Antykorupcyjna obława w prokuraturze Ukrainy w cieniu rozmów o pokoju
Funkcjonariusze ukraińskiego Narodowego Biura Antykorupcyjnego (NABU) i Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP) wdarli się po drabinach na teren Prokuratury Generalnej w Kijowie w ramach operacji „Kartagina", wymierzonej w sieci przestępczych call center. Do zatrzymań i przeszukań doszło w momencie, gdy toczy się kolejna tura rozmów o zakończeniu wojny - zbieżność, którą rozmówcy programu, Kamila Baranowska i Grzegorz Ślubowski, uznają za nieprzypadkową.
Operacja objęła sieci tzw. call center wyłudzających pieniądze od ludzi w Kijowie i Dnieprze. Według ustaleń przywołanych w rozmowie w proceder zaangażowanych było - lub wciąż jest - około 60 tysięcy osób. „To jest przemysł, który tam funkcjonuje. To jest po prostu nieprawdopodobne" - mówił Ślubowski, opisując skalę zjawiska.
Grupa przestępcza wewnątrz prokuratury
Mechanizm oszustw opierał się na klasycznych schematach socjotechnicznych. Sprawcy dzwonili do wybranych osób, podszywali się pod instytucje bankowe i nakłaniali ofiary do podania haseł oraz kodów, po czym wyprowadzali środki z ich kont.
Zatrzymano szefa departamentu cyberbezpieczeństwa Prokuratury Generalnej, Serhija Kropywę. W jego domowym sejfie znaleziono znaczne ilości gotówki. Kropywa jest podejrzewany o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą lub udział w niej - strukturą, która miała działać wewnątrz samej prokuratury.
Grupa miała zajmować się ochroną sieci oszukańczych call center oraz praniem pieniędzy. Kropywa według śledczych weryfikował, które centra „opłacają się" jego strukturze, a wobec konkurencji uruchamiał postępowania prokuratorskie, wykorzystując pozycję w urzędzie. „Kto nie płaci, ten ma problem. Kto się opłaca - nie" - podsumowała mechanizm Baranowska, określając te działania jako mafijne.
W sprawę mieli być zamieszani nie tylko prokuratorzy, ale też funkcjonariusze cywilnej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Portal „Ukraińska Prawda" informował, że przeszukania miały objąć również gabinety prokuratora generalnego Rusłana Krawczenki oraz jego zastępczyni. Rzeczniczka Prokuratury Generalnej zaprzeczyła jednak, by przeszukano gabinet Krawczenki - oficjalnie prokurator generalny nie jest w sprawę zaangażowany.
Człowiek Zełenskiego pod presją
Krawczenko należy do polityków blisko związanych z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Jako bardzo młody człowiek został mianowany prokuratorem generalnym, wywodząc się z grupy, którą prezydent wprowadził do polityki. Jak zauważyli rozmówcy, to środowisko jest coraz mocniej dotknięte aferami korupcyjnymi.
Kluczowe dla zrozumienia sprawy jest to, czym jest NABU. To służba antykorupcyjna działająca poza zasięgiem ukraińskich władz, finansowana i kontrolowana głównie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, a w praktyce - jak wskazywał Ślubowski - przede wszystkim przez Amerykanów, z pewnym udziałem Europejczyków.
Rozmówcy przedstawili dwie interpretacje wydarzeń. Zgodnie z pierwszą funkcjonariusze NABU są autentyczną siłą zwalczającą korupcję. Zgodnie z drugą działają w interesie Amerykanów, którzy naciskają na Zełenskiego - być może zmierzając nawet do jego wyeliminowania - w kontekście nowej tury rozmów pokojowych. „Jedna i druga może być prawdziwa. One się chyba nawet mocno nie wykluczają" - ocenił Ślubowski.
Próba ograniczenia niezależności i seria operacji
W lipcu 2025 roku Rada Najwyższa przy wsparciu Zełenskiego przyjęła ustawę godzącą w niezależność NABU i SAP. Po ostrej krytyce, protestach ulicznych oraz zakulisowych działaniach ze strony Amerykanów i Europejczyków władze wycofały się z tych rozwiązań.
„Kartagina" wpisuje się w serię operacji NABU wymierzonych w rządzącą elitę. Wśród nich rozmówcy przypomnieli operację „Midas", w której pojawia się postać biznesmena o nazwisku Mindycz oraz tajemniczy „Wołodia", mający wiedzieć o schematach korupcyjnych.
„Midas" ujawniła mechanizm kradzieży pieniędzy przeznaczonych na budowę instalacji chroniących ukraińskie ośrodki energetyczne przed rosyjskimi atakami. Część środków miała trafiać jako łapówki do otoczenia prezydenta, w tym do Andrija Jermaka. Zdaniem rozmówców w proceder może być zamieszany również obecny szef kancelarii prezydenta. Tożsamość „Wołodii" pozostaje przedmiotem domysłów; rozmówcy nie wykluczyli, że chodzi o samego prezydenta.
Sondaż przeprowadzony po tamtej aferze pokazał, że 39 procent Ukraińców uznawało Zełenskiego za zaangażowanego w korupcyjny proceder, a 30 procent sądziło, że wiedział o korupcji, choć sam bezpośrednio w nią zaangażowany nie był. Mimo to, jak zauważyła Baranowska, prezydent pozostaje „teflonowy" - kolejne sprawy dotąd go nie dotykają.
Timing i geopolityczne tło
Rozmówcy powiązali kumulację afer z presją na Kijów. „Timing nie jest przypadkowy tych wszystkich wydarzeń naraz" - mówił Ślubowski. W Kijowie przebywali niedawno specjalni wysłannicy Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner, którzy wcześniej odwiedzili Moskwę. Osobną, tajemniczą wizytę w rosyjskiej stolicy złożył także szef CIA.
Zełenski znajduje się w trudnym położeniu: nie kontroluje już w pełni Rady Najwyższej, brakuje środków na prowadzenie wojny, a parlament blokuje ustawy umożliwiające pozyskanie funduszy z Unii Europejskiej. Do tego dochodzi kryzys korupcyjny.
Stawką rozmów jest niezajęta jeszcze przez wojska rosyjskie część Donbasu. Rosja pierwotnie domagała się przekazania tego terytorium; amerykańska propozycja ma zakładać, że region znalazłby się pod wspólnym zarządem - z udziałem USA i ONZ. „Ziemia niczyja, ale też ziemia, na której można prowadzić interesy" - komentowała Baranowska.
Zdaniem Ślubowskiego na zakończeniu wojny najbardziej zależy Trumpowi. W listopadzie czekają go wybory połówkowe, a sukces w sprawie ukraińskiej mógłby wzmocnić jego pozycję. W tle pozostaje geopolityka: dla Waszyngtonu głównym przeciwnikiem są Chiny, a nie Rosja - kierunek zapisany, jak zauważono, w najnowszej strategii bezpieczeństwa USA. Neutralizacja Rosji wobec Pekinu może być celem długofalowym.
Na Putina Amerykanie mają ograniczone środki nacisku - mogliby uderzyć w tzw. flotę cieni, dzięki której Rosja sprzedaje surowce, lecz Trump tego unika. „Dużo łatwiej grać wobec Zełenskiego" - ocenił Ślubowski. Ukraiński prezydent jest, z perspektywy Waszyngtonu, łatwiejszym narzędziem nacisku.
Presja przybiera również brutalniejsze formy. Rozmówcy przypomnieli strzelaninę między agentami służb cywilnych i wojskowych. SBU miała próbować wymusić na walczącym po stronie Ukrainy Rosjaninie zeznania obciążające szefa kancelarii prezydenta, a pośrednio Zełenskiego.
Co dalej z Ukrainą i jej prezydentem
Zakończenie lub zamrożenie wojny nie oznacza automatycznie końca kariery Zełenskiego - musiałyby odbyć się wybory, w których prezydent prawdopodobnie chciałby wystartować. Jednak oddanie jakiejkolwiek części terytorium, nawet pod zarząd amerykański, jest dla Ukraińców trudne do przyjęcia i może przesądzić o jego politycznym losie.
Nie jest też pewne, czy amerykańskie naciski przyniosą efekt. Zełenski wielokrotnie wykazywał asertywność wobec Trumpa, a zakres nacisków, jakimi dysponują Amerykanie, pozostaje nieznany.
Dla Polski kluczowe jest, by wojna nie zakończyła się jednoznacznym zwycięstwem Rosji, które oznaczałoby imperialną Rosję na całej wschodniej granicy. Istnienie niezależnej Ukrainy pozostaje w polskim interesie - nawet jeśli, jak przyznali rozmówcy, dzisiejsze ukraińskie państwo przypomina raczej system rywalizujących klanów niż normalnie funkcjonujący kraj. Rozmówcy zaznaczyli jednak, że część społeczeństwa aktywnie domaga się reform, wychodząc na ulice, gdy władza próbuje ograniczać instytucje kontrolne. Nawet bez Donbasu Ukraina - pod warunkiem rozliczenia korupcji - może zbudować państwo na europejską modłę.