Rząd ograniczy pensje lekarzy do 16-krotności płacy minimalnej
Premier Donald Tusk zapowiedział przed wtorkowym posiedzeniem gabinetu, że maksymalne miesięczne wynagrodzenie lekarzy wyniesie 76 800 złotych brutto, czyli 16-krotność ustawowej płacy minimalnej. Zmiany mają uporządkować system rozliczania medyków, który w ostatnich tygodniach wywołał kontrowersje, i zbiegają się z pogłębiającym kryzysem finansowania publicznej opieki zdrowotnej.
Reforma wynagrodzeń w opiece zdrowotnej
Szef rządu podkreślił, że celem reform nie jest obniżanie pensji lekarzy, lecz uczynienie systemu bardziej przejrzystym. Ustalona granica odpowiada, według Tuska, pracy na poziomie dwóch pełnych etatów. „Biedy nie ma” - stwierdził premier, odnosząc się do wysokości proponowanego pułapu.
Nawet po wprowadzeniu zmian polscy lekarze mają zarabiać powyżej średniej dla państw członkowskich Unii Europejskiej. Tusk zapowiedział jednocześnie odejście od dotychczasowego mechanizmu naliczania procentu od wartości wykonywanych procedur medycznych. Nowe rozwiązania mają zakończyć problem wysokich stawek godzinowych.
W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Zdrowia przedstawiło projekty zmian dwóch ustaw oraz czterech rozporządzeń. Regulacje dotyczą zarobków lekarzy, rozliczania ich czasu pracy oraz danych o miejscach zatrudnienia. Premier zapowiedział szerokie konsultacje pakietu, aby nie był on później kwestionowany przez zainteresowane strony.
Kryzys finansowania i kurczące się limity NFZ
Reforma wynagrodzeń zbiega się z rosnącymi problemami finansowymi placówek medycznych. Zdaniem rozmówców portalu Interia w tym roku doszło do spiętrzenia kolejek pacjentów odsyłanych z placówek już przed rokiem.
Dziennik „Rzeczpospolita” opublikował pismo otrzymane przez pacjentkę Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Kobiecie chorującej na raka piersi poradzono, by szukała pomocy w innej placówce, ponieważ z powodów finansowych rozpoczęcie leczenia jeszcze w tym roku okazało się niemożliwe. Szpitalowi zabrakło środków w ramach programu lekowego.
W odpowiedzi na publikację placówka przekazała, że nie wstrzymano kwalifikacji ani przyjęć pacjentów. Nie zaprzeczyła jednak informacjom o odsyłaniu chorych do innych szpitali oraz o przesuwaniu ich w kolejce na 2027 rok.
Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski powiedział Interii, że Narodowy Fundusz Zdrowia potwierdza w tym roku podobne doniesienia, choć rok wcześniej zaprzeczał istnieniu problemu. Limity na zabiegi planowe oraz na realizację programów lekowych wyczerpały się już na początku lipca, podczas gdy wcześniej trudności pojawiały się zwykle w październiku lub listopadzie. Kosikowski ostrzega przed „armagedonem”, gdy limity zostaną wyczerpane w 150, a być może nawet w 200 szpitalach w całym kraju.
Domniemane rozmowy Rosji i Niemiec w Azerbejdżanie
Dyplomaci z Rosji i Niemiec mieli odbyć potajemne spotkanie w Baku poświęcone zakończeniu wojny na Ukrainie. Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew ujawnił rozmowy podczas wspólnej konferencji z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem.
Według Alijewa spotkanie odbyło się między 12 a 14 lipca. Prezydent zaznaczył, że przedstawiciele obu państw zebrali się na terytorium jego kraju bez jego wiedzy i zgody, lecz pochwalił rozmowy, jeśli miałyby doprowadzić do zakończenia wojny na Ukrainie.
Kanclerz Merz zaprzeczył doniesieniom, oświadczając, że nie posiada wiedzy o żadnym takim spotkaniu. Informatorzy tygodnika „Die Zeit” podali jednak skład rzekomej niemieckiej delegacji: byłego ministra do zadań specjalnych Ronalda Pofallę z CDU oraz byłego premiera Brandenburgii Matthiasa Platzecka z SPD. Stronę rosyjską miał reprezentować m.in. przewodniczący rady dyrektorów Gazpromu Wiktor Zubkow. Gazeta postrzega rozmowy jako próbę wznowienia dialogu między Berlinem a Moskwą przez nieoficjalne kanały dyplomatyczne.
Napięcie na Bliskim Wschodzie i ceny gazu
Ceny gazu ziemnego wzrosły do najwyższego poziomu od ponad czterech miesięcy, reagując na wznowienie walk między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. W poniedziałek cena referencyjna surowca w Europie przekroczyła na krótko 60 euro, by następnego dnia ustabilizować się w okolicach 59 euro za megawatogodzinę.
Portal Politico przypomina, że w czerwcu ceny spadły poniżej 50 euro za megawatogodzinę po wprowadzeniu zawieszenia broni i podpisaniu wstępnego porozumienia przez Waszyngton i Teheran. Obecny wzrost nastąpił po dziesiątej z rzędu nocy amerykańskich uderzeń na irańskie cele, na które Teheran odpowiedział rakietami i dronami wymierzonymi w infrastrukturę regionalnych sojuszników USA.
Sytuację pogłębiają obawy o kurczące się europejskie rezerwy oraz rosnące zapotrzebowanie Azji na paliwa kopalne. Niepewność wzmagają też zapowiedzi obu państw dotyczące opłat za korzystanie z cieśniny Ormuz, przez którą transportowany jest gaz ziemny.
Iran zapowiedział, że zbombarduje własne terytorium, jeśli Amerykanie rozpoczną operację lądową. Rzecznik sił zbrojnych Mohammad Akrami Nia zapowiedział taki scenariusz w razie inwazji na strategiczną wyspę Chark z kluczowym terminalem naftowym. Niektórzy parlamentarzyści opowiadają się za bezpośrednim atakiem na Bahrajn i Kuwejt, a były minister spraw zagranicznych wezwał do uderzenia na jedną z regionalnych baz USA i pojmania stacjonujących tam żołnierzy.
Zatrzymania w Indiach i koniec wyborów w Nikaragui
W Indiach policja zatrzymała lidera parlamentarnej opozycji Rahula Gandhiego z Indyjskiego Kongresu Narodowego, gdy uczestniczył w strajku okupacyjnym pod rezydencją premiera Narendry Modiego. Manifestacja była odpowiedzią na wcześniejsze brutalne rozpędzenie protestów studenckich.
Demonstracje organizuje utworzona w maju Partia Ludzi Karaluchów, uprawiająca satyrę wobec nacjonalistycznych władz. Ruch powstał po wycieku arkuszy egzaminacyjnych, który zmusił ponad dwa miliony kandydatów na lekarzy do ponownego przystąpienia do egzaminów, i domaga się odszkodowań dla rodzin dwunastu osób, które miały z tego powodu popełnić samobójstwo.
Prezydent Nikaragui Daniel Ortega ogłosił z kolei, że w jego kraju nie będą już przeprowadzane wybory, „aby opozycja nie mogła przejąć w nich władzy”. Zapowiedział współpracę ze Zgromadzeniem Narodowym nad przepisami budującymi „mur wokół krajowej opozycji”, której przedstawicieli nazwał zdrajcami.
Dziennik „The Guardian” przypomina, że kolejne wybory parlamentarne w Nikaragui powinny odbyć się w przyszłym roku. Ortega rządzi krajem od 2007 roku; w ubiegłym roku przeprowadził reformy konstytucyjne wydłużające jego kadencję oraz czyniące jego żonę Rosario Murillo współprezydentem.