Powrót

Andy Burnham premierem Wielkiej Brytanii wobec kryzysu migracyjnego

Andy Burnham został nowym premierem Wielkiej Brytanii, zastępując Keira Starmera po jego politycznej porażce. Nowy szef rządu przejmuje pakiet nierozwiązanych problemów - od kryzysu energetycznego po napięcia wokół legalnej i nielegalnej imigracji, którą znaczna część brytyjskiego społeczeństwa uznaje dziś za najpoważniejsze wyzwanie kraju. O sytuacji za Kanałem La Manche mówił w studiu dr Przemysław Biskup, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych związany również ze Szkołą Główną Handlową.

Nowy premier bez nowego mandatu

Andy Burnham przed objęciem urzędu premiera pełnił funkcję burmistrza metropolitalnego wielkiego Manchesteru. Wcześniej, jeszcze przed 2010 rokiem, był wiceministrem, a pod koniec poprzednich rządów Partii Pracy - ministrem.

Pochodzi z Liverpoolu, z niższej klasy średniej, lecz zdobył elitarne wykształcenie w Cambridge. Zdaniem Biskupa należy do pokolenia „złotej młodzieży Partii Pracy lat 90.”, które za czasów Tony’ego Blaira szybko awansowało w strukturach politycznych - podobnie jak Ed Miliband, obecny minister spraw zagranicznych.

Analityk podkreśla, że zmiana premiera w trakcie kadencji jest zgodna z brytyjską konstytucją, lecz nie daje następcy nowego mandatu politycznego. Burnham powinien realizować program zapisany w manifeście wyborczym z 2024 roku, który - jak ocenia gość - pisano „na zasadzie: obiecujemy wszystko wszystkim”.

To źródło poważnych trudności. „Większość wyborców wie, że obiecywano im wszystko przez cały czas, a teraz w końcu trzeba albo coś dowieść, albo pogodzić się ze skutkami” - mówi Biskup. Nowy premier, jak zaznacza, „wchodzi w buty, które zostawił mu Starmer”.

Energia, gospodarka i dług

Lista wyzwań jest długa. Wielka Brytania mierzy się z niskim wzrostem gospodarczym, wysokimi kosztami życia i - po pandemii COVID-19 - rekordowym długiem publicznym oraz deficytem bieżącym. Poziom opodatkowania jest, według analityka, „rekordowo wysoki jak na okres pokoju”, co niemal wyklucza pole manewru.

Kluczowym problemem pozostają koszty energii, ściśle powiązane z polityką zielonej transformacji. Zdaniem Biskupa Wielka Brytania po Brexicie tej polityki nie porzuciła, lecz „turbodoładowała”, prowadząc dziś „mocniejszą wersję polityki unijnej niż sama Unia Europejska”.

Cel dekarbonizacji wyznaczono na 2050 rok. Wymusił on odchodzenie od tradycyjnych źródeł energii na rzecz odnawialnych, obarczonych niestabilnością zależną od klimatu. Problemem jest też infrastruktura przesyłowa: energia wiatrowa powstaje tam, gdzie „mało kto mieszka”, i wymaga przesyłu na drugi koniec kraju.

Szczególnie zapalna pozostaje kwestia wydobycia ropy i gazu z Morza Północnego, z którego „de facto żyją” pewne regiony, zwłaszcza Szkocja - co Biskup porównuje do węgla na Śląsku. Analityk wskazuje na wewnętrzną sprzeczność: kraj zwiększa import surowców z norweskiej części Morza Północnego, uznając je za ekologiczne, podczas gdy złoża brytyjskie „200-300 km dalej” traktowane są jako nieekologiczne.

Imigracja jako „temat matka”

Największą wagę gość przypisuje jednak imigracji, którą określa mianem „tematu matki” - mającego implikacje dla wielu dziedzin życia. To właśnie ona, jego zdaniem, „mocno dołożyła się” do porażki Starmera i do stałej przewagi sondażowej Nigela Farage’a.

Przez ostatnie trzydzieści lat imigrację legalną traktowano niemal wyłącznie jako zagadnienie ekonomiczne. Rewolucję narracyjną uruchomił Farage, zwracając uwagę na wymiar społeczny. Biskup mówi o „załamywaniu się spójności społecznej” tam, gdzie miesza się ludność rdzennie brytyjska z napływową pozaeuropejską, oraz o oddolnej gettoizacji.

Analityk przywołuje konkretny przykład: w kwietniowych wyborach uzupełniających na terenie wielkiego Manchesteru dużą część materiałów wyborczych przygotowano w językach pendżabskim i urdu. W wielu miejscach, jak zaznacza, powstają „równoległe struktury władztwa publicznego” - klanowe lub religijne - a w Wielkiej Brytanii działają rozbudowane sądy i bankowość szariacka.

Najbardziej drastycznym przejawem tych napięć są, według Biskupa, gangi gwałcicieli pakistańskich zorganizowane „w struktury mafijne”, mające przedstawicieli w lokalnej władzy i policji. Ich ofiarami padały białe dziewczynki z rodzin robotniczych lub przedstawicielki mniejszości niemuzułmańskich, na przykład sikhijskiej. O sprawie milczano przez lata z powodu poprawności politycznej.

Sprawa Henry’ego Nowaka

Mechanizm działania „niepodważających neutralności” procedur analityk ilustruje przypadkiem Henry’ego Nowaka - brytyjskiego studenta polskiego pochodzenia, zabitego około półtora roku temu przez sprawcę wywodzącego się z mniejszości sikhijskiej.

Do zabójstwa doszło po banalnej sprzeczce, gdy obaj mężczyźni byli pod wpływem alkoholu. Poważne konsekwencje zaczęły się jednak, gdy brat sprawcy zgłosił zdarzenie policji jako incydent na tle rasistowskim. Funkcjonariusze, działając zgodnie z protokołem, zakuli w kajdanki ofiarę - Nowaka.

„Morderca, który na pewnym etapie też został zgarnięty do radiowozu, na żadnym etapie tego zajścia nie był zakuty w kajdanki” - relacjonuje Biskup. Sprawa zakończyła się wyrokami skazującymi dla sprawcy i jego krewnych, którzy pomogli ukryć broń, lecz - jak dodaje analityk - „procedury są ustawione tak, by wyciszać kwestie rasowe” w sposób podważający równość praw obywateli.

Pęknięcie między elitą a wyborcami

Gość opisuje wyraźny podział brytyjskiego społeczeństwa w proporcjach zbliżonych do zasady Pareto - z grupą 20-30 procent, w dużej mierze elitarną, wciąż popierającą imigrację, oraz zdecydowaną większością oczekującą kursu odwrotnego. Istnienie tej pierwszej grupy tłumaczy, jego zdaniem, dobre notowania proimigracyjnej Partii Zielonych.

Partia Pracy mierzy się ze stałym napięciem między preferencjami swoich aktywistów i posłów a oczekiwaniami elektoratu. Konsekwentnie krytyczny wobec imigracji pozostaje jedynie Reform UK Nigela Farage’a, lider sondaży od około półtora roku.

Sygnałem, że rządzący dostrzegają problem, jest - według Biskupa - powołanie na stanowisko minister spraw wewnętrznych Shabany Mahmood, konserwatywnej muzułmanki, w miejsce liberalnej Yvette Cooper. Mahmood, reprezentująca tradycjonalistyczne skrzydło partii, uruchomiła restrykcyjną ustawę imigracyjną i - jak potwierdzono - zachowa stanowisko w gabinecie Burnhama.

Demografia i długie trwanie

Analityk umieszcza brytyjski spór w perspektywie historii długiego trwania. Obecną sytuację porównuje do siedemnastowiecznej konfrontacji purytanów z resztą społeczeństwa: elita, jego zdaniem, „jeszcze nie odczytała”, że nastroje się zmieniają, podobnie jak następcy Cromwella przed restauracją monarchii.

Prognozy demograficzne wskazują, że przy utrzymaniu obecnej imigracji biali Brytyjczycy przestaną być większością we własnym kraju mniej więcej w drugiej połowie lat 60. tego wieku. W trzech największych miastach nie stanowią większości od około dwudziestu lat - w Londynie to „raptem trzydzieści parę procent ludności”.

Biskup przywołuje słowa Jima Ratcliffe’a, współwłaściciela Manchesteru United, że „Wielka Brytania została dziś skolonizowana przez migrantów”. Zaznacza, że Elon Musk, wypowiadający się w podobnym tonie, popiera w Wielkiej Brytanii siły skrajnie prawicowe - Tommy’ego Robinsona oraz Ruperta Lowe’a z partii Restore, dla której Farage jest „za mało radykalny”.

Program Farage’a i przyszłość

Zdaniem analityka Farage nie jest odpowiedzią wyłącznie na Partię Pracy, lecz na cały establishment, który określa mianem „uniparty”. Odrzuca radykalne hasła - takie jak deportacja milionów - akceptując wieloetniczność i wielowyznaniowość pod warunkiem zachowania rozdziału państwa od religii. Jeden z jego najważniejszych zastępców, Zia Yusuf, jest muzułmaninem.

Program Farage’a zakłada odbudowę „brytyjskości” i pozytywnej promocji historii kraju, radykalne ograniczenie imigracji netto do zera na pewien czas oraz zwalczanie migracji nielegalnej. W gospodarce dostrzegalny jest konflikt między podejściem taczerowskim a prosocjalnym, wynikającym z robotniczego pochodzenia części wyborców.

Farage opowiada się także za „materialną realizacją Brexitu”. Biskup zwraca uwagę, że dekadę po referendum Wielka Brytania „w dziewięćdziesięciu paru procentach pod względem regulacji jest państwem unijnym” - w tym sensie Brexit „jeszcze się w ogóle nie dokonał”.

Analityk ocenia zmianę składu etnicznego jako proces nieodwracalny, lecz adaptację kulturową uznaje za możliwą do ukształtowania. Za najrozsądniejszy kurs uważa odbudowę zmodernizowanej tożsamości obywatelskiej łączącej tradycyjną brytyjskość z konsekwentnym egzekwowaniem integracji, w tym nauki języka angielskiego. Zamieszki i demonstracje, jego zdaniem, będą się powtarzać, dopóki żadna poważna siła polityczna nie wdroży realnych środków regulujących problem.