażowania analityków, rządu, a także biznesu - bo otwieranie rynków dla polskich firm musi być częścią strategii państwa.
W odniesieniu do Ukrainy oznacza to konieczność reagowania mocnymi gestami symbolicznymi tam, gdzie naruszane są polskie interesy, ale jednocześnie konsekwentnego budowania mechanizmów współpracy gospodarczej, kształtowania ukraińskiej polityki wewnętrznej w obszarach istotnych dla Warszawy oraz budowania koalicji regionalnych w ramach Unii Europejskiej i NATO. „Tak samo jak Polska powinna wpływać na to, co się dzieje na Ukrainie, tak Ukraina wpływa na to, co się dzieje w Polsce" - zauważył.
Kontekst
Rozmowa odbyła się w momencie najpoważniejszego kryzysu w stosunkach polsko-ukraińskich od początku rosyjskiej inwazji w 2022 roku. Po wzajemnym odbieraniu odznaczeń państwowych emocje po obu stronach pozostają wysokie, a obie diagnozy - Michty i Jankego - są zbieżne: polska klasa polityczna, podzielona i nastawiona na cykl wyborczy, nie buduje długofalowej strategii wobec wschodniego sąsiada. Tymczasem Ukraina, mimo wyniszczającej wojny, prowadzi politykę zagraniczną z większą inicjatywą, kierując się także w stronę Berlina i Paryża jako głównych partnerów odbudowy. Bez zmiany sposobu myślenia w Warszawie - ostrzegł Michta - Polska pozostanie graczem reagującym, a nie kształtującym swoje sąsiedztwo.